Główne menu

Kto jest autorytetem dla współczesnych kobiet?

Był Winnetou, Superman, czterej pancerni i Wojtek, który chciał zostać strażakiem. A kim chciałaby zostać Marysia? Dzisiaj teoretycznie może być kimkolwiek zapragnie, bo ambicje kobiet nie muszą się już ograniczać do pieczenia perfekcyjnych sufletów i doprowadzania mężowskich koszul do nieskazitelnej białości. Tylko czy w tych dążeniach dziewczynki mają się na kim wzorować? Bo gdzie nie spojrzeć, sukces jest rodzaju męskiego. Niby nic takiego, autorytet to autorytet, jakie to ma znaczenie, w spodniach czy spódnicy? Okazuje się jednak, że niedobór kobiecych wzorów ma swoje konsekwencje.

Chociażby takie, że lubimy się z kimś lub czymś utożsamiać, a płeć to idealny pretekst do tworzenia podziałów na ‘my i oni’. I kiedy ‘nasi’ nie odnoszą sukcesów, cierpi cała grupa, a ‘oni’ triumfują. Z przekonaniem, że już zawsze będą zwycięzcami i dalsze rywalizowanie po prostu nie ma sensu. To zaś może ‘naszych’ zachęcić do zdwojenia wysiłków albo… odpuszczenia, bo najwyraźniej nie dla psa kiełbasa.

Kogo by tu wymienić…

Forbes na swojej liście najważniejszych osobistości w pierwszej dziesiątce umieścił dwie kobiety: Angelę Merkel i Janet Yellen. Całkiem nieźle, pani kanclerz zmieściła się nawet na podium. Na tym jednak dobre dla pań wiadomości się kończą. Do drugiej dziesiątki załapała się tylko Theresa May. Potem mamy jeszcze Christine Lagarde i… koniec, w pierwszej pięćdziesiątce to tyle.

W całej setce ‘potężnych’ kobiet jest w sumie sześć. Słownie: sześć. To nawet nie 10 procent, a przecież kobiety to nieco ponad połowa populacji! No, mając takie liczby przed nosem trudno nie uwierzyć, że kobiety są cienkie. Bardziej pokrzepiająca jest lista najbardziej wpływowych osobistości według Time’a, na której kobiet jest zdecydowanie więcej, ale wciąż są one mniejszością.

Czyli co, jesteśmy takie ułomne?

Na to wychodzi.

Taki obraz świata bez wątpienia podcina skrzydła wielu kobietom. Jasne, te wybitne dopną swego i przebiją się na szczyt, ale co z tymi, które są ‘jedynie’ dobre? Nie zawsze mają tyle sił, by pokonać wszystkie kłody, jakie rzuca się im pod nogi. Brak kobiet, które mogłyby im podać pomocną dłoń na pewno sprawy nie ułatwia, bo zupełnie inaczej działa się w towarzystwie swojaków, a inaczej w otoczeniu wrogim i obcym. Jest i drugi problem – gdy nie ma innych kobiet, swoje obowiązki trzeba wykonywać po męsku, co też jakoś tam redukuje szanse, bo nie pozwala rozwinąć własnych, wrodzonych kobiecych predyspozycji. A nie każda kobieta preferuje męski styl pracy, męskie pomysły i rozwiązania, ale niestety, babskie działanie, choćby ostatecznie zapewniło sukces, wciąż jeszcze spotyka się z oporem i gorącą krytyką.

Jeden z nas

Pół biedy, jeśli kobieta działa na jakimś żeńskim poletku, gdzie obecność płci pięknej nie budzi większych kontrowersji. Ale wystarczy, że zapragnie wejść do świata typowo męskiego. Trudno jej tam będzie znaleźć mentorkę i przewodniczkę, najczęściej pozostaje zdanie się na męską opiekę, a tutaj bywa różnie. Można trafić dobrze, na kogoś, kto nie patrzy przez pryzmat płci, lecz wyłącznie umiejętności, ale można też mieć pecha i nadziać się na człowieka, który na każdym kroku da odczuć, że dziewczyna znalazła się tu przez przypadek i najlepiej by zrobiła, gdyby zwinęła swoje zabawki i wróciła do kuchni.

