Główne menu

Lęk przed miłością – bo trzeba się odsłonić, a wtedy można oberwać

Lęk przed miłością to lęk przed prawdziwą bliskością. Taką, w której odkrywasz się przed drugim człowiekiem, pokazując nie tylko swoje ciało i jego tajniki (bo to paradoksalnie jest najprostsze), ale swój charakter – osobowość w całej krasie i bez retuszu.

Miłość jest bezlitosna. Odsłania Ciebie taką, jaką jesteś sama dla siebie, gdy jesteś prawdziwa i przestajesz grać. Gdy zrzucasz maskę i czujesz się swobodnie, prawdziwie wolna, pozbawiona konwenansów i zahamowań.

Miłość to intymność w prozaicznych czynnościach: wcale nie w miłosnych ekstazach, ale podczas wspólnego chrapania w środku nocy, nie na uroczystej kolacji w blasku świec, ale w trakcie choroby, kiedy fizjologia płata nam figla.

Jak się tego nie bać?

Pokazanie siebie, tej mniej atrakcyjnej siebie to wielkie wyzwanie, prawdziwy sprawdzian – a co jeśli ta nieidealna wersja nie przypadnie mu do gustu? Co zrobię, jeśli moje starania nie zostaną docenione, jeśli stracę mnóstwo energii, a tak naprawdę nigdy nie zostanę pokochana? I on odejdzie…Zostawi mnie na lodzie?

lęk przed miłością

Prawdziwa miłość jest schizofreniczna. Z jednej strony dopełnia nas, daje nam szczęście i wszystkie odcienie emocji, szalenie nam potrzebnych, z drugiej strony odkrywa nasze słabe punkty, sprawia, że stajemy się wrażliwe i boimy się, On zna nasze słabe strony, wie, co powiedzieć, żeby nas naprawdę zabolało, wystarczy jeden gest, byśmy się rozsypały na drobne kawałki. Dobija nas bezbronność i poczucie braku kontroli nad tym, co myśli, zrobi i czuje nasz ukochany, nad tym, co wydarzy się w przyszłości.

Miłość to nasz słaby i mocny punkt zarazem. I to naturalnie budzi największe lęki.

Lęk przed miłością – lękiem przed intymnością

Dr Robert Firestone jest ojcem teorii mówiącej o tym, że lęk przed miłością jest lękiem przed intymnością.

Im mamy więcej lat, tym stajemy się ostrożniejsze – chronimy same siebie, znamy swoją wartość, a jednocześnie cenę nieszczęśliwej miłości, wiemy, jak można wyjść poturbowaną z relacji i jak mocno przechorować złe układy. Dlatego zachowujemy się instynktownie niczym zwierzę, które poznało moc wnyków – chronimy to, co mamy najcenniejszego – siebie.

U ciekamy przed miłością, nie chcemy, by nas trafiła strzała Amora, by dopadła nas ta niepewność i radość, do której tak szybko się człowiek przyzwyczaja…

Lęk przed miłością – lękiem przed nieznanym

Miłość jest intrygująca, bo jest niepewna. Jak stąpanie po cienkim lodzie.

Gdy wkraczasz w nowy związek, zakochujesz się, akceptujesz to, co nieznane i godzisz się budować odtąd życie z drugą osobą, która będzie funkcjonować w Twoim życiu na niemal równych prawach z Tobą – jej samopoczucie, sukcesy i codzienne wydarzenia w jej życiu mają wpływ na to, jak się czujesz, jakie decyzje podejmujesz. Tracisz część własnej przestrzeni, pełną odpowiedzialność za własne życie, odtąd ją dzielisz, z kimś, kto może Cię zawieść…

Twój partner zaczyna funkcjonować na statku, na którym razem płyniecie. Jest niczym drugi kapitan, robisz mu miejsce przy sterze i narażasz się na konsekwencje jego złych decyzji i swojej bezsilności.

Nie da się być w związku i nie brać pod uwagi potrzeb drugiej osoby. Nie można też oddać w ręce ukochanego całego swojego życia, trzeba zachować równowagę. Umieć dawać, ale też brać. Działać razem, ale zachować niezależność. Budować siłę w pojedynkę i umacniać się w parze.

Niestety nie jest to proste, dlatego tak często statek trafia na mieliznę, czy wpada na skały lub dryfuje chwilami bez celu, który ciągle trzeba wyznaczać na nowo. Każdy dzień jest niespodzianką, jutro nie zależy tylko od Ciebie.

Lęk przed miłością – lęk przed bólem

Gdy odczuwasz prawdziwą radość, dzieląc ją we dwoje, odbierasz również prawdziwy ból, który boli podwójnie.

