Główne menu

Czy kobiety osaczają mężczyzn? Ciemna strona kobiecej miłości

Jest takie przekonanie, że stały związek to korzyść przede wszystkim dla kobiety. To ona w tym układzie zyskuje, podczas gdy mężczyzna notuje głównie straty. Nie to, że wiąże się pod przymusem, z lufą przystawioną do skroni, po prostu dość szybko do niego dociera, że wspólne życie z wybranką serca nie do końca pokrywa się z wcześniejszymi wyobrażeniami. Zamiast w raju znalazł się w czarnej… no, w lochu, powiedzmy. Zaczyna rozumieć te wszystkie dowcipy o małżeńskim kieracie i kajdanach, a związkowa przyszłość jawi się mu w coraz mroczniejszych barwach.

Skąd ten pesymizm? Z braku wolności. Faceci czują, że związek ich ogranicza. Już nie są zdobywcami, łowcami, bohaterami. Nieważne, że będąc singlami też nie dokonali niczego wielkiego i śmiałego. Ale przynajmniej mieli taką szansę. Teraz wykazać się nie da, bo żonka przemieniła się w złowrogiego cerbera i choć ma drobne, delikatne paluszki, to trzyma w nich smycz tak mocno, że lepiej zapomnieć o jakiejkolwiek swobodzie. Tylko czy rzeczywiście kobieca miłość jest taka osaczająca?

Nadzór nikomu jeszcze nie zaszkodził

Kiedy do dekabrystów zesłanych na Sybir przyjechały ich żony, mężczyźni w pełni zrozumieli, czym jest prawdziwa katorga. Tak mówi stary dowcip, a wielu facetów tylko smętnie potakuje głową. Tak, tak, bycie razem dokładnie tak wygląda. Fajna babeczka z początków znajomości dziwnym zbiegiem okoliczności nagle zamienia się w prokuratora i więziennego strażnika. Na nic nie pozwala, chyba że człowiek kilka dni spędzi na żebrach i sowicie odpłaci się za łaskę pani.

Bzdura! Wcale tak nie jest! Oburzą się słusznie liczne panie, ale czy zarzut o tresowaniu facetów faktycznie jest taki bezpodstawny? No nie. Stawiamy na partnerstwo, ale porad, jak dyrygować partnerem, by tańczył, jak się mu zagra, jest wciąż od groma. I wiele kobiet bierze sobie te rady głęboko do serca. Są przekonane, że trzymanie krótko za pysk to najskuteczniejsza metoda na utrzymanie faceta przy sobie, bo on, bez tego kagańca, zdurnieje do reszty. A z obrożą na szyi wie, gdzie jego miejsce. Po pewnym czasie, wyuczony prawidłowych reakcji, przestanie zazdrościć bezpańskim kundelkom, doceni pełną miskę w domu i rękę, która od czasu do czasu pieszczotliwie podrapie go za uchem.

Tyle że surowa dyscyplina sprawdza się w wojsku, ale na pewno nie w związku. Postawa ‘bez dyskusji’ zawsze rodzi bunt. Może nie od razu, ale w każdym normalnym człowieku budzi się opór, gdy ktoś chce nim dyrygować bez żadnego głębszego sensu, jedynie po to, by podkreślić własną wyższość i narzucić autorskie zasady. Trzymany na smyczy mężczyzna może całymi latami poddawać się chorej tresurze, ale kiedyś się wreszcie zbuntuje. Niestety, przekonana o słuszności wybranej metody kobieta nie uzna żadnych męskich argumentów, tylko jeszcze bardziej skróci smycz. Aż facet odwali taki numer, że nie będzie czego zbierać.

Daj facetowi palec…

Kobiety tłumaczą, że czasami inaczej po prostu się nie da. Mężczyźni mają pewne niezdrowe skłonności i jedynie stanowczy zakaz potrafi te praktyki ukrócić. Zgoda, w powiedzeniu ‘okazja czyni złodzieja’ jest sporo prawdy. Mając przyzwolenie na głupoty, ciężko się oprzeć pokusie. Mogę robić co zechcę? No to czemuż by nie posmakować dostępnych przyjemności? Do takich postępków niemiłych drugiej stronie popycha jednak nie wolność i swoboda, lecz brak szacunku dla partnera oraz zwykła niedojrzałość. Kajdanki niczego tu nie zmienią.

