Główne menu

Sposób na teściową – nawet najlepsza teściowa w końcu wystawi rogi?

Stare polskie przysłowie mówi: „jak wątroba nie mięso, tak teściowa nie matka”. I od tego punktu stanowiącego założenie zaczynają się problemy, bo wychodząc za mężczyznę swojego życia (tak chcemy wierzyć), wiążemy się też z jego rodziną, a szczególnie jego matką, którą w dniu ślubu każą nam nazywać tak samo jak własną rodzicielkę. Mówią, że od przybytku głowa nie boli, więc teoretycznie dwie matki powinny być lepsze od jednej…ale…To przecież podstęp.

Tam, gdzie dwie kobiety kochają jednego mężczyznę, tam robi się tłoczno. A gdy pojawia się jeszcze dziecko, robi się duszno – nie do wytrzymania.

Życie z teściową często jest bardzo trudne i wiąże się z wieloma frustracjami. Co bardziej kontrowersyjni zalecają jedno – ucięcie wszelkich kontaktów i niebiczowanie się, bo skoro każda wizyta to droga przez mękę, to szkoda życia na takie „szopki”. Nie dogadujemy się, to dajmy sobie spokój. Po prostu. Jednak przyznacie, że to rozwiązanie ekstremalne. Ostateczność. Zanim się na nie zdecydujemy, warto dać sobie szansę. Zrozumieć. Postarać się wybaczyć – sobie i teściowej wady, które każda z nas ma.

A że to artykuł o teściowych, to będzie o ICH wadach. Jakie mają najczęściej? Które z nich denerwują najbardziej?

Teściowa wszystkowiedząca

tesciowaMówi się, że osoby mądre mają wiele wątpliwości, a głupie są najbardziej pewne swoich racji. Gdy fakt ten skonfrontujemy z doradzającymi, pewnymi siebie i skłaniającymi nas ku swojej wizji świata teściowymi, to już mamy jak na tacy – inwektywę, od której nie chcemy przecież zaczynać.

Przeciętna teściowa doradzając, chce pomóc. Choć naprawdę trudno w to uwierzyć, tak jest. Tylko nieliczne robią to po to, by sprawić przykrość i zrównać nas z betonem.

Jak uciec od tego problemu? Jest na to tylko jeden sposób. Od samego początku związku zbudować swój autorytet, w ten sposób sprawiając, że nikt nie będzie nas traktował jak dziecko. Chodzi o to, by pokazać, że jest się stanowczym, odpowiedzialnym i potrafi się jasno wyznaczyć granice. W ten sposób teściowa, widząc siłę synowej, szybko zauważy, że nie ma sensu narzucać jej własnego zdania, stylu życia, czy też próbować „ją uczyć”, bo i tak będzie to działanie bezcelowe.

Można również inaczej…Jeśli teściowa jest mocno „namolna”, warto postawić na uprzejmość. Wysłuchać rad, uśmiechnąć się i szybko zmienić temat.

Kto ma gorzej…Sposób na poszkodowaną teściową?

Jesteś świeżo po porodzie, obolała, zmęczona, opowiadasz teściowej o 10 godzinach na porodówce, a ona zamiast zrozumienia  odpowiada, że ona i tak miała gorzej, bo ty chociaż rodziłaś z mężem, ona natomiast  była kompletnie sama i męczyła się dwa dni. W kolejnej rozmowie narzekasz na nawał pokarmu, a ona odpowiada, że z powodu laktacji trafiła na stół operacyjny, bo jakiś guzek jej się w piersiach zrobił. Innym razem wspominasz o nieznośnym szefie w pracy, to ona komentuje, że i tak nie wiesz co to znaczy ciężka praca…bo teraz to młode kobiety i tak mają łatwiej.

Znasz to? Osoba, która zawsze ma gorzej, ciężej?

