Główne menu

Samotna w małżeństwie

Niestety nie brak kobiet, które czują się osamotnione w małżeństwie. Naukowcy zbadali również tę zależność i uzyskali dość niepokojące dane. Aż 20% kobiet w stałym związku cierpi z powodu odrzucenia  – psychicznego lub fizycznego. Ponad 62% z nich ma męża i żyje z nim pod jednym dachem. Nie są rozdzieleni przez pracę, emigrację, ani inne przeszkody.

Są też inne dane. Według najnowszych badań z University od Wisconsin-Madison małżeństwo może być przyczyną największego stresu społecznego. Jeśli nasze oczekiwania nie są spełniane – prowadzi to do niechęci i samotności w związku. Partner, który nie czuje się kochany, akceptowany, szanowany i doceniany przez drugą osobę, nieuchronnie czuje się samotny.

Jak wpływa na nas ma samotność w związku?

Samotność ma negatywny wpływ na nasze życie:

  • pogarsza funkcjonowanie układu odporności,
  • sprzyja wystąpieniu reakcji zapalnych,
  • zwiększa ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia,
  • sprzyja depresji,
  • podnosi ryzyko wystąpienia napadów lęku,
  • sprawia, że widzimy świat w szarych kolorach, podobnie siebie i otaczających nas ludzi.

Warto przy tym zaznaczyć sama nie oznacza samotna. To nie synonimy!

samotnaGdy czujemy się samotni, postrzegamy innych jako mniej opiekuńczych i mniej zainteresowanych nami i naszymi problemami. Nasze relacje są dla nas niesatysfakcjonujące, czujemy się w nie mniej zaangażowani, niż jest w rzeczywistości. Poza tym jesteśmy bardziej wrażliwi na sygnały z otoczenia, które często odbieramy negatywnie. Kolejno stajemy się defensywni, bierni, stoimy na uboczu. Tak też jesteśmy postrzegani przez innych, co nie sprzyja nawiązywaniu nowych kontaktów. Krąg problemów jest coraz szerszy.

    90 komentarzy

  • Iwona

    Mąż w grudniu ma zawsze więcej pracy. Teraz wraca o 22, albo jeszcze później. Praktycznie od pn do pt nie ma go w domu. Przychodzi, zje coś i idzie spać. Wiem, że to przejściowe, ale jest trudno. Gdyby miało być tak cały czas – chyba bym oszalała.
    A dzieciaki ostatnio dzień w dzień pytają się „Kiedy będzie tata?” Eh… Dobrze, że jutro sobota:)

    • dorota

      Tak, jeśli sytuacja jest przejściowa…to generalnie wyczekujemy końca.
      Gorzej, gdy tak jest ciągle. I nie wiadomo, kiedy w końcu będzie lepiej…

    • Adrian

      Witam serdecznie. Mam wielki problem. Na początku chce powiedzieć że jestem mężczyzna 34lata moja żona 31 lat. Jesteśmy rok po ślubie. razem około 2lat. Żona zmieniła pracę na lepiej płatna pracuje na nocki ja na dniowki ciągle się mijamy ciągle nowi znajomi na fb. Nie rozmawiamy już razem. Jest tylko wymiana zdań. Nie opowiada mi co u niej. Nie robimy razem nic. Sex to co podtrzymuje związek jest już mi prawie obcy. Może raz na 3tyg. Mamy swoje 30 minut. Czuję się samotny ja chcę miłości ale ona.. Nie wiem już czy chce mnie. Pomocy Adrian.

      • dorota

        Jeśli ona pracuje na nocki, to odsypia w dzień. Ty robisz dniówki, więc chyba jesteś w domu przed jej wyjściem do pracy? Zaplanuj randkę, zorganizuj wspólne wyjście od A do Z. P.s. seks nie podtrzymuje związku, a przynajmniej nie powinien. Seks jest naturalnym elementem bliskiej relacji.

  • mirek

    Wszystko jasne kobiety chcą by się nimi interesować jak tatuś córunią a mąż to nie tata boże jeszcze kłaść się o tej samej porze spać .Co Ci jest ? -domyśl się- kobieta nie doceniona .Facet to także żywa istota z marzeniami planami do spełnienia nie koniecznie związane z wychowywaniem dzieci .bo co to grzech .ale nie traci energii na coś nie istotnego .i to nie prawda ze facet nie zauważa wielu sygnałów .wręcz przeciwnie widzi ale nie reaguje bo to nie istotne wiele kobiet manipuluje sytuacyjne słownie itp a facet popatrzył na swoją wybrankę i milczy bo to nie uatirne

    • dorota

      Mylisz się – partner to nie ojciec. I odwrotnie – nie można matkować facetowi. To niestety jeden z głównych błędów nas – kobiet.

      Artykuł ten pokazuje, że warto poruszyć jeszcze ten problem. I wiele innych.

      • Lukasz

        Napisze szczerze albo dasz wiare albo nie pracuje sam mamy 3 dzieci staram sie aby mieli wszystko a czesto slysze bo ty nic nie robisz. Czesto moj czas pracy to 22 / 24 h. Mimo to jak mam wolne tzn 2-3 dni w tygodniu to tylko slysze ty nic nie robisz. Czas wolny staram sie spedzac z rodzina nie mam kolegow jedyne wyjscie na piwo to tylko z zona ktore musi byc zakonczone dyskoteka. Nie ma idealnych kobiet ani mezczyzn kazdy ma swoje wady. Wy widzicie tylko to ze kobieta sie stara i robi wszystko dla faceta. Tez potrafie gotowac ( nie jedna Pania bym zawstydzil) pralka czy mop nie ma przede mna tajemnic a jezeli chodzi o dzieci to potrafie sie nimi zajac ( zona byla 4 tyg. w szpitalu a ja zostalem sam z 20 miesiecznym synem i 6 miesieczna corka ) i musialem dac rade. Wszystko jest zalezne w jakiej sytuacji sie znajdujemy. Teraz po 10 latach robie za bankomat i wibrator raz w miesiacu. Masz jakas zlota mysl na to?

        • dorota

          Nie nie mam złotej myśli. Jedynie taką, że ludzie traktują nas tak, jak na to pozwalamy. Jeśli nie możesz czegoś znieść, zmień to.

      • Lukasz

        Ile osob tyle sutuacji. Nie ma zlotego srodka na wszystko. Kazdy problem jest inny i nie mozna go porownywac z innymi. Szukalem forum dla osob takich jak ja czy te ktore pisaly. Tego brakuje. Wielu ludzi chcialoby porozmawiac o tym co ich boli co czuja ale nie maja gdzie. Blog to nie to samo moze jakis czat dla takich osob. Zeby kazdy mog sie wypowiedziec i znalec kogos kto ma podobne problemy.

