Główne menu

Powroty po rozstaniach – czy warto dawać sobie drugą szansę?

Rozstania są zwykle burzliwe. I bardzo trudne, nawet jeśli to my jesteśmy ich inicjatorkami. Padają ostre słowa, są łzy i wzajemne oskarżenia, wreszcie drzwi zamykają się z trzaskiem i można odetchnąć z ulgą. Mamy upragniony spokój. Kłopot z głowy. Szkoda tylko, że ceną za to jest przerażająca pustka. Czasami tak dotkliwa, że zaczyna się żałować swojej pierwotnej decyzji.

Oczywiście, o powrocie nie ma mowy, mimo tej tęsknoty wzajemna niechęć jest tak wielka, że odbiera chęć na jakiekolwiek pojednanie. Ale lata mijają i dawny związek nie jawi się już jako samo zło. I jakby na dowód tych przemyśleń pojawia się on, były partner, a po sercu znowu rozlewa się przyjemne ciepełko. Od słowa do słowa dochodzi się do wniosku, że warto by było raz jeszcze. Rekonstrukcje dają przecież równie imponujące efekty, co budowa od zera. Dlaczego by więc nie wykorzystać znowu cennego materiału, jakim jest stara miłość?

Po co było to rozstanie?

Odświeżanie dawnej miłości nie jest niczym niezwykłym. I nie chodzi tu o pary, które rozchodzą się i schodzą średnio dwa razy w miesiącu. Mowa o ludziach, którzy w pewnym momencie stwierdzają ‘dość’ i od tej pory każde z nich układa sobie życie na własną rękę. Lecz ich uczucia nie wygasają, po prostu nie dało się ich przełożyć na praktyczne aspekty wspólnego życia. Dlatego, choć wyszło jak wyszło, nie udaje się o byłym zapomnieć. I wystarczy, że dawny obiekt westchnień kolejny raz stanie na drodze, a wątpliwości wracają. Zwłaszcza gdy on da do zrozumienia, jak boleśnie odczuwa stratę i gdyby tylko miał drugą szansę…

Dlaczego zatem od początku nie dało się zbudować czegoś trwałego i pozwoliło się wielkiej miłości rozpaść w pył? Często winne jest tu nasze fałszywe i naiwne wyobrażenie związku. Chcemy miłości po grób i żeby zawsze było idealnie, z fajerwerkami. Nie dajemy drugiej stronie prawa do błędu i nie ratujemy związku, gdy jeszcze jest na to czas. A kiedy przychodzi opamiętanie, jest po ptakach, walizki już spakowane. Ma to jednak pewien plus – zaczynamy kwestionować swoje dotychczasowe podejście do miłości. Różnice nie do pogodzenia dałoby się pogodzić, gdyby nie idiotyczny upór i przekonanie o własnej nieomylności. Jeśli na dodatek po drodze pojawią się kolejne nieudane związki, dochodzi się do refleksji, że może to nie kwestia złego partnera, ile nas samych, naszych roszczeń i niedojrzałego podejścia do pewnych rzeczy. Powoli staje się jasne, dlaczego wcześniej nie wyszło. I widząc, że druga strona myśli podobnie i chce zacząć od nowa, uważamy się za wielkie szczęściary. No bo teraz to już musi się udać, co nie?

W nowej, lepszej odsłonie?

Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, bo rzeka ciągle się zmienia. Tak samo ludzie. Ewoluują, dojrzewają, doświadczają nowego i to koryguje ich poglądy. Inaczej podchodzi się do życia i związków w wieku 20 lat, a inaczej, gdy dobija się do czterdziestki. Świat przestaje być czarno-biały. Docenia się już trochę inne rzeczy, ma się inne priorytety. Zaczyna się pojmować, co ma realną wartość, a co jest pierdołą, której nie warto poświęcać swojej uwagi. To właśnie sprawia, że postępki byłego partnera mierzymy nową miarą. Nierzadko utwierdzając się w przekonaniu, że dzisiaj swój związek rozegrałoby się w kompletnie odmienny sposób, ignorując bzdety i patrząc wyłącznie na sprawy istotne. Jest okazja, by się o tym przekonać empirycznie? Łapiemy szansę, licząc na to, że spędzony oddzielnie czas dał wystarczająco przykrą nauczkę. Teraz jesteśmy o niebo mądrzejsi.