Psychologowie nie pozostawiają złudzeń. Istnieją osoby, które przez całe życie są dołowane, krytykowane, ich zasługi są umniejszane w oczach rodziców czy partnera, dlatego muszą nadrobić te straty i porównywać się z innymi, na każdym polu „wygrywając walkę”. W ten sposób muszą samemu sobie udowodnić, że są wyjątkowe.

Jak zachowywać się w towarzystwie takiej osoby? Niestety jedyny sposób to nie wchodzić w dyskusję, bo nie ma szansy, że uda się nam „wygrać walkę”. Im mniej powiemy o swoich codziennych zmartwieniach i problemach teściowej, tym lepiej dla nas i naszego świętego spokoju.

Teściowa, która ma dużo czasu…, czyli teściowa wtrącająca się

Teściowa wtrącająca się to zazwyczaj osoba mająca zbyt dużo czasu. Chce mieć nad wszystkim kontrolę, o wszystkim wiedzieć. Obraża się, gdy nie zdaje jej się codziennie relacji z życia (Waszego życia).

Taka teściowa często wpada niezapowiedziana, nie krępuje się zaglądać w każdy kąt i komentować tego, co zastała. Nie ma również problemu z krytycznym wypowiadaniem się o synowej, zawsze ma jakieś „ale”, nic dla niej nie jest wystarczająco dobre.

Skutek? Najczęściej konflikty między żoną a mężem. Ona próbuje wymusić na nim rozmowę z własną matką. On często się zgadza, ale zazwyczaj nie osiąga oczekiwanego rezultatu. Co wtedy?

Niestety – potrzebna jest konfrontacja i powiedzenie wprost, co Ci nie odpowiada. Najpewniej teściowa się obruszy, powie Ci parę przykrych słów. Jednak pozostań spokojna i rzeczowa. Masz prawo dbać o swój dom i małżeństwo.

Teściowa strzela fochy

Nie przyjęliście zaproszenia na obiad? Foch. Nie chcecie razem jechać na działkę, wakacje? Foch. Odmówiliście wspólnego spaceru? Foch.

Teoretycznie problem z głowy, bo teściowa się nie odzywa, nie ma jej, nie dzwoni, ale również nie odbiera telefonów. Jednak do czasu…aż każe się przepraszać i pokazuje na każdym kroku, jak bardzo niewdzięczni jesteście.

Co w tej sytuacji? Przeprosić dla świętego spokoju?

Można, jednak ryzykujemy, a właściwie mamy pewne, że fochy będą na porządku dziennym i ta cicha forma agresji będzie powtarzana (skoro jest skuteczna). Możemy jednak zwyczajnie się nie przejąć i „nie zauważyć”, że teściowa jest obrażona. Trudne? Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ignorowanie znaczących spojrzeć, fukania i wzdychania bywa trudne, ale się opłaca. Teściowa prędzej czy później skapituluje, gdy zobaczy, że jej zachowania nie przynoszą korzyści…

To rada, by postępować z teściową jak z dzieckiem? Tak, dokładnie tak 🙂 Gdy nie ma widowni, nie ma po co grać.

A Wy, jakie macie teściowe?

 

    32 komentarze

  • anejka@interia.pl' Ania

    Moja jest skrzyżowaniem teściowej wszystkowiedzącej i wtrącającej się 🙂

    • in.teria@interia.eu' Anna

      A jakimi Wy dziewczyny będziecie teściowymi i skąd wątpliwość, że nie można kochać synowej jak swojego dziecka?

    • malpo1@wp.pl' Aga

      To dziwne, ale ja akurat mam taką synową :))) wszystko musi wiedzieć, do wszystkiego wściubia nos…..
      Sama mam teściową jak z artykułu wypisz wymaluj wzorzec…..:) więc postanowiłam, że kiedy ja będę teściową nie będę się wtrącała, ingerowała i nadmiernie interesowała sprawami młodych, a tu masz Ci los……kolejna baba w moim życiu , która wie lepiej……młodsza ode mnie o 14 lat….wiedząca wszystko „naj” i co Pani na to ???