Niestety to największy paradoks miłości – gdy jesteś zakochana, czujesz, że żyjesz. Nie bez przyczyny, bo odbierasz cały wachlarz emocji, a na tym polega życie. Nie można wybierać uczuć i selektywnie je akceptować – w stylu – tego chcę, a za to dziękuję. Bierzesz wszystko albo nic. Decydując się na prawdziwą wielką miłość, w pakiecie otrzymujesz prawdziwy ból i strach. Przerażające? A jak! Na wspólnej drodze nieraz będziesz odczuwać emocje, które Cię będą przerażały – wściekłość, smutek i bezsilność. I poczujesz je do szpiku kości. Najmocniej jak tylko się da.

Lęk przed miłością to lęk przed nimi wszystkimi – przed słabością i kruchością, jaką odsłaniają niektóre emocje, których się boisz. Łatwiej żyć na poziomie „znieczulenia”, gdzie wszystkich przykrych wibracji nie odbierasz, ale „kontrolujesz” ich dawki, nie dopuszczając do siebie tego, co Ciebie przerasta. Trudniej dojrzale stawiać czoła przykrym uczuciom, otwierając sobie jednocześnie furtkę do szczęścia.

Lęk przed miłością – lęk przed zmiennością

Miłość nie jest stała. Ona ewoluuje, z dnia na dzień zmienia się, tak jak zmieniają się ludzie, którzy tworzą związek.

Niestety dramaty w wielu relacjach mają przyczynę w niezrozumieniu tego procesu, w oczekiwaniu ciągłych „motylków w brzuchu”, dążeniu do tego, by było tak, jak na początku. Tymczasem każdy związek przeżywa lepsze, piękniejsze i bardziej kolorowe okresy oraz te, które wystawiają miłość na próbę. Wymagają one nie tylko inwestowania w miłość, ale również w to, by inwestować w siebie, pracować nad sobą i zmieniać się dla drugiej osoby – z myślą o sobie.

Lęk przed miłością – uwolnienie wewnętrznego krytyka

Każdy zna ten głos, który odzywa się co jakiś czas w naszej głowie – tak zwany wewnętrzny krytyk, który mówi o tym, że nie jesteś wystarczająco dobra, niedostatecznie ładna, że inni potrafią lepiej, że są pewniejsi siebie, bardziej przebojowi, że Tobie się nie uda, że nie zasługujesz na takiego mężczyznę, że jesteś do niczego, taka niedoskonała.

Miłość budzi złe myśli, reaktywuje wątpliwości, sprawia, że osoby lękliwe stają się bardziej bojaźliwe, a te żyjące z poczuciem niskiej wartości zyskują coraz więcej argumentów, by wierzyć, że nie są wystarczająco dobre. Gdy druga osoba widzi w nas piękne cechy i kwestionuje nasze wewnętrzne wątpliwości, dochodzi do swoistej walki, podczas której rośnie lęk przed odkryciem „tej mniej ciekawej wersji mnie samej”. Paradoksalnie – boimy się bardziej tego, że ona dowie się, że wcale nie jesteśmy takie fajne.

Lęk przed miłością – lękiem przed przeszłością

Nie ma znaczenia, ile masz lat. W nowy związek nie wchodzisz z czystą kartą, choć możesz wierzyć, że tak się dzieje. Twoja przeszłość ma wpływ na to, kim jesteś teraz. I bagażem będzie nie tylko poprzedni związek, ale nawet relacja z rodzicami, sposób wychowywania, idee, pragnienia, itd.

Nowa miłość  jak nic innego budzi demony z przeszłości – szczególnie te, z którymi nie jesteś pogodzona. Przypomina ból, odświeża lęk a nawet poczucie zranienia, którego doświadczyłaś w przeszłości. Pojawia się znajoma myśl – a co w sytuacji, jeśli to wszystko się powtórzy?

Lęk przed miłością to również strach przed oceną naszego partnera przez otoczenie. To może nie bardzo palące myśli, ale mogą się pojawiać, czy nasz ukochany zostanie zaakceptowany, polubiony przez osoby nam bliskie, czy zniesiesz ich ewentualny negatywny odbiór i uwagi wysyłane pod kątem Twojej drugiej połówki.

Lęk przed miłością – lękiem przed odcięciem pępowiny

Dojrzała miłość wymusza postawienie ukochanego człowieka na pierwszym miejscu. To wielkie wyzwanie i sprawdzian, zwłaszcza, jeśli dotąd w życiu bardzo ważne miejsce zajmowali ….rodzice. Miłość wymusza na mężczyźnie postawienie swojej kobiety w centrum, stawanie po jej stronie w każdej sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu. I na odwrót – każe kobiecie stać murem za mężczyzną.