O ile jednak z wiekiem ludzie pod wieloma względami się zmieniają, to, co elementarne, najczęściej zostaje po staremu. Jak ktoś był bardzo skryty i stronił od wszelkich form manifestowania swoich uczuć, to raczej nie stanie się nagle kimś, kto codziennie zasypuje komplementami i mówi ‘kocham cię’ przy byle okazji. Człowiek ze skłonnością do dyktatorstwa nie zmieni się w ugodową owieczkę. Osoba wybuchająca gniewem z byle powodu nie stanie się mistrzem harmonii i wyciszenia. Owszem, niektórym udaje się przejść taką ścieżkę przemiany, ale nie oszukujmy się, są to rzadkie przypadki. Ten ‘twardy rdzeń’ naszej osobowości pozostaje taki jak dawniej, zwłaszcza gdy wewnętrznie wcale nie czuje się potrzeby rewolucji. I teraz pytanie – czy jesteśmy w stanie się z tym pogodzić? Powroty po latach pokazują, że to niemałe wyzwanie. Do zejścia się zachęcają przyjemne wspomnienia, zapomina się jak gdyby o irytujących przywarach i po czasie ze zdumieniem odkrywa je na nowo, że jak to, on dalej się tak zachowuje?

Skąd ta amnezja? Ludzie mają pewną skłonność do idealizowania przeszłości. Dawniej zawsze było lepiej, a młodość, choćby przypadała na parszywe czasy, i tak będzie wspominana z łezką w oku. Myśląc o minionych czasach chętniej przywołujemy dobre rzeczy, a ten mechanizm nader często dotyczy właśnie byłych związków. Miłość musiała być naprawdę bardzo toksyczna i skrajnie patologiczna, żeby utkwiła w pamięci wyłącznie jako pasmo nieszczęść, do którego nie chce się już nigdy swoimi myślami wracać. Jeśli wspólne życie toczyło w miarę normalnie, o byłych często myślimy z rozrzewnieniem. Tym cieplej, im ważniejsza była to dla nas osoba. I im bardziej nie układa się w nowej, pozwiązkowej rzeczywistości.

Wcale nie jest inaczej

Dając sobie drugą szansę, chcemy wierzyć, że to przeznaczenie. Trafiamy z powrotem w swoje ramiona, bo jesteśmy sobie pisani. Pierwsze podejście było falstartem, druga próba jest bardziej świadoma i dojrzalsza, dlatego ma większe szanse powodzenia. I to prawda, jeśli słowa o dojrzałości i świadomości mają pokrycie w faktach. Bo tak się składa, że zachwyceni wizją ponownego zejścia zapominamy, że tamto rozstanie nie było kwestią przypadku i pecha. Problem nie pojawił się ot tak, z dnia na dzień. On narastał tygodniami, miesiącami albo i latami. Więc choć dzisiaj rozstajemy się szybciej i z błahszych powodów, wciąż jest to zakończenie jakiejś dłuższej fazy. Fazy, którą teraz wspomina się zupełnie inaczej, niż ona przebiegała, jak gdyby chciało się wymazać z pamięci to, co dzieliło. I ok, te chęci są w pełni zrozumiałe. Rzecz w tym, że ignorując stare grzeszki, ryzykuje się ich powtórką.

Odbudowa miłości jest bowiem możliwa dopiero wtedy, gdy uda się wyeliminować problemy, które doprowadziły do rozstania. Gdy szczerze przegada się dawne sprawy, zrozumie je i przebaczy. Po takim wstępie ‘nowy’ związek faktycznie ma szansę się udać, a rozstanie, choć przykre, udowodniło, że to właśnie ta prawdziwa miłość, o którą warto walczyć. Tyle że nie wszystkie pary podchodzą do drugiej próby z należytą rozwagą. Cieszą się chwilą, są w euforii, że udało się im odzyskać to, co wydawało się bezpowrotnie utracone. I sądzą, że dalej będzie już tylko lepiej. Nie ma żadnych poważnych rozmów, żadnych działań, jest pójście na żywioł, byle przedłużyć w czasie słodkie chwile pojednania. Oboje mówią, że zrozumieli swoje błędy, ale wcale tak nie jest. Dawne trudności nie zniknęły, są jedynie uśpione, do czasu, gdy emocje opadną i związek przejdzie na poziom szarej rzeczywistości – wtedy wrócą jak bumerang, waląc mocno po głowie. Znowu zaczną się kłótnie i znowu o to samo. Bo mimo łzawych wyznań miłosnych i zapewnień, że teraz będzie inaczej, wszystko pozostało po staremu. Związek niby nowy, ale zasady sprzed rozstania. Zapomniano po prostu o nowych regułach, które zlikwidowałyby źródło konfliktów.