      • dorota

        Każdy ma jakieś wady 😉

      • alikj@wp.pl' dds

        Też tak bywa, wierze w to..taka cecha charakteru jest niezależna od wieku. Współczuje..chyba najlepiej trzymac dystans od niej i spotykac sie dwa razy do roku tylko jak trzeba..no chyba że maz ja przywiezie ze soba 🙁

  • in.teria@interia.eu' Anna

    Balansowanie z macierzynskimi uczuciami na odcietej pepowinie jest bardzo trudne dla nas matek doroslych dzieci. Zrozumienie przychodzi po 50-tce, ale zazwyczaj wtedy juz tylko mozna przeprosic zdjecie tesciowej. Dziewczyny po 30-tce badzcie takie dla rodzicow, tesciowych jakie chcialybyscie by byly dla Was Wasze dzieci, synowe czy zieciowie. No chyba, ze tesciowa z piekla rodem…
    Gratuluje strony i pozdrawiam :-))

    • dorota

      Balansowanie z macierzyńskimi uczuciami na odciętej pępowinie – podoba mi się.
      Masz rację, teraz pewnie trudno sobie to wyobrazić.
      Każda strona ma swoje racje. Bywa trudno. Są jednak błędy niewybaczalne, po każdej ze stron. Jednym z głównych jest poczucie wyższości i przekonanie, że „ja jestem idealna”.

  • in.teria@interia.eu' Anna

    Zgadzam się, a traktowanie z góry teściowej przez synową też, czasem to ona jest górą i żyje w przekonaniu o swojej idealności, wszak może dawkować czas widzenia z wnukami, nawet 1 w tygodniu to za dużo, ale to zależy od humoru. Zdrowa doza pokory przyda się każdemu, tego przy wywyższaniu się którejkolwiek ze stron brakuje, a ja uważam, że od młodych ludzi też można się wiele nauczyć, bo człowiek w całym swoim życiu i do jego końca jest zarówno nauczycielem jak i uczniem w realacjach z innymi.

    • dorota

      Anna, dawkowanie czasu wizyty z wnukami nie jest dobre. Jednak warto zastanowić się nad źródłem tej decyzji.
      Trzeba pamiętać o tym, że to rodzice są odpowiedzialni za dzieci i to oni wyznaczają większość reguł gry. Często by łączyć pracę zawodową, z obowiązkami w domu i z opieką nad dziećmi muszą stawać na głowie…A źle pojęta pomoc im tej sprawy nie ułatwia.
      W przypadku małych dzieci, dla których szczególnie ważny jest harmonogram dnia, wizyta babci czy u babci może być „rewolucją” w poukładanym dniu – zwłaszcza jeśli babcia na co dzień nie widuje wnuka i średnio radzi sobie w swojej roli albo ma na przykład całkiem inny styl opieki nad dzieckiem lub jeszcze gorzej nie respektuje zasad ustalonych przez rodziców dziecka. Nieraz słyszałam komentarze koleżanek, że dziecko po wizycie u babci trzeba było kolejne 3 dni „ustawiać” i dyscyplinować, walcząc o każdą już wypracowaną zasadę. Matki/ojcowie nie są też idealni, mogą nie mieć czasu i ochoty, by przechodzić te „prostowania” kilka razy w tygodniu. Ja to rozumiem…
      Problem może być też w tym, kiedy babcia chce się „wykazać” i organizuje bardzo aktywny czas z dzieckiem czy przesadza z jedzeniem, np. nieszczęsnymi słodyczami. Maluchy przebywające na co dzień z rodzicami w trakcie takiego pobytu u babci zwyczajnie się męczą, potrzebują powrotu do swojego azylu. Rodzice zazwyczaj wiedzą, co jest najlepsze dla ich dzieci. Babcie niekoniecznie mają tę wiedzę…
      To wszystko brzmi trochę dziwnie – ale chyba w kontaktach między dziadkami i wnukami – sporo zależy od tego, jakie jest podejście dziadków do rodziców i na odwrót. Maluchy szybko wyłapują wszelkie negatywne emocje. Stąd problem, o jakim piszesz, jest chyba wielowarstwowy.
      Potrzeba dużo dobrej woli, cierpliwości, zrozumienia i szacunku po obu stronach. Rodzice mają prawo mieć swoje plany, nierzadko oboje pracują i pragną spędzić czas z dzieckiem w domu po pracy i zwyczajnie tęsknią za takimi momentami. Babcie mające prawo do kontaktów z wnukami, powinny jednak wiedzieć, że one miały swój czas, żeby się wykazać – teraz powinny dać szansę swojemu dziecku/synowej i respektować styl wychowania wybrany przez rodzica, absolutnie nie negując jego decyzji.
      Z własnego podwórka powiem tak – moja teściowa to dobra kobieta i zarówno Ona jak i ja staramy się, by nasze kontakty były w porządku. Problemy jednak pojawiają się w każdej rodzinie. Gdy jest dobra wola, szacunek, odrobina zrozumienia myślę, że można się dogadać. Przecież chodzi o dzieci – to one są najważniejsze.