  • Magda

    W naszym związku jest tak już od przeszło roku. I mimo próby rozmów nic się nie zmienia. Jestem już strasznie zmęczona i nie widzę wyjścia z tej sytuacji. Mąż twierdzi że jest ok a ja przesadzam…. Nie mam sił i chyba ochoty aby dalej w tym trwać….

  • Anna

    Znam ten problem od podszewski.Na poczatku, kilka lat temu nie umialam go nazwac.
    Teraz juz wiem co to jest.
    Chodzimy na terapie od ponad roku.
    Niestety nie jest nic lepiej…To przerazajace jak trudno dotrzec do 2 czlowieka,ktorego kiedys sie kochala. i nadal chyba kocha, choc gdy sie cierpi lepiej sie tej milosci przed samym soba wyprzec..
    Wczoraj poprosilam o rozwod..Atmosfera jest straszna.Ale nie zniose juz tego dluzej.Nie chce szukac winnego.
    Jednak ten brak nadzieji, rozpacz, ciagla samotnosc …sa dla mnie nie do przeskoczenia..Na 13 lat zwiazku, 11 lat to lata samotne…

    • dorota

      Aniu, przykro mi…:(
      Naprawdę nie ma już szansy?
      Ja jestem jednak z tych fajterek, co by walczyły do upadłego.
      Zdaję sobie jednak sprawę, że możesz już nie mieć siły…

  • Komunista

    Drogie dziewczyny. Większych głupot dawno nie czytałem. Jeśli nie wiecie o co chodzi to napiszę Wam to otwarcie: Wszystko co tutaj przeczytałem to tylko 1 problem. Pracujący facet! Bo oczywiście jeśli on zdaje sobie sprawę z posiadania rodziny i robi wszystko żeby zapewnić jej warunki do życia (czyli pracuje na rodzinę) a Wy macie problem to odejdźcie od swoich facetów bo macie z Nimi za dobrze i poprzewracało Wam się już w głowach. Gwarantuję Wam, że znajdą sobie kobiety które to docenią.
    Napiszę to jeszcze raz żebyście zrozumiały: to Wam się wydaje że się oddalacie od siebie bo facet nawet o tym nie pomyśli bo myśli jak by tu zapewnić rodzinie przyzwoite życie.

    • dorota

      Drogi Komunisto,
      myślisz, że jedyne, o czym kobieta marzy to facet, który ją utrzyma?
      Zatem mylisz się…
      Kobiety dzisiaj najczęściej zarabiają i same (oj jakie to dziwne) utrzymują w dużym stopniu rodzinę, a coraz częściej zarabiają więcej niż ich partner.
      Ale to akurat mało istotne.
      Nie w tym rzecz, kto ile zarabia, ale jakim jest człowiekiem. Mało odkrywcze, prawda?
      Można przynosić do domu spore sumy, ale być nieobecnym, jak również robić karierę, ale dbać o rodzinę – tak, że pewne wyrzeczenia związane z koniecznością spędzania długich godzin w pracy są akceptowane przez wszystkich jej członków. Żona/dzieci tęsknią, ale wiedzą, że przyjdzie weekend/środa/wtorek i on będzie w domu, obecny w 100%, a nie myślami gdzie indziej.
      Naprawdę przeciętnej kobiecie nie chodzi o kolię z brylantami, ale o godzinę każdego dnia, kiedy On poświęci jej uwagę. Wysłucha jej, przytuli, zaproponuje wspólne wyjście od czasu do czasu. Chodzi o czas, kiedy ONI są dla siebie, dostępni, otwarci na wspólne bycie razem. Serio, nie potrzeba wiele…

    • Ola

      Co za egoistyczne podejście!Jestem kobietą i pracuję więcej niż 50h tygodniowo,mając małe dziecko,żeby zadowolić męża (któremu forsa wydaje się być najcenniejszą rzeczą na świecie samą w sobie) mam jeszcze każdego dnia obowiązki domowe i nie myślę o głupota, gdy ja np.w kuchni gotuję mój szanowny mąż spędza czas na portalach randkowych i ma gdzieś moje uczucia i dobro naszej rodziny.Przepraszam,czuję się nie doceniona ,jestem niebrzydka,wykształcona,dbam o dom jak mogę. Dla mnie więc krytyka a dla innych adoracja.Jestem rozczarowana małżeństwem.

      • dorota

        Ola, wcale się nie dziwię, jeśli to tak wygląda…

      • Majeranek

        Podziwiam cie Ola.
        Moja żona za granica ja trzymam dom to jest 2 dzieci od 15 lat tak sprzątam piorę gotuję i dookoła domu ogarniam a jak żona wraca do domu to tego nie docenia. Jeszcze pracuję 56 godzin tygodniowo. mam nadzieję ze pierwszy zejdę z tego świata może wtedy to doceni

    • partnerka

      Niestety są to poglądy Piaseckiego z PiS ja kochany pracuje tak samo jak ty i mój mąż i mam też swoje marzenia nie tylko związane z rodzicielstwem i także mam do nich prawo. A nawet jeśli kobieta nie pracuje w firmie a w domu, gdzie ja jestem tu i tu, to i tak pracuje w domu, pierze ci brudne gacie i skarpety, sprząta cały dom, robi lekcje z twoimi także dziećmi, jeździ po zakupy radzi sobie sama, gdyby się z tobą rozstala dostała by alimenty może miałaby mniejsze mieszkanie ale za to ile do sprzątania prania mniej i święty spokój. Może jakiś facet dochodzący który chętnie by pomagał. A Ty co byś miał? Spotkania z dziećmi raz na dwa tyg pranie samodzielne albo przeprosiny z mamusia, kata do którego się wraca, ale takie domowe ognisko tworzy kochającą kobieta i koło się kręci. Partnerstwo mówi drogi chyba do tego jeszcze nie dojrzałes. Doceń żonę bo życie płata różne figle i może być za późno.

  • toni

    Miałem partnerkę która pokrótce zkwitowała swoje zachowanie .W jednej chwili ze wspomnień o ojcu myśli przeszły przez szereg wspomnień związanymi z wydarzeniami związanymi z nim i nie tylko z nim ale także tak łączyła wydażenia któreych nie było po przez szereg nie związanych z ojcem .Powiedziała że to haos i sama nie mogła tych myśli poukładać i dzieje się to tak szybko .Piszę o tym bo jako facet potrafię przeanalizować i ukierunkować swoje reakcje i jest to dla mnie nie jasne .