Czy wszystko da się wymazać?

Liczy się i to, jakiego kalibru były dawne przewiny. Co było przyczyną rozstania, drobiazgi czy rzeczy nie do przeskoczenia? A jeśli drobiazgi, to czy dzisiaj rzeczywiście potrafimy na nie machnąć ręką, czy jednak w prawdziwym życiu będą one doprowadzać do białej gorączki, jak wtedy? Rozstania ‘nieprzemyślane’, bo młodość, bo nie wiem czego chcę, bo chyba nie jestem gotowy, bo miało być jak w bajce, ale real mnie przerósł – czy naprawdę nie ma się żalu o to, że dla drugiej połówki była to trochę miłość na pół gwizdka? A co z winą za rozstanie? Da się wziąć szczerze część winy na siebie, a może w głębi ducha wciąż ma się za skrzywdzoną niesłusznie ofiarę? I jak to jest z tym przewartościowaniem swojego życia – to dużo wcześniej podjęta decyzja, a nie chwilowe olśnienie pod wpływem chwili?

Bardzo wiele spraw dorośli ludzie są w stanie między sobą załatwić i wejść z czystą kartą w nowy-stary związek. Ale są też sytuacje budzące ogromne wątpliwości. Danie drugiej szansy jest bardzo szlachetne, tylko czy stać nas na podobną szlachetność? Jak zaufać komuś, kto zdradził, miał romans? Czy warto drugi raz do swojego domu wpuszczać człowieka, który stosował przemoc? Skąd pewność, że obecne zapewnienia o uczuciach nie są bezwzględną manipulacją jak dawniej i tym razem nie będzie podłych gierek oraz stałego poniżania? Wziąć za dobrą monetę obietnicę, że od teraz koniec z alkoholem i grą w kasynie do ostatniej złotówki? Uwierzyć tak po prostu, że on się zmienił i gorzko żałuje przeszłości? Nie ma co skreślać ludzi za dawne błędy, ale czym innym jest wiara w ludzi, a czym innym zaproszenie ich do wspólnego życia, mimo niebywałych cierpień, jakich się kiedyś od nich doznało. To trochę igranie z ogniem, szczególnie gdy samemu nie do końca uporało się z demonami przeszłości i wciąż pamięta się zadany wcześniej ból. Tu samo ‘przepraszam’ i dobre chęci nie wystarczą, przemiana musi być prawdziwa, poparta terapią, naprawą dawnych krzywd i szczerą chęcią zmiany.

Miłość czy kalkulacja?

Przyszłość odnowionego związku zależy od tego, czy udało się uporać z przeszłością. Ale i obecne motywacje są bardzo ważne. Dlaczego tak właściwie chcemy się ponownie zejść? Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: bo to osoba, którą kocham i cenię, rozumiem jej potrzeby, jestem w stanie je spełnić, a to, co wcześniej stało na drodze do szczęścia, już nie jest problemem. Jednocześnie nie ma oczekiwań, że druga osoba przeobrazi się w kogoś w stu procentach idealnego, a każdy minusik z przeszłości zamieni się w plusik.

