Główne menu

„Mam 30 lat a rodzice traktują mnie jak dziecko”

Dojrzewanie to proces. Nie stajemy się odpowiedzialne, rozsądne, godne zaufania z dnia na dzień. Gotowość do życia na własną rękę uzyskujemy małymi krokami, dzień po dniu, często błądząc, upadając i wstając.

Nasze próby obserwują rodzice, najbliższe nam osoby, znające nas od podszewki, mający wiedzę, co jest naszą dobrą a co złą stroną. Służą radą, wsparciem, wysłuchują i starają się korygować błędy. Przychodzi jednak taki moment, kiedy „dobre rady” stają się uciążliwe, a potrzeba życia „na własną rękę” zyskuje na sile.

To naturalny etap, przez który każdy musi przejść, by dojrzeć. Niestety jest on również szalenie trudny – dla rodzica i dorosłego już dziecka. Gdy nie zostaje przepracowany, tkwimy w tych samych dobrze znanych miejscach – postępujemy jak małe dzieci, trzymając się maminej spódnicy i kuląc ramiona pod groźnym spojrzeniem ojca, a rodzice nie pozwalają nam rozłożyć skrzydeł.

Czy jest wyjście z tej patowej sytuacji?

mam 30 lat

Czuję się jak dziecko…i jestem wściekła

„Nie wiem, co się dzieje ze mną, gdy przekraczam próg mojego rodzinnego domu. Sztywnieje, staje się niespokojna. Widzę, w jaki sposób się zachowuje…Wiem, że jestem już dorosła, ale przy mamie czuję się tak, jakbym miała 7 lat i z wielką nadzieją liczyła na jej pochwałę. Jestem na siebie wściekła, że pokazuję swoją wrażliwość. Ze złości często płaczę, gdy widzę, jak mnie traktuję, zamiast spokojnie porozmawiać…” – pisze Kasia na jednym z forum.

„Widzę, gdy przykrywa naszego Synka, kiedy nie ma mnie w pokoju, bo ja za lekko go ubieram, tak twierdzi i powtarza to na każdym kroku. Opowiada córce o Bogu, mimo że zna nasze zdanie na ten temat. Skręca gaz, gdy gotuję, żebym nic nie przypaliła…” – wylicza Karolina.

Rodzic niezauważający, że jego dziecko jest już dorosłe to dość częsty problem. Niezliczone rodziny z powodu nadmiernych emocji żyją uwięzieni w przeszłości.

Mimo że od wieku nastoletniego minęło dwadzieścia lat, starzejący się rodzice nadal czują się zobligowani, by prowadzić swoje dzieci za rękę i doradzać na każdym kroku. To może być odbierane z rozczuleniem lub żalem i pretensjami. Dużo zależy od tego, w jakim stylu rodzice „starają się pomagać”.

Gdy masz dzieci, czas przyspiesza

Dlaczego tak wielu rodziców patrzy na swoje trzydziestoletnie dzieci tak, jakby nadal były małe? Dlaczego zachowują się tak, jakby pozjadali wszystkie rozumy, w taki sposób, który sugeruje, że znają wszystkie odpowiedzi na pytania i tylko „ich racja” jest ważna i prawdziwa?

Być może dzieje się tak dlatego, że codzienność mknie nieubłaganie. Gdy sami zostajemy rodzicami, nagle uświadamiamy sobie, że czas przyspiesza. Z zaskoczeniem zauważamy, jak błyskawicznie zmieniają się nasze dzieci. Mimo że już chodzą do szkoły, my ciągle widzimy je w wysokim krzesełku do karmienia, czy raczkujące pod stołem. Na ich obraz nakładają się wspomnienia, wszystko to, co pozwoliło im stać się osobami, którymi są obecnie.

