Główne menu

Czy pierwsze wrażenie rzeczywiście jest najważniejsze?

Wszystko zaczyna się od pierwszego wrażenia. Te kilka sekund, które decydują o ciągu dalszym. Dosłownie jeden rzut oka i sprawa staje się jasna – ktoś/coś nam się podoba albo nie. I nie ma przebacz. Działamy jak sądy ekspresowe, wydając wyroki po błyskawicznej analizie ‘dowodów’. Tak, dokładnie – wyroki. Złe pierwsze wrażenie to pogromca wielkich życiowych szans, wrażenie dobre otwiera furtę do świetlanej przyszłości. Miłość, kariera, przyjaźnie, to wszystko budowane jest właśnie na tym jednym fundamencie, dobrym pierwszym wrażeniu. A może wcale nie? Co jeśli to mityczne pierwsze wrażenie prowadzi nas na manowce i z realną oceną sytuacji niewiele ma wspólnego?

Skrótowa obserwacja

Możemy sobie moralizować, że książki nie ocenia się po okładce, ale w praktyce tak właśnie postępujemy. To silniejsze od nas. Tak nakazuje nam instynkt. To spadek po przodkach, którzy musieli w mgnieniu oka stwierdzić, czy ten obcy człowiek w zasięgu wzroku przychodzi w pokojowych zamiarach, czy ma w planach jakąś podłą zasadzkę. A ryzyko było ogromne, zła ocena sytuacji mogła kosztować życie, dlatego człowiek nauczył się błyskawicznie osądzać, kto przyjaciel, a kto wróg. I tak już zostało.

Co nam to daje dzisiaj? W sumie dość podobną korzyść. To w dalszym ciągu kwestia życia lub śmierci, choć może już nie tak bezpośrednio jak tysiące lat temu. Patrzymy na kogoś i od razu wiemy, czy z tym kimś wsiądziemy do pustego przedziału w pociągu, czy poprosimy o popilnowanie koca na plaży, czy kupimy od niego samochód albo damy sobie zoperować krzywy nos. Na podstawie pierwszego wrażenia stwierdzamy nie tylko to, czy z kimś nam po drodze, ale i czy ten ktoś nie zburzy naszego poczucia bezpieczeństwa. Jest to więc bardzo użyteczne narzędzie. Lecz czy rzeczywiście takie niezawodne?

Siła pierwszego wrażenia jest dziś doskonale znana, pojawia się więc pokusa manipulacji. Wiadomo, na co ludzie zwracają w pierwszym rzędzie uwagę, wystarczy więc te czynniki odpowiednio podrasować i voilà! Reszta robi się sama. Sukces gwarantowany. Te setki poradników ‘jak zrobić świetne pierwsze wrażenie’, te szczegółowe instruktaże, jak przygotować się do pierwszej randki, rozmowy o pracę, spotkania z potencjalnym klientem, to właśnie taka próba wpływu na cudze postrzeganie.

Tylko raz

Że to nieuczciwe? Może. Za to skuteczne, jeśli dobrze się wejdzie w swoją nową rolę. A ten trud bez wątpienia się opłaca, bo doświadczenie pokazuje, że zatarcie złego pierwszego wrażenia przypomina niekiedy walkę z wiatrakami. Dlatego lepiej postarać się trochę przed, niż potem latami burzyć mur niechęci. I w tych latach nie ma wcale przesady.

Badania, przeprowadzone między innymi przez kanadyjskich i amerykańskich psychologów, potwierdziły, że ludzie kurczowo trzymają się pierwszego wrażenia, nawet gdy kolejne doświadczenia dobitnie pokazują, iż pierwotny osąd był mylny. Co najwyżej łagodzą swoją opinię, ale tylko na pewnych odcinkach. Przykładowo, ktoś wydał się nam niesympatycznym gburem, lecz po czasie widzimy go wesołego, bawiącego z dzieckiem – wciąż ten ktoś jest dla nas gburem, tyle że w całej swojej niechęci ma odrobinę serca dla małych dzieci. I to wszystko.

