Główne menu

„Niektórzy są tak biedni, że mają tylko pieniądze”. Coraz więcej takich ludzi

„Niektórzy są tak biedni, że mają tylko pieniądze” to zdanie Boba Marleya. Bardzo trafne i świetnie pasujące do dzisiejszego świata. Bo mimo rosnącego dobrobytu, kupowania coraz nowszych rzeczy, poczucia, że żyje nam się coraz lepiej, nadal na pierwszym miejscu stawiamy pieniądze (mimo że oficjalnie twierdzimy, że najważniejsza jest rodzina), tracąc jakikolwiek dystans.

Niby nic w tym złego, bo bez pieniędzy nie da się żyć, problem tkwi jednak w zaślepieniu i przyzwoleniu do wodzenia się za nos producentom i kreatorom dzisiejszego świata. Ciągle nam mało. Nasze żądze nigdy nie śpią, są na bieżąco podsycane, pragnienia pączkują, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jesteśmy święcie przekonani, że inaczej się nie da, że problemy, jakie mamy da się załatwić jedynie większą sumą gotówki.

To za pieniędzmi i za tym, co się za nimi kryje gonimy każdego dnia, pracując od świtu do nocy. Jedni powiedzą, że dlatego, że boimy się o własną przyszłość. Inni są zdania, że Polacy po prostu tak mają, bo jesteśmy biednym narodem ciągle na dorobku. Jeszcze inni wskażą, że praca to świetnie miejsce na ucieczkę, od problemów rodzinnych, czy skomplikowanych relacji. Którzy będą mieli rację?

Poczucie bezpieczeństwa

Im mamy więcej lęków w sobie, tym bardziej staramy się kontrolować siebie i własne otoczenie. Mamy skłonność do krytyki i do oceniania. To znana przez psychologów prawidłowość. Co gorsza własne lęki przenosimy z pokolenia na pokolenie, nie pozwalając im naturalnie wygasnąć.

Nasz lęk egzystencjalny widoczny jest w perfekcjonizmie, w asekuracyjnym stylu życia, w pokładaniu wiary w pieniądzach, w ich „magicznej mocy” określanej często bardzo rozsądnie w kategoriach poduszki finansowej. Wszystko skrupulatnie planujemy, zabezpieczamy się na wypadek przykrych wydarzeń, często snujemy czarne scenariusze, zakładając od razu najgorsze. Dlatego chcemy mieć jak najwięcej pieniędzy, by w razie problemów starczyło na wszystko. Na wypadek choroby, kłopotów w pracy, żeby pomóc rodzicom na emeryturze, dzieciom, które dorastają i mają coraz większe potrzeby, itd.

Gonienie za pieniędzmi pozwala nieco oswoić lęki, zamieniając je w motywację. Dzięki ciągłej pracy i dążeniu do wzbogacania się patrzymy na własny strach inaczej.

Silna potrzeba ciągłej pracy i zarabiania daje ułudę poczucie bezpieczeństwa. Włącza myślenie pod tytułem – mam pieniądze, odłożyłam trochę gotówki, w razie choroby, będziemy mieli za co żyć. Jestem bezpieczna. Tylko…czy naprawdę tak jest?

„Mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny.
Więcej możliwości, lecz mniej czasu.
Mamy więcej tytułów, lecz mniej rozsądku.
Więcej wiedzy, lecz mniej zdrowej oceny sytuacji.
Mamy więcej specjalistów, lecz i więcej problemów.
Więcej leków, lecz mniej zdrowia.

Mnożymy majątki, okrajamy własne wartości.
Mówimy za dużo, kochamy za mało, kłamiemy zbyt często.
Uczymy się, jak zarabiać na życie, lecz nie uczymy się, jak żyć.
Mamy stabilne budowle, lecz kruche charaktery.
Coraz szersze autostrady, lecz coraz węższe poglądy.

Przebywamy drogę na księżyc i z powrotem, lecz mamy problem przekroczyć ulicę i poznać nowego sąsiada.
Tworzymy coraz więcej komputerów, przechowujemy coraz więcej informacji, lecz komunikujemy się coraz mniej, mniej i mniej.

To czas szybkiego jedzenia, lecz wolnego trawienia.
Wielkich mężczyzn, małych charakterów.
Czas większej ilości pracy, mniejszej ilości zabawy.
Większej ilości różnych posiłków, mniejszej ilości witamin i minerałów.
Czas, kiedy mamy mnóstwo w oknie, a nic w pokoju.” Dalajlama

I własnej wartości

Pieniądze budują naszą pewność siebie. Świetna sukienka, nowe buty, markowa torebka, dom w ekskluzywnej dzielnicy, szybki samochód.W końcu jak nas widzą, tak nas piszą. To, jak wyglądamy, decyduje o tym, jak jesteśmy odbierani. Wielokrotnie przeprowadzono eksperymenty społeczne, który wykazały, że z większą uwagę słuchamy ludzi dobrze ubranych, szybciej pomożemy komuś, kto dba o siebie niż osobie zaniedbanej.