  • in.teria@interia.eu' Anna

    Styl wychowania nie moze byc inny niz rodzicow – to oczywiste. To samo rozciaga sie na zabawy czy karmienie. Tu rodzice dyktuja warunki i nie ma dwoch zdan. Nie chodzi mi o wizyty, ze tak powiem w gronie rodzinnym, jesli takie maja miejsce tylko w wielkie swieta czyli kilka razy do roku, mam na mysli widzenie wnuka, kiedy rodzice chca sie go pozbyc, czyli gdzies wyskoczyc 1 w tygodniu lub 1 na 2 tygodnie, zaleznie od ich wolnego czasu. To ich zdaniem powinno babciom wystarczyc . U kilku moich mlodszych kolezanek jak i synowej zauwazylam jakby zakamuflowana walke o dominacje z tesciowymi, o wplyw na syna/meza oraz pozycje kto tu rzadzi, a jedna z nich, nazwijmy ja Beata, na komunikat meza, iz nie ma on zadnej wyprasowanej koszuli do pracy, odpowiedziala ,,idz niech mamusia ci wyprasuje skoro tak czesto do niej chodzisz,, (tesciowie kolezanki mieszkaja kilka domow dalej). I co ten ,,biedak,, Twoim zdaniem Doroto powinien zrobic? :-))

    • dorota

      Proste, sam wyprasować. 🙂
      Mój biedny Mąż zazwyczaj sam sobie prasuje koszule.
      Czy jestem złą żoną?
      Nie sądzę…
      A jeśli chodzi o zarzut żony, że jest zbyt często u swojej mamy, chyba problem nie jest to jak często bywa u swojej mamy, tylko jak ją samą traktuje. Być może czuje się zaniedbana, niedoceniona, itd.
      Mi osobiście nie przeszkadza, absolutnie nie, gdy mąż jedzie do Mamy, choć zazwyczaj jedziemy tam wspólnie. Chociaż gdyby koleżanka powiedziała mi, że jej Mąż woli iść codziennie do swojej mamy niż spędzić z Nią i z dziećmi czas – tak, wydawałoby mi się to dziwne.I tak, też bym się zastanawiała, czy z Ich Małżeństwem jest wszystko w porządku.

  • aleksa.kurowska@gmail.com' ola

    U mnie jest tak, ze mieszkam z tesciowa i ona nigdy z nami nawet na spacer nie poszla. Jak sie tu wprowadzilam to bylo dla mnie duzym zaskoczeniem,bo u mnie w rodzinie dziadkowie chodza z wnuczka na spacery. Tu nigdy. Nigdy nie zajmie sie wnuczka sama z siebie. Kiedys powiedziala – nie pojde z nia na spacer bo ty bedziesz mogla wtedy lezec i nic nie robic.

    Normalnie szok….

