Główne menu

Mój partner się mnie wstydzi. Problem „gorszej” połówki

Partner idealny? Nie istnieje. Zawsze jest się do czego przyczepić, zawsze coś, choćby niewielkiego, chciałoby się u tej drugiej osoby zmienić. Dopóki są to drobnostki, które może i złoszczą, ale w sumie da się na nie przymknąć oko, czujemy się szczęśliwi i nawet kochamy te wady, one przecież tworzą człowieka tak samo jak zalety. Z wadami jest jednak ten kłopot, że nie zawsze pozostają one w czterech ścianach wspólnego domu. Czasami wyłażą one na zewnątrz, a publiczność tam zgromadzona nie jest już tak łaskawa w ocenie ludzkich przywar. I wtedy pojawia się wstyd. Wstyd za partnera, który psuje nam reputację.

Można oczywiście mówić, że co nas obchodzi ludzkie gadanie, ale w rzeczywistości nie jest nam ono tak zupełnie obojętne, bo nie żyjemy w próżni. Nikt nie lubi zdziwionych spojrzeń w rodzaju: co ona w nim widzi?, dlaczego on z nią jest? Nie wasza sprawa!, chciałoby się odpowiedzieć. Lecz się nie mówi, bo podskórnie się czuje, że oni mają trochę racji.

Ale żenada…

Nie każdy czuje potrzebę, by głośno manifestować swoją miłość. Nie ogłasza wszem i wobec jak bardzo jest zakochany, bo co to kogo? To wyłącznie moja sprawa. Zdarza się jednak, iż ta powściągliwość przybiera dziwaczne formy. Czym innym jest bowiem dyskrecja, a czym innym celowe ukrywanie obiektu swoich uczuć. Chować przed światem swoją kobietę/faceta? Tak robią gwiazdy przewrażliwione na punkcie swojej prywatności i osoby zdradzające prawowitych małżonków. Oraz ci, którzy z jakichś powodów wstydzą się przyznać do drugiej połówki. Dlaczego się wstydzą? Ooo, tu lista powodów jest całkiem obszerna.

Na pierwszy ogień idzie wygląd – a bo ona taka gruba, a że jaki ma festyniarski gust i kto to widział, żeby baba prowadzała się z karaczanem o głowę niższym. Potem zachowanie i tu naprawdę jest w czym wybierać. Jest wstyd, bo wybranek rży jak koń z najgłupszych dowcipów i na dokładkę opowiada swoje żenujące żarty prowadzącego. Ma jakieś skrajnie niepopularne poglądy i lubi się z nimi obnosić. Ma ewidentne braki w edukacji i w każdej rozmowie wychodzi to na jaw. Nie ma żadnych ambicji zawodowych. Śmiertelnie poważnie traktuje horoskopy, wierzy w spisek Reptilian i nie wyklucza, że Ziemia jest płaska. Każdy niepoprawny politycznie dowcip gasi wywodami o prawach człowieka. Publicznie dłubie w zębach i puszcza bąki. Daje się wkręcać jak dziecko i nie widzi, że reszta ma z tego niezły ubaw. Dostaje korby po alkoholu. Robi karczemne awantury z byle powodu i wciąga w to wszystkich postronnych. Jest nieokrzesany i prostacki.

Zawstydzeni swoimi partnerami z pewnością mogą dodać do tego wykazu jeszcze wiele innych punkcików. A najgorsze jest to, że partner wywołuje w nas wstyd z zatrważającą regularnością. To nie są jednorazowe wpadki. Ten obciach to już reguła. Co oczywiście rodzi określone konsekwencje.