Ten upór w pielęgnowaniu pierwszych wrażeń jest nam zresztą często na rękę. To stąd się bierze słynna jazda na opinii, kiedy to wystarczy raz pokazać się jako pilna uczennica albo niesamowicie zmotywowana pracowniczka, a potem można mydlić oczy długimi miesiącami, latami wręcz. Albo to my się nabieramy, bo wdrukowało się nam w głowę, że Zosia taka sympatyczna, pomocna i zawsze z szerokim uśmiechem, bo taka właśnie była w chwili, gdy poznałyśmy ją w sekretariacie firmy. Tymczasem kolejny dzień mija, a Zosia ani miła, ani uczynna, ot zwykła zołza z fałszywym uśmieszkiem. Ale co robi nasz mózg? Informuje, że to wypadek przy pracy, bo to niemożliwe, żeby ona normalnie się tak zachowywała. A to właśnie jak najbardziej możliwe, bo Zosia w gruncie rzeczy taka jest, leniwa i nieuprzejma, po prostu w chwili zapoznania miała swój ‘dzień łaski’ bądź chciała dobrze wypaść przed nową koleżanką. Pokazać się z najlepszej strony jedynie po to, by mieć w niej sojusznika i bazować na jej poczuciu, że Zosia taka fajna.

Przepis na powodzenie

To jest właśnie ten problem z pierwszym wrażeniem. Czasami jest ono zwyczajnie mylące. Choćby dlatego, że mamy zbyt wiele danych do przetworzenia przy pierwszym spotkaniu. Kiedyś chodziło o podstawowe kwestie, ale dzisiaj to już nie proste wróg-przyjaciel, to cały szereg czynników określających ‘przydatność genetyczną’, status społeczny, poziom zamożności, przyzwoitość, uczciwość zamiarów i tak dalej. Łatwo się w tym natłoku sygnałów pogubić. Więc często się gubimy, szufladkując ludzi na podstawie kryteriów, które niekoniecznie są słuszne i zgodne z prawdą. Do głosu dochodzą stereotypy i uprzedzenia zamazujące prawdziwy obraz. Patrzymy na rzeczy, które na dłuższą metę nie mają wcale tak wielkiego znaczenia, ale dziwnym trafem okazują się kluczowe w momencie zapoznania.

To prawda, siły pierwszego wrażenia nie da się zignorować, ale wiele wskazuje na to, że przywiązujemy do niego zbyt wielką wagę. Trzymamy się go, bo przecież jest decydujące. Ale dlaczego tak właściwie? Przecież to pierwsze wrażenie często po prostu udajemy.

Pierwsze randki to festiwal zagrywek i forteli, dzięki którym ma wzrosnąć szansa na randkę nr 2, seks i pierścionek w dalszej perspektywie. Rozmowa o pracę to samo, wszak każdy wie, że rozmowa kwalifikacyjna to być albo nie być w danej firmie. Że pierwsza minuta jest przesądzająca. I raczej niewiele osób zdaje się wtedy na żywioł, że jakoś to będzie – większość się do takiej rozmowy starannie przygotowuje. Trzymamy ręce w określony sposób, trenujemy profesjonalny uścisk ręki, uczymy się mądrych sformułowań i zapewniamy, że praca jako konsultant w firmie X to nasz życiowy priorytet. Jaką wartość ma zatem to pierwsze wrażenie, skoro w dużej mierze jest zwyczajnie wyreżyserowane? Nawet gdy coś dzieje się znienacka, od razu staramy się nagiąć fakty, by przemówiły na naszą korzyść.

Który głos jest prawdziwy?