  • Magda

    U mnie od dłuższego czasu jest zle a nawet bardzo zle. Czuję się bardzo samotna. Teraz to już kwestia tygodni może mięsiecy żeby się zebrać w sobie i podjąć decyzje o odejściu. Walczyłam, pomimo głęboko skrywanych pragnień na zew pokazywałam że jest ok, że jestem szczęśliwa a wew wszystko we mnie krzyczało. Nauczylam sie glosno mówić czego bym oczekiwała, podkreslalam ze lubie kwiaty, czasem wyjscia do kina czy zwykle przyjscie i rozmowa co u mnie, jak mi minal dzien. Nic z tego – pogadac sobie moge. Moj maz jest pedantem wiec najwazniejszy jest porządek. Non stop mnie krytykuje a zaznaczam nie jestem balaganiazem. Zblizaja sie Swieta i chcialam aby rodzina przyszla do nas. Byla awantura ze on sobie nie zyczy bo bedzie musial sprzatac i ze nikt nie szanuje tego co robi w domu….nikt nas nie odwiedza bo on nie pozwala. Czy moze byc gorzej? Ja juz nie daję rady. Mam dość udawania, ciszy,braku czułości i wiecznch pretensji, krytyki. Czuje sie jak więzień.

    • dorota

      Magdo, rzeczywiście wygląda to niefajnie…Czy może być gorzej? Obawiam się, że tak. Trzymam kciuki, żeby Mąż się opamiętał

  • Lucja

    Bo samotnym można być żyjąc samemu i żyjąc z kimś pod jednym dachem. Samotny może być nastolatek w nowej szkole, studentka w obcym mieście. samotna jest panna po 30 stce i mężatka, której nie układa się w małżeństwie. W końcu samotnym można zostać na starość, gdy straci się żonę lub męża, a dzieci się wyprowadzą w świat. Ile ludzi tyle rodzajów samotności. Teraz zbliżają się Święta, więc ci bardziej wrażliwi tym dotkliwiej odczują swój stan bycia samemu.
    http://kielcemoje.blogspot.com/2015/12/rodzaje-samotnosci.html

  • Samotna

    Mój mąż psychicznie rozwiódł się ze mną wiele lat temu. Niby jest w domu, ale ciągle skupiony na sobie, milczący, nieobecny. Kiedyś zajmował się chociaż dziećmi, ale ostatnio nawet od nich się odciął psychicznie. Nigdy nie zapyta co u nich słychać, jak w szkole…. nasz córki są jeszcze małe (9 i 6 lat) dlatego walczą zaciekle o jego uwagę, jednak on jest wciąż zbyt zmęczony, zbyt wkurzony. Jak już coś z nimi robi to z telefonem w ręku i wciąż pochłonięty swoim światem. Na mnie nie zwraca uwagi wcale, 2,5 roku temu zrezygnował z sexu. Stał się całkiem obcy. Nie twierdzę, ze nie ma w tym mojej winy, bo ja zapędzona w kozi róg nie umiem mówić do niego bez pretensji i żalu. I tak trwamy w milczeniu – nie chcę się kłócić to po prostu się nie odzywam i cierpię po cichu. Niestety jak już zbyt wiele dla mnie tej ciszy – wybucham. Na terapię małżeńską już chodziliśmy jak byłam w ciąży z pierwszą córką – niestety pomogło na parę miesięcy i nic. Trwam w tym, choć mam wrażenie, że duszę się, że codziennie umieram od nowa. Pewnie powinnam odejść, jednak boję się tego, że córki będą cierpiały…. i tak mija mi dzień za dniem… od 9 lat…. Nie wiem gdzie szukać, pomocy, co robić…..

    • dorota

      Samotna, rzeczywiście nie wygląda to dobrze. Przykro mi. Też mam dwie córki (prawie 5 lat i 2,5) i rozumiem, dlaczego tkwisz w takiej sytuacji. Nie wiem czy mogę doradzać, ale ja bym poszła do psychologa…na początek sama. A potem mam nadzieję ewentualnie razem.

  • Aneta

    Droga Samotna,
    Jest taka wspólnota dla trudnych malzenstw, nazywa sie Sychar. Warto zajrzec na ich strone internetowa. Sa tez spotkania w roznych stronach Polski. Goraco pozdrawiam

  • Rachela

    Żadna to pociecha, ale takich samotnych dusz w związkach jest całe mnóstwo… Samotność we dwoje: http://mysliniepokoje.blogspot.com/2015/11/samotnosc-we-dwoje.html

  • hania

    Witam, jestem żoną od 12 lat, od ok.8 powoli wygasa z mojego małżeństwa wszystko co dobre, namiętne i twórcze…nie mam sił walczyć.jestem z nim dla dzieci i chyba tak zostanie.nie chcę się mu narzucać, już tyle razy podejmowałam inicjatywę i nic.chwilami mam ochotę zniknąć…

  • Mała

    Moj maz przebywa w Polsce. Ja razem z dzieckiem w UK. Przed świętami stracił pracę i był tak tym rozgoryczony, że w Wigilię nawet nie zadzwonił. Spędziłam święta samotnie i od tego czasu nie mogę mężowi tego wybaczyć. Czuję, że od narodzin dziecka poświęciłam się rodzinie a teraz odczuwam ogromną samotność w zwiazku.

    • dorota

      Mała, pewnie było mu głupio i szalenie przykro. Prawda, że to nie rozwiązanie odcinanie się i nieodzywanie…nie jest nawet stwierdzeniem, że „faceci tak mają”, że w przypadku problemu zamykają się w sobie i trudno dostać się do nich przez ich gruby pancerz.

  • Nadia

    Hej jestem żoną od 6 lat mam 2 letnią córeczkę która jest całym moim życiem i słońcem. Co z tego że mam męża jak czuje się strasznie samotnie. Wszyscy i wszystko jest ważniejsze. Na początku było ok ale zaraz jak zaszłam w ciąże co dzień było tylko gorzej tak jest i teraz. A od kiedy urodziła się Nadia już często jest źle. Obydwoje pracujemy po 8 godzin. Kiedy wracamy do domu on mam zawsze swoje sprawy i nigdy nie zajmuje się dzieckiem jeśli już to wiecznie wypomina że na chwilę się nią zajął i docinek że sobie nie radze. Na każdym kroku, że sobie nie radze a on jest zmęczony po pracy i ma swoje sprawy. O bliskości też nie mam mowy bo od kiedy zaszłam w ciąże nic nie było a to już 3 lata. Nie wiem jak mam do niego dotrzeć i jak z nim rozmawiać nic do niego nie dociera. A najgorsze jest to że mała chce do taty woła o on że nie ma sił i czasu i wychodzi. Weekendy zawsze woki spędzać – jeździć do swojej babci 40 km i niż z nami.
    Co zrobić pomóżcie zostawić go a co małą nie będzie mieć ojca i tylko to wstrzymuje mnie przed rozwodem.

