Główne menu

Inni mają gorzej – dlaczego nie mamy prawa do przeżywania swoich dramatów?

W życiu, jak to w życiu, nie zawsze jest z górki. Zdarzają się dni kompletnie do chrzanu, gdy chce się wyć, walić pięścią w ścianę albo zakopać gdzieś pod kołdrą z przekonaniem, że nie ma na calutkim świecie bardziej nieszczęśliwego człowieka. Jedni te uczucia duszą w sobie, drudzy szukają pocieszenia u bliźnich. I wtedy często przydarza się im coś, co można określić mianem ‘kopania leżącego’.

Więc sądzisz, że jest ci źle? Że TO jest prawdziwy dramat? Coś ci powiem – inni mają gorzej. Rozejrzyj się dookoła. Patrz bardzo uważnie. Patrz tak długo, aż pojmiesz, co jest prawdziwym powodem do płaczu i skargi. Lekcja empatii? Raczej (nie)świadoma próba zlekceważenia czyichś uczuć, jak gdyby rozpacz była zarezerwowana wyłącznie dla wąskiej grupy największych nieszczęśników. I ci, którym dane było to usłyszeć z ust życzliwych, przyznają zgodnie – trudno o głupszy komentarz. W niczym nie pomaga, a jedynie zwiększa frustrację. Bo niby co, jedno zło anuluje drugie?

Kraina szczęśliwości

Wiele problemów, z jakimi borykają się ludzie, zwłaszcza ci ‘uprzywilejowani’, uchodzą za śmieszne. No jakie prawdziwe, poważne zmartwienia mogą dosięgnąć kogoś, kto ma własny dom, auto, pracę, życiowego partnera, zdrowe ręce i nogi? Robić dramat, bo koleś po pięciu randkach zerwał bez powodu, szefowa powiedziała kilka niemiłych słów, a żeby kupić nową szafę trzeba było jechać na ziemniakach przez trzy miesiące? Daj Boże, by wszyscy mieli takie problemy! Ok, jeśli od kilku miesięcy nie możesz znaleźć pracy, masz ojca po zawale, a mąż po 20 latach uciekł z jakąś małolatą zabierając cały dorobek waszego wspólnego życia – masz prawo uznać, że życie jest wredne. Choć nie na długo. Wystarczy, że wspomnisz o tym raz, przy kolejnych skargach ujdziesz już za niezaradną płaksę. I jest ogromna szansa, że usłyszysz owe kultowe ‘nie przesadzaj, inni mają gorzej’.

inni mają gorzej

To dzisiaj standardowa reakcja na cudze smutki. Nie lubimy, gdy ktoś się nad sobą użala. To przecież do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Masz problem, to go rozwiąż, zamiast szukać litości i żebrać o współczucie. Bo wiesz, kto zasługuje na współczucie? Na przykład głodne, afrykańskie dzieci albo dziewczynka z Bangladeszu, pracująca w cegielni. Jest tyle podłości na świecie, że to śmieszne, wręcz niestosowne, skarżyć się na drobne niedogodności.

Owszem, czasami te tak zwane życiowe dramaty są mocno wydumane. Ludzie nie potrafią docenić tego, co mają, są wiecznie niezadowoleni, chciwi, oczekują gwiazdki z nieba i płaczą, gdy jej nie dostają. Jednak większość czuje się zdruzgotana, bo ma ku temu istotny powód. Każdy ma swoją skalę szczęścia i nieszczęścia, trudno też oczekiwać, by w tych paskudnych momentach człowiek silił się na obiektywizm, bo zawsze bliższa koszula ciału. I nie chodzi o to, że wspomniane dzieci z Sudanu czy dziewczynka z Bangladeszu są nieważni. Po prostu, gdy lawina leci nam na głowę, nie skupiamy się na dramatach reszty świata. I tak, dla innych to może być pierdoła. Niemniej sprowadzanie jej do poziomu błahego epizodu w dziejach ludzkości nie jest żadnym rozwiązaniem.

Kiedy wolno płakać?

