Główne menu

Mężczyzna pod pantoflem – czyli kto?

Współczesny mężczyzna nie powinien być tępym jaskiniowcem, oschłym panem domu, tyranem, szowinistą. Nie, współczesny mężczyzna ma być opiekuńczy i pomocny. Ma rozmawiać, nie rozkazywać. Ma nie być samolubem. Ma szanować kobiety i być dla nich partnerem, a ojcostwo uważać za coś więcej, niż samo dostarczenie plemników. Ma posiadać głębsze uczucia i nie bać się ich okazywać.

Och, tylko gdzie są tacy faceci? Spokojnie, są. Może nie na każdym rogu, ale naprawdę da się ich znaleźć. Problem w tym, że niespecjalnie ich cenimy. Wystarczy, żeby któryś przedawkował z dobrem i automatycznie trafia do szufladki z napisem „pantoflarz”. Czy słusznie? Bo kim w rzeczywistości jest ów pantoflarz?

Przypadek krytyczny

My, kobiety, pod pewnym względem mamy lepiej. W zasadzie nie da się wskazać naszej postawy życiowej wobec mężczyzn, która byłaby jednoznacznie potępiana przez wszystkich. Możemy gardzić słodkimi idiotkami i zahukanymi szarymi myszkami, ale część mężczyzn będzie nimi zachwycona. Panowie mogą psioczyć na wyzwolone feministki-bojowniczki, jednak dla wielu kobiet będą one wzorem godnym podziwu. „Złe kobiety” też znajdą swoich amatorów, będą dla mężczyzny wyzwaniem i spełnieniem marzeń o niegrzecznej dziewczynce. Natomiast mężczyzna na wskroś uległy, posłuszny małżonce, cichy, spokojny, bez cienia agresji, słowem – pantoflarz… trudno znaleźć osobę, która doszuka się w nim czegokolwiek pozytywnego. Gardzą nim kobiety, nawet jeśli sądzą, że samca należy trzymać krótko. Dla mężczyzny trudno o cięższą obelgę, to coś na równi z „pedałem”, a może nawet gorzej. Sam pantoflarz też raczej nie chwali się swoim statusem w towarzystwie.

pantoflarz

Dlaczego facet sterowany przez małżonkę jest aż tak narażony na szyderę? Cóż, po prostu nie jest mężczyzną. Niby ma to swoje plusy – pantoflarz nie krzyknie, nie uderzy, jest całkowicie na wyłączność. Ale co za dużo, to niezdrowo, facet totalnie uległy nie może być atrakcyjny. Lubimy mężczyzn, którzy idą z duchem czasu i trzymają swoich żon na łańcuchu w kuchni, jednak ich ustępstwa na rzecz płci przeciwnej nie powinny oznaczać bezwzględnej kapitulacji i oddania w całości męskiego terytorium. Jak ktoś je nam z ręki, to może bawi przez pięć minut, potem drażni. Może i sprowadzamy sobie takiego faceta do domu, lecz nie stoi za tym miłość, a wygoda i wyrachowanie.

O kim mowa?

Pantoflarz nie zna słowa „kompromis”, ale to dlatego, że na wszystko z góry się zgadza – żona ma zawsze rację. Pantoflarz nic nie sądzi. Nie ma własnego zdania, papuguje po żonie. Nie wie czym jest samodzielność, nie jest mu ona zresztą do niczego potrzebna, wręcz się jej boi. Brak mu siły woli. Brak charakteru. Poniekąd pasuje mu to, że ktoś nim steruje, bo nie trzeba się wysilać, brać odpowiedzialności.