  • Krzysiek

    Nie wiem kiedy powstał mór miedzy nami. Przed ślubem byliśmy sobie bliscy, pielni ognia, namiętności, otwarci, rozmawialiśmy godzinami i dobrze czuliśmy sie w swoim towarzystwie. Z roku na rok te wspomnienia bledną coraz bardziej. Nie zostało nic poza rozmowami o zakupach. Z miesiąc temu żona poprosiła mnie bym przestał być taki przytulaśny bo to ją denerwuje. Zawsze lubiłem bliskość, zakradać sie do zony gdy myje naczynia i objąć, uszczypnąć w ucho, pocałować w szyje. Teraz jej to przeszkadza. Sex tez odnajduje już tylko we wspomnieniach. Kiedyś kochaliśmy sie codziennie, gdy tylko dzieci poszły spać. Jakiś czas temu stwierdziła ze w tygodniu jest zmęczona i prosi o erotyczne weekendy, żebyśmy nabrali większej ochoty. Pomysł bym ciekawy tylko ze ostatnio w weekendy boli ja głowa.
    Czasem słucham jak rozmawia z przyjaciółkami przez telefon i zastanawiam sie dlaczego nie chce już prowadzić takich rozmów ze mną. Ma im tyle do powiedzenia. Niby nic sie nie zmieniło. Jestem tym samym mną. Wciąż dbam o swój wygląd, spędzam czas z dziećmi, nie chodzę po barach, interesuje sie światem, kulturą, nauką.
    Próbowałem o tym rozmawiać, o samotności, o problemach. Nic to nie dało. Od zeszłego tygodnia zdecydowałem sie znaleść kochankę. Kogoś bliskiego, do pogadania i przyjemności. Nigdy nie myślałem ze do tego dojdzie. Jesteśmy po ślubie 5 lat… A nigdy nie czułem die bardziej samotny. Wyć mi sie chce

    Nie oczekuje rad. Po prostu chciałem o tym napisać.

  • Ursus

    Witaj Doroto, witajcie Pozostali,

    Czytając Wasze wpisy miałem mieszane uczucia. Z jednej strony – straszny smutek, bo nie jest miło wiedzieć, że komuś jest źle. Ale też jakieś, hm, pocieszenie w tym, że nie ja jeden mam problem. A skoro nie ja jeden, to oznacza, że jest szansa na to, że ktoś już temu zaradził, prawda?

    Krótko o mojej sytuacji… to ja jestem ten typ, o którym pisze Nadia. No, może bez tych niemiłych docinek, ale to ja jestem tym, który się odsuwa. Nie chcę mieć zbyt wiele do czynienia z dzieckiem (kilka miesięcy), z żoną w zasadzie żyję jak ze współlokatorką czy siostrą, i tylko w takim zakresie mi na niej zależy. Każde z nas ma swoje sprawy, łącznikiem jest dom, zakupy, etc. Dziecko mniej, bo jak mówiłem – nie angażuję się zbytnio. To ja unikam seksu, nie wykazuję zainteresowania, nie chcę spędzać razem czasu.

    Kawał ze mnie #$%, prawda?

    To cofnę się kilka lat. Mam motywację do życia, mam chęci i plany. Wizje, gdzie pojedziemy na wakacje, książek, które przeczytam, koncertów, na które ją zabiorę. Wspólnego domu.

    Ale nie wyjeżdżaj sam, nie idź na koncert sam, nie spotykaj się ze znajomymi beze mnie. Wracaj po pracy do domu.
    Chcesz na koncert? ile ty masz lat? do kina? na taki film gdzie się strzelają? chyba żartujesz…

    A potem było ciekawiej. Wiadomo, że życie to i sukcesy, i porażki. I dobrze jest mieć kogoś, z kim się podzielisz tym dobrym oraz kto będzie wspierał w tym złym. Ale okazuje się, że „czym ty się cieszysz? to głupie” oraz „nie udało się? bo ty zawsze/ ty nigdy i sam jesteś sobie winien”.

    No to nie dzielę się dobrem ani złem. Nie spotykam się z nikim, bo już nie mam z kim. Tylko przynoszę pieniążki na dom. I tak sobie żyję, sam. Ze swoimi marzeniami, coraz odleglejszymi, ze swoimi potrzebami, których raczej nie zrealizuję.

    I nie chcę tego ratować. Nie chcę terapii, nie chcę rozmów. W końcu jestem ten zły.

    Rozumiem Krzyśka. Tak, znaleźć sobie kogoś, kto wypełni lukę. Seks? Owszem, ale to chyba za mało. To wspólne spojrzenie na świat, albo odwrotnie – różne, ale z dyskusją na ten temat, ta intymność rozumiana jako wzajemne zrozumienie i akceptacja. O, ale wtedy to dopiero będę ten najgorszy!

    No i nie wiem, co zrobić, też czuję, że utknąłem. W zasadzie piszę to wszystko tutaj dlatego, że nie mam nikogo, komu mógłbym to powiedzieć. I po prostu jest mi z tym źle.

    Bądźcie zdrowi, dobrzy ludzie.

    • dorota

      Ursus, cześć, tak sobie myślę…Gdy ona tak zabraniała, obrzydzała wszystkie wyjścia parę lat temu, to Ty po prostu na to się godziłeś? Nie rozmawiałeś? Nie próbowałeś tego zmienić? Jak już wyszła to nadal kręciła nosem?