Oczywiście, że w związku muszą być jakieś zasady, pewne ograniczenia. Chodzi tylko o to, by wytyczać je w cywilizowany sposób. Dorośli ludzie ustalają między sobą czego pragną, w którą stronę chcą iść i jak ta droga ma wyglądać. Zaś tam, gdzie komunikacja szwankuje, granice ustala się jak za okupacji. Narzucając siłą i karząc surowo za najmniejsze uchybienie. Dlaczego więc pewne kobiety powielają ów chory schemat oparty na dławieniu męskiej niezależności?

Bo on działa. Jak ktoś ma bata nad głową, to się sto razy zastanowi, nim zboczy z wytyczonej ścieżki. Dla świętego spokoju zrezygnuje z drogich mu rzeczy, bo nie ma ochoty na kolejne, a po co, a dlaczego, a z kim, a gdzie, a co tak długo? Do czasu, gdy uzna, że ma tego serdecznie dość.

Miłośniczki krótkiej smyczy są przekonane, że właśnie tak wypracują sobie autorytet i należną im pozycję w związku. Nie widzą, że budują przyszłość na bardzo kruchych i z gruntu fałszywych podstawach. Tylko czekać, aż to runie w diabły, co zresztą zwykle następuje i wtedy wielkie zdziwienie, że jak to, taki był posłuszny, a tu bum!, zamieszkał u koleżanki z pracy i ani myśli wracać o domu? A to zwykła konsekwencja tego, że traktowało się faceta jak podludzia bez mózgu, za to z samymi złymi intencjami. Jak gdyby nie dało się kogoś poważać ot tak, z siebie, z czystej miłości. Owszem, nie brak padalców żerujących na kobiecej dobroci, ale kogoś takiego raczej się nie utemperuje wsadzając w dyby, i prawdę mówiąc, lepiej od razu tu odpuścić niż bawić się w wychowawczynię. Zaś ten ‘normalny’ kajdanek nie potrzebuje, wystarczy mu jasno przedstawić własny pogląd na związek i posłuchać, co on ma do powiedzenia. Bo wymagać a zmuszać to jednak nie to samo.

Tylko z tobą

Ale nie tylko treserski rygor przez 24 godziny na dobę zamienia związek w San Quentin. Robi to także ciągła potrzeba bycia razem, czyli na pierwszy rzut oka coś zupełnie niegroźnego i niewinnego. Bo człowiek czuje się wtedy dosłownie osaczony miłością, a nadmiar uczuć zaczyna nieprzyjemnie dusić i nie znajduje się w tych manifestacjach miłości nawet szczypty romantyzmu. Raczej przypomina to początki obsesji.

Kobieta zaczyna całą swoją uwagę i energię koncentrować na związku. Od faceta, co oczywiste, wymaga tego samego. Jeśli on podziela ten punkt widzenia – świetnie. Nierzadko jednak ma on zupełnie inną definicję ‘bycia razem’. Bo tak, wspólne spędzanie czasu i snucie planów jest fajne, ale dobrze by było, gdyby w nowej rzeczywistości zostało jeszcze trochę miejsca na własne sprawy. Na oddech. Na chwilę samotności. Na chwilę ciszy, jako że nie każdy ma potrzebę mówienia o najdrobniejszych szczegółach z minionego dnia. I nie każdy oczekuje, że po kilkunastu miesiącach znajomości będzie jak na pierwszej randce. A z tym osaczające kobiety mają bardzo duży problem, bo gdy tylko szalone emocje w naturalny sposób się wygaszają, one czują się zagrożone. Pragną stałej adoracji, zabiegania, czułości. Same też to dają, ale nie zauważają, że ten nadmiar słodyczy bardziej zniechęca niż przyciąga.