Razem, ale osobno

Wstydzić się nie lubimy, dlatego wywołująca zażenowanie połówka niby jest częścią naszego życia, ale w sumie to nie jest. Kłopotliwego partnera trzyma się z dala od ludzi, których opinia ma dużą wagę. Dziewczyna, żona nie ma szans na to, by poznać kolegów swojego faceta. Nie towarzyszy mu na imprezach i wyjazdach z całą paczką, bo ‘i tak byś się tam wynudziła’, zresztą ‘to były typowo męskie spotkania’. Jest izolowana. Nie dopuszcza się do sytuacji, w których ona mogłaby się zbłaźnić i reszta by na własne oczy zobaczyła, z jak mało interesującą osobą związało się swój los. Podobnie postępują kobiety, nagle przemieniające się w zagorzałe domatorki, niechętnie godzące się na wspólne wyjścia do kina czy restauracji, żeby przypadkiem nikt ich razem nie zobaczył. Tak, to zdecydowanie nie jest facet, którym chciałoby się pochwalić.

W ogóle ten związek jest jakiś taki dziwny. Nie ma wielkich, wspólnych planów, jakie zakochani zwykle snują. O przyszłości mówi się niewiele i jeśli nawet związek posuwa się do przodu, to kolejny etap zażyłości jest raczej przykrą konsekwencją, a nie świadomym, upragnionym wyborem. Ludzie są ze sobą, ale nie widać w nich szczęścia. Zamiast czułości i uśmiechów problematyczny partner dostaje ciągle po głowie, słyszy w kółko krytykę, boleśnie odczuwa niezadowolenie drugiej osoby. Jest lekceważenie, a tolerancja na błędy się zmniejsza. I nawet gdy próbuje się to źródło wstydu wspólnie przegadać, to rozmowa nacechowana jest agresją, pretensjami, a nie szczerą chęcią zrozumienia i naprawy.

Oni tego nie widzą

Nie zawsze wygląda to równie ponuro, bo bywa, że uczucie jest szczere, ale ‘świat go nie zrozumie’. Dziewczyna jest do rany przyłóż, miła, wesoła, zawsze wysłucha i wesprze dobrą radą, no problem w tym, że daleko jej do modelki, a z pisarzy zna tylko Danielle Steel. Jaka to partnerka do rozmów dla koleżanek prawniczek? Co pomyślą koledzy? Tak samo facet, może być jak opoka, wrażliwy, czuły i męski, sęk w tym, że to kierowca po zawodówce, trochę siara przyjść z nim na przyjęcie w międzynarodowej korpo. Można sobie tłumaczyć, że to chęć ochrony ukochanej osoby przed szyderstwami, znaczącymi uśmieszkami i traktowaniem z góry, lecz brzydka prawda jest taka: to wstyd. Taki irracjonalny strach, że niskie notowania życiowego partnera wpłyną negatywnie i na naszą ocenę.

Partner bowiem, podobnie jak mieszkanie, samochód czy zajmowane stanowisko, powinien spełniać określone standardy. To, z kim układamy swoje życie, świadczy również o nas samych. Każde środowisko ma swoje wytyczne w tym zakresie i wszelkie odstępstwa w dół odbierane są jako porażka. I nieważne, że niskie zarobki czy niedostatki w wyglądzie rekompensują inne, nierzadko cenniejsze przymioty. Dla otoczenia to kwestia drugorzędna, poza tym kto lubi się na każdym kroku usprawiedliwiać, tłumaczyć, że to wspaniały człowiek i nie wolno oceniać po pozorach. Zwłaszcza gdy samemu przywiązuje się wagę do pozorów, czując wewnętrznie, że to faktycznie mezalians. Że plusy nie przysłoniły całkowicie minusów. Po prostu, wstydzimy się felernego partnera przed tymi, którym chcemy zaimponować.

Płytkie? Może. Ale w podobny sposób myśli wielu ludzi, którzy bynajmniej nie uważają siebie za powierzchownych snobów. Bo miłość jest ważna, ale otoczenie również, i byłoby miło, gdyby towarzystwo zaakceptowało ‘kontrowersyjny’ wybór. Można iść z wszystkimi na wojnę, jednak nie każdy ma siłę na podobne konfrontacje, poza tym po drugiej stronie są nie tylko przypadkowi gapie, ale też rodzina, bliscy znajomi, współpracownicy, i ciężko się ich wyrzec. Więc lepiej nie dawać zbyt wielu powodów do szydery, rozsądniej będzie trzymać partnera pod kluczem, niech się nie wychyla i nie robi obciachu.