Prawdziwa miłość i nowy związek zmienia naszą pozycję w rodzinie – z „dużego” dziecka na osobę dorosłą, niezależną i autonomiczną. Wymusza na nas rozprawienie się z przeszłością, która dotąd nas ukształtowała i zbudowanie nowych relacji z własną rodziną, na innej, bardziej dojrzałej płaszczyźnie.

Lęk przed miłością – lękiem przed stratą

Im więcej masz, tym więcej możesz stracić. Gdy wkraczasz w związek, zaczynasz się obawiać nie tylko tego, że on odejdzie, ale również tego, co stracisz razem z nim – znanego, bezpiecznego życia, wspólnych przyjaciół, możliwości wyjścia we dwoje w znane miejsca i sposobu spędzania czasu w atmosferze, którą budujecie.

Poza tym miłość budzi w nas lęki egzystencjalne – także przed przemijaniem i śmiercią.

Boimy się miłości. Pytanie zatem – co z tym zrobić?

Zamiast zaprzeczać lękom – warto stawić im czoła. Powiedzieć – tak, boję się jak jasna cholera, ale mam do tego prawo. To ludzkie i całkiem normalne, każdy bałby się na moim miejscu. Pytanie, co z tym zrobię, jak przekuję własny lęk na sukces i otworzę się na nowe uczucie ze spokojem i gotowością:

  • spójrz na swój poprzedni związek i wyciągnij związki. Pomyśl o tym, co poszło źle i jak można temu zapobiec,
  • kontroluj głos wewnętrznego krytyka, nie pozwól, by opanował Twoje myśli,
  • pozwól sobie poczuć wszystko, odsuwając od siebie uczucia, sprawiasz, że stajesz się słaba, bezbronna, zalękniona. Możesz mieć wrażenie, że uczucia zaczną Cię kontrolować, obezwładniać. To nieprawda. Uczucia mają to do siebie, że przemijają, ale tylko wtedy, kiedy pozwalasz im dojść do głosu, kiedy je przeżywasz, a nie tłumisz w sobie.
  • miłość zmienia Twoje życie, zmienia też Twoje otoczenie – nie warto się tego pozbawiać tylko z powodu strachu przed rozczarowaniem i bólem rozstania, którego nie musisz doświadczyć. Miłość to szansa. Warto wierzyć, że się uda.

    25 komentarzy

  • kasiawl@wp.pl' Anna

    pięknie napisane

  • kasiawl@wp.pl' Jula

    Czytałam z przyjemnością

  • kasiawl@wp.pl' Magdalena

    Świetny tekst. Dawno nie czytałam tak porządnego artykulu. Święta prawda, od A do Z. Ale warto, nieprawdaż?

  • kasiawl@wp.pl' Agnieszka

    Prawdziwe. Tylko ryzykując możemy coś zyskać

  • kasiawl@wp.pl' Zara

    Miłość nie zna granic, nie ma definicji.. Jeśli jest…. Jeśli….nikt nie zadaje pytań… Nie ocenia.. Nie waży słów, gestów, jeśli jest.. Ci, których dotyczy, nie mają pytań, wiedzą… czują to… Przechodzą w stan komunikacji niewerbalnej.
    Podobno Aborygeni nie komunikując się ze sobą w żaden sposób, potrafią spotkać się w określonym czasie i przestrzeni. Łączy ich rodzaj pewnej więzi.
    Zatem, czym jest miłość.. Rodzajem pewnej więzi???, na czym polega to – PEWNEJ-
    Wielcy świata, których dogmaty zapisane są w Biblii, twierdzą, że miłość nie zadaje pytań… Itd… W moim mniemaniu, miłość ma wiele pytań, na które boimy się udzielać odpowiedzi, żeby czegoś nie zniszczyć, żeby odpowiedź nie zawiodła.. Nie wiemy również jak formułować pytanie, aby nie przekroczyć granicy… Której, ani kresu, ani formuły nie znamy.. Miłość..- nigdy nie wiemy kiedy jest, każdego dnia pragniemy jej najbardziej.. I rzadko doceniamy jej istnienie…..

  • kasiawl@wp.pl' Baśka

    Nawet dzisiaj, chociaż dobrze wiem, że warto przełamać strach, nie mam pewności, czy byłabym w stanie ryzykować drugi raz.
    Ale kiedy wiem, że nie tylko ja tak mam, to jakoś bardziej normalnie się czuję (bo są ludzie, którzy się dziwią temu)…