Nic dziwnego zatem, że chcemy mieć, bo dzięki temu możemy być. Ważniejsi, doceniani, podziwiani, inspirujący. Każdy człowiek ma bowiem silną potrzebę akceptacji. Musimy mieć pieniądze, by ten cel osiągnąć. Odgrodzenie się od nich, odrzucenie intratnych propozycji rodzi raczej niezrozumienie, dużo rzadziej podziw.

Dlatego gonimy za pieniędzmi, bo chcemy nadążać za współczesnym światem. Pragniemy, by nasze dzieci nie były gorsze, by miały w życiu łatwiej.

To słuszne dążenia, jednak bardzo ryzykowne, bo często się w codziennej gonitwie zatracamy.

Ma się czas albo pieniądze…

Mimo że mamy coraz więcej rzeczy, to tracimy cenny czas. Nie mamy wolnych chwil, by docenić te wszystkie dobra, które zgromadziliśmy. Nowy telewizor stoi i się kurzy, gry czekają na lepsze jutro, ubrania piętrzą się w szafach, nie jesteśmy w stanie oszacować ile mamy par butów, i kiedy ostatni raz tak naprawdę się zrelaksowaliśmy.

Zgromadzone dobra powinny cieszyć, ale nie mają kiedy. Zaczynają odgrywać inną rolę. Wlewają nam w umysły przeświadczenie, że jesteśmy lepsze. Nam się udało i zasługujemy na szacunek. Wychodzimy z założenia, że skoro inni nie osiągnęli zbyt wiele, to są życiowymi nieudacznikami.

Wypalenie i depresja

„Pieniądz jest dobrym sługą a złym panem” mawiają Francuzi. Innymi słowy, jeśli pieniądze nam służą to dobrze, jednak jeśli nami kierują to już źle.

Pieniądze powinny być środkiem a nie celem samym w sobie. Utracenie zdrowego podejścia do nich czyni nas niewolnikami. Czasami na własne życzenie, innym razem z powodu zobowiązań, na które się decydujemy, bo nie mamy innego lepszego wyjścia.

Pogoń za pieniądzem i sprowadzanie swojego życia tylko do materialnego wymiaru jest powodem licznych nieszczęść, mających źródło w poczuciu pustki. Odpowiedzialnym za wypalenie zawodowe czy coraz częstą depresję.

O ile można bowiem funkcjonować na najwyższych obrotach przez rok, dwa czy trzy, to z czasem staje się to coraz trudniejsze. Organizm w naturalny sposób upomina się o swoje i im dłużej ignorujemy jego potrzeby, tym robi to z większą determinacją, wysyłając coraz bardziej znaczące znaki ostrzegawcze.

Czasami pojawiają się problemy zdrowotne, choroby o gwałtownym przebiegu lub przewlekłe wymagające stałego podawania leków. Typowe staje się zmęczenie, apatia, nawracające bóle głowy, senność, poczucie pustki, brak sensu życia. Zaburzone proporcje między czasem na pracę a czasem na odpoczynek odbijają się na kondycji rodziny. Nagle mąż przestaje rozumieć, rodzice rzadziej się odzywają i zamiast uśmiechu, widzimy w ich oczach smutek, dzieci reagują złością, gdy próbujemy „nadrobić z nimi stracony czas”.  Wiele związków się rozpada, inne przeżywają prawdziwe dramaty, które czasami są powodem otrzeźwienia.

 „Mąż bardzo dużo pracował. Gdy w końcu przyjeżdżał do domu, był zmęczony. Nie miał ochoty ani na rozmowy, ani tym bardziej na seks. Na dzieci albo krzyczał, albo je ignorował. Gdy proponowałam wspólne wyjście, mówił, że nie ma czasu na głupoty. Zawsze był ważny projekt, świetne zlecenie, dobrze płatne zamówienie. Na początku prosił o cierpliwość, z czasem przestał nawet to robić. Wychodził z założenia, że właśnie tak ma wyglądać nasze życie. Dla mnie była to wegetacja!” Kasia

Gdzie jest granica między dbaniem o dobrą sytuację finansową a pogonią za pieniądzem?

Zarówno ignorancja finansowa, jak i pogoń za pieniądzem są złe. Jednak gdzie znajduje się granica między rozsądnym dbaniem o własną sytuację finansową, a pogonią za pieniądzem? Jak poznać, że utraciło się właściwie proporcje i dystans?

Osoby niemające za wiele pieniędzy twierdzą, że tego typu dywagacje na temat pogoni za pieniądzem mogą być udziałem tych, którzy osiągnęli już pewien standard życia. Dopiero bowiem zarobienie większej sumy pozwala się uwolnić od ciągłej troski „żeby starczyło”, skupiając myśli na innych aspektach życia. Jak pisał Bodo Schafer, autor znanej książki „Droga do finansowej wolności”: „tylko wtedy, gdy człowiek nie ma pieniędzy, stają się one najważniejszą sprawą jego dnia codziennego.” Innymi słowy tylko osoby bardziej majętne mogą pozwolić sobie „nie gonić za pieniędzmi”. A reszta? Nie ma wyjścia…

Czy rzeczywiście tak jest? Czy ta histeryczna pogoń za pieniędzmi wynika po prostu z faktu, że ich…nie mamy?