Kłopotliwy awans

Wstyd nie zawsze towarzyszy od samego początku. Pierwsze lata mogą być udane, dopiero z czasem życiowe priorytety zaczynają się rozjeżdżać. Zwykle wtedy, gdy jedno z partnerów zdecyduje się na diametralną odmianę, czy to w pracy zawodowej, czy w wyglądzie. To przeważnie pociąga za sobą nowe znajomości i pewne zmiany w myśleniu, co ostatecznie zmusza do spojrzenia na swój związek nowym, świeżym okiem. Wnioski z tej obserwacji mogą być bardzo przykre – to już nie ta czarująca, kochana osoba z początków znajomości, ale ktoś, kto… no, mógłby być nieco lepszy. Inni pewnie też to widzą, zastanawiają się, dziwią. Rzeczywiście, trochę wstyd. Stać mnie na kogoś mądrzejszego, szczuplejszego, bardziej ambitnego.

W przypadku kobiet przyczyną podobnej degradacji bywa też przejście na etat żony. Mąż się wyrobił, osiągnął sukces, ona stanęła w miejscu, przy pierogach i krochmaleniu pościeli. Dopóki prezentuje efektowną urodę, jest ok, niedostatki intelektu da się jakoś wybaczyć. Gorzej, gdy po ciąży straci talię osy, a nieprzespane noce zostawią po sobie ślad w postaci zmarszczek. Żona bez sukcesów i bez wyglądu – tego już za wiele. Może zostać, dom całkiem nieźle prowadzi, ale ze służącymi na imprezy się nie chodzi. No bo jak tu się pokazać z zaniedbanym wielorybem, kiedy dziewczyny kolegów niczym gazele, w najmodniejszych kieckach, perfekcyjne w każdym calu?

Lubię twoje wady

Choć brzmi to na pozór niedorzecznie, całkiem często celowo wiążemy się z ludźmi ‘wybrakowanymi’. Ich mankamenty są znane od pierwszej randki i poniekąd to one zadecydowały o tym, że doszło do randki numer dwa. Okazały się atutem, bo właśnie w kogoś takiego się celowało – kogoś gorszego, przy kim da się odsapnąć i podnieść samoocenę. Czyste wyrachowanie. Owszem, jest to partner, za którego trzeba świecić oczami, ale da się liczbę wpadek ograniczyć, neutralizując sprytnie potencjalne zagrożenia. Z partnerem bardziej adekwatnym wstydu by wprawdzie nie było, ale w zamian za to pojawiłyby się inne cierpienia. Wieczna rywalizacja, kto pierwszy. Ciągły strach, że pojawi się groźna konkurencja. Zero wsparcia, bo ludzie sukcesu są ponad takie słabości. A w diabły z takim związkiem! Mało atrakcyjna żona nie da wielkiej rozkoszy, ale i nie zdradzi, będzie tylko wdzięczna, że dało się jej coś, na co pewnie nie miała wielkiej nadziei. Nieciekawy mąż to pretekst do śmichów chichów, ale przynajmniej zawsze ma dla swojej kobiety czas i składa modły dziękczynne, że trafiła się mu taka bogini. Całkiem niezła nagroda za drobne upokorzenia.

Partner z niskiej półki świetnie też nadaje się na stadium przejściowe. Nie jest pierwszym wyborem, to opcja awaryjna, do czasu, aż trafi się ktoś idealny. Traktuje się go per nogam, jak wstydliwą przypadłość, dzięki temu nie blokuje się sobie drogi do kogoś wymarzonego. A gdy poszukiwania kończą się fiaskiem, nie zostaje się tak zupełnie na lodzie, łóżko nie jest puste. Tak faza tymczasowa zamienia się w stałą, co jakoś tam cieszy, ale przede wszystkim rodzi wstyd, że gra się w lidze okręgowej, a nie w ekstraklasie.

