Główne menu

Nigdy nie wierz kobiecie – czy kłamiemy częściej od mężczyzn?

Kobiety oszukują na potęgę, to urodzone intrygantki i manipulantki. Można być pewnym, że gdy w grę wchodzi ich interes, nie cofną się przed żadnym kłamstwem, nawet powieka im nie drgnie. To ich żywioł. Pod tym względem są dla mężczyzn niedościgłym wzorem. Czyżby?

Czy faktycznie panowie są tacy prostolinijni, uczciwi, szczerzy, brzydzący się kłamstwem? Ostatnie badania pokazują coś wręcz przeciwnego. Obie płcie kłamią i tak naprawdę trudno wskazać zwycięzcę w tej materii. Widać jednak, że kłamiemy w inny sposób, a oszustwa dotyczą zupełnie różnych obszarów.

Zaczęło się już w jaskini

Nie wiadomo skąd się wziął ten stereotyp, jakoby to właśnie kobiety były urodzonymi kłamczuchami, choć faktycznie natura zdaje się być w tym przypadku po naszej stronie. Do kłamstwa jesteśmy niejako lepiej przystosowane przez naturę.

Kłamanie wymaga bowiem więcej wysiłku niż mówienie prawdy – mówiąc obrazowo, mózg nie przekazuje wtedy komunikatów automatycznie, tylko musi wyprodukować coś sprzecznego ze zdobytymi informacjami. Kobiety od zarania dziejów miały lepiej rozwinięte umiejętności komunikacyjne, bo tego wymagało od nich życie w jaskiniach i plemiennych wspólnotach. Nauczyły się więc perfekcyjnie odczytywać mowę ciała i szybciej opanowały sztukę werbalizowania swoich myśli, a to cechy bardzo przydatne przy kłamaniu. Mężczyźni w relacjach interpersonalnych wypadali i wypadają słabiej, dlatego kłamiąc, muszą się trochę bardziej wysilić i zaangażować do tego większy obszar mózgu.

kobiety kłamią

Późniejsze obyczaje utrwaliły kobiece umiejętności i skłonność do kłamstewek. Kobiety, jako słabsze i zależne od mężczyzn, musiały wypracować jakiś mechanizm obronny. Kłamstwo stało się jednym z trybików tej machiny. Naginając prawdę do swoich potrzeb, kobiety były w stanie zdobyć i utrzymać męża, pomóc mu w społecznym awansie i karierze, dobrze ożenić dzieci, zyskać akceptację w społeczeństwie, po prostu przetrwać. Często więc to samo życie zmuszało je do oszukiwania, choć bez wątpienia nietrudno było znaleźć jejmość, która szczerze lubowała się w swoim autorskim kreowaniu rzeczywistości.

Nieładne oblicze prawdy

Znaczy mężczyźni, jako płeć uprzywilejowana, kłamstwa nie potrzebują i dlatego go nie praktykują? Bynajmniej. Oni też kłamią. Muszą, bo inaczej się nie da, bez tego normalne funkcjonowanie w społeczeństwie jest praktycznie niemożliwe. Brzydzimy się kłamstwem, bo jawi się nam ono jako coś bardzo złego. I tak rzeczywiście jest, lecz totalne umiłowanie prawdy raczej nie uczyniłoby świata piękniejszym miejscem. Wyobrażacie sobie co by było, gdyby nagle wszyscy zaczęli wcielać w życie zasadę bezwzględnej prawdomówności? Tak babciu, na twoich obiadkach nudzę się jak cholera, a marchewka jest obrzydliwa. Oczywiście skarbie, że mam twoją matkę za skończoną, głupią jędzę. Okropny prezent, naprawdę, kompletnie nie masz gustu. Panie władzo, uprzejmie donoszę, że jechałam 52 km/h w terenie zabudowanym! O sytuacjach realnego zagrożenia życia nawet nie wspominając.