Bo oni się martwią

Częstym powodem, za którym ukrywają się rodzice dorosłych już dzieci, jest martwienie się. To słowo wytrych, usprawiedliwienie, które ma tłumaczyć wszystko. Lęk i obawy o dorosłe dzieci są tak ogromne, że paraliżują, a ich właściciele nie są w stanie sobie z nim poradzić.

Skutek jest taki, że zamiast rozpracowywać własne emocje, zrozumieć je i zaakceptować, rodzice wpływają na młodsze pokolenie w taki sposób, by to one wzięło odpowiedzialność za lęki własnych rodziców. Dzieje się w takiej sytuacji coś niedobrego – obie strony stają się zakładnikiem emocji, które w ten sposób karmione nabierają niewyobrażalnych rozmiarów.

Bo nie chcą być sami

Poczucie sensu życia, chęć bycia potrzebnym, budowania domu tylko, uwzględniając potrzeby dziecka – wszystko to nadmuchuje lęk o dziecko do granic możliwości. Gdy w codzienności brakuje odskoczni, a miesiące mijają w skupieniu nad losem dziecka, trudno porzucić takie życie z dnia na dzień, bo zwyczajnie innego się nie zna.

Do głosu dochodzi syndrom pustego gniazda – jeśli do tej pory cała rzeczywistość była dostosowywana do dzieci, świat się kręcił tylko wokół nich, gdy ostatnie opuszcza dom, pojawia się pustka. Trudna do akceptacji. Nie ma czym jej uzupełnić, bo nie ma niczego poza dziećmi.

Bo uważają, że wiedzą lepiej

Możesz mieć męża, stałego partnera, dzieci, pracę, własny dom, a i tak być pod ostrzałem. Traktowana z wyższością, tak, jakbyś była nadal dzieckiem. Mówią Ci, jak masz żyć, co jeść, o której kłaść się spać, jak wychowywać dzieci. Podważają Twoje decyzje, krytykują wybory, czasami wprost się wyśmiewają. Wszystko po to, by pokazać, kto ma rację i kto wie lepiej. A Ciebie zawstydzić…i upokorzyć, że ośmieliłaś się żyć po swojemu.

W takiej postawie często do głosu dochodzi rywalizacja, źle pojęta walka na polu – kto wybierze lepiej, które kobiece idee będą cenniejsze. Nie trzeba dodawać, że z takiego podejścia nic dobrego nie wynika. Są tylko ofiary chorej sytuacji.

Nadmierna kontrola rodzicielska, która zabiera nam doświadczenia

Teoretycznie miłość nie ma granic. Jednak w praktyce zbyt duża może pozostawiać głębokie rany.

Wszystko rozbija się o proporcje. Całkowita obojętność, bierność i brak zwykłych ludzkich odruchów opiekuńczych nie jest dobra. Jednak przekroczenie pewnych poziomów zaangażowania rodzi opór. Nikt nie lubi być kontrolowanym, żadna osoba nie czuje się dobrze, gdy zaciska się jej pętle ograniczeń i mówi, jak ma żyć, gdy ma inny pomysł na siebie.

Podobnie wpływa na nas nadopiekuńczość, która wysyła prosty sygnał – nie dasz rady, nie próbuj, bo na pewno Ci się nie uda. Nadopiekuńczość odbiera nam doświadczenia, lekcje od życia, które powinniśmy przeżyć w odpowiednim momencie. Rodzice zbyt skupieni na dziecku, dorosłym czy choćby najmniejszym, nie są w stanie zachować dystansu. Tak opisuje to Katrin:

„Obecnie mimo, że mam 30 lat, to moi rodzice nadal chcieliby sterować wszystkim, co robię. Z ojcem musiałam zerwać kontakt, bo inaczej nie miałabym szans na normalne życie, natomiast z matką mam w miarę poprawne relacje (a kiedyś było bardzo ciężko). Najbardziej przeżywam to w tym wszystkim, że jestem 10 lat do tyłu. To co moi znajomi mają już dawno za sobą, ja realizuję dopiero teraz. Jak widać kontrola rodzicielska nie wyszła mi na dobre, ale nie poddaję się i walczę o siebie.”