W kobietach, które przeszły podobny test bojowy, dość często rodzi się specyficzna niechęć do przedstawicielek własnej płci. Docenią one jedynie te najtwardsze i najbardziej bezwzględne zawodniczki, te zaś, które skamlą o jakimś równouprawnieniu, dyskryminacji, parytetach i tym podobnych głupotach, będą w ich oczach smętnymi dziewuszkami, które w pełni zasługują na pogardliwe traktowanie ze strony mężczyzn. Niechętnie też przyjmą do swojego zespołu inne kobiety, bo nie po to konkurowały z facetami, żeby teraz niańczyć jakieś spragnione wrażeń panienki. Wszak jedynie czysto męskie grono jest ostatecznym dowodem na wejście do elity. Oczywiście, nie wszystkie kobiety tak się zachowują, ale to nie przypadek, że im bardziej sfeminizowane jest jakieś środowisko, tym łatwiej kobietom zdobyć wyższą pozycję. I nie, nie dlatego, że to łatwiejsza dziedzina. Przede wszystkim dlatego, że kobieta jest już ‘oswojona’, nie wydaje się przybyszem z obcej planety, dzięki czemu jest mniej narażona na głupie docinki kolegów, na seksistowskie uwagi, na komentarze jak to baby się do czegoś tam nie nadają. Jest po prostu normalna, zawodowa rywalizacja, a nie wojna płci. Słowem, w znacznie większym stopniu liczą się kwalifikacje, a nie męskie uprzedzenia typu ‘baby nie potrafią budować mostów’.

Kobiety w większym gronie stają się też znacznie wydajniejsze. O ile faceci częściej starają się być samotnymi wilkami, tak panie świetnie odnajdują się w kooperacji – według badań opublikowanych w „Harvard Business Review”, większa liczba kobiet w zespole sprawia, że inteligencja zbiorowa tego grona wyraźnie rośnie. I tym samym łatwiej jest przekonać resztę, że babski sposób działania ma sporo plusów i warto się nad nim pochylić. A działając w pojedynkę, jest zdecydowanie trudniej. I wciąż trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem.

Kopernik była kobietą

Stara prawda mówi, że prawdziwy talent sam się obroni, ale czy na pewno tak jest? Historia jest pełna genialnych mężczyzn, równie zdolnych kobiet jest w niej jak na lekarstwo. I dzisiaj młoda, pełna zapału uczennica musi się sporo natrudzić, żeby znaleźć sobie idolkę godną naśladowania. Dopiero teraz zaczyna się głośniej mówić o takich postaciach jak Rosalind Franklin, Ada Lovelace czy Emmy Noether, którym daleko do sławy Schrödingera czy innego Bohra, mimo że równie mocno przysłużyły się nauce.

Skromna reprezentacja pań nie jest bynajmniej efektem intelektualnych niedoborów, raczej konsekwencją odsuwania ich od edukacji. Te dziewczęta, które mogły zaglądać do książek, radziły sobie nie gorzej od chłopców, ale nauka mogła być dla nich co najwyżej hobby, a nie sposobem na życie. Do tego ich naukowe osiągnięcia bardzo często były lekceważone bądź zwyczajnie zawłaszczane przez naukowców-mężczyzn – trend ten opisuje dokładnie tzw. zjawisko Matyldy. Podobna niechęć dotknęła samą Marię Skłodowską Curie, a jeśli taki umysł miał pod górkę, to co mówić o tych mniej zdolnych.

Co gorsza, nie tak wiele się w tej kwestii zmieniło. Przekonanie o kobiecej głupocie jest wciąż silne, również wśród samych kobiet, a dowodem na to jest właśnie niższa liczba genialnych naukowców. Dziewczyny mogą wprawdzie studiować, mogą oddawać się karierze naukowej, niemniej ich zdanie waży sporo mniej. Zwłaszcza w dziedzinach najbardziej prestiżowych. Pokazuje to chociażby cytowalność w mediach – o poważną opinię zdecydowanie częściej prosi się mężczyzn niż kobiety, ale i postawa innych naukowców, którzy w swoich pracach wolą się powoływać na ‘męskie’ źródła, jako te bardziej wartościowe. To wszystko sprawia, że kolejne studentki, doktorantki i asystentki szukają przede wszystkim aprobaty męskich kolegów. Usłyszeć, że zrobiły coś jak mężczyzna, to największy komplement. Pochwała od kobiet to tylko nagroda pocieszenia.