Oczywiście, można powiedzieć, że pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się przekłamać, bo pierwsze wrażenie to nie tylko uroda, ładne ubrania i wyuczone zwroty. Wbrew pozorom, to instynktowne postrzeganie człowieka wcale nie jest tak powierzchowne jak zwykło się sądzić. Jest czysta fizyczność i mnóstwo nieistotnych pierdół, ale jest i mowa ciała, gesty, ton głosu, cała masa drobnych smaczków, które sygnalizują nam, czy ktoś jest szczery, miły, usłużny, zabawny, pewny siebie albo wprost przeciwnie. I jeśli ktoś tworzy fałszywy wizerunek lepszego siebie, to jego nieszczerość da się wyczuć.

Tyle że to nie jest wcale takie proste. Wielu takich oszustw nie widzimy i wcale nie wyczuwamy tak dobrze fałszywych emocji. Lub inaczej – nie chcemy ich wyczuć, bo podoba się nam inny obrazek. Podoba nam się przypudrowana wersja, bo jest ładniejsza i lżejsza do przełknięcia. Lubimy się nabierać na lukier, gładkie słówka i tanie sztuczki, bo tak jest wygodniej. Bo chcemy wierzyć, że ten przystojny brunet, którego oczami wyobraźni już widzimy, jak nas trzyma na porodówce za rękę, jest też dobrym, uczciwym człowiekiem. Dlatego ignorujemy wewnętrzny alarm, który piszczy od samego początku, że coś jest nie tak. Chcemy za to, by pierwsze wrażenie pokryło się z naszymi wcześniejszymi wyobrażeniami i pragnieniami. Nastawiamy się na coś. Na przykład uważamy, że kierownik działu w naszej firmie powinien być wysokim, postawnym mężczyzną o wyrazistej szczęce (bo tak w masowej wyobraźni wygląda prawdziwy lider), i gdy pojawia się ktoś niski z brzuszkiem, automatycznie oceniamy go źle, choć to świetny fachowiec – ale pierwsze wrażenie nie pokryło się z tym, co sobie wymyśliliśmy.

Z drugiej strony, intuicja, jeśli tylko zechcemy się w nią wsłuchać, zwykle jest bardzo dobrym podpowiadaczem. Całkiem nieźle potrafimy ocenić, czy nasz nowy szef będzie ludzkim panem czy folwarcznym ekonomem albo czego można się spodziewać po nowym wykładowcy. Wyczuwamy bratnią duszę w kimś, kto teoretycznie ‘nie spełnia wymogów’, ale nasz wewnętrzny głos jest innego zdania. Ufamy dziwakowi we flanelowej koszuli, a nie wytwornemu dżentelmenowi w nienagannie skrojonym płaszczu, bo jeden rzut oka wystarczył, by nabrać podejrzeń co do tej idealności. Mając jednak w głowie utarte schematy, słuchamy wewnętrznego radaru po łebkach, wybierając jedynie to, co jest nam na rękę.

A co dalej?

Magia pierwszego wrażenia sprawia, że nierzadko odrzucamy wartościowe znajomości tylko dlatego, że komuś na starcie powinęła się noga. To kładzie się cieniem na kolejnych wydarzeniach i ciężko się do takiej osoby przekonać. Nie lubimy jej i tyle, więc nie dajemy drugiej szansy, za to notorycznie przymykamy oko na podłości kogoś, kto oczarował nas w pierwszej sekundzie. Ale do czasu. Opinia z pierwszego wrażenia utrzymuje się długo, lecz nie jest wieczna. Ludzie nie są aż tak głupi i zaślepieni, by w nieskończoność nabierać się na niewinne minki, jeśli wszystko wskazuje, że to tylko ułuda. Kiedyś te łuski opadną z oczu.