Właśnie ten strach przed samotnością tak często pcha w ramiona ludzi, na których by się nawet nie spojrzało, gdyby tylko miało się szanse na wartościowszy podbój. Jest presja, by złapać dosłownie kogokolwiek i nie tylko kobiety są na nią podatne – mężczyźni również, głównie ci, którzy niespecjalnie mogą przebierać w dziewczynach. Więc lepszy rydz niż nic, niech będzie, choć to żadna przyjemność mieć dzień w dzień przed oczami dowód uczuciowej klęski. Tym boleśniejszy, że otoczenie zdecydowanie bardziej nam współczuje niż zazdrości. Bo i z czego być tu dumnym? Upolowało się marną sztukę, podczas gdy znajomym trafiły się zdobycze o kilka klas lepsze. Wreszcie człowiek coraz częściej myśli, że mniej żenujące byłoby funkcjonowanie jako singiel niż prowadzanie się z kimś, kto zupełnie do nas nie pasuje.

Co ci przeszkadza?

Większość związkowych problemów dałoby się w miarę bezboleśnie rozwiązać, gdyby odpowiednio wcześnie rozpoczęło się pokojowe negocjacje. To, że partner nas zawstydza, jest takim właśnie problemem. Niestety, potęgowanym często przez niewłaściwe podejście. O przykrych sytuacjach nie mówi się normalnie, z taktem, najczęściej są po prostu fochy, brutalne odreagowanie własnego zażenowania, ostre przytyki. Przeżyty wcześniej wstyd zabolał tak mocno, że chce się go oddać z powrotem, w stronę winowajcy. Który zresztą może wcale nie być świadomy własnych niedostatków, dlatego potok jadu zamiast rzeczowych argumentów pogłębia jedynie przepaść. Nie ma zahamowań, by powiedzieć ‘jesteś brzydkim tłumokiem’, ale delikatna sugestia, by coś w swoim zachowaniu zmienić, nie chce przejść przez gardło. Jak gdyby była ona bardziej raniąca niż poniżające komentarze wygłaszane w złości.

Jest też pytanie – czy taki związek w ogóle warto ratować? Wstyd za partnera miewa czasami racjonalne podstawy i nie jest jedynie wyrazem jakichś wygórowanych, chorych ambicji. Brak dobrych manier, ordynarne zachowanie, obrażanie innych, agresja – za takie rzeczy trudno się nie wstydzić. I wręcz powinno się wymagać od partnera poprawy. Z drugiej strony jednak, skoro ktoś nas nie akceptuje takim, jakim jesteśmy, to co to za miłość? Wstydzić się kogoś za to, że ma 15 kilo nadwagi i nie odróżnia Moneta od Maneta? A reszta to niby co, taka doskonała i na wszystkim się zna? No i czy my sami jesteśmy kimś, z kogo ta druga, ‘gorsza’ połówka może być tak bezgranicznie dumna?

    24 komentarze

  • alina39@gmail.com' liva

    Jeżeli ktoś wstydzi się swojego partnera lub przeszkadzają mu jego wady, to dlaczego brał z nim ślub? Zawsze jest wyjście – można się rozwieść.

  • anita.barbara@onet.pl' Barbara P.

    To smutne zjawisko, ale prawdziwe. I wcale nie takie rzadkie. Mam koleżanki, które wstydzą się swoich partnerów. Z różnych powodów, ale najczęściej jest to właśnie ta „niska półka”. A to mąż z rozsądku, bo czas gonił i trzeba było wybrać „dawcę” materiału. Po czasie przyszła refleksja, że materiał materiałem, ale układ z przypadkowym ktosiem okazuje się kłopotliwy. Albo mąż, który został w tyle. Poznali się jako nastolatkowie, ale ona poszła wyżej, a jemu wystarczyła zawodówka. I z czasem kręgi znajomych żony i męża słabo się zazębiają. Nie są to fajne sytuacje również dla osób postronnych. Czasami czuję się zażenowana obserwując iskrzenia w takich konfiguracjach. Byłam nawet pytana o radę czy trwa w takim związku. Ale nie opowiedziałam. Nie czuję się na siłach, poza tym to zawsze jest sprawa idywidualna. Niemniej jestem zdania, że warto akceptować małe wady i pracować na związkiem. Ale jeśli budzi to opór i frustrację to może faktycznie lepiej się rozstać. Byle nie na gorąco i pod wpływem emocji…

  • rea.wizaz@gmail.com' Małgorzata B

    Nie wyobrażam sobie wybrać kogoś na towarzysza życia, za kogo będę się wstydzić.