Niewiele łatwiej jest w świecie pieniędzy czy polityki. Na szczeblach władzy są prawie sami faceci, mimo że kobietom niczego się tu nie zabrania. Znowu braki umysłowe? Czy może nie dość silna motywacja? Młodzi mężczyźni mają się na kim wzorować, kobiety nie za bardzo, dlatego wiele już na wstępie rezygnuje, bo nie widzi tam dla siebie miejsca. A że otoczenie nie zachęca jej do walki o swoje, nabiera ona przekonania, że faktycznie, to zajęcie wyłącznie dla prawdziwych facetów. Jej pozostaje skupić się przede wszystkim na dzieciach, mężu, domu i to też wbija się jej do głowy. Wystarczy prosty eksperyment: kiedy mężczyzna ideowiec, naukowiec czy rekin biznesu ukocha swoją pasję, pracę i powołanie ponad wszystko, nawet ponad rodzinę, ludzie pokiwają głową ze zrozumieniem. Gdy to samo powie kobieta, w pierwszym rzędzie będzie złą matką. Wzbudzi zgorszenie, nawet gdy po drodze wynajdzie szczepionkę na raka.

Bohaterki drugiej kategorii

Brak wyrazistych kobiecych postaci dotyczy nie tylko nauki, biznesu czy polityki. Również w takim normalnym życiu niewiele jest bohaterek, które kobiety mogłyby wziąć na swoje sztandary. To znaczy niewiele oficjalnie, bo realnie jest ich cała masa, tyle że strasznie mało się o nich mówi. Bo, po pierwsze, często działają lokalnie, a nie globalnie, czyli można na to machnąć ręką, a po drugie, zajmują się głównie sprawami kobiecymi, czyli pierdołami mało istotnymi z punktu widzenia świata. Dlatego działaczki takie jak Leymah Gbowee czy Jaha Dukureh może i budzą jakiś podziw, ale gdzie im tam do generałów, którzy rządzą milionami i wygrywają wojny.

Pozostając przy wojnie. Tu historia też przedstawia niemal samych bohaterskich mężczyzn, kobiety swoich bohaterek mają może kilka. Co utrwala wizerunek kobiet niezdolnych do samodzielnego życia, stale wymagających męskiej opieki i ochrony, choć doświadczenie pokazuje, że wcale nie były to tak bezbronne, strachliwe istotki – dość powiedzieć, że w Polsce, Francji i Holandii Sprawiedliwymi wśród Narodów są w większości kobiety. No, ale ukrywanie Żydów pewnie nie wymagało takiego hartu ducha jak wysadzenie czołgu. Podobnie, na podziw może liczyć żołnierz ratujący w okopach rannego kolegę, ale już rodzenie dzieci w trakcie bombardowania i późniejsza opieka nad nimi w warunkach wręcz nieludzkich na miano czynu bohaterskiego dziwnym trafem nie zasługuje. Na oklaski liczyć mogą także strażacy czy ratownicy górscy, ale już praca pielęgniarki w hospicjum dla umierających dzieci takich emocji nie budzi. Jak gdyby poświęcenie kobiet było mniej wartościowe, było czymś, co kobiety powinny robić bez czekania na ‘dziękuję’. I tak się poniekąd dzieje, kobiety wiecznie się poświęcają, bo to ich obowiązek, za który żadna nagroda się nie należy. Mężczyźni przeciwnie, wystarczy jeden dobry uczynek i wszyscy o tym trąbią. Jakie stąd przesłanie dla kobiet? Muszą być szlachetne i to żadna łaska.

Po prostu słabsza płeć

Dlaczego to takie ważne, żeby kobiety miały swoje własne bohaterki? Czy to przypadkiem nie jest trochę wydumany problem, bo jakież to ma znaczenie, czy naśladujemy wybitnego lekarza czy lekarkę? Przecież chodzi o to, by ratować ludzkie życie. Prawda, tyle że w praktyce trochę inaczej to wygląda.