Faceci też muszą fałszować rzeczywistość, bo przecież nie żyją w próżni. Kłamią przed kolegami, rodzicami, w pracy, w urzędach. Wydaje się jednak, że nie potrzebują do kłamstwa posuwać się tak często jak my. Dziewczynki od małego wdraża się do mijania z prawdą – mamy być zawsze miłe, serdeczne, pomocne, wrażliwe na cudzą krzywdę. Jako że nie da się lubić wszystkiego i wszystkich, siłą rzeczy musimy od czasu do czasu uciec się do kłamstwa. Mężczyźnie natomiast bardziej przystoi ciskać prawdą prosto w oczy, choćby była ona bardzo niewygodna. To wręcz oznaka charakteru – patrzcie, to jest gość, z nikim się nie cacka. Do niedawna mężczyźni nie musieli też na dobrą sprawę okłamywać swoich małżonek, wszak nikt im nie kazał się z niczego tłumaczyć. Teraz kochanka na boku i powroty nad ranem w pijackim zamroczeniu nie są czymś normalnym, więc faceci tego typu grzeszki muszą pokrywać kłamstwami.

Wyrafinowanie kontra prostota

Niedawne badania Brytyjczyków pokazały, że statystyczny mężczyzna w ciągu dnia dopuszcza się kłamstwa dwukrotnie częściej niż statystyczna kobieta. Co jest pewnym paradoksem, zważywszy, że generalnie wychodzi im to gorzej, przez co łatwo ich przyłapać na gorącym uczynku. Facet odpuści sobie kłamstwo nie dlatego, że jest taki uczciwy, a raczej dlatego, że kłamać nie potrafi. Wie, że pewnie się na fałszu wyłoży, zwłaszcza gdy będzie miał naprzeciwko siebie dociekliwego przeciwnika. Kobiety mają te swoje szufladki, w których przechowują informacje dotyczące oszustwa i bezbłędnie z nich korzystają w momentach zagrożenia, facet szybciej się w tej plątaninie faktów i mitów pogubi. Im bardziej zawiłe matactwa, tym większe szanse kobiety na zwycięstwo w pojedynku.

Kobiety śmiało zaś można nazwać mistrzyniami kamuflażu. Wbrew opiniom. o naszej emocjonalności, do kłamstwa zazwyczaj podchodzimy „na zimno”. Sporządzamy cały plan, przygotowujemy alibi, rozważamy wszelkie możliwe ścieżki, jakimi może podążyć nasze kłamstwo i ewentualne śledztwo oszukiwanej osoby. Zanim wypuścimy kłamstwo w eter, sto razy przećwiczymy hipotetyczny dialog z ofiarą. Nasze oszustwa po prostu mają ręce i nogi, dlatego częściej przechodzą niezauważone. Do tego specjalizujemy się w wielopiętrowych intrygach, których męski mózg nie ogarnia.

Mężczyźni rzadziej planują kłamstwo z wyprzedzeniem. Najczęściej idą na żywioł, kłamią spontanicznie, by uniknąć katastrofy, która zagraża im tu i teraz. Czują instynktownie, że w danym momencie rozsądniej będzie minąć się z prawdą, bo uczciwość ściągnie na biedną, męską głowę same kłopoty. Kłamstwa mężczyzn są z reguły nieskomplikowane, im też prędzej zdarzy się zapomnieć o zmyślonej wersji. Wystarczy, że druga strona zacznie mocno drążyć temat i już wsypa zbliża się wielkimi krokami. Najlepiej radzą sobie w takich sytuacjach mężczyźni bardzo pewni siebie, którzy potrafią rozbroić adwersarza. Ale nie żeby panowie byli tacy zupełnie bezbronni. Są oni w stanie nauczyć się manipulacji i nawet najmniejszy gest ich nie zdradzi, gdy będą sprzedawać swoje łgarstwa.

Mężczyźni egoiści, kobiety altruistki?

W jakich sprawach kłamiemy? U mężczyzn dominuje tendencja do ubarwiania życiorysów. Faceci zawyżają liczbę kochanek i wysokość zarobków, udają twardzieli, są oczywiście w stanie jedną ręką położyć kilku łobuzów i nagadać szefowi, aż temu w pięty pójdzie. Koloryzują przygody z młodzieńczych lat, żeby przypadkiem nikt ich nie wziął za nudziarza i mięczaka. Mężczyźni kłamiąc, pompują swoje ego, chcą się wydać więksi, lepsi, wspanialsi. Tak, by inni im zazdrościli. By nie wyszli na nieudacznika. Plus, rzecz jasna, chcą zaimponować kobietom.