Pantoflarz jest jak pocieszny robocik, wykonuje bez jęknięcia każde polecenie, i robi to dobrze, precyzyjnie i na czas. Jednak bez programisty i człowieka, który wciśnie „start” – ani rusz. Głupieje, jakby dosłownie ktoś odciął mu prąd. Pantoflarz naprawdę stanowi ze swoją połowicą jedną całość, ale bynajmniej nie w tym dobrym znaczeniu. Gdy pantoflarz straci żonę, jest bezradny. Znikąd podpowiedzi, co robić, dokąd iść? Jest absolutnie stłamszony przez partnerkę, ale nie potrafi od niej odejść, uzależnił się od tego rygoru. Więc trzyma się jej kurczowo, choćby jej szczerze nienawidził i marzył skrycie o zatłuczeniu łopatą. Będzie trwał wiernie. Bądź niewiernie, bo jak uległość wobec żony zacznie uciskać, pojawia się kochanka, przed którą można trochę poprężyć muskuły. Lecz tylko na chwilę, bo potem trzeba przecież wrócić do żony, inaczej będzie niezadowolona.

pantoflarz 1

A strach często jest motywacją pantoflarza. Przy czym niekoniecznie chodzi o strach przed niezadowoleniem małżonki; to też, bo myśl, że ta baba w szlafroku i wałkach znowu będzie jazgotać, jest przerażająca. Pantoflarz boi się samotności. Czy też permanentnego braku seksu, jak kto woli. Dlatego chowa dumę do kieszeni i dzięki temu ma obok w łóżku kobietę. A że za cenę wiecznego upokorzenia? Cóż, świat nie jest doskonały.

Atrapa mężczyzny

Posłuszny małżonek może się jawić jako skarb. Nie podważa naszych kompetencji, nie zadaje idiotycznych pytań, nie marudzi, nie przeszkadza. Wystarczy coś mu oznajmić, on przytaknie i wykona polecenie, bez kwestionowania jego zasadności, jak w wojsku. Pantoflarz może dostać choćby stupunktową listę zadań do zrobienia, a my i tak możemy być pewne, że małżonek sumiennie się z tego obowiązku wywiąże. Ale i nie doda niczego od siebie. Nie wyjdzie z propozycją, nie zasugeruje pożytecznych poprawek, nie zainicjuje inspirującej dyskusji. Raz, że nie chce urazić swojej pani, dwa, że jego mózg zwyczajnie zapomniał, czym jest kreatywność. Wszak pantofel tylko przetwarza rozkazy. Nie myśli. Nie musi.

To są właśnie te skutki uboczne, które psują całą przyjemność z posiadania posłusznego męża. Bo on jest posłuszny za bardzo, co w ostatecznym rozrachunku nam szkodzi. Pantoflarz nie zwróci nam uwagi, że w jakiejś ważnej kwestii nie mamy racji. Przyzwyczajony do tego, że kobieta czuwa nad całym życiem pary i nie znosi najmniejszej niesubordynacji, facet czuje się zwolniony z troski o domowe sprawy – to załatwia żona. Nie dostaniemy od niego wsparcia. Nie ma co liczyć w chwilach zwątpienia na ucieczkę w opiekuńcze, silne ramiona. Cały bajzel jest na naszej głowie, łącznie z troską o zagubionego męża. I nawet nie można mieć do niego o to pretensji, bo skoro został wytresowany do podległości i służenia swojej damie, to unika okazywania jakiejkolwiek „wyższości”, a tym w jego mniemaniu jest zaoferowanie pomocy kobiecie, która do tej pory przecież trzymała wszystko w garści.

Gdyby tego było mało, pantoflarz zawodzi również w sypialni. Nie to, że się nie stara. Rzecz w tym, że on nas nie podnieca. Jest żywym ucieleśnieniem nudy. Kobiety, co by nie mówić, najbardziej pożądają mężczyzn-zdobywców, a zdobywca to ktoś, kto robi coś po swojemu. Pantoflarz nie porwie kochanki do sypialni, niczym jej nie zaskoczy, nie rozpali w niej żaru swoją stanowczością. No, ale tak się właśnie kończy kastrowanie mężczyzn.