Właśnie na tym polu dochodzi do licznych nieporozumień, które z czasem przeradzają się w nieprzyjemne awantury. Często bowiem kobiety utożsamiają bliskość z ciągłością komunikacji. Stąd te dziesiątki sms-ów ‘gdzie jesteś?’ i ‘co robisz?’, choć dobrze wie, że on siedzi w pubie z kolegami albo ogląda u kumpla mecz. Stąd dąsy, że on zadzwonił tylko raz i po minucie się rozłączył, jak gdyby w 60 sekund dało się wyrazić całą głębię łączącego nas uczucia. I wielka złość, że kolejny weekend spędzi dla odmiany z przyjacielem albo wybierze się na samotną wycieczkę rowerową. Czyż to nie czytelny znak, że miłość gaśnie? Tego nie wolno tak zostawić. Można zastosować zabieg ‘na rycerza’, który przecież nie zostawi swojej damy samej z jej kłopotami, a że ona taka bezradna, bez niego z niczym sobie nie radzi, on taki wspaniały, niezastąpiony! Można ‘na focha’, oni tego nie znoszą, więc porzucą swoje pomysły, jeśli to uchroni ich przed awanturą. A jak nie wystarczy, jest zawsze as w rękawie w postaci braku seksu bądź obietnicy takich rozkoszy, że tylko głupek by wolał zamiast tego jechać na ryby.

Powiedz, że mnie kochasz

Kobiety tak często osaczają swoich facetów, bo statystycznie mają niższą samoocenę i dlatego tak bardzo potrzebują dowodów miłości, trzeba je ciągle przekonywać o swoich uczuciach i zapewniać, że nic się nie zmieniło, dalej są numerem jeden. I co by nie mówić, mają jednak ciut większe parcie na poważny związek, również dlatego, że brak faceta wciąż postrzegany jest w kategoriach porażki. Do tego dochodzi wredna biologia – jeśli chcesz być matką, to nie możesz tego odkładać w nieskończoność, musisz się pospieszyć, a to napędza desperację i tym samym zachowania osaczające, żeby przypadkiem koleś się nie rozmyślił.

A co najskuteczniej przekona do pozostania? Świadomość, że nigdzie lepiej nie będzie. Kobieta z takim podejściem stara się być na każdym kroku ‘przydatna’ i ‘użyteczna’. Nie zostawia misia bez opieki i atencji. Robi to niby subtelnie i nienachalnie, ale koniec końców, gdziekolwiek on nie spojrzy, widzi jej wierne, oddane oczy. I wystarczy, że lekko odchyli się w bok, to w tych oczach od razu dostrzega zawód i rozczarowanie. Do tego ona bardzo chce, by to działało w drugą stronę. Po co mu jakieś nurkowanie, sklejanie samolocików, bieganie po lesie? Że niby czegoś mu w związku brakuje? Nie, pewnie to robi, bo nie dość mocno ją kocha. Gdyby kochał, tak szczerze, niczego więcej do szczęścia by nie potrzebował. Ona przecież nie potrzebuje.

I tak powoli zaczyna się odbieranie kawałek po kawałku męskiego terytorium. Najpierw koledzy, drobne przyjemności, potem hobby. Nawet praca zaczyna wkurzać, bo ileż można w biurze siedzieć, gdzie aż roi się od napalonych sekretarek. Małymi kroczkami, systematycznie, przemienia się ukochanego faceta w brzuchatą kulkę zalegającą na kanapie. Odcina się go od reszty świata, żeby przypadkiem nie zabłądził i nie trafił w jakiś wesoły zakątek. W pewnym sensie wręcz celowo odbiera się mu całą dawną atrakcyjność, żeby nie kusić losu, odstraszyć konkurentki. Co jest o tyle smutne, że nowa wersja udomowionego mężczyzny coraz bardziej irytuje. Bo dobrze, że on zna tylko trasę do domu, do pracy i na działkę, ale czyż musi być przy tym tak bezbarwny? Może i nie musi, ale ściskanie za gardło i inne męskie części ciała powodują zazwyczaj, że ciekawy, zabawny gość ‘cofa się w rozwoju’. Uziemiony, otoczony zasiekami, ma w sobie dokładnie tyle energii, ile potrzeba mu do podtrzymania tej nędznej egzystencji. Nic ponadto. Jest mu tak wszystko jedno, że wcale nie próbuje wykrzesać z siebie choćby iskierki. Chyba że na horyzoncie pojawi się inna kobieta…

Kto kocha, ten kontroluje

Skłonność do osaczania wynika głównie z niepewności i kompleksów. Nie ma wiary w siebie, w to, że ktoś jest ze mną dlatego, że chce, a nie że ktoś mu kazał. Nie mieści się po prostu w głowie, że bez stosowania środków przymusu da się spędzić z kimś resztę życia. To poczucie niskiej wartości każe sięgać po drastyczne środki, żeby przypadkiem miłość, co to się ją chyba cudem znalazło, nie ulotniła się. I zamiast przekonywać do siebie zaletami, wprowadza się własny kodeks karny i zamęcza dowodami uczuć. Ciągle mając w głowie, że swoboda w związku oznacza tylko tyle, że druga połówka odejdzie zaraz po tym, jak zobaczy na ulicy lepsze nogi.