    Uwielbia za to jak sie ja prosi o cos i wypominac rok pozniej.

    Dodam, ze za to wnukami z ktorymi nie mieszka zajmuje sie tak, ze wlacza tv i da jesc. To wszystko.

    • dorota

      No rzeczywiście słabe…Szkoda, bo mogłaby fajne relacje zbudować z wnukami.

    • in.teria@interia.eu' Anna

      Z ich malzenstwem wszystko w porzadku, byla i jest kochana i szanowana, a facet prawie idealny, to bylo kilka lat temu. On poszedl do mamy, a ta wyprasowala. Moja przyjaciolka zmienila sie diametralnie jak na swiat przyszly dzieci, zabrala zasieki z granicy, ktora wyznaczyla tesciom :-))

      • dorota

        No tak…:)
        Ja będę obstawać przy tym, że jak obu stronom się chce – to naprawdę wszystko wolno. Jednak z pokorą a nie z roszczeniową postawą. To nic nie daje.

  • dorota.marczewska@gmail.com' Dorita

    Bardzo fajny artykuł, traktujący o mega ważnym temacie.
    Wiem, że babcie są ważne dla dzieci, ale najważniejsza tak czy siak jest relacja rodziców.
    Wiec teściowa uprawiająca szantaż emocjonalny na swoim synu i rywalizująca z synowa o pozycję nie jest dobra babcia bo zaburza dziecku spokój rodziny.
    Tez nie uważam żeby nagła chęć kontaktów z synowa bo spodziewa się dziecka, czy już jak to dziecko jest na świecie jest taka super jeśli wcześniej tej chęci nie było a wręcz była niechęć – to stawia przyszła mamę w pozycji inkubatora a potem karmnika-o ile karmi piersią.
    Problemem tez jest sytuacja w której teściowa wymyśli sobie, że wnuk zastąpi jej „ukradzionego” syna i ze będzie się nim zajmować i tak naprawdę wychowywać. I przy zderzeniu z rzeczywistością jest dramat – bo zamiast się cieszyć, że rodzice radzą sobie z dzieckiem, cieszą się nim i wszystko dobrze funkcjonuje to ma pretensje, że nikt jej nie pyta o zdanie i o radę, że synowa nie chce się „pozbyć” dziecka, że nie chcą każdego weekendu spędzać u babci, żeby ona mogła mieć czas z wnukiem, nie myśląc o tym, że z reguły jak tata pracuje, to tylko w te weekendy ma czas dla swojej rodziny: czas z dzieckiemi zona i głównie wtedy buduje więź z dzieckiem.
    Problemem jest ze teściowa traktuje dziecko jak zabawkę, no bo chce przytulic, pocałować a najlepiej z rąk nie wpuszczać, nie zważając na reakcję dziecka już nie mówiąc o reakcji matki – bo same juz dawno zapomniały jak trudno im było oddać maluszka komu kolwiek na ręce (cały czas mowie tu o niemowlaku a nie przedszkolaku).
    I myślę że najważniejszy problem to stawianie siebie na pierwszym miejscu i swoich potrzeb. A we wczesnym okresie macierzyństwa najważniejsze sa: potrzeby dziecka, potrzeby matki karmiącej (stres znacząco wpływa na ilość pokarmu), i potrzeby taty. A nie potrzeby teściowej!
    Takie jest moje zdanie, oczywiście wynika ono z moich perypetii z teściowa i z tego jaki zły wpływ ma to na moje małżeństwo.

    • dorota

      Tak, też tak myślę, są kobiety-teściowe, które chcą sobie pewne rzeczy odpracować na relacjach z wnukami. Zresztą to nie tylko kobiety tak mają. Podobnie może zachowywać się dziadek, który nie zrealizował się jako ojciec.
      Niestety to tak nie działa. Każdy ma swój czas na wychowywanie dzieci. Dziadkowie nie są od wychowywania. Mogą pomagać w tym trudnym zadaniu, ale to nie ich rola.