Równie dobrze jednak inspiracją do powrotu po latach może być zwykłe wyrachowanie. Jest ból istnienia, cierpienie z powodu samotności, nie udało się związać z nikim innym – dawny, dobrze znany partner, który tak samo nie może sobie życia ułożyć, posłuży jako zapełniacz pustki. Jest wygodny, bo wiadomo, czego mniej więcej się po nim spodziewać i jak go podejść. No i ta nadzieja, że skoro jest szansa, to może urodzi się z tego wreszcie głębokie, wielkie uczucie. Druga rzecz – skąd pewność, że jeśli wtedy nie chciało się starać o związek, to teraz nagle się zachce? Można się pocieszać, że jak się coś straciło, to zaczyna się to doceniać, tyle że to może działać tylko do chwili, gdy jest się nieosiągalnym, potem niewykluczone, że znowu spocznie się na laurach. A może wcześniejsze rozstanie było po to, by zdążyć zaznać tego, do czego traci się dostęp jako człowiek ‘związany’? I teraz, gdy już się w pełni nasyciło kawalerskim życiem, wraca się do dawnej dziewczyny, która może nie jest bardzo zabawna, ale na stabilizację nadaje się w sam raz.

Trochę też chyba za bardzo zawierza się samej miłości. Bez niej nie da się niczego pięknego we dwójkę zbudować, ale gdy zapomni się całkowicie o rozsądku, wcale nie jest lepiej. Skąd wiadomo, że teraz na bank będzie dobrze? Serce podpowiada? Świetnie. A co podpowiada rozum? Też taki pełen entuzjazmu? Bo historia niestety lubi się powtarzać, a my niekoniecznie wyciągamy z niej poprawne wnioski.

    28 komentarzy

  • Ctx3@op.pl' Aneczkablog

    Z własnego doświadczenia wiem że nie warto wiązać się ponownie z osobą która cię zawiodła.. ludzie od tak się nie zmieniają.

  • dtlecky@onet.pl' Emilia

    Myślę, że na to nie ma recepty i zależy też co druga osoba przeskrobie. Ja zdecydowałam, że trzeciej szansy nie będzie, najwyżej zostanę starą panną 😀

  • katarzynatargosz.pl@gmail.com' Matka na Szczycie

    Wydaje mi się, że wszystko zależy od danych osób. Mój związek jest przykładem, że warto dawać drugą szansę, bo gdybyśmy jej sobie kiedyś nie dali, dziś nie byli byśmy szczęśliwym małżeństwem 🙂

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Magdalena

    Z upływem czasu stwierdzamy, że lepiej być samej…każdy związek fajnie się zaczyna a kończy jak zwykle…nie chcę znowu tego przeżywać wiec zdecydowanie wolę być sama….nie wierzę już w bajki o wielkiej miłości, bo to tylko bajki, ułuda która ma się nijak do rzeczywistości. Mimo faktu, iż byłam straszną romantyczką życie pokazało mi ze romantyzm i prawdziwa miłość zdarzają się tylko w bajkach. ..

    • edBardzoytamarta@wp.pl' Anna

      Może w tym problem, że byłaś straszną romantyczką? Żeby stworzyć udany związek potrzeba też cholernie dużo rozsądku. I szacunku. Po obu stronach. Oczywiście nie mowię, że łatwo znaleźć odpowiedniego faceta. Ale jeśli któraś marzy o księciu z bajki to powinna się najpierw zastanowić czy jest taką idealną księżniczką.

      • edBardzoytamarta@wp.pl' Magdalena

        O księciu z baki to ja marzyłam mając 5 czy 10 lat…potem chciałam po prostu być z mężczyzną, z którym będę na dobre i złe…rzeczywistość okazała się inna…są wydarzenia i rzeczy które zmieniają nasze postrzeganie miłości…składa się na to zaufanie przede wszystkim…ale i wiele innych czynników również.

        • edBardzoytamarta@wp.pl' Marta

          Zdarzają się takie milosci, ale trzeba dużo siły, aby udźwignąć to wszystko, ponieważ pojawiają się mega oczekiwania i tylko najlepsi dają radę.Wygrywa się tylko wtedy jak dwie osoby tego baaardzo mocno chcą, jeżeli tylko jedna po jakims czasie walczy to już przegraliśmy….pani Magdo, wierzę, że uda się!!!