Albo lepsze bicepsy, bo mężczyźni cierpią dokładnie na to samo. Wcale nie tak rzadko osaczają swoje kobiety, nawet stosują podobne metody. Tysiące tak zwanych tęsknych telefonów wykonywanych w gruncie rzeczy tylko po to, by się upewnić, że ona z koleżanką na zakupach. Niespodziewane wizyty, oczywiście z wielkiej tęsknoty, ale przy okazji można zobaczyć, że ona faktycznie w domu sama siedzi i nie obściskuje się potajemnie z jakimś absztyfikantem. Kontrolowanie każdego ruchu, ograniczanie swobody, narzucanie własnej woli, wszystko w jednym celu, by nikt ukochanej boginki nie sprzątnął sprzed nosa.

Jest jeszcze jedna kwestia. Czy aby na pewno zawsze mamy do czynienia z prawdziwym ‘osaczaniem’? Wielu panów skarży się na osaczające laski, ale nierzadko chodzi w tych skargach wyłącznie o to, że chcieliby zjeść ciastko i mieć ciastko. Bo marzy się im związek z upatrzoną dziewczyną, lecz jednocześnie dalej chcą prowadzić życie po kawalersku, na swoich zasadach. Bycie razem ma pociągać za sobą wyłącznie przyjemności, w przeciwnym razie po kiego grzyba łączyć się w pary. Każde ustąpienie na rzecz dziewczyny jest od razu osaczaniem, tłamszeniem i kastrowaniem. Jej potrzeby to zamach na wolność i zwykłe, babskie roszczenia, niczym nieuzasadnione. Starać się dla niej można, ale wyłącznie w takim zakresie, jaki uzna się za stosowny. Co byłoby sprawiedliwe, gdyby zarazem nie oczekiwało się od kobiety pełnego podporządkowania i zrozumienia, że jak pan chce swobody, to bezwzględnie należy mu ją dać, bo tylko wtedy facet poczuje, że miłość to dobry deal.

    21 komentarzy

  • eveline.bison@gmail.com' Eveline

    Zawsze uważałam, że „tresowanie” i trzymanie krótko mężczyzny jest swego rodzaju upokorzeniem. I uważam, że sięgają po nie tylko kobiety, które nie szanują siebie na tyle i nie są przekonane o swojej wartości. Dlatego bardzo staram się tego nie praktykować w swoim związku, żebym nie stała się równie żałosna;) Ale z drugiej strony każdy tak powadzi swój zwiazek jak mu pasuje, więc jest mi w sumie obojętnie co kto robi w związku;)

  • walczdokonca-blog@wp.pl' A.

    Dobrze, że ja nie mam takich problemów;-)

  • jotka1962@gmail.com' jotka

    W związku trzeba sie docierać , tym bardziej , że partnerzy sami tez sie zmieniają, więc jest to proces ciągły…

  • monika.dudzik76@wp.pl' Monika Dudzik

    Aby związek był udany, wymaga sporo pracy z obu stron. Gdybym była osaczana przez faceta, spieprzałabym z takiej relacji w podskokach – i wcale nie dziwię się facetom, którzy z takich właśnie powodów odchodzą od kobiet.

  • katarzynatargosz.pl@gmail.com' Matka na Szczycie

    Jeśli w związku są zdrowe relacje, to wtedy nikt nikogo nie osacza, problem pojawia się, jeśli jedno lub oboje partnerów ma toksyczne podejście.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Barbara

    Im bardziej czytam, tym bardziej zastanawiam się, jakim cudem ten mój związek jeszcze istnieje, skoro obydwoje mamy tę potrzebę kontrolowania drugiej połówki…?
    Ale jest też wyjaśnienie w tekście – właśnie chodzi o tę zgodność, czyli może mogę odetchnąć z ulgą.
    Miałam z tym problem, bo mój mąż wiedział od razu, że taka jestem. Ja, niestety, dowiedziałam się dopiero po ślubie o tym, że on będzie taki sam