Argument o mitycznych ‘innych’ jest bardzo uniwersalny. Każde nieszczęście da się właśnie tak skwitować. I dodać: to tylko praca, tylko nieudana randka, tylko pieniądze, tylko niegroźna choroba, tylko coś tam. Naprawdę ‘tylko’? A jeśli dla kogoś to był życiowy priorytet? Coś niezwykle wartościowego, coś, z czym wiązał duże nadzieje? Albo coś, co dawało szanse na normalne, godne życie? Dlaczego nie można takiej straty określić mianem prywatnego, małego końca świata? I dlaczego otoczenie nie chce tego uszanować? Zamiast tego słyszy się ‘oj, no bez przesady, są większe nieszczęścia’. Pewnie są, ale co to ma do rzeczy?

Widać tu także pewną sprzeczność. Bo z jednej strony namawia się ludzi do snucia ambitnych planów i walki o swoje, gdy jednak tę walkę przegrywają, nie wolno się im uskarżać, i tak mają ponad przeciętną. Czego jeszcze pragną od życia? Wychodzi więc, że mimo tych gadek o ambicjach, powinno się iść po linii najmniejszego oporu, cieszyć byle miernotą, nie wymagać ponad miarę. Przekonanie, że należy się coś więcej, to grzech, pycha i nieuzasadnione roszczenia. A owo ‘więcej’ to często jakieś bardzo podstawowe sprawy, jak zdrowie, odwzajemniona miłość, szacunek w pracy, brak finansowych kłopotów. Rzeczy, które uchodzą za normalne oczekiwania, wystarczy jednak, że poskarżysz się na niedostatki w tych obszarach, by ktoś cię uświadomił, że nie bardzo masz do nich prawa. Bo inni mają jeszcze mniej.

Na tej zasadzie można zbagatelizować każde wydarzenie. Cokolwiek się stanie, zawsze da się przytoczyć coś jeszcze gorszego. Pytanie zatem, w którym miejscu się ta wyliczanka kończy? Kiedy jest to dno dna usprawiedliwiające rozpacz? Jak się ma nieuleczalnego raka, obcięte nogi, sparaliżowaną matkę i straciło się dziecko w wypadku? Przecież zawsze może się znaleźć ktoś, komu na dokładkę wydłubano oczy podczas tortur. Wychodzi z tego taki dziwaczny konkurs na największe nieszczęście i dopiero zwycięzca, doświadczony przez los bardziej niż Hiob, może w nagrodę nad sobą zapłakać.

 

To nie są słowa, które leczą

Argument ‘inni mają gorzej’ odbiera ludziom prawo do współczucia. Możliwe, że biedna, doświadczona przez los rodzina z Afganistanu wzięłaby moje rozterki w ciemno, ale czy to znaczy, że nie mam prawa nigdy poczuć się źle? Oczywiście, obiektywnie rzecz biorąc, rozstanie z facetem czy tysiąc złotych długu to pestka w porównaniu z tym, że ktoś od urodzenia mieszka na ulicy i żywi się odpadkami ze śmietnika. Ale ignorowanie czyjegoś doła bo ‘inni mają gorzej’ ani nie pomoże tamtym nieszczęśnikom, ani nie przyniesie ulgi temu, kto ma jakieś niby wyimaginowane trudności.

Zestawianie ‘śmiesznych’ dramatów z największymi klęskami jest zwyczajnie deprymujące. Cóż z tego, że niektórzy przywołują ‘innych’ w dobrej wierze, jeśli efekt jest dokładnie odwrotny? Kogoś może i ten argument zmotywuje, większość jednak czuje wtedy zniechęcenie. Teksty, jak to przesadzają i cackają się ze sobą, potrafią dobić niczym cios maczugą.

Bo kiedy człowiek spada w przepaść, razem z nim leci w dół jego samoocena. I ten przekaz, o użalaniu się, brzmi jak potwierdzenie wielkiej słabości. Jesteś słaba, bo zamiast wziąć na klatę, załamujesz ręce i psioczysz na los. Ta matka z nieuleczalnie chorym dzieckiem potrafi się uśmiechać, ciebie z równowagi wyprowadził gorszy dzień w pracy. Ta dziewczyna na wózku, z którego pewnie nigdy nie wstanie, skończyła studia i pojechała na wymarzoną wycieczkę do Indii. A ty, sierotko? Ty tylko jojczysz. Trudno nie pomyśleć w takiej chwili: jestem beznadziejna, do niczego się nie nadaję i nic fajnego mnie już nie spotka.