      • Zmęczona życiem

        Cześć Ursus, tak czytam i zastanawiam się jak ja zachowuję się i jak zachowywałam się w stosunku do swojego męża i czy on odczuwa to w ten sam sposób co Ty. Osobiście uważam, że wszystkie problemy w związku są wynikiem braku komunikacji, rozmowy i braku wspólnych zainteresowań i pasji. Opowiem Ci podobną historię tylko z perspektywy mojej – kobiety.
        Jestem w małżeństwie 16 lat i większość tego stażu to życie każdego z Nas w samotności. Moje życie to praca, dzieci i dom, a jego praca, hobby i przyjemności (do domu przynosi tylko pieniądze, żeby nie było ja również je przynoszę).
        Ale …cofnę się kilka a nawet kilkanaście lat. Jeździłam z moim mężem na mecze na imprezy i wszędzie gdzie mnie zapraszał i co proponował, byłam szaleńczo zakochana i robiłam wszystko, żeby być z nim i przebywać tam gdzie on, a może po części też dlatego żeby go „pilnować”, wiedzieć co robi i z kim Nie zawsze jednak czułam się tam dobrze, on lubił sobie wypić, ja oczywiście kierowca, patrzyłam jak komplementuje inne kobiety, flirtuje,(kiedy ja pytam czy dobrze wyglądam mówił „przecież masz lustro”) ja trochę z boku , trzeźwa nie bawiłam się tak dobrze jak on, często miałam pretensje i jak większość kobiet reagowałam emocjonalnie, ale to był jego świat on to lubił, więc mu wiernie towarzyszyłam. Wakacje w super hotelu bo…..on tego chciał. Po jakimś czasie ja proponuję chodź spędzimy razem czas pojedźmy w góry, na wakacje pod namiot nad jezioro, chodźmy pieszo na pielgrzymkę do Częstochowy, zapiszmy się na kurs tańca …..lubię naturę, fajne przygody,robić czasami szalone rzeczy …..życie nie toczy się tylko wokół pieniędzy i luksusów. odważyłam się powiedzieć o tym co ja lubię i…… słyszę…..chora jesteś!! będę łaził po górach!! oszalałaś NAMIOT!! przecież potrafię tańczyć itp. Więc zaczęłam zachowywać się podobnie…. na imprezę !!! głupi jesteś!! mam siedzieć i patrzeć jak się bawisz !! na mecz nie interesuje mnie !!! itp i się zaczęło …..ciche dni, ciągłe dogryzanie, oddalanie się od siebie, a dziś …..to już nieszczęście i ciągła samotność nie tylko moja ale wiem, że jego też.
        Każda kobieta jak urodzi dziecko to ono staje się dla niej wartością nadrzędną, martwi się o nie, przeżywa każdy płacz, każde niepowodzenie i to są dla niej najistotniejsze PROBLEMY i chciała by żeby jej mąż też czasami jej wysłuchał i się tym zainteresował, ale …… mój przynajmniej twierdził, że jakie baba ma problemy, siedzi w domu i nic nie robi same przyjemności….. i cały czas tylko jego praca, jego problemy i wymagania WSPIERAJ MNIE!!! POMÓŻ!! BĄDŹ DOBRĄ ŻONĄ!!, więc ……jestem , nie martw się wszystko się ułoży, dasz radę, ….prasuję koszule, robię kanapki, radzę sobie ze swoimi problemami sama, jakoś daję radę, …… ale ….wracam do pracy, moje problemy, moje wymagania nie ma bo przecież JAKIE TY MOŻESZ MIEĆ PROBLEMY KOBIETO!!!,nawet nie słucha co mu opowiadam więc pracuję , wracam pranie, sprzątanie, gotowanie, dzieci i ciągle mamo to, mamo tamto. Idę do męża potrzebuję go pomóż w domu, wysłuchaj, przytul, przynieś kwiatka, doceń, dowartościuj i słyszę PRZESTAŃ NARZEKAĆ, po co kwiaty, dobre słowa, przecież jak bym cię nie chciał to bym z Tobą nie był…..to powinno mi wystarczyć, że ze mną jest, ale niestety dla mnie to nie wystarcza. Więc zaczynam postępować tak jak on, nie słucham jego problemów, nie wspieram przecież powinno mu wystarczyć, że z nim jestem.
        Całe życie w związku słyszałam, po co Ci szkoła, po co prawo jazdy, po co praca, to nie tak, to robisz źle, jesteś głupia, gdyby nie ja byłabyś zerem ….nikim:(ciągła krytyka i wyrzuty…… zaczynam w to wierzyć i zamykam się w sobie, jestem samotna i nie mam przyjaciół bo kiedyś tak go kochałam, że poświęciłam wszystkich, żeby być z nim. Zastanawiam się tylko czy warto było walczyć o realizację swoich celów, o samodzielność i niezależność skoro i tak jestem nieszczęśliwa.
        dziś żyję tylko dla dzieci, jestem kłębkiem nerwów, kiedy jest w domu wychodzę do innego pokoju, bo boję się, że powiem coś nie tak i usłyszę jaka to jestem tępa…..nie chcę już tego słuchać. Nie interesuje się nawet co się dzieje w życiu naszych dzieci. żyje tylko swoim życiem. Ciekawe dla kogo będę żyła jak dzieci odejdą z domu ??
        mam dwóch braci i nauczona byłam dzielić się, pomagać i wspierać, mój mąż niestety jest jedynakiem i wychowany był, że jemu się wszystko należy, i to on jest najważniejszy
        Reasumując owszem doszłam do wniosku, że zachowuję się podobnie jak Twoja żona, a dlaczego ???? zastanawiałeś się dlaczego Twoja żona się tak zachowuje ???
        Nie znam Cię , ale wierzę, że jak tylko będziesz chciał to możesz zmienić swoją sytuację z żoną. Poważna, szczera rozmowa o swoich oczekiwaniach i uczuciach potrafi pomóc, pod warunkiem, że obydwoje chcecie to zmienić. Mi nie udaje się rozmawiać bo mój mąż tego nie chce…..TAK JAK TY. Pozdrawiam

        • głupia...