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Patrycja

    Prawda jest taka z szacunku dla wszystkich kobiet. Mamy tak że chcemy czasem kontrolowac mężczyzn. Może przez mała niepewnosc lub lekki brak zaufania. A może gdyby dać tą mała cząstkę swobody mezczyzna poczuje sie pewniej i że mamy do niego zaufanie.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Natalia

    I tak siedzę i się zastanawiam, czy osaczam, czy jednak po prostu potrzeba krzty zainteresowania wygrywa z podstawą Matki Polki, że ona do garów i dzieci, a on gdzie oczy poniosą…
    Ale tekst fajny- dający kopa do zastanowienia się nad tu i teraz

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Emilia

    ha ha ha to nie tylko mężczyni …ja tez sie boje ograniczeń i uwiązania

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Marta

    Nie kontrolowałam, po prostu ufałam, umiałam spędzać czas osobno. I co? Po latach usłyszałam, że nie pilnowałam i że chciał więcej czasu ze mną spędzać gdy urodziły się dzieci, a ja go po prostu nie miałam zbyt wiele. Niektórym trudno dogodzić

    • edBardzoytamarta@wp.pl' Beata

      dobre 🙂 piękny przykład na to, że facet zawsze obarczy winą Ciebie – nigdy siebie, chyba, że oszukuje i chce Cię „urobić” – wtedy kaja się niesamowicie…nieszczerze rzecz jasna 🙂 pozdrawiam Cię szczerze Marto

      • edBardzoytamarta@wp.pl' Czesia

        Z tymi dziecmi cos jest prawdziwego… Niektore kobiety zmieniaja sie o 180 stopni po ich urodzeniu. Sama nie poznaje kolezanek „mamus”

        • edBardzoytamarta@wp.pl' Barbara

          Nie jesteś jedyna, ale pocieszę Cię, że to nie Twoja wina, tylko taki typ. O dziwo, te kobiety, które z szacunku do faceta (i siebie) nie kontrolują, też dowiadują się, że „coś robiły źle”.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Anna

    Gdy się kogoś kocha to mu się na wiele pozwala , tak mi ktoś kiedyś powiedział . Napewno kobieta która daje swojemu mężczyźnie luz a nie ciągle wymagania będzie dobra partnerką z drugiej strony niektórzy mężczyżni i tak tego nie docenią bo tacy już są że chcą wszystko i ma być tak jak oni chcą i będą kłamać i nie tylko. Poproszę ne każdy jest zdolny do miłości i stałego stabilnego zwiazku

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Marta

    W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Edyta

    To ja jestem facetem…

  • kt@wp.pl' Dorota

    A później tylko czekać aż taki zerwie się z łańcucha

  • agafiga@gmail.com' Porzucona

    Pytanie gdzie jest ta niebezpieczna granica między chorobliwą kontrolą i trzymaniem na smyczy a zwyczajnym domaganiem się uwagi i potrzebą bycia zauważoną i kochaną, trwania w relacji? Facet, od którego się nie wymaga, któremu nie stawia się poprzeczek i puszcza wolno – odejdzie, bo przecież z natury kocha wolność. Trzymany na siłę też to zrobi. Kilka miesięcy temu zrobił to mój mąż – odszedł. Twierdzi, że brakowało mu tej swobody. Ja uważam, że miał jej za wiele. Kto ma rację? Ja, która chciałam być w ZWIĄZKU, spędzać czas razem, czuć się najważniejsza w jego życiu? Czy on, który wolał SIEBIE i swoje hobby? Jakie są proporcje ja-my, moja wolność-bycie razem?

    • dorota

      Porzucona, myślę, że to szalenie trudne, by wyznaczyć te proporcje. Według mnie najgorsze w tym wszystkim jest postawa pod tytułem odchodzę, ale wcześniej nie staram się zmienić czegoś, co mi nie pasuje. Bo skoro mężczyzna czuł się taki stłamszony, dlaczego nie porozmawiał na ten temat?

  • elwirawrobel@op.pl' Maja

    Ale świetnie piszecie te teksty, Dziewczyny z Ekipy Kobiety po 30! Muszę przyznać, że mega mi pasuje Wasz styl – wieloma metaforami dosłownie śmieję się do łez, a i cennej wiedzy pod dostatkiem 😉 Dzięki za to wszystko!

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>