Nie wolno okazać słabości

Brak przyzwolenia na przeżywanie swoich porażek to trochę taki efekt uboczny współczesnej kultury sukcesu. Musisz być szczęśliwa. Musisz być idealna, a ta idealność zakłada, że w twoim życiu nie dochodzi do scen niepożądanych. Jeśli zaś mimo wszystko dojdzie, potrafisz rozwiązać każdy problem z gracją godną Mr. Wolfa, taka jesteś dzielna i sprytna. Nie płaczesz, nie krzywisz się, nie narzekasz. To dobre dla mięczaków. Ty od razu działasz, zbywasz troski śmiechem, nic cię nie pokona, choćby na pięć minut. I tak, zamiast uczyć ludzi skuteczniejszego radzenia sobie z życiowymi kłopotami, prowokuje się ich do udawania, pozerstwa, zgrywania kogoś, kim według otoczenia powinno się być. Poczucie klęski dosłownie zżera od środka, ale na zewnątrz ma się wyłącznie sztuczny uśmiech zdobywcy świata.

Wmawianie ludziom, że nie mają prawa do narzekania, najczęściej sprawia, że ich negatywne uczucia tylko się potęgują. Duszą je w sobie, bo nie wypada się przyznać do porażki, bólu, wściekłej bezsilności. Te tłamszone uczucia oczywiście nie znikają, one przekuwają się w coś jeszcze gorszego. Agresję, obojętność na krzywdę innych, bo skoro mi nie może być źle, to reszta też niech radzi sobie sama. Łatwo wtedy stać się zgorzkniałym, cynicznym, pozbawionym empatii. A potem narzekamy, że ludzie dla siebie tacy nieżyczliwi… Właśnie zrozumienie dla nawet pozornie błahego nieszczęścia powoduje, że łatwiej się nam pochylić nad cudzą krzywdą, bo pamiętamy, jaki to ból, i jak wiele dobrego dało nam szczere współczucie ze strony innych.

Tymczasem słysząc lekceważące wypowiedzi w rodzaju ‘co ty wiesz o cierpieniu’, człowiek czuje, że tak naprawdę jest z tym ciężarem zupełnie sam. Nikt go nie rozumie, nie próbuje nawet. Nie dość, że życie przyłożyło z jednej strony, to jeszcze z drugiej kopa daje bardzo przykre poczucie totalnego osamotnienia. Jest rozgoryczenie, bo przecież ma się świadomość, że głodne dzieci, że biedni Syryjczycy, że Helen Keller, ale w tej konkretnie chwili chciałoby się komuś wyżalić i nie mieć z tego powodu palących wyrzutów sumienia. Poczuć, że obok jest choć jedna życzliwa osoba, która zamiast karcącego spojrzenia zaoferuje swoje wsparcie. To w końcu żadna tajemnica – popłakanie nad własnym losem to jedna z najlepszych metod na oczyszczenie głowy i szybkie wyjście na prostą.

Ależ nie ma się co nad sobą użalać!

Można zapytać przewrotnie – a dlaczego nie? Idąc tym tokiem rozumowania, kontrować powinno się każdą emocję. Co się tak cieszysz, inni mają jeszcze lepiej. Z czego taka dumna jesteś? Inni osiągnęli więcej. Tu jednak powoływanie się na ‘innych’ jest podcinaniem skrzydeł i zwykłą zawiścią. Fakt, że ktoś potrafi się cieszyć z drobiazgów, jest godny pochwały. Dlaczego zatem uzewnętrznianie swojej rozpaczy jest tak piętnowane? Bo dobre emocje należy wyolbrzymiać, a te złe pomniejszać? A może dlatego, że to uczucie cokolwiek niewygodne dla reszty? Nie chcemy słuchać o cudzych smutkach, bo to nieprzyjemne, psuje humor i w ogóle, jeszcze się nam ten wisielczy nastrój udzieli. Nie wiadomo, jak się zachować, jak pocieszyć, co ten ktoś chciałby usłyszeć, no po prostu wyjątkowo niekomfortowa sytuacja.

Najbardziej bolesne są takie teksty ze strony bliskich. Że ktoś obcy reaguje wzruszeniem ramion i nie wygląda na specjalnie przejętego, można zrozumieć. Ale gdy słowa lekceważenia padają z ust faceta, przyjaciółki bądź rodziców, robi się nieprzyjemnie. Czyż przypadkiem nie po to wchodzi się w bliższe związki, by mieć wsparcie w chwilach załamania? No a jakimż to wsparciem jest krótkie ‘eeee, co to za problem?’ plus machnięcie ręką wyrażające najwyższe zniesmaczenie?