          jakbym czytała o swoim życiu ….. mój mąż ostatnio nawet nie powiedział mi że jego ojciec jest chory….. gdy zapytałam dlaczego stwierdził że to sprawa JEGO rodziny ….przestałam pytać o cokolwiek, ale też i mówić cokolwiek (przecież nie jesteśmy rodziną). Gdy przestałam pytać miał pretensje, że się nie interesuję jego chorym ojcem i koło się zamyka. kiedyś jego brat straszył ich że się zabije – zaproponowałam żeby przyjechał do nas (inne miasto) i żeby tutaj poszedł do psychologa – mąż się obraził, że chcę z brata zrobić wariata, tydzień później z teściową wymyślili żebym załatwiła z moim kuzynem żeby mu załatwił pracę za granicą, gdy odparłam, że nie bo jak można wysłać komuś na głowę chłopaka bez znajomości języka (zwłaszcza że szwagier 20 lat a matka mu dalej kanapki robiła), straszącego samobójstwem oczywiście się obrazili. Wcześniej mówiłam mu o wszystkim, wszystko wykorzystywała potem teściowa. po śmierci moich rodziców zrobili sobie zebranie: teściowa, mąż i sąsiadka teściowej (TAK sąsiadka!) i zaczęli mnie przekonywać, że powinnam pozwać siostrę żeby ją wydziedziczyć z jej połowy spadku bo rodzice powinni wszystko dać nam (tj mi i mężowi). Rozmowa była długa, a ponieważ do zgromadzenia nie docierały moje argumenty typu że to wszystko było moich rodziców i jak chcieli mogli to dać byle komu i nic im do tego, że ja ich szanuję za to, że nauczyli mnie nie być roszczeniową i pracować na to co mam itp. że wystarczy że utrzymywali jej syna jak u nas mieszkał i powinna być im już za to wdzięczna a nie roszczyć sobie prawo do czegokolwiek zwłaszcza że ona nic mu nie dała…. usłyszałam, że przez moją postawę mój mąż musi ciężko pracować, potem zostałam jeszcze oskarżona przez męża o zrobienie przykrości mamusi (nadmienię że ja też ciężko pracuję i gdy on wcześniej rzucał mi hasłami, że do tej czy tamtej pracy nie pójdzie bo ma większe ambicje – ja pracowałam w markecie żeby on mógł robić sobie karierę). Mamy to samo wykształcenie i doświadczenie wiec prosiłam żebyśmy szukali pracy gdzieś indziej tak żebym ja też miała szansę pracować w zawodzie – usłyszałam że głupio mu powiedzieć szefowi, że chce się przenieść). parę miesięcy temu nie wytrzymałam powiedziałam że jak tak dalej będzie to chcę rozwodu, powiedział że mi nie da i że proponuje żebyśmy udawali żeby inni się nie dowiedzieli. INNI nie dziecko, nie bo mnie kocha – on nie da mi rozwodu bo inni się dowiedzą. Nie wiem co mam robić. Niestety obecnie pracujemy w tym samym miejscu i rozwód z nim skończy się pośrednio utratą pracy (ze względu na atmosferę) a tym samym stracę dziecko zwłaszcza że on ma matkę która mimo iż mieszka daleko w sądzie powie co trzeba, a ja nie mam nikogo. Ratowałam a raczej próbowałam ratować to wszystko kilka lat, ale teraz nie mam już ani siły ani ochoty. Zaczęłam traktować go tak jak on mnie. Jak pustkę…….Byłam po prostu głupia bo wierzyłam, że on chce stworzyć rodzinę a nie pozory rodziny…. Całe lata wspierałam go mówiłam, że stać go na więcej żeby próbował i słyszałam że wymagam od niego za dużo, poświęcałam moją rodzinę i moje życie dla jego kariery, a gdy on już się rozwinął na tyle i powiedziałam, że teraz moja kolej usłyszałam, że nie dam sobie rady…żebym nic nie zmieniała bo zostanę z niczym, że mam za duże wymagania od życia. Gdy udało mi się dostać do firmy w której on pracuje samej – bo on nawet nie poinformował mnie, że miejsca się zwalniają (niestety moje wykształcenie zawęża możliwości) wciąż słyszę jak przy innych mówi, że on zrobiłby to czy tamto w pięć minut, a mi to zajmuje tyle czasu itp. (a parę razy robił to co ja i jakoś nie zdążył w pięć minut).

          teraz myślę że tak naprawdę mężowi nigdy nie zależało na byciu z kimś ..jemu zależało na pokazaniu że jest z kimś. Miał ojca pijaka, dodatkowo chorego psychicznie (co przede mną ukrywali). Gdy się poznaliśmy nie miał nic….. wtedy uważałam, że to nawet dobrze bo do wszystkiego dojdziemy razem…potem okazało się jednak że on liczył na to, że ja zapewnię mu łatwiejszy start (mimo że wyraźnie mówiłam mu, że to co jest moich rodziców jest moich rodziców nie moje)…. myślał, że pomogę mu w stworzeniu wizerunku, że pokaże mamusi jaki to on normalny i jak to na ludzi wyszedł….a ja byłam dla niego narzędziem.

          Ile razy próbowałam z nim rozmawiać słyszałam że go niszczę itp. były płacze wychodzenie z domu (jego) a na następny dzień jakby dnia poprzedniego nie było …zero oznak, że rozmowa miała miejsce, znowu udawanie normalnego dnia… tylko że ja tak nie potrafię i nie chcę….

          kiedyś po prostu od niego odejdę i jestem pewna że będzie najbardziej zaskoczonym człowiekiem na ziemi…. chyba to jest w tym wszystkim najgorsze…

          URSUS powiem ci jedno – nie można być z kimś jeśli on tego nie chce, nie można wejść do czyjegoś świata jeśli on cie do niego nie wpuści. Nie można wymagać by ktoś ci ufał i traktował cię jako swój świat jeśli on nie jest częścią twojego świata.

  • Ursus

    To działa bardzo subtelnie. Pomału, metodycznie. A kiedy człowiek kocha, to odpuszcza, w imię przyjemności tej drugiej strony. Jestem pewny, że sama to znasz. Odpuszczasz raz, drugi… dziesiąty. Tak, godziłem się. Podobno w związkach liczą się kompromisy.. o, ja naiwny.

    Teraz już się nie godzę na rzeczy, które mi nie pasują. I zawsze jest z tego awantura.

    Czasami, jak o tym pomyślę, to nawet śmiać mi się chce z tej sytuacji. Tak przez łzy.

    • Jaga

      Ursus, wybacz, ale nie pasuje mi to…naprawdę nie potrafię pojąć, dlaczego nie broniłeś siebie…teraz też jest czas, by coś zmienić.

      • Ursus

        Jeśli zależy Ci na drugiej osobie, to nie myśli się zbytnio o sobie. To nie jest coś, co się rozumie, to po prostu.. jest.

        A teraz niby człowiek stara się coś zmienić, ale tak jakoś… nie ma już tego wewnętrznego przekonania. Bo skoro wszystko się poświęciło, dokoła nie ma już nikogo, dla kogo chcesz się starać to… po co się starać? Mogę nauczyć się hiszpańskiego czy wyjechać w podróż daleko gdzieś, ale ciągle będę z tym wszystkim sam. Nikogo, komu mogę powiedzieć, że ta piosenka mi się podoba, że nie zgadzam się z manichejczykami, albo że w tym ciuchu działa na mnie bardzo pobudzająco. Równie dobrze można wpełznąć pod kołdrę i na tym zakończyć dzień.

        Co najwyżej można komuś w czymś pomóc, powiedzieć dobre słowo. Żeby komuś innemu przynajmniej zrobiło się dobrze, na chwilę.

    • Bożena

      Ursus i tu się z Tobą zgadzam, tak człowiek postępuje jak kocha drugą połowę , poświęca się drugiej połowie w imię przyjemności tej drugiej strony . Po latach zastanawiasz się gdzie jestem Ja, gdzie moje przyjemności radości i tylko pustka ,patrzysz na pary, gdy idą razem i im błogo zazdrościsz .W moim przypadku była historia bardziej opłakana.Lecz następuje przebudzenie i chcę zmienić swoje życie , jeśli samotna to w pełni tego słowa znaczeniu , bo inaczej to wykańczanie psychiczne .Tylko modlitwa przy zdrowych zmysłach trzyma dodaje siły .