Fakt, że po stronie kobiecej jest mniej autorytetów, daje płci męskiej silny argument do ręki: same widzicie, że się do tego nie nadajecie. To usprawiedliwia niechęć do wpuszczania kobiet na kolejne męskie obszary, ponieważ jak na dłoni widać, że one nie nadążają. I daje prawo do decydowania za kobiety, jako że faceci wiedzą lepiej co dla nich dobre. Zabija się w dziewczynach przebojowość, wręcz wmawia się im, że są głupsze, choć jeszcze nie zdążyły zrobić niczego, co mogłoby tę opinię potwierdzić. A wystarczy, że kilka kobiet zrobi coś nowego, ciekawego, inspirującego, a od razu znajdują się naśladowczynie – przykładowo, jeszcze sto lat temu kobieta na uczelni była sensacją, dzisiaj studentki nikogo nie szokują i są naturalnym elementem akademickiego krajobrazu. A świat się ani nie zawalił, ani nie uwstecznił.

Innymi słowy, gdy kobiety obserwują silne przedstawicielki swojej płci, łatwiej im zmienić nastawienie do własnego życia. Rośnie samoocena i wiara w swoje możliwości, bo skoro inne dały radę, to dlaczego nie ja? Zyskuje się odwagę by pójść tam, gdzie wcześniej docierało się jedynie w nieśmiałych marzeniach. I tu nawet nie musi chodzić o robienie wielkiej kariery czy ratowanie świata przed skutkami globalnego ocieplenia. Widok dzielnych kobiet może ośmielić na przykład do odejścia od wrednego męża, który swoją wyższość udowadniał pięściami. To może nie Nobel w dziedzinie fizyki, ale wygranie własnego życia też jest niemałym osiągnięciem?

    13 komentarzy

  • L. B.

    Potrzebujemy się z kimś utożsamiać, na kimś wzorować, ale dla mnie Angela Merkel nie jest autorytetem nie umieściłabym jej na takiej liście. Jest rozpoznawalnym politykiem. Kobietom zawsze było trudniej się wybić. Może po prostu nie potrzebują się wybijać, bo realizują się gdzie indziej? Może nie potrzebują udowadniać czegoś mężczyznom, że mogą zająć taką samą pozycję?

    • Edyta

      Tu może nie chodzi nawet o samo udowadnianie czegoś facetom, a jedynie uznanie, że to co robi kobieta, też ważne jest i wartościowe…

  • Megly

    Obecnie te autorytety to dla wielu kobiet vlogerki, influencerki, kobiety sukcesu… Często takie z sąsiedztwa.
    Mnie mierżą te „ideały” pokazywane na Instagramie czy Facebooku. Nie chcę pędzić tak jak one i czcić takiego życia w pędzie. Nie chcę gonić za ideą konsumpcjonizmu, przyklaskiwać drogim torebkom od Chanel czy Michaela Korsa i udawać, że mnie to kręci. Nie kręci. Nie neguję nikogo, kto dąży do tego, żeby takie rzeczy posiadać i czuć się dobrze w tym wyścigu szczurów. Jednak troszkę denerwuje mnie, że wmawia się już bardzo młodym dziewczynom, że o ich wartości decyduje zasobność portfela, uroda, umięśniony brzuch czy drogie kosmetyki. To wszystko warta tyle co nic. A nam brakuje bohaterek na szeroką skalę, które wsławią się czymś więcej niż ładną buzią i zgrabną, eksponowaną aż zanadto pupą. „Stop making stupid people famous”.
    Pozdrawiam. 🙂

    • Edyta

      Myślę, że takich bohaterek jest całkiem sporo, tylko, no właśnie, nikt ich nie lansuje na Instagramie, a jak tam czegoś nie ma, to podobno nie istnieje 😉

  • Cracker

    Pisząc o Rosalind przypomniałaś mi ten zabawny dialog:
    Scientist – Does everyone here know what Watson and Crick discovered?
    Me from back of room – Rosalind Franklin’s notes.
    Dla mnie może nie autorytetem, ale na pewno osobą, która bardzo inspiruje mnie (oraz – jeśli brać pod uwagę dane z FB – jakieś 25 milionów ludzi) jest Ellen DeGeneres. Inteligentna, błyskotliwa, pozytywnie nastawiona do życia kobieta, która działa na wielu płaszczyznach – bawi miliony widzów, uczy tolerancji i akceptacji, ma wielkie serce i działa charytatywnie, pokazuje, że warto być sobą i że warto się nie poddawać, bo kiedyś się uda wykorzystać potencjał, który mamy. I jest chyba też takim powiewem spokoju i łapania oddechu w tym opartym na rywalizacji, trudnym świecie.
    A na koniec coś, co mnie bawi – dla Ciebie w wolnej chwili, może Ci się spodoba 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=CS7dD9mv4Ws