  • kasiawl@wp.pl' Urszula

    „Co zrobię, jeśli moje starania nie zostaną docenione, jeśli stracę mnóstwo energii, a tak naprawdę nigdy nie zostanę pokochana? I on odejdzie…Zostawi mnie na lodzie?”… ze niby co??? Milosc sie stara dla samego starania, bo taka jest jej natura, absolutnie nie dla bycia docenionym, milosc nie mysli o absolutnie zadnych konsekwencjach!!! Co jesli on odejdzie? OMG no przeciez jesli odejdzie to znaczy ze nie kochal, a wiec jego odejscie jest blogoslawienstwem, darem i nalezy sie cieszyc!!! Milosc jest czyms czego absolutnie nie da sie opisac, samo to slowo wywoluje drzenie rak, mrowki na karku i motylki w brzuchu, czlowiek nie jest w stanie zastanawiac sie nad absolutnie niczym, nie potrafi myslec o niczym/nikim innym niz ukochany, nie moze jesc, spac, teskni nawet czujac jego dotyk, nie jest w stanie sie nasycic… matko, ten nieustanny glod drugiego czlowieka… nie no ja nie moge, lece sie znowu wciskac w niego!!! Tego mojego Emotikon smile drugiego takiego nie ma w calym wszechswiecie!!!!! A ten jest MOJ!!!!!!!!!!!!!!

  • kasiawl@wp.pl' Olka

    Kiedyś bałam się zaufać jakiemukolwiek facetowi ale minęło pół roku i odważyłam się zrobić krok do przodu .. Teraz moja miłość ma na imię Darek od ponad 3 miesięcy jestem szczęśliwa , nie ma we mnie lęku jest tylko moje dziecko on i ja 🙂 Miłość czekała na mnie parę domków dalej , mijaliśmy się uśmiechaliśmy aż w końcu poznaliśmy się i jesteśmy razem 🙂

  • kasiawl@wp.pl' Ernest

    Fajny tekst, tyle że faceci też mają podobne rozterki. Co by nie mówić miłość to najpiękniejsza rzecz jaka może nas spotkać

  • kasiawl@wp.pl' Agnieszka

    Ło matko, kon by sie usmial z tych glupot sens życia co zrobię jak mnie nie pokocha i odejdzie?! czemu faceci tak sobie nie zatruwaja życia takimi rozkminkami? zyja tym co jest teraz, akceptuja siebie w pelni choc powinni nieraz miec kompleksy ze hoho Jak odejdzie to mu Pomacham na do widzenia i będę szczęśliwa na przekór a co, a jak wróci bo zrozumie błąd to tez mu pomacham na do widzenia. Cencie się kobiety

  • kasiawl@wp.pl' Agniecha

    Nie rozumiem po co sie ciagle walkuje ten temat? Kazdy z nas na swoj sposob powinien odkryc czym jest poswiecenie, oddanie z ryzykiem ze nie wypali. Nasi rodzice czy dziadkowie dawali rade bez porad jak sobie radzic z miloscia. Im wiecej porad tym gorzej jak dla mnie.

  • kasiawl@wp.pl' Iwona

    no tak, strach trochę paraliżuje i te myśli „może już lepiej niech zostanie tak jak jest…. bo co będzie jeśli znów zostanę skrzywdzona”…

  • kasiawl@wp.pl' Żaneta

    Podjęte ryzyko i wszystko cudownie przez miesiąc ,później żal…po co

  • kasiawl@wp.pl' Żancia

    Prawdziwa miłość sprawia że wszystkie lęki,obawy znikają lub nie są aż tak istotne..

  • kasiawl@wp.pl' Madzia

    A myślałam że tylko ja mam takie obawy. Przeczytałam, przemyślałam i chyba nic innego niż „podjecie tego ryzyka” mi nie pozostaje 🙂

  • kasiawl@wp.pl' MaTa

    artykuł o mnie

  • kasiawl@wp.pl' Alicja

    No i…trafiło też mnie, dobrze, że zajrzałam i przeczytałam, zostaję z wami dłużej

  • kasiawl@wp.pl' Marta

    właśnie jestem na tym etapie…boję się bardzo zaufać, wkroczyć w nowy związek 🙁

  • Jak ja to mówię…zranienie to część życia. Nieodzowna. Tak samo miłości. Bojąc się jej, boimy się życia. A co to za życie…po prostu bez niego? Ranić będziemy się też chorobliwie osłaniając, więc to gra niewarta świeczki. I może, przez to podejście, ja jestem aż…nadmiernie wylewna w pewnych kwestiach, już nawet abstrahując od tej jednej, wyjątkowej miłości. Ale nie narzekam 🙂

  • Bardzo prawdziwy tekst. Znam ten lęk na własnym przykładzie i wiem, że bardzo trudno go przełamać. Łatwiej żyć samemu i uchronić się przed ewentualnym cierpieniem zadanym przez najukochańszą osobę. Ale to nie o to chodzi w życiu, żeby cały czas się chować i oczekiwać najgorszego. Bo może być zupełnie odwrotnie.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>