Co zrobić, by rodzice przestali traktować Cię jak dziecko?

Przede wszystkim trzeba znaleźć w sobie siłę i determinację, by nie wchodzić w rolę dziecka. To trudne, ale możliwe. Pamiętaj o tym, aby:

  • nie tłumaczyć się,
  • jeśli rodzice nie potrafią zachować dystansu, nie zwierzać się, lepiej porozmawiać z przyjaciółką niż z mamą, zwłaszcza z taką, która wszystko nadmiernie przeżywa,
  • wyznaczać granice i być konsekwentną,
  • nie obrażać się, ale nie wchodzić w rozmowy, które kończą się zawsze tak samo,
  • gdy tylko to możliwe, uniezależnić się finansowo i od pomocy rodziców, jeśli nie udaje się zorganizować wszystkiego na poziomie.

Warto zrozumieć, że nie da się zmienić drugiej osoby, gdy ta tego nie chce. Można zmienić jedynie siebie, swój sposób postępowania. Zamiast usilnie szukać akceptacji, próbować dopasować się i uciszać każdą burzę, lepiej zdecydować się na odważne i często trudne kroki. Czasami zmiana zachowania może być bolesna, ale prawdą jest, że inni przekraczają nasze granice na tyle, na ile im pozwalamy.

    21 komentarzy

  • Chyba powinnam pokazać ten wpis mojemu chłopakowi 😉
    Chociaż, gdybym sama była rodzicem, to pewnie też byłoby mi ciężko pogodzić się z faktem, że moje dzieci są już dorosłe..

  • kasiawl@wp.pl' Iwona

    niestety mama 33 lata i problem znam aż za dobrze, chyba bedzie trzeba wprowadzic ostre ciecie

  • Ja mam co prawda 25 lat, ale widzę, że wiele aspektów jest aktualnych już w tym wieku, z resztą, cóż się dziwić – do 30-stki zostało zaledwie 5 lat 😀

  • Oj, znam to doskonale z własnego doświadczenia. Czasami nie ma wyjścia i trzeba siegnąć po radyklane rozwiązania – gdy żaden z wymienionych w tekście sposobów nie działa. Po jednej takiej przemowie pouczającej zerwałam na kilka ładnych miesięcy kontakt z rodzicami. I jak się okazało, pomogło. Od tamtej pory skończyło się ględzenie. Najważniejsze jest to, że rodzice przemyśleli sprawę i wyciągnęli odpowiednie wnioski. Mam świadomość, że nie u wszytskich to poskutkuje, ale u mnie sprawdziło się.

  • kasiawl@wp.pl' Hania

    Uwielbiam Was za takie wpisy, oj dużo w tym prawdy, aż za dużo 😉

  • Jak rozmawiam z przyjaciółmi, prawie wszyscy mają ten sam problem. Moi rodzice są naprawdę super pod tym względem, ale rodzice mojego męża traktują nas oboje jak kompletne dzieciaki i oszołomy. Mamy strategię żeby nie wdawać się w dyskusję tylko włączyć tryb: obojętność, ale wcale nie jest to ani proste, ani za każdym razem skuteczne.

  • Wszystko fajnie, ale w teorii. Najgorsze jest poczucie winy. Jestem już niezależna finansowo, mieszkam z własną rodziną, nie opowiadam swojego życia rodzicom, a jednak ciągle czuję się winna, kiedy krytykują mnie, że nie postępuję tak, jak oni by sobie życzyli, bo „tyle dla mnie poświęcili a ja się tak odwdzięczam”.