  • Marzena Kud

    Może my kobiety potrzebujemy innego rodzaju idoli niż męski świat? Tam na piedestale stawia się wybitne osiągnięcia sportowe, finansowe, naukowe, polityczne. Dla mnie bohaterką jest matka dwójki dzieci, która ogarnia cały dom, zawozi je na zajęcia dodatkowe, prowadzi księgowość w firmie męża, gotuje dwudaniowe obiady, robi przetwory, codziennie zawozi zakupy schorowanej babci, a w weekendy zabiera dzieci na narty. Sama. Bo mąż ma inne zajęcia. I przy tym ma dla mnie czas i idzie ze mną na kawę. Widzę takie bohaterki codzienne na placach zabaw, które zamiast szminek kupują korektory pod oczy. I wciąż się uśmiechają. W ciszy, bez oklasków.
    Bardzo interesujący wpis, zmuszający do myślenia. Pozdrawiam!

    • Edyta

      Otóż to, niekoniecznie musimy przecież konkurować zawsze na dokładnie tych samych obszarach 🙂 Problem jednak w tym, że tych kobiecych osiągnięć zwykle się nie ceni, bo kobiece…

  • Iwona

    Ale po co chcieć być „jak ktoś”? Każdy, nawet ten najmocarniejszy ktoś jest tylko ułomnym człowiekiem. I czy prawdziwą radość życia możemy oszacować miarą sukcesu zawodowego? osiągnięć naukowych? Ja w każdym razie jestem wolna od tego poglądu. Jesus Christ i nobody else 🙂 A Jezus różnicy społecznej nie robił między płciami 🙂

  • Dorota Syguła

    Wiem, że to nie do końca temat calego tekstu, ale mnie się wydaje, że kobiety nie lubią innych kobiet, bo to dla nich większa konkurencja. Łatwiej jest być zasadniczo pewną siebie w towarzystwie mężczyzn – nawet jesli jesteśmy w czysto kolezeńskim gronie, zawsze unosi się jakaś chemia, zawsze się trochę wzajemnie fascynujemy, mężczyzna musi naprawdę nie lubić kobiety lub go mocno denerwować, żeby w jakiś sposób jej dogadał, a i tak z reguły ma większe wewnętrzne hamulce. Kobiety natomiast mają ich w stosunku do siebie mniej, wręcz czasem szukają zaczepek. Nie chodzi mi o to, żeby postawić kobiety w gorszym świetle – po prostu kobieta dla kobiety jest konkurencją, tak jak facet dla faceta. Stąd też w towarzystwie przeciwnej płci w pewnym sensie łatwiej się odnaleźć.

  • Barbara P.

    Autorytety odnoszą się do osób, ja raczej podziwiam konkretne zachowania. Nie mam więc autorytetu jako takiego. Ale wbrew pozorom to z kobiet czerpię inspirację i wcale nie uważam, że są gorsze od mężczyzn. Wręcz przeciwnie. Mniej łakną poklasku i nie potrzebują tak bardzo dowartościowania, dlatego to co robią robią sukcesywnie, ale bez fajerwerków. Dużo w społecznej przestrzeni jest niestety miałkości, dlatego trudniej dostrzec to co wartościowe. Niemniej chciałabym mieć dystans do siebie i wolność myślenia niczym Maria Czubaszek na przykład. Bez wątpienia podziwiam hart ducha i siłę dążenia do celu Justyny Kowalczyk. Wielkie serce Anja Ringgren Loven….Do polityków, niezależnie od płci, mam spory dystans. Podobnie jak do celebrytów wszelkiej maści. Nazwisk naukowców i wybitnych lekarzy, na przykład, raczej nie znam. Ale są wśród nich bez wątpienia kobiety robiące dobrze to w czym się odnajdują. Tylko tak jak pisałam – bez fajerwerków. Dlatego tak ich mało w rankingach i zestawieniach.

  • POLIPTYK

    Tak, jak mówi ostatnie zdanie artykułu-uważam, że najważniejsze jest wygranie własnego życia. Egzystencja w zgodzie ze sobą, swoimi przekonaniami, pokonywanie słabości i rozwój, przy jednoczesnym poszanowaniu i skupieniu w takim samym stopniu, na drugim człowieku, jak na swoim ego.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>