  • sama

    Cześć. U mnie to jest tak ,że oboje już tylko dryfujemy w naszym małżeństwie .Przez wszystkie lata próbowałam mężowi uświadomić że nie zostawia się takich spraw własnemu biegowi.Zawsze ja mówiłam on milczał, nigdy nie miał nic do powiedzenia jeśli chodziło o nasze życie.Rozmawiał dużo ale o sprawach codziennych o ,,zakupach”.Jeśli chodzi o okazywanie uczuć i czułości ,ma z tym problem. Nie pamiętam kiedy mnie pocałował ot tak bez powodu.Obejmie mnie tylko wtedy kiedy ja to zrobię pierwsza a on niemal chodzi po ścianach byle mnie nie dotknąć.Mówi ,że kocha ale tego nie widać .Ja tego nie czuje bo nie okazuje mi żadnego zainteresowania.Nie pyta ,nie prosi,nie obchodzi go co czuję.Nie wiem co on czuje ,bo mi tego nie mówi.Na pytania o nasz związek też nie ma nic do powiedzenia.Ja przestałam już inicjować wszelkie gesty czułości i widze że jemu to nie przeszkadza.Czy nie mam prawa i nie zasługuje na jego uwagę?

    • dorota

      Sama, oczywiście, że zasługujesz. Każdy zasługuje na miłość i akceptację. Uwaga jest nam potrzebna, zainteresowanie też. To, co piszesz jest szalenie smutne i przygnębiające…Próbowałaś terapii małżeńskiej, wizyty u psychologa?

  • Samotna_w_sieci

    Ja również mam problem – czuję się samotna. To trwa od 23 lat! Zaczęłam odczuwać samotność, gdy nagle umarła moja mama, która mnie samotnie wychowywała. Od śmierci mamy mieszkałam sama w mieszkaniu po Niej. Tęskniłam. Wieczorami i nocami często płakałam. Kontynuowałam naukę w szkole pomaturalnej i do dziś nie wiem jak ja wtedy funkcjonowałam. Jestem skrytą osobą i nie wyżalałam się nikomu. Dwa lata później wyszłam za mąż. Z moim mężem spotykałam się cztery lata i wydawał się najodpowiedniejszą partią, bo m.in.: starszy od mnie o 4 lata, pracował, planował nasze wspólne życie, kupował różne rzeczy do swojego przyszłego domu, szanował rodziców, miał odpowiednie podejście do dzieci swoich sióstr, był szczery, opiekuńczy. Niestety – do czego nie przykładałam zbytniej uwagi – lubił umawiać się z kolegami na piwo. Pracował co trzecią dobę. Wtedy był trzeźwy. W pozostałe dni tylko do popołudnia. Chełpił się tym, że może wypić beczkę piwa i świadomie wróci do domu, a inni ,,zaliczą zgon”. Nigdy nie wiedziałam jak dużo wypił, bo 2 piwa, 6 czy jakaś wódka, nie robiły różnicy w zachowaniu. Tak było kiedyś. Z biegiem lat to się zmieniało. Koledzy również. Czas dla mnie i dla naszej córki ( obecnie 19 – letniej) był zawsze bardzo ograniczony lub go nie było wcale. Skończyłam studia zaocznie, dwa kierunki. Poza tym liczne kursy, szkoły językowe. Uciekałam w naukę, pracę, wychowywanie córki. Nie umiał mnie przytulać, spał osobno, a czasami przychodził uprawiać seks. Do tego dołączyły awantury. Nie obchodziła go trzęsąca się za ścianą córka. Gdy zażądałam rozwodu, powiedział, że się nie wyprowadzi. Ja nie chcę z nim mieszkać po rozwodzie. Córka chce studiować medycynę, a wiem, że nie będzie mnie stać w tym samym czasie spłacać go i płacić za utrzymanie córki na studiach. Chcę jej zapewnić wszystko czego potrzebuje. Żal mi serce ściska, że nasze jedyne dziecko i żadnego zainteresowania ze strony ojca. Starałam się, żeby córka miała ojca, którego ja nie miałam. Wiem, że to złe małżeństwo i nic z niego nie będzie, ale czuję się jak w potrzasku.

  • Mucha

    U mnie dokładnie to samo. Jestem samotna z małymi dziećmi. Mój dzień zaczynam o 5 rano, odprowadzam dzieci, idę do pracy, wracam po dzieci i jestem w domu o 17. Mój mąż wraca około 18.20 bo potrafi Zaspac do pracy na 9. Po przyjściu coś musi zjeść i nadchodzi czas kąpieli. Ja około 21, po zrobieniu tego co w domu konieczne idę spać bo nie mam siły. Wszystko jest na mojej głowie. A on milczy. Kiedy wybucham bo mam dość obowiązków i samotności obraża się na mnie bo „tylko się wydzieram” – tylko, że kiedy mówię on milczy. Patrząc na mnie albo nie odrywając wzroku od komputera. Mówi ze jest taki bo kiedyś byłam bezproblemowa. Ale teraz są problemy i obowiązki. Nie byłam nigdzie poza pracą i sklepem 2 lata. On zawsze ma sprawy a potrafił i raz nie wrócić jak się umówiłam koleżanką. Nie miałam z kim zostawić dzieci. Innymi razy spytał córkę czy chce iść ze mną. To chyba jasne ze chciala. Wykolegowal mnie na pieniądze. Ja założyłam konto pod kredyt gdzie spływa moja wyplata. Cała idzie na ratę ani nawet czasem brakuje a on ma osobne konto do którego nie mam dostępu. Nie myślałam że mnie tak oszuka. Wydziela mi pieniądze. Nie mam już siły. Żyć mi się nie chce zwłaszcza ze jego cieszy ze jest jak jest. Jeszcze 6 lat… kredytu.

  • Krzysztof

    Jesteście samotne bo tak chcecie nie szukacie facetów którzy mogą was kochać co innego można wam dać rodzicie. karmicie i dajecie nam wszystko co złe wasze chormony chciałbym mieć jedną jedyną taką wiedzme kochał bym ją ponad wszystko nie jestem brzydki ale samotny wy kobiety macie coś w sobie takiego jak narkotyk dla każdego faceta jeżeli oni tego nie umieją zaóważyć to są pierdołami albo nie traktujcie ich jako faceci bo nie mają prawa do tego słowa was czeba wielbić dla was są diamenty i złoto dla nas brud i trochę smrodu kocham was wszystkie za to że jesteście takie piękne dajecie nam codziennie siłe abyśmy sprawiali cuda z waszym ciałem….