Wcale nie musisz być miły

Teoretycznie nie powinno być żadnych wątpliwości co do tego, czy jakiś facet jest pantoflarzem. Jednak w praktyce klasyfikacja męskich i niemęskich zachowań nastręcza wielu kłopotów. Nieporozumienia biorą się z dość mglistego pojęcia „przekraczania granic” – każdy tłumaczy to sobie na swój sposób.

Pantoflarzem zostać więc może każdy, kto w choćby niewielkim stopniu odbiega od pradawnego, wiecznie żywego stereotypu prawdziwego faceta. Ten, jak wiadomo, kobietom się nie kłania. Nigdy nie ulega – to oznaka słabości, a samiec jest siłą. Nie nabiera się na babskie płacze i gierki – on tu rządzi, to jego przeznaczenie. Nie idzie na kompromisy, co najwyżej negocjuje, ale tak, żeby dla siebie wyciągnąć maksymalną korzyść – w końcu nie jest jakąś sierotą. Niczego nie konsultuje z żoną, ogłasza swoje dekrety. Wie, jak ustawić ją do pionu – czasami nawet by się z nią zgodził, lecz nie zrobi tego, dla zasady. Nie okazuje troski czy uczuć – od tego są baby. No, może przy szczególnych okazjach, niech kobitka zna łaskę pana.

pantoflarz 3

Chyba wszystkie mamy nadzieję, że podobny model odchodzi do lamusa. Narzekamy, że już dość i w ogóle to koniec z męską dominacją. Płaczemy, jacy to faceci źli i jak nas krzywdzą. Więc dlaczego, gdy mężczyzna stara się postępować inaczej, tak ciężko nam to docenić? Dlaczego, gdy pojawia się on, wrażliwy i serdeczny, znowu kręcimy nosem, że tym razem dla odmiany jest nie dość męski, a my nie mamy się z kim – tak, tak – pokłócić? Nie cieszymy się, że facet pyta nas o zdanie i nie wzbrania się przed sobotnimi porządkami? Wychodzi na to, że pantoflarzem jest w naszych oczach człowiek, który okazuje przywiązanie i potrafi poświęcić coś swojego dla ukochanej kobiety. Który po prostu jest dla niej dobry. Nie poddany, lecz dobry. Starczy spełnić jedną prośbę swojej towarzyszki i już padają pogardliwe żarciki. Umył jej samochód? Poprosiła na imprezie o drinka, a on poszedł go zrobić, niczym barman? Odebrał jej żakiet z pralni? Haha, co za  mięczak! Pewnie, lepiej by było, gdyby odburknął: sama sobie to zrób, służącym nie jestem. W obliczu takich komentarzy przestaje dziwić przekonanie, iż czasami opłaca się być chamem, bo przecież kobiety kochają zimnych drani. Miły facet dostaje raptem minimum socjalne. A drań jest królem życia.

Zero wdzięczności

Ktoś, kto swoją żonę traktuje jak mamuśkę i nigdy nie skalał się próbą przejęcia inicjatywy w domu, idealnie pasuje do słownikowej definicji pantoflarza. Zastanówmy się jednak, czy przypadkiem nie nadużywamy tego miana wobec mężczyzn, którzy zwyczajnie starają się sprostać naszym wymaganiom? W rzeczywistości tę łatkę często przypina się mężczyznom, których jedyną wadą jest bycie miłym dla kobiet. Co jest tym zabawniejsze, że przecież dzisiaj bardzo mocno lansuje się obraz samca 2.0, jego nową, ulepszoną wersję. Ma nastąpić era mężczyzny czułego i dobrego. Bohatera damskiej wyobraźni, który w końcu przestanie być nierealnym marzeniem. Lecz co się okazuje?