  • paulina_czechowska@o2.pl' Maria

    Ach to ja sobie napiszę komentarz i przyniosę sobie ulgę ;). Moja teściowa to miła osoba , ale… czasem mocno odczuwam walkę między nami o jej syna , a mojego męża. Z mężem ma trudne relacje. Teść zapewnia jej wszystko . Ale nie tego najważniejszego – bycia razem. No i tutaj zaczynają się schody… Teściowa to kwoka , która chce mieć swoje dzieci pod skrzydłami . Córka jest od niej bardzo uzależniona . Ale syna straciła – tak usłyszałam na weselu. Jestem z mężem rok po ślubie , ale parą jesteśmy 12lat. I nigdy nie poczułam się dobrze w ich domu. Zawsze najmądrzejsza , zazdrosna o swoje dzieci. Machałam na to ręką. Niech gada… Dziś żałuję , że nie rozegrałam tego inaczej. I wiecie my z mężem jesteśmy swietną parą, wspólne pasje, uwielbiamy spędzać razem czas , przyjaźnimy się i pociągamy. A kłócimy się tylko o jedno – o nią. Jest zła o to , że w dzień mamy do niej przyjdziemy jako drugiej. Paranoja. Jest zazdrosna . Krótkie przykłady : zabieg na kolano , wściekła się , że synuś nie chce do mamusi na rekonwalescencje . I to ja będę się zajmować jej synem. Stoły na ślubie chciałam mieć okrągłe , ona prostokatne . Powiedziałam , że będą okrągłe . To strzeliła takiego focha , że na pięcie się do mnie odwróciła plecami. Pierwszy dzień świąt siedzimy u moich rodziców , co robi teściowa ? Pisze do niego sms , czy przyjdzie na obiad – nie przyjdzie bo jesteśmy już na obiedzie . Nagle grad smsów „jest mi tak przykro” , ” chce mi się płakać” itp. empcjonalny szantaż. Tak niestety działa to na mojego męża . Bo on jest dobry dla każdego , zero asertywności. Boję się , że dłużej nie dam rady machać na to ręką . I nie wiem co będzie za 5,10 lat. Przykro mi tylko , ponieważ chciałabym aby nasze relacje wyglądały lepiej. Ale kiedy tylko daję jej „palec” ona bierze „całą rękę” . Dziękuję za uwagę i pozdrawiam 🙂

  • kamila_starzak@interia.pl' Kamila

    Oja nie widzi ani syna ani mnie ani wnukow , drugiej corki tez tylko jedna dobrze manipulujaca. Jednym slowem babsztyl…. choc chcialoby sie inczej

  • karolina.szwacz@op.pl' ewa

    U mnie teściowa to skrzyżowanie „strzela fochy” i „ma zbyt dużo czasu wolnego” czyli wtrącalska nie dająca spokoju.

  • agnieszka.bargiel@abconnect.pl' Sari

    Od dwóch tygodni wzięłam swoją teściową pod swój dach. Niestety jest to mój błąd nie mamy jednak innego wyboru, wolę mieć męża w domu na co dzień niż przebywającego non stop u swojej mamy. Moja teściowa jest dla mnie okropna. Poniża mnie bardzo. Nie musi u nas w domu nic robić, ja pracuję sprzątam gotuję robię zakupy zajmuję się dziećmi, doba jest dla mnie za krótka. Kiedyś była sytuacja że teściowa powiedziała mi, że może mi poprasować ale jak jej zapłacę. ciągle mnie upomina czemu się tak rządzę w domu: ja jej na to, że jestem u siebie. Kiedyś jechałyśmy do lekarza, i zanim wyruszyłyśmy z domu podgrzewałam dzieciom obiad, a ona strzeliła do mnie focha, że musiała „jak ta stara ku… na mnie czekać”. Mam tego zachowania dość. Co zrobić?