Bo wszyscy dbają, by zrobić dobre wrażenie, ale tylko nieliczni martwią się o to, by je na dłużej utrzymać. Fakt, bez udanego startu nie ma co liczyć na kontynuację albo do wyścigu przystępuje się z punktami ujemnymi, co utrudnia konkurencję. Ale to właśnie te dalsze wrażenia decydują ostatecznie, czy kogoś uznamy za wartościowego i godnego naszych uczuć. Mężczyzna jest świetnym partnerem nie dlatego, że na pierwszej randce miał szałową marynarkę i przeniósł na rękach przez kałużę, ale dlatego, że podczas choroby gotuje nam rosół i patrzy na nas z czułością również wtedy, gdy ubrane w powyciągane dresy pobrudzimy się dżemem. Wartościowy pracownik to nie ten, co od progu czarował elokwencją i koszyczkiem z palców, lecz ten, co dzień w dzień potwierdza deklarowane kompetencje. A wartość prawdziwych przyjaciół, wiadomo, poznaje się w biedzie.

Poniekąd też sami sobie wmawiamy, że poza pierwszym wrażeniem niewiele da się zrobić. Wierzymy, że jak nawalimy na początku, skończymy jak Titanic po czołówce z lodową górą. Nadajemy pierwszym chwilom tak wysoką rangę, że ledwo znosimy tę presję. I efekt jest taki, że im bardziej się staramy, tym więcej zaliczamy wpadek. Zamiast być sobą, staramy się spełnić czyjeś oczekiwania. Udajemy lwicę salonową, bo świat kocha ludzi otwartych, bystrych i z poczuciem humoru. I rzeczywiście, udało się, zdobyłyśmy ich serca, tylko co z tego, skoro dałyśmy się poznać jako ktoś wymyślony na potrzeby chwili.

Niewiele też mówi się o tym, by nauczyć się ratowania swojego wizerunku, jak gdyby wtopa na początku przekreślała wszystko i ciążyła niczym klątwa do końca życia. Wejście na rozmowę kwalifikacyjną było kompletnie nieudane, zamiast stanowczego podania dłoni wyszedł ‘mokry kotlecik’, papiery rozsypały się po podłodze, zapomniałyśmy nazwiska rekrutera, no słowem katastrofa? Pierwsze słowa do zapoznanego właśnie faceta były stekiem bzdur okraszonych idiotycznym śmieszkiem? Na ‘dzień dobry’ udało się nam przez przypadek obrazić właśnie zapoznawaną, przyszłą teściową? Przekonane, że pierwsze wrażenie jest decydujące, często nie podejmujemy żadnych kroków naprawczych. Nie próbujemy rozładować sytuacji. Poddajemy się, bo i tak wszystko stracone, już po ptakach. Tymczasem okazuje się, że szybka, dobra reakcja jest w stanie zamazać to złe wrażenie sprzed chwili. Jeśli ktoś mimo tej początkowej porażki nie załamuje rąk, ale zaczyna improwizować i pokazuje się z zupełnie innej, lepszej strony – dla wielu osób to sygnał, że nie się co czepiać o początkową wpadkę. Wtedy w pamięci zostanie właśnie to ostatnie, a nie to pierwsze wrażenie. I pojawi się apetyt na więcej.

Popatrz uważniej

Pierwsze wrażenie wydaje się niezwykle krzywdzące, bo przecież nie znamy dnia i godziny, nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi przełomowy moment naszego życia, a zgodnie z teorią o pierwszym wrażeniu nie wolno sobie wtedy pozwolić na jakąkolwiek słabość. Co by oznaczało, że należy przez 24 godziny na dobę utrzymywać stan najwyższej gotowości, wyglądać zawsze idealnie i zachowywać się bez zarzutu, jak z podręczników najlepszych coachów rozwoju osobistego. Czego oczywiście osiągnąć się nie da, bo nawet maszyny miewają awarie, a co dopiero żywi ludzie. Może się więc zdarzyć, że ktoś ważny pozna nas w trudnej chwili, kiedy zmagamy się z migreną, jesienną depresją, porwanymi rajstopami. I co? Kompletnie nie przekonujemy drugiej strony, zapada decyzja, definitywna, bezlitosna, nieodwołalna.