Kto próbuje wpasować się w ten współczesny, tak niby pożądany wzorzec, naraża się na kpiny. Mąż pomaga żonie? A skąd, ona się nim wyręcza! Mąż okazuje żonie czułą sympatię? Gdzie tam, płaszczy się przed nią, bez żadnego wstydu. Spełnia jej prośby? Zwykłe służalstwo, facet nie ma honoru. I nie dotyczy to wcale klasycznych przypadków pantoflarstwa, ale zwykłej, ludzkiej życzliwości. Po prostu, facet poczuwa się do obowiązku. Wierzy w całe to równouprawnienie, wyzysk kobiet i niesprawiedliwe traktowanie, chce z tym walczyć i dojrzeć z kobiecie pełnowartościową partnerkę. W nagrodę słyszy, że jest pod pantoflem baby.

Znaczy co, mężczyzna ma nie pomagać, bo traci wtedy swoje męskie walory? Ma nie słuchać partnerki w niczym? Ależ oczywiście, że ma. Tylko bez przesady. Niech nie przemieni się w ciepłe kluchy. Ok, ale co to znaczy? Jak raz zrobi zakupy, to fajnie, jak chodzi do sklepu co weekend, to już kapeć? A okna wolno mu umyć, czy to też oznaka męskiego zniewolenia? Pranie? Jazda z mopem po podłodze? I co z tym słuchaniem żony? Jak spełni jedną prośbę na dziesięć, to będzie dobrze, ale jak już co drugą, to jądra mu zanikną? Niestety, nikt się jeszcze nie pokusił o wyliczenie, w jakim procencie wypada mężczyźnie pójść kobiecie na rękę, by nie utracić przy tym twarzy.

Kwestia wieku

Dla facetów pantoflarz zawsze jest ewolucyjnym wynaturzeniem. W przypadku kobiet podejście do pantoflarstwa zdaje się zmieniać wraz z wiekiem. Młode dziewczyny zazwyczaj marzą o szalonej miłości pełnej uniesień, nie znoszą rozmemłanych facetów, chcą, by przez cały czas iskrzyło, żeby były spory, starcia i walka, zakończona równie emocjonującym pojednaniem w łóżku. Uległy facet jest nudny. Z posłusznych, zakochanych po uszy młodzieńców można ewentualnie zrobić chłopców na posyłki – oni się nie liczą, nie są dość męscy, by trafić do alkowy. Wart kochania jest wyłącznie facet twardo stawiający swoje warunki. Ich partnerki z zachwytem opowiadają, jakiż to on jest władczy, jak domaga się swego. Jest wyzwaniem. Nie daje sobie wejść na głowę. Bo jak daje – jest śmierdzącym pantoflem.

Ale z wiekiem optyka się zmienia. Im kobieta starsza, tym bardziej jest zmęczona tymi miłosnymi bataliami. Po latach wojowania woli, by mąż bez zbędnej dyskusji odpowiedział: dobrze, tak zrobię. Nie to, że chce od tej pory żyć pod jednym dachem z pantoflarzem. Jednak teraz woli partnera, w którym ta dzika samczość nieco się przytępiła. Bo ileż można żyć na najwyższych obrotach? Po ciężkim dniu, gdy w pracy nie udały się rozmowy z klientem, dziecko w ramach buntu przyszło z zielonymi włosami, a szykowany przez kilka godzin suflet sflaczał jak przekłuta purchawka, ostatnią rzeczą, o jakiej się marzy, jest macho i jego samcze żądania. Z radością przyjmie się raczej obecność kogoś, kto posprząta w kuchni, wysłucha naszych płaczów, przygotuje kąpiel z bąbelkami i wymasuje stopy. Cenniejszy staje się mąż, który wprawdzie nie ratuje świata jak Bruce Willis, za to oferuje spokój. Jego ustępstwa na rzecz kobiety nie są już przejawem pantoflarstwa, zaczyna się je traktować jako oznakę miłości – oczywiście, jeśli nie mamy nagle do czynienia z przesadą w drugą stronę. A nawet jeśli ukochany trochę za bardzo spokorniał w małżeńskim życiu, lepsze to niż walenie pięścią w stół.