  • naiwna

    Patrzę codziennie w lustro z nadzieją, że coś się zmieni. Widzę, że jestem zniszczona na twarzy. Chyba grymas smutku na stałe wymalował moją twarz…. I nie mogę mieć pretensji do swojego męża, a jednocześnie druga cząstka mnie krzyczy, że mogę. Jesteśmy razem od 10 lat, 4 lata po ślubie. Zawsze czekałam na spełnienie jego obietnic. Karmił mnie nimi, a ja ciągle wierzyłam, czekałam…. Najpierw czekałam na zaręczyny – dał mi pierścionek od tak sobie wysiadając z samochodu (wypominał, że był drogi – żenada, bo nie był). Później aż szanowny Pan zechce dziecka, nic nie mówił, więc sama sie zapytałam – postawiłam delikatne ultimatum- niby chciał. Potem wyjechał za granicę. Najpierw obiecał, że pod koniec ciąży będę już z nim (musi znaleźć mieszkanie), zostałam sama i urodziłam sama, potem obiecywał, że jeszcze miesiąc i już znajdzie mieszkanie i tak miesiące mijają, odchowałam sama niemowlaka i czekam. Gdy się burzę to słyszę, że nie jest łatwo, że pracuje, że już ma ….. i tak to ja jestem zła bo coś od niego chce. Przy rodzinie się wstydzę, znajomi od urodzenia się dziecka nie kontaktują się ze mną bo i tak jak chce sie spotkać to tylko razem z małym bo nie mam nikogo do pomocy nawet na 15 minut. Kocham dzidzie ale ból wynikający z tego, że zdałam sobię sprawę, że jestem naiwną idiotką mnie niszczy. Wiem, że nie powinnam z nim brać ślubu ale wiara zaślepiła mnie zupełnie (na pewno moje złudzenia, że będzie super- nigdy nie było) Ludzie mnie niszczą dookoła pytając się czemu nie wyjechałam….. Rodzina, że wyglądam na zaniedbaną – a ja nawet nie mam jak iść do łazienki bo jak mała się obudzi to co… Nie wiem co mam zrobić, dalej czekać?

  • ina

    Lata jak one szybko mijaja….to juz 14 lat a z kazdym dniem coraz bardziej nienawidze mojego meza…..mogabym odejsc le sa przeciez dzieci…chociaz i ine chyba zaczynaja dostrzegac ze ich ojciec nie jest takim tata jakim byc powinien….Samotnosc trwa id dnia kiedy przeprowadzilam sie na wies-nie znam nikogo, nie mam sie do kogo odezwac przez 5 lat -maz owszem bywa ale tylko wieczorem i wiecznie zmeczony…proby bliskosci sa glownie z jego strony i wtedy pitrafi byc mily ale tuz po sexie jego p nieodlaczne „zamknij sie „dosiega mnie codziennie gdy probuje powiedziec o samotnosci…Mimo t o od czasu do czasu gdzies podrozujemy pokazac swiat corce -rzadko bo rzadko ale tlumaczy to tym ze nigdy szef nie chce dac urlopu.Mamy ogromnzialke porosnieta pokrzywami bo mimo zakupionego sprzetu maz nie ma czasu kosic, ah ten szef ciagle kaze pracować za marne pieniadze.Pojawia sie pomysl by otworzyc cos wlasnego -wtedy bede panem mojego czasu mowi moj maz, pojedziemy na wakache, pojdziemy doaquaparku…dzieci z zachwytem sluchaja tatusia i tak mija polbroku a nnigdzie z tata nie wyszly no chyba ze niemal na kolanach wyblagaly plac zabaw, na wakacjach nie bylismy nigdy, pieniedzy nam nie brakuje a wyjazd do lekarza to problem bo on musi pracowac choviaz jest panem sswojego czasu i dostaje pieniadze za calosc a nie za godziny pracy. Probowalam rozmawiac bysmy razem gdzies jak pelna rodzina wyszli, spedzili wspolnie czas, porozmawiali, wyjachali gdzies chociaz na dzien i slysze „zamknij sie, nienormalna jestesprzeciez pracuje”Teraz sama jezdze z dziecmi gdziekolwiek byleby nie spedzily wakacji w domu przed telewizorem…moga biegac jeszcze po dworze ale pokrzywy sa tak wysokie ze wstydzimy sie sąsiadówjak wygkada nasz dom, w srodku tez jest ruina ale maz ktory remontuje innym domy swojego walacego sie nie zauwaza…”Owszem moglabym wszystko sama -kisic, malowac, remontowac ale brakuje mi doby bo w dnie zajmuje sie dziecmi, sprzatam, gotuje, pobje organizowac czas a zaraz po 19, 00 biegne na noke do pracy bo przeciez maz ciagle musi inwestowac w firne a na utrzymanie nas i dzieci juz mu nie starcza…nie sypiam, nue mam do kogo sie odezwac poza dziecmi a gdy probuje do meza po jego standardowym zamknij sie milcze i umieram gdzies w srodku zostaje tylko ogromba puska izal ze zmarnowalam swoje zycie

  • Beta

    Sorry że to napiszę, ale jesteście głupie że trwacie w związkach które was unieszczęśliwiają. Dzieci to tylko wymówka, jaki przykład małżeństwa pokazujecie dzieciom?? Chcecie żeby miały tak samo smutne życie jak wy?? Życie jest tylko jedno, warto się odważyc na jego zmianę. Ja tak zrobiłam, tez byłam samotna w małżeństwie, w końcu powiedziałam dosyć, zabrałam dzieciaki(8 i 13 lat) i odeszłam od męża. Powiem wam że nie czuję różnicy, czy jestem z nim czy bez niego, nie tęsknię za nim, ano za tym związkiem bo związek był pusty. Czuję się dużo lepiej że go nie ma obok, że nie patrzę na jego pusty wyraz twarzy, wstaję rano z uśmiechem i z poczuciem dumy że zrobiłam ten odważny krok. Dzieci też nie odczuły zbytnio braku jego obecności bo go wcześniej też niewiele było w ich życiu. Odwagi dziewczyny, walczcie o swoje szczęście.

    • dorota

      Beato, może głupie, może naiwne, może brakuje siły, determinacji? Może potrzeba dojrzeć do odpowiedniego momentu, by się rozstać? Życie chyba nie jest tak proste…

      • Beta

        Tak wiem że to nie jest proste, ja też musiałam dojrzeć do tej decyzji, ale są kobiety które nigdy nie dojrzewają albo robią to zbyt późno

  • Marta

    Czy tutaj ktoś jeszcze zagląda?????????? przeczytałam wszystkie posty i bym chciała pogadać ale nie wiem czy ktoś tutaj zagląda.

  • An

    Cierpliwie czekalam na poswiecenie mi i dzieciom uwagi meza/ojca ale nie potrafil tego wykorzystac. Odsunal sie bo praca byla