My przeciwnie, często kłamiemy, by wymazać coś z przeszłości. Oszukując umniejszamy swoje winy, prawdziwe i te rzekome. Chcemy wyjść na przyzwoite, dlatego nie przyznamy się, ilu miałyśmy kochanków. Ukrywamy błędy młodości. Za skarby nie zdradzimy, że na studiach piłyśmy tequilę z pępka barmana albo że umawiałyśmy się z kolegami z pracy na szybki seks przy kserokopiarce. Kłamiemy też, by dodać sobie atrakcyjności – zazwyczaj mamy mniej lat i mniej kilogramów.

Co ciekawe, nasze motywy są bardziej humanitarne. Kłamiemy przeważnie po to, by nie urazić czyichś uczuć lub z litości. Oszustwa to w pewnym sensie tarcza ochronna – powiedzenie prawdy mogłoby kogoś zranić do żywego, zupełnie niepotrzebnie. Zwłaszcza mężczyzn oszukujemy w dobrej wierze, by nie zrobiło się im smutno. Pewnie, że rozmiar nie ma znaczenia. Nie przejmuj się, to się zdarza każdemu. Tak, miałam orgazm. I tak dalej. Panowie nie pozostają nam dłużni w tych uprzejmościach i chętnie skłamią, że nie wyglądamy grubo, a modelki z reklamy nie są dla nich ładniejsze. Tyle że niechęć do sprawienia przykrości partnerce jest zwykle na drugim planie, mężczyźni oszukując, myślą przede wszystkim o sobie i potencjalnych korzyściach dla siebie. Oczywiście nie zawsze, bo i wśród panów znajdziemy prawdziwych altruistów.

Kto kłamie w związku?

Obie płcie ukrywają prawdę, jeśli chodzi o „nielegalne” stosunki damsko-męskie. Żona zachowa dla siebie fakt, iż flirtuje z klientem, kolegą z biura czy ulubionym sprzedawcą na bazarku – przyzna się tylko wtedy, gdy będzie chciała wzbudzić zazdrość.

Tak samo mąż nie uzna za stosowne, by wyjawić, że podrywa recepcjonistkę albo dziewczynę sprzedającą kebaby. Do romansu na boku również nikt się nie przyzna, przecież nie jesteśmy samobójcami. Z tym, że to kobiety są podobno skuteczniejsze w prowadzeniu podwójnego życia. W domu zachowują się jak gdyby nigdy nic, w ich postępowaniu nie widać żadnych zmian, wobec małżonka zachowują się niemal dokładnie tak samo, jak przed poznaniem kochanka. Doskonale potrafią zataić również to, że dziecko ma innego tatę – około 15 procent dzieci jest wychowywanych przez mężczyzn, którzy sądzą, że są biologicznymi ojcami, podczas gdy nie są. Panom też się zdarza mieć dwa domy, i to przez wiele lat, i nikt się niczego nie domyśla. Lecz w wielu przypadkach ich tajemnica dość szybko wychodzi na jaw. Wraz z nową przyjaciółką pojawiają się nowe zwyczaje, odmienny stosunek do żony, panowie nagle zaczynają uprawiać sport, czytać inne książki, jadać nietypowe potrawy. Kobieta zazwyczaj dostrzega te niuanse, to wzbudza w niej czujność i tak po nitce do kłębka dochodzi do prawdy. Dlatego facetom lawirowanie pomiędzy wieloma kobietami przychodzi łatwiej, gdy mieszkają sami, bo wtedy mają czas, by swoje krętactwa odreagować.

Oprócz tego, częściej od mężczyzn kłamiemy odnośnie swojego samopoczucia (sławetne „nic mi nie jest”) i wysokości wydatków, nawet gdy same zarabiamy. Na porządku dziennym jest też wmawianie partnerowi, że nie wiemy, gdzie są jego ulubione rzeczy, które osobiście wyniosłyśmy na śmietnik, bo nie mogłyśmy na nie patrzeć.