Pantoflarz z wyboru

Pantoflarz to ktoś bezwolnie poddający się władzy kobiety. A jeśli ktoś się poddaje świadomie? Znajdziemy bowiem hipsterów, którzy otwarcie przyznają się do bycia pantoflarzem i uważają to za powód, jeśli nie do dumy, to przynajmniej wewnętrznego zadowolenia. Tyle że trudno ich uznać za książkowych pantofli, skoro robią to dobrowolnie, z przekonania, a nie z powodu strachu czy życiowej niezaradności. No i przede wszystkim ich rzekoma uległość jest efektem współpracy z kobietą, a nie wasalstwa. Tak naprawdę to, co inni odbierają za pantoflarstwo, jest chęcią sprawienia przyjemności drugiej osobie. Ten niby-pantoflarz nie czuje się uciśniony, z prostego powodu – szczęście życiowej partnerki jest dla niego priorytetem. I nie, nie dlatego, że boi się jej fochów.

Kiedy trzeba, wyrazi swoje zdanie, będzie asertywny, nie pozwoli, by traktować go jak niewolnika. On po prostu nie chce iść śladem ojców i dziadków, którzy zamieniali kobiety w zastraszone służące. On swoją partnerkę wspiera jak może, dzięki temu nie ma przy boku zrzędzącej hetery. „Życzliwi” powiedzą –  na tym, kolego, polega kobieca manipulacja. Ona tobą rządzi, ty nawet tego nie czujesz. Stary, to wyższa szkoła wtajemniczenia, one to trenują od wieków. Omotała cię, a ty machasz zadowolony ogonem jak byle kundel, którego się pogłaskało, bo przyniósł nikomu niepotrzebny patyk. Jesteś frajer. Co, dobrze ci z tym? Rany, w dodatku idiota.

Słuchając podobnych opinii o czyimś pantoflarstwie, trudno nie mieć wrażenia, że czasami stoi za tym zwyczajna zazdrość. Dziewczyny nabijają się z męża koleżanki, bo najchętniej zamieniłyby się z nią miejscami, zastępując swojego faceta, zainteresowanego wyłącznie seksem i własnymi przyjemnościami, tym troskliwym człowiekiem, który nigdy się nie spóźnia, wie, do czego służy kosz na bieliznę i że brudne gary same się nie umyją. Natomiast faceci szydzą z kolegi, że się słucha żoneczki, podczas gdy sami chętnie, by się dali tak powykorzystywać, lecz jakoś chętnych kobiet na horyzoncie nie widać.

Uważajmy na słowa

Każdy facet choć raz w życiu zrobił coś wbrew sobie i ugiął się pod wpływem kobiety. Znaczy pantoflarz? Niezupełnie. Nie da się być niezłomnym przez 24 godziny na dobę. W normalnym związku ludzie nigdy nie pokrywają się w stu procentach, więc prędzej czy później trzeba będzie się pójść na jakieś ustępstwa. Dopóki jest kompromis i równowaga w oczekiwaniach, nie ma powodu do niepokoju. Gorzej, gdy szala przechyla się dramatycznie tylko w jedną stronę i nasz facet dla świętego spokoju rezygnuje ze wszystkiego – wtedy rzeczywiście hodujemy sobie pantoflarza. Jak ktoś daje sobą dyrygować na okrągło, trudno o szacunek i pożądanie, ale bywa, że do faceta zniechęca nas pojedynczy gest uległości, wykonany w dobrej wierze. Panowie są wyjątkowo wrażliwi na punkcie swojej męskości, jeżeli więc zobaczą, że więcej zyskają samczym egoizmem, nam znowu pozostanie rola ofiary losu, zdominowanej przez płeć przeciwną. A na dobitkę okaże się, że faktycznie same nie wiemy, czego chcemy..

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>