  • madzia2212ms@gmail.com' Magda

    Muszę się wyżalić, mój parter kontakt ze swoją mamą ma zerowy, ona dzwoni tylko jak coś potrzebuje on do niej nigdy. Jesteśmy ze sobą 8 lat przez ten czas w ogóle się nami nie interesowała do momentu gdy zaszlam w ciążę. A jak urodziłam dziecko to stwierdziła że będzie nas odwiedzać. Od samego początku się nie lubimy, to kobieta toksyczna obgaduje, chcę żeby było tak jak ona sobie zażyczy. Moj partner ma dziecko z poprzedniego związku i gdy wnuk zostaje u babci , to ona potrafi mnie do niego obgadywac mało tego obgaduje jego własna matkę że jest zła i nie dobra, zaznaczam że dziecko ma 11 lat. Aż mnie trzęsie jak ma ona do nas przyjeżdżać , karmie piersią a dziecko to czuję a ja nie potrafię opanować swoich złych emocji. Nie wyobrażam sobie że zostawiam u niej dziecko a ona do niego będzie mówić że jestem zła matka. I takich sytuacji jest od groma Moj partner nie zwraca jej uwagi bo nie chce się denerwować. Ale za to ja się denerwuje jak sobie tylko o niej pomyśle.

  • szujcia@wp.pl' Aga

    A ten typ teściowej znacie? Teściowej, która za wszelką cenę musi być w centrum uwagi? I która wszystko wie najlepiej? I wszystko robi najlepiej? A jeśli ktoś coś zrobił dobrze to ona nie pochwali tylko od razu startuje z komentarzem, że ona robi coś podobnego tylko inaczej – i tu zaczyna się zazwyczaj minimum półgodzinny monolog? I każda Wasza wypowiedź to tylko pretekst do tego by ona od razu zaczęła swoje „a ja to….” po to, by gadać bez przerwy przez kolejne 1,5 godziny, niezależnie od tego, czy ktoś chce tego słuchać czy nie?

    Dzień po urodzeniu się naszego synka przyjechała do mnie do szpitala i napitalała przez półtorej godziny o Zusach, srusach i innych duperelach, zaludniając swoją opowieść postaciami, których w życiu na oczy nie widziałam. Zrobiła to w tej jednej, jedynej godzinie, kiedy nasze dziecko spało i kiedy mogłabym spać również, odsypiając zarwaną po porodzie nockę.

    Po porodzie, w dzień wypisu ze szpitala kazała mojemu mężowi zawieźć do niej jakąś pralkę czy zmywarkę czy nie wiem co tam jeszcze, jakby to nie mogło poczekać.

    Proponowała, że będzie mi pomagać w pierwszych tygodniach życia dziecka – przywoziła zupy, które kwaśniały już po jednym dniu i nadawały się do wyrzucenia albo pasztet zrobiony przez nią. Jak się okazywało pasztet był z grzybami – karmiłam piersią i leśne grzyby były na liście potraw zakazanych. O czym wiedziała. Przychodziła do mnie do domu i wtedy, kiedy ja mówiłam, że się nie wysypiam, że mały rozrabia w nocy (co jest normą) i że jestem tak zmęczona, że zasypiam na siedząco odpowiadała, że ona to doskonale rozumie, po czym znowu napitalała przez 2 godziny o durnotach, zamiast wstać i choć trochę mi pomóc w ogarnięciu domu. W niecały tydzień po porodzie już truła dupę mojemu mężowi by jej coś zrobił w kuchni (pomalował, czy kafelki położył, coś w tym stylu) zamiast po prostu dać się nam nacieszyć pierwszymi chwilami życia dziecka.