Faceci za to zmyślają powody, dla których się spóźniają i nigdy nie powiedzą, ile naprawdę wypili alkoholu. I skłamią, że za odwołaniem spotkania stoi niezmiernie ważny powód, podczas gdy w rzeczywistości wolą w tym czasie pogapić się w telewizor albo pograć na konsoli.

A podrasowanie rodzinnych historii? To kolejna kobieca domena. Przekonujemy wszystkich dookoła, że nasz mąż jest o niebo zaradniejszy, bogatszy i ważniejszy niż się wszystkim wydaje – no chyba, że mamy odmienną taktykę i nasz facet jest totalnym idiotą, co w sumie też najczęściej nie jest w stu procentach prawdą. Dzieci, a jakże, mają same szóstki, świetnie grają w piłkę lub na skrzypcach, no w ogóle dziesięć klas nad całą nieudolną resztą.

Kłamstwa receptą na sukces

Szczery podryw? Rzadkość. Panowie notorycznie grają kogoś innego, by się przypodobać potencjalnej partnerce. To prosty mechanizm – jeśli facet powie prawdę, a wie, że to kobiecie nie przypadnie do gustu, jego szanse na seks topnieją. Więc kłamie. Na początku związku mężczyzna będzie pozował na wrażliwca, wyprze się wielu klasycznych męskich rozrywek i upodobań, w zamian za to wspomni mimochodem o zaletach, które jego zdaniem są w kobiecych oczach najcenniejsze.

Na pierwszych randkach my teoretycznie aż tak bardzo kłamać nie musimy. Piłka póki co jest po naszej stronie, zresztą mężczyźni prędzej zaakceptują typowo babskie przywary, a nawet będą z nami oglądać łzawe filmy i wzruszać się słodkimi kotkami. Nie będą też raczej mieć problemu z tym, że kochamy paintball i ścigamy się na motorze, co najwyżej zaczną ściemniać, że to również ich hobby.

Na etapie poznawania się kłamiemy zatem rzadziej, co nie znaczy jednak, że nie robimy tego wcale. Dzisiaj od kobiet oczekuje się więcej niż tylko odchowania gromadki zdrowych dzieci, więc coraz częściej dodajemy sobie na wartości – podwyższamy stanowisko i status materialny, zmyślamy oryginalne zainteresowania, by nie wyjść na pustą laleczkę kochającą głupawe seriale. Lub przeciwnie, jeżeli facet oczekuje miłej żoneczki na przekór nowym obyczajom, zamydlimy mu oczy pozorną uległością i niechęcią do feministycznych postulatów. Naiwniak prawdę pozna dopiero wtedy, gdy osiągniemy swój cel.

Kiedy to się skończy?

Z ocenianiem skali kłamstwa jest nie lada kłopot, bo jak dotąd nikt nie wymyślił w stu procentach wiarygodnego narzędzia testującego prawdomówność. Co gorsza, sami się w tych oszustwach nakręcamy, a to zmusza drugą stronę do stosowania coraz perfidniejszych zagrywek.

Dla mężczyzny związek z kobietą to prawdziwa szkoła kłamstwa – facet szybko dostrzega, że mówienie prawdy bynajmniej nie popłaca, bo partnerka zadając cały szereg pytań, nie chce usłyszeć prawdy, a jedynie określony komunikat, nierzadko kompletnie odbiegający od faktycznego stanu rzeczy. To po części tłumaczy, dlaczego mężczyźni zdecydowanie częściej okłamują kobiety niż innych mężczyzn. My natomiast jesteśmy pod tym względem bardziej demokratyczne i okłamujemy inne kobiety niemal w tym samym stopniu co facetów.

Pewną pociechą może być to, że nasze manipulowanie przy prawdzie jest w pewnym sensie usprawiedliwiane. Zdaniem socjologów, kobiety kłamią, bo niejako nie mają innego wyjścia. Są ostrzej traktowane przez społeczeństwo, w porównaniu do mężczyzn mogą sobie pozwolić na znacznie mniej, ale stawia się wobec nich wyższe wymagania. Trudno temu sprostać bez uciekania się do niezbyt czystych sztuczek. Pozostaje więc czekać, iż kiedyś wreszcie nie będziemy musiały tego robić. Ani dla swojego dobra, ani dla poprawy samopoczucia innych.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>