  • edBardzoytamarta@wp.pl' M

    Chciałyśmy być dobre (byłyśmy za dobre) i na dobre nam to nie wyszło…
    Straciłyśmy czas, wiarę w uczucia i w szczere intencje drugiej osoby.. i ciężko uwierzyć że gdzieś jednak może jest ta „druga połówka”
    Ale w coś wierzyć trzeba

    • edBardzoytamarta@wp.pl' Magda

      Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż mimo usilnych prób zapomnienia tej drugiej osoby, nawet kiedy same zainicjowałyśmy tym razem rozstanie… jakoś to nie wychodzi i choć rozum mówi, że to nie ma sensu, bo ciągle jedno będzie krzywdzić drugie to serce cały czas nie daje zapomnieć i udajemy, że nic nas to nie obchodzi a tak na prawdę jesteśmy rozdarte na strzępy.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Magdalena

    Chyba dużo zależy od powodu rozstania. Ja po 4latach mojego pierwszego prawdziwego związku rozstałam się z chłopakiem. Okazało sie, że po 3 latach osobno wróciliśmy do siebie. Jesteśmy razem 8 lat, 5 juz po ślubie. Mamy dwie córki i tworzymy całkiem fajną zgraną rodzinkę. Nie weszliśmy do tej samej rzeki. Idealnie nie jest żeby nie było, ale na tyle dobrze żeby nie żałować podjętych decyzji: zarówno tej o rozstaniu jak i tej o powrocie.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Dragan

    Niby uczymy się na błędach, szkoda tylko ze nie na cudzych. Zawsze będziemy je popełniać, tego nie unikniemy, ale sa to już błędy niejednokrotnie świadome. To prawda, z czasem dojrzewamy do miłości która jest już tylko, niestety, iluzją. Lepiej być samemu, niż się łudzić i karmić naiwnoscia

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Marta

    Nie warto!faceci sa beznadziejni,wszystko zawsze psują!

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Anna

    Uważam, ze nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Duzo zależy od tego co zaszlo, dlaczego zaszlo, od skruchy, szczerej checi pracy nad soba, jakim sie jest czlowiekiem, na ile potrafimy schowac dume i wielu wielu innych czynnikow.
    Za nami wiele przejsc i sprobowalismy na nowo juz dawno temu. Jestesmy szczesliwi

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Maja

    Tak! Jeśli robi się to nie na łapu capu! Tak jeśli obie strony szczerze zrozumiały! Tak!!!

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Gosia

    Ja weszłam i nadal stoję ! Za miesiąc ślub. Jest idealnie po 4 latach rozłąki bardzo dużo zmieniło sie na lepsze !

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Dorota

    Ja nie daję drugiej szansy i nie wracam do kogoś z kim wcześniej byłam – zrobiłam ten błąd dawno temu.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Justyna

    Dostalam nauczke i na pewno wiem ze nie umialabym zbudowac zwiazku na nowo z osoba z ktora sie rozstalam…za duzo smutku…

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Brydzia

    Myślę że czasami warto dać sobie druga szanse żeby później nie żałować ze się nie spróbowało albo nie dało się szansy. Przeważnie to tylko potwierdza ze nic się nie zmieniło i nie zmieni

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Michalina

    y sobiw dalismy i … jestesmy prawie 9 lat po slubie i w 2 ciazy . najwazniejsze to sluchac siebie

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Joanna

    Nigdy bo nie wracamy już tacy sami. Jeśli miłość umiera, umiera również związek i wszystko co z nim związane.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Beata

    Nie warto i dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Karolina

    Nie nie nie warto!!!Szkoda życia dziewczyny.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Ewelina

    Nigdy. Za duzo wylanych lez.

  • edBardzoytamarta@wp.pl' E

    NIE I JESZCZE RAZ NIE…

  • edBardzoytamarta@wp.pl' Kobieta

    Warto, można się wtedy przekonać, że umie się pływać

  • zwyklamatka@gmail.com' Zwykła Matka

    Nie da się wymazać wyrzadzonej krzywdy, wypowiedzianych słów, byłam w takim związku, pozwoliłam na powrót bo byłam zakochana….skończyło się to ostatecznym rozstaniem! O które prosił On, ten, który wcześniej chciał wrócić 🙁

  • kasiapajak515@gmail.com' Kasienka

    Nie warto ja dwa razy odchodzilam teraz odeszlam trzeci i ostatni nigdy w życiu…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>