  • dansy@tlen.pl' Helena

    Cóż, jesli chodzi o agresję, wulgarność, prostackie zachowania, to wstyd jest uzasadniony, a wymaganie poprawy konieczne – także dla dobra partnera. Tolerowanie takich cech to krzywda, którą wyrządza się parnerowi, sobie i otoczeniu. Natomiast, piszę z punktu widzenia kobiety, wstyd za żonę, która urodziła facetowi dziecko o straciła przy tym na urodzie, do tego nie pracuje, tylko opiekuje się dzieckiem, najczęściej zdana tylko na siebie, bo partner robi karierę.. To nie wiem, jakim człowiekiem trzeba być, by w ten sposób myśleć.

  • rockgirl444@wp.pl' L.B.

    To po co być z kimś, kogo się wstydzimy? Wyłania się tu problem braku akceptacji, bo jeśli z kimś jestem, no to jednak zgadzam się go zaakceptować takim, jakim jest i oczekuję tego też względem własnej osoby. Każdy ma wady. Niektóre zachowania faktycznie są niedopuszczalne, można a nawet trzeba o tym porozmawiać.

  • zwyklamatka@gmail.com' Zwykła Matka

    Świadomie wybieramy sobie partnera, więc jeśli od początku jest jakiś problem to lepiej w to nie brnąć niż potem się go wstydzić 🙂 Czasem partner zmienia się w ciągu trwania małżeństwa, ale to wtedy można próbować pomóc mu, by te zmiany nie były na gorsze 🙂

  • karolina.zel@gmail.com' Salvador Dali

    szczerze? Wstydzić się swojego partnera? To w ogóle możliwe?
    Ja rozumiem, że kogoś może lekko drażnić czyjaś cecha, ale no nie wytyka się wad..
    Bo albo się kogoś akceptuje, kocha i chce z nim być, albo nie.. Nie widziałam jeszcze kogoś kto kocha i się jednocześnie kogoś wstydzi. To nie jest miłość w takim razie..

  • chinaflake@yahoo.com' Lena

    Szczerze mowiac mam wrazenie, ze to jakas totalna bzdura ze swiata plytkich zwiazkow gdzie dwoje ludzi nigdy nie byloze soba na serio blisko. Mowie to po 10 latach malzenstwa, gdzie roznie bywalo, ale w „nas jest sila” o ktora dbamy i on i ja

  • dystrybuanta@seznam.cz' Pojedyncza

    Każdy z nas jest dorosły i sam odpowiada za swoje zachowanie, więc to nie nam partner narobił wstydu, tylko sam sobie wystawił wizytówkę. Jednocześnie to, co my uznajemy za żenujące czy irytujące, wcale nie musi być identycznie odebrane przez otoczenie i bynajmniej nie musi oznaczać „skreślenia” danej osoby (a czasem bywa odwrotnie – uprzedzenia biorą się z wydumanych powodów).

    Jeśli jednak jeden partner wstydzi się drugiego do tego stopnia, że stara się go izolować od znajomych i rodziny, to mamy poważny problem. Nikt nie chce być Kopciuszkiem zamykanym w domu i pomiatanym. A poza tym od takiego wstydu już tylko krok do zdrady czy rozstania… Po co się wzajemnie tak krzywdzić?…

    • dorota

      Pojedyncza, nie wiem, czy to tak można odbierać, że każdy sam sobie wystawia wizytówkę. I tak i nie…Jednak to, z kim się „zadajemy” też mówi o nas…

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Alina

    Nie wyobrażam sobie bycia z mężczyzną, który się mnie wstydzi. To jakiś absurd. Nie gódźmy się na bylejakość. Mój mąż jest wpatrzony we mnie jak w przysłowiowy obraz i ja również w niego. Jesteśmy z siebie dumni i to jest piękne. Nigdy nie zrozumiem pchania się w tak chore relacje.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Ain

    Nie byłabym z mężczyzną który się mnie wstydzi, albo którego ja muszę się wstydzić. Na tym polega dobranie się, żeby wstydzić się nie musiała żadna ze stron….