    A potem było tylko gorzej. Roczek synka, potrawy przygotowałam ja – lubię gotować, przyjęcie było małe, pomogła mi moja mama i mąż i wszystko się fajnie udało. „A ten schab to jak piekłaś?” I nie czekając na moją odpowiedź, zaczęła opowieść o tym, jakie to ona frykasy nie przygotuje na swoje przyjęcie urodzinowe. Jednym słowem typ kobiety, która na ślub swojej synowej bez refleksji przylazłaby w białej sukni 😉 Bo królowa jest tylko jedna 😉

    Po jakimś czasie, raczej krótkim ;), przestałam wchodzić z nią w interakcje. Kiedy ona się rozpędza ze swoimi wielopiętrowymi i wielowątkowymi wywodami, ja krótko ucinam temat i przechodzę do konkretów. Kiedy teściowa, zajmując się naszym synkiem robi jakąś głupotę typu w swoim mieszkaniu stawia ciężką drabinę w przejściu, którym chodzi nasz synek (ma teraz 3 latka), i która omal nie przewraca się na niego albo daje mu ostre rzeczy do zabawy (sick!) bez pardonu zwracam jej na to uwagę. Kiedy pozwala mu na wszystko, zwracam jej uwagę, kiedy sadzam dziecko na karnym krzesełku a ona głaszcze go po głowie i zaczyna go „żałować”, ja każę jej się odsunąć bo kara to jest kara a nie jakieś pitu, pitu.

    Mogłabym tak mnożyć te przykłady, ale za mało miejsca i czasu 😉
    Jak się domyślacie miłości między nami nie ma. I raczej nie będzie. I co cudowne, mam to głęboko w nosie 🙂

    • dorota

      Aga, masakra jakaś…To teściowa narcyz, jak nic 😉 Plus, że znalazłaś na nią sposób. 🙂 Powodzenia

      • szujcia@wp.pl' Aga

        Ano taki typ mi się trafił 😉 Niestety bycie narcyzem może być kompletnie niezależne od tego, czy ktoś jest teściową, czy nie, i ile ma lat 😉 Na szczęście takie osoby nie szukają kontaktu z kimś, kto „nie działa jak lustro” 😉 Ignorowanie ich to najlepszy sposób na zapewnienie sobie świętego spokoju 🙂

  • Andrzej@onet.eu' Andrzej

    A to i ja sobie ponarzekam. Gdy robiłem pokój dla mnie i żony to dowiedziałem się ze jestem glupi i nie umiem tego i tego zrobić. Mieszkamy jeszcze u rodziców mojej żony, jeszcze trochę i idziemy na swoje także o tyle się ciesze, moja teściowa ściąga hajs od nas za to ze u niej mieszkamy i uwaga to nie jest 100 czy nawet 400 zł tylko więcej, moja żona gdy przychodzi po pracy to pozmywa po wszystkich czyli tesciach jej braciach i bratowej wysprzata cały dom i potem znowu do pracy dodam iż ja zmywam po sobie zawsze i po żonie czasami po wszystkich huj mnie strzela bo żona jest traktowana jak niewolnica ugotuj obiad posprzataj pozmywaj a potem do pracy, nie będę wspominał ze jak kiedyś się przytuliła to powiedziała kiedyś się do mnie tak przytulala a teraz ten malpiszon mi ją zabiera czytaj mnie , podejrzewam ze teście nie są z tego faktu zadowoleni wyprowadzi ponieważ kto będzie sprzątać gotować jak tesciowa pójdzie do pracy zmywać no i kto będzie płacić hajs. Ma ktoś podobna sytuacje? Dodam też ze moja zona jest nie wiem uzależniona od mamusi troche i nie odciela pempowiny ja juz nie wiem jak do niej dotrzeć bo klucimy się przez tesciowa.

    • szujcia@wp.pl' Aga

      Podziwiam za cierpliwość – mieszkanie z teściami to opcja najgorsza z możliwych i to zarówno dla synowej jak i dla zięcia. Wyprowadźcie się jak najszybciej – większość tych problemów, o których piszesz, zniknie sama 😉

    • dorota

      Andrzej, jedyny sposób to się wyprowadzić. Im szybciej, tym lepiej. Żona spojrzy na sytuację inaczej, gdy będziecie na swoim. Potrzebna jej inna perspektywa.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>