Jak pokazuje doświadczenie, w godzinie rozpaczy większość ludzi potrzebuje potwierdzenia doznanych właśnie krzywd. Chce usłyszeć: rzeczywiście, miałaś parszywy dzień, to straszne, co cię spotkało, ojej, jak mi cię szkoda, moja ty bidulko. Taka osoba sama doskonale wie, że inni mają gorzej. Niemniej czuje się mocno podniesiona na duchu, widząc, że ktoś traktuje ją poważnie i nie wyśmiewa jej bólu. Zresztą, nie chodzi nawet o te przykłady bardziej pokrzywdzonych przez los ludzi, tylko o konfrontację obu sytuacji. ‘Inni mają gorzej’ tak strasznie denerwuje, bo idzie za tym krytyka, wyrzut, a czasem i pogarda. Wystarczyłoby jednak czyjąś krzywdę przedstawić jako impuls do wzięcia się w garść. Zobacz, inni też cierpią, ale potrafili się podnieść i odzyskać pogodę ducha, więc i ty możesz, na pewno dasz radę. Od razu brzmi lepiej, prawda?

    15 komentarzy

  • jotka1962@gmail.com' jotka

    W jakiejś mądrej książce przeczytałam, że każdy problem jest ważny, czy chodzi o problemy i zmartwienia dzieci, nastolatków czy osób dorosłych, nie lekceważmy żadnego , bo nigdy nie wiadomo, kiedyś ktoś może zlekceważyć nasze…a okazywanie słabości, łez, smutnej miny jest takie ludzkie, nie jesteśmy cyborgami.

  • dorota.sygula@poczta.onet.pl' Dorota Syguła

    Bardzo, bardzo mądry wpis, zgadzam się całkowicie 🙂 Każdy ma problemy szyte na własną miarę i nie wolno ich bagatelizowac, a takie reakcje bywają wręcz prześmiewcze i mogą komuś niszczyć nawet psychikę, jeśli jeszcze nie jest ukształtowana.

    To, że „inni maja gorzej”, bywa że pomaga, ale jak samemu się tego chce, nie jak słyszy się od innych w najgorszym momencie.

  • screatlieve@gmail.com' Rebel

    Jak to nie mamy prawa? Oczywiście, ze mamy. Granica między użalaniem się nad sobą, a prawdziwym myśleniem jest cienka.
    Dobry post, naprawdę.

  • nowawwielkimmiescie@gmail.com' Nowa w wielkim mieście

    Mądrze napisałaś 🙂 Ja jak się wyżale na głos, to od razu lepiej się czuję 🙂 Czasem po prostu trzeba ponarzekać na swój los!

  • koritheu@gmail.com' Iwona

    Dla mnie najgorszą radą jest „Nie martw się, będzie dobrze!” – co to za pocieszenie?! To po prostu zbycie wołania człowieka. A na „inni mają gorzej”- ilekroć mnie tak pocieszano, mówiłam „Ale są tacy co mają też lepiej!”.
    Ja zawsze szukam złotego środka – na pewno nienawidzę narzekania i nie toleruję go. Ale tu potrzebna jest mądrość; uważam, że współczucie należy się cierpiącemu człowiekowi tak samo jako umiejętność obudzenia w nim nadziei. Ja nie umiem pocieszać- zawsze podaję jakieś konkretne rady.

  • rockgirl444@wp.pl' L.B.

    Każdy z nas jest człowiekiem i każdy ma prawo do tego, aby mieć gorszą chwilę, wypłakać się, wyżalić, ponarzekać itd. No bez przesady, że nie, że inni mają gorzej. Mogą mieć, owszem, ktoś może być bezdomny, bez rodziców, czy też poważnie chory, ale ta zła chwila jest subiektywna i nie odnosi się do innych, tylko do tego, co czuje dana osoba w danym momencie.