Od pierwszego wrażenia uciec się nie da. Można jednak nauczyć się nad nim panować. Kierowanie się emocjami nie jest złe samo w sobie, a pierwsze wrażenie bywa bardzo pomocne, chodzi jedynie o to, by nie wykluczać też tych czysto rozumowych argumentów i nie dawać się zwieść pozorom – rabusiami są często szarmanccy panowie w drogich garniturach. Warto po prostu dać komuś drugą szansę, bo dzięki temu ktoś może kiedyś da drugą szansę nam. Zwłaszcza że to, w jaki sposób budujemy o kimś swoją opinię, zwykle więcej mówi o nas samych, niż o wadach tego drugiego człowieka.

    8 komentarzy

  • Kinga

    Kiedyś czytałam artykuł o tym, iż oceny po pierwszym wrażeniu uczymy się od dziecka, stąd w wieku dorosłym bardzo trudno z tym walczyć. Jako argument podano wszelkie bajki, na których wychowują się pokolenia. Już od najmłodszych lat uczono nas, że ta przygarbiona pani z długim nosem to zła baba jaga, a przepięknej urody księżniczka to kobieta o dobrym sercu, która uwielbia przyrodę i pomaga zwierzętom 🙂

  • L. B.

    No właśnie, pierwsze wrażenie może być mylące. Staram się nie oceniać ludzi, bo nie lubię, kiedy sama jestem oceniana, choćby na podstawie wyglądu. Wolę porozmawiać, może mi się coś nie spodobać i mogę być uprzedzona, ale gdzieś tam daję drugą szansę, żeby ktoś wywarł lepsze wrażenie. Jeśli to się nie uda i dalej jest tak samo, no to niestety, wiem, że się nie polubimy. Jednak właśnie bardziej zwracam uwagę na zachowanie, a nie wygląd.

  • Monika

    Staram się nie oceniać nikogo „po okładce” ale czasami jest to silniejsze ode mnie i wiem, że również jestem oceniana najpierw po tym jak wyglądam, jak się poruszam itd. a dopiero potem co mądrego bądź nie mądrego mówię ;))

  • Barbara P.

    Im jestem starsza tym mniejsze wrażenie robi na mnie pierwsze wrażenie 🙂 Jak przeprowadzałam rekrutację, to też miało ono dla mnie powierzchowne znaczenie. Choć swoją drogą to wypracowane często większe wrażenie robiło, ale dopiero jak się rozmydlało przy bliższym poznaniu. Krótko pisząc jest ważne, ale konia z rzędem temu kto w dzisiejszych czasach potrafi na jego podstawie trafnie ocenić człowieka. Jak dla mnie to niemożliwe.

  • Agnieszka Korzeniewska

    Moim zdaniem jednak oceniamy podświadomie i pierwsze wrażenie jest bardzo ważnym wskaźnikiem, nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jednak zaraz weryfikujemy jego zgodność z rzeczywistymi sygnałami jakie wysyła osoba. na dłuższą metę nie da się udawać kogoś innego, niż jest się naprawdę. Pozdrawiam! 🙂

  • magdalena1892

    Już dawno nauczyłam się, żeby nie sugerować się pierwszym wrażeniem. Sama wiem że na początku znajomości jestem wstydliwa, ale bardzo szybko się rozkręcam więc nie chce żeby ktoś mnie szufladkował jako szarą myszkę. Poza tym już się zdarzyło że zaprzyjaźniłam się się ludźmi, którzy na pierwszy rzut oka wydawali mi się „nie bardzo”. Wiele nas może ominąć jeśli się za szybko uprzedzamy 🙂

  • Iwona

    Mnie się tylko kilka razy w życiu zdarzyło pomylić, jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, coś w tym jest. Szkoda, że niektórzy skupiają sie TYLKO na pierwszym wrażeniu, a potem cichosza:)

    • dorota

      A ja sama nie wiem, co myśleć o pierwszym wrażeniu. Chyba nie przykładam do tego aż takiego znaczenia (tak mi się wydaje). Poza jednostkowymi sytuacjami, które mam w pamięci.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>