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Adriana

    Jak się wstydzi, to niech spada na drzewo!

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Agata

    Żona bez sukcesów i bez wyglądu – tego już za wiele. Może zostać, dom całkiem nieźle prowadzi, ale ze służącymi na imprezy się nie chodzi. No bo jak tu się pokazać z zaniedbanym wielorybem, kiedy dziewczyny kolegów niczym gazele, w najmodniejszych kieckach, perfekcyjne w każdym calu? ” Brakuje jeszcze w 100% finansowo zalezna od meza 🙂 I bedzie kolejna na naszej grupie, ktora mezulo zamienil na leszpy model a ja wystawil za drzwi z reklamowka. Kurtyna

    • edBardzoytamarta@wp.pl' Magda

      To znaczy? Chyba widzialy galy co braly. Jak facet chce modelki i business woman w jednym, to moze sobie przeciez taka wziac za zone. Tylko problem takich facecikow jest taki, ze boja sie niezaleznych i atrakcyjnych kobiet, wiec biora sobie za zony te delikatne i niepewne i potem sie nad nimi pastwia.
      Ja na miejscu takiej kobiety zbieralabym spokojnie dowody na rozwod z jego winy, a potem dopieprzyla takie alimenty, ze by sie zesral.

      • edBardzoytamarta@wp.pl' Karolina

        Widziały gały co brały? To że się z nią związał nie znaczy, że nie może poprawić wyglądu, pewność siebie też można wypracować, zamiast być gnębioną.. No i w drugą stronę też to działa

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Ewelina

    Tak, awans, zmiana garderoby, samochodu na nowszy model, a potem partnerki, żeby wyglądem do tego „hajlajfu” pasowała. Najlepiej finalistka konkursu miss, prawdziwe trofeum dla króla życia… żenada.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Domi

    O. To nie tylko ja tego doświadczyłam? W sumie patrząc na to z dalszej perspektywy Kolesiowi się nie dziwię.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Barbara

    Jaki świetny artykuł! Sama z tym się nie spotkałam, ale słyszałam o tym, że np: pewien chłopak kazał partnerce milczeć przy jego kolegach i koleżankach ze studiów.
    Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby mój mąż wstydził się mnie (a potrafię zachowywać się kompromitująco!), albo ja jego. Bo, jasne, może mi być czasem głupio z tego powodu, jak się zachowuje, ale wtedy załatwiam sprawę na osobności (to chyba są to te pokojowe negocjacje, chociaż nie do końca pokojowo nam przebiegają…)
    (PS: Jak tak czytam tę wyliczankę cech, które partnerowi mogą wydawać się kompromitujące, to oprócz nadwagi, mam chyba wszystkie :))
    I tylko cieszę się, że takie dziwadło, jak ja, trafiło na faceta, który nie przejmuje się opinią innych

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Aneta

    Trzeba miec to daleko w powazaniu, jak nie to nie!

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Izabela

    Albo jak mamusia dzwoni na skype nie wolno sie odezwac.

  • katarzynatargosz.pl@gmail.com' Matka na Szczycie

    Trudno mi sobie wyobrazić, że można być z osobą, której się wstydzi :/ Przecież wiążemy się raczej z tym, kogo uważamy za najwspanialszego na świecie!

  • jennoscik@gmail.com' Tadek

    „Najgorzej gdy z chłopa Jadwiga.” Wstydziłbym się, gdyby była prostacka i wulgarna. Po to wybrałem swoją kobietę i jesteśmy razem, bym się jej wstydzić nie musiał . Rozejść to się mogą na starość kapcie, od ludzi chciałoby się wymagać trochę więcej ( samodyscypliny, uwagi na otoczenie, wrażliwości, dobroci…). Dziecinne związki mogą i powinny dojrzeć.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>