Tylko jak wytłumaczyć fakt, że w pokoleniu naszych rodziców czy dziadków gonitwa za pieniędzmi to był problem marginalny? Chodzi o brak możliwości? Czy brak wiedzy dotyczący tego, że można żyć lepiej? Może problem wynika z tego, że obecnie różnice między statusem społeczno-ekonomicznym ludzi są ogromne i obok bardzo zamożnych żyją rodziny, którym ledwo starcza do pierwszego? Może pogoń za pieniędzmi wynika właśnie z poczucia niesprawiedliwości? Lub z faktu, że wmówiono nam, że jeśli bardzo będziemy chcieli możemy wszystko?

No i po co Ci to było?

Największy paradoks?

Większość z osób goniących za pieniędzmi i odkładających swoje życie na później, nigdy nie dożywa chwili, kiedy jest w stanie stwierdzić, że ma już „wystarczającą ilość środków”.

Na łożu śmierci nie żałujemy, że nie zdążyliśmy spełnić swojego finansowego marzenia, ale tego, że życie tak szybko minęło i tak wiele straciliśmy z powodu pracy.

 

    12 komentarzy

  • Monika

    Boze ale to prawdziwe

  • jotka

    To wszystko prawda, ale bywają też sytuacje, gdy pracuje się dużo, a pieniędzy z tego niewiele, bo taki zawód, taki zbieg okoliczności, bo potrzeba na leki…nie jest więc to pogoń za bogactwem, ale raczej walka o przetrwanie.

  • katarzyna.k

    zyje w zwiazku11 lat.Maz pracuje duzo.ma pieniadze ale trwoni je na glupoty.mimo prob ,rozmow itd nie docieralo nic.Kasa byla zawsze na pierwsxym planie.Nigdy nie mial czasu mi.dzieciom.zaczal pic bic.Zwycxajnie nie mam sily.W najblizszym czasie zloze papiery rozwodowe.Od 11 lat czekam na cos co sie nigdy nie zmieni.Moze gdyby mnie i dzieci musial sobie kupic to by docenial,zauwazyl i mial czas.A tak niestety…jestem samotna w zwiazku widmo.

    • dorota

      Katarzyno, bardzo przykro się czyta. Myślę, że Mąż ma poważny problem…Oj szkoda, bo pewnie zorientuje się w konsekwencjach zbyt późno.

  • Ula

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia . Tak wiele osób pragnie dziś osiągnąć niezależność finansową.Co raz więcej osób szuka tak zwanej drugiej nogi biznesowej. Jak grzyby po deszczu powstają biznesy internetowe. Każdy chce zarabiać w domu. Swego czasu mnóstwo ludzi potraciło pieniądze w pseudo e-biznesach, mamieni szybkimi łatwymi zyskami. Tak ciężko pracujemy na każdą złotówkę a tak lekkomyślnie je wydajemy.

  • Agnieszka

    Nawet jak ma się niewiele trzeba pamiętać że życie jest po to aby je szczęśliwie przeżyć. Pieniądze są ważne, ale zdrowie, rodzina i szczęście są ważniejsze.

  • Ola

    przykre, ale tak dzisiaj wygląda świat…:(

  • Zwykła Matka

    Cudownie trafione cytaty!!! Moja mam jest z partnerem, który wciąż pracuje. Niestety w ich przypadku nie przekłąda się to nawet na większe zarobki, a czasu ze sobą praktycznie wcale nie spędzają!
    Co z tego, że tatuś zarabia na rodzinę tak, że stać ich na wszystko, skoro dzieci go nie poznają, bo tak rzadko widują?
    Dzisiejszy świat biegnie w złym kierunku 🙁

  • Sylwia W.

    Smutne, ale niestety prawdziwe. Stawiamy pracę i pieniądze na bardzo wysokim miejscu, niezależnie od tego, czy motywem jest chęć posiadania więcej czy po prostu zarobienia na życie. Czasem mam wrażenie, że praca jest dla wielu osób ucieczką – od uczuć, lęków, samotności czy poznania siebie.

  • Ultra

    Myślę, że w tej pogoni za kasą jest chęć szpanowania, by mieć lepszy samochód, własny dom, gadżety, markowe ciuchy, pokazanie na FB, że stać nas na wycieczkę do Rzymu, czy Egiptu. Niech sąsiedzi zazdroszczą i to jest smutne.
    Zasyłam serdeczności

    • dorota

      To jest bardzo przykre, bo ciągle żyjemy z myślą o „innych” a nie osobie. Żeby inni widzieli, żeby zazdrościli. To bardzo smutne.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>