    To chyba tacy rodzice powinni pójść do psychologa. 🙂

  • kasiawl@wp.pl' Alina

    Czasami trzeba się odciąć, bo nic innego nie pomaga…

  • kasiawl@wp.pl' Pati

    Rodzice zawsze będą traktować nas jak małe dzieci i tak samo my traktujemy swoje dzieci. Oni chcą chronić nas a mi swoje potomstwo. Pamiętajmy jednak o tym że mamy własny rozum, mamy prawo mieć własne zdanie i popełniac własne błędy. I nasze dzieci mają to samo prawo. Mam 33 lata a czasem przeż zachowanie mojej matki czuję się jak bym była w wieku swojej najstarszej córki czyli w wieku 13 lat. Starajmy się słuchać, czasem się buntujmy bo to nasze życie i traktujmy nasze pociechy tak jak byśmy chciały być same traktowane przez naszych rodziców.

  • Mam wrażenie, że rodzicom bardzo trudno zaakceptować fakt, że ich dziecko jest dorosłe oraz zaufać mu i jego decyzjom. Rodzice zawsze będą się o nas martwić, tak samo jak my będziemy się martwić o swoje dzieci. Sama znam to ze swojego doświadczenia, bo też bardzo często mam wrażenie, że moi rodzice traktują mnie jak dziecko. Wyznaczenie granic jest trudne, ale często konieczne do tego, żeby móc w pełni żyć swoim życiem i nie musieć tłumaczyć się ze swoich decyzji.

    • dorota

      Sylwio, oj tak. Martwienie się jest wpisanie w gen rodzicielstwa. Wiem coś o tym, bo sama jestem mamą. Staram się jednak przystopować siebie, albo dać przemówić sobie mężowi. Dlatego pod tym względem rozumiem rodziców dorosłych dzieci. Niemniej jednak trzeba nad sobą pracować. Cale życie.

  • Witam,
    Czytam to z uśmiechem na twarzy, gdyż znam to z autopsji. 😉 Teraz już mogę się z tego śmiać, lecz bywały momenty, w których wcale nie było mi do śmiechu.
    Na szczęście coraz mniej już ingerują w moje życie, bo im na to nie pozwalam! 😉
    Zanim znalazłam się tu, gdzie jestem przeszłam długą drogę pracy nad sobą – było warto!! 🙂
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • dorota

      Cała ja, bo to prawda, do wielu rzeczy trzeba dojrzeć… Jakoś poprzestawiać sobie w głowie, zmienić swoje podejście do siebie. To wszystko niestety nie jest łatwe, potrzeba czasu. Potem można się uśmiechać i czytać z poczuciem, że mamy to za sobą 😉

  • instyle@wp.eu' Kasia

    To usamodzielnianie się nie byłoby takie trudne, gdyby nie fakt, że zwykłego, pracującego człowieka zwyczajnie nie stać na choćby wynajęcie własnego lokum za niewielkie pieniądze. Nie mówię tutaj o kupnie własnej nieruchomości, bo w naszym kraju to graniczy z cudem, a te rzadko się zdarzają, ale o to, by móc spakować się i pójść gdzieś, gdzie będzie się płaciło czynsz i media. Bez płacenia odstępnego. W moim mieście opłaciło się zburzyć bardzo duży hotel za kwotę sześciu milionów złotych, ale nie opłaciło się go przerobić na czynszowe mieszkania. A ile młodych rodzin mieszka kątem u rodziców nie dlatego, że tak im wygodnie, ale dlatego, że zmusiła ich do tego sytuacja – nie zliczę! Nie mówiąc o tym, że singiel pracujący za najniższą krajową może pomarzyć o tym, by cokolwiek wynająć. Bo po zapłaceniu odstępnego i reszty opłat zostałoby mu tylko już zdechnąć z głodu.

  • Jeśli jest to możliwe, to najlepiej jak najszybciej wyprowadzić się z domu rodzinnego i się usamodzielnić.
    Bo nawet, gdy mamy dobre charaktery (a często nie mamy), to mieszkając razem zawsze będziemy się spierać, kłócić, wzajemnie kontrolować.
    Pozdrawiam:)

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>