  • kt@wp.pl' Dorota

    Wiem coś na ten temat… Nie jest łatwo kiedy twój świat się wali (choć twoje problemy mogą być dla kogoś blahostkami) a najbliżsi u których szukasz po prostu zrozumienia i możliwości wygadania się, bagatelizuja twoje problemy „bo taki problem to nie problem” i „są w życiu gorsze problemy”… W takich sytuacjach przekonujesz się na kogo możesz w życiu liczyć i dla kogo ty i twoje problemy są ważne…

    Wydaje mi się że ma to w jakimś stopniu związek z polską mentalnościa, gdzie na pytanie co u ciebie nie wypada odpowiedzieć, tak jak na zachodzie, że wszystko super (choć nie zawsze tak jest) tylko należy ponarzekac żeby się nie wywyzszac… Mam wrażenie że w Polsce pozytywna odpowiedź jest w złym tonie – wywołuje tylko zawiść i niezyczliwosc… Oraz wrażenie zgrywania kogoś „ponad”, komu nie warto współczuć bo nie bierze udziału w licytowaniu się komu źle a komu gorzej…

    Na zachodzie normalne jest, że na pytanie co słychać odpowiada się, że wszystko w porządku ale jeśli kogoś zna się dłużej to można w razie jakiś problemów powiedzieć jak jest na prawdę. Nie zdarzyło mi się jeszcze żeby w takiej sytuacji ktoś nie okazał, chociażby pozornego, współczucia. Za to wśród Polaków zdarzało mi się to wielokrotnie.

  • kt@wp.pl' Edyta

    Każdy ma swoje problemy lub dramaty. Każdy ma inną psychikę. Na pewno warto mieć obok siebie kogoś, kto po prostu wysłucha. Bez głupich pocieszeń „inni mają gorzej”.

  • kt@wp.pl' Sonia

    Problemy problemami – ale nazywać je końcem świata to już przesada, no chyba że chodzi o ciężka chorobę własną lub osoby bliskiej, albo leży nam na karku jakiś wielki długi i grozi komornik, albo ktoś nas oszukał i z majątku nic nam nie zostało, albo wypadek, albo kalectwo albo śmierć.. Reszta to owszem problemy mniejsze i większe ale też jak człowiek je będzie wyolbrzymiał to zrobią się faktycznie duże(w jego głowie) i trudno będzie mu ruszyć z miejsca

  • kt@wp.pl' Agnieszka

    Doświadczyłam tego 2 lata temu po załamaniu nerwowym, nadal nie jest okey, ale szkoda gadać do ludzi w końcu „inni mają gorzej”.

  • 4makrela@gmail.com' makrela

    to, że nie lubimy, gdy ktoś się nad sobą użala to prawda ale dlaczego tak jest? czy bardziej, że rzeczywiście nas to denerwuje, czy raczej dlatego, że w ten sposób niejako zmuszeni jesteśmy do zajęcia stanowiska w tej sprawie/pomocy/wzięcia na poważnie czyjegoś problemu – niezależnie od tego, jakiego wydaje nam się, że jest kalibru – a nie tylko strzepnięcie go z siebie za pomocą słynnego: „inni mają gorzej”.

    • dorota

      Myślę, że powodów jest mnóstwo, nie lubimy słuchać o czyichś nieszczęściach. nie chcemy też radzić, żeby źle nie doradzić…słuchanie o dobrych rzeczach jest chyba prostsze. nikt nas nie uczy, jak reagować, gdy ktoś ma problem.

  • futka@poczta.fm' Kulinarne Inspiracje Futki

    To najgorsze słowa, które można skierować do osoby cierpiącej, szczególnie tej z depresją, która przez tak nieprzemyślany tekst może się tylko pogłębić.

  • elwirawrobel@op.pl' Maja

    „Jak pokazuje doświadczenie, w godzinie rozpaczy większość ludzi potrzebuje potwierdzenia doznanych właśnie krzywd. Chce usłyszeć: rzeczywiście, miałaś parszywy dzień, to straszne, co cię spotkało, ojej, jak mi cię szkoda, moja ty bidulko” – bo to chyba wtedy głównie to zapłakane, przerażone, zranione i bardzo delikatne Wewnętrzne Dziecko wewnątrz nas tak silnie potrzebuje przytulenia, porządnej dawki czułości i miłości, prawda? Gdy natomiast tego nie dostanie, wtedy czuje się jeszcze bardziej zasmucone, bo odtrącone, zlekceważone, a stąd już krótka droga do stwierdzenia: „Jestem bezwartościowy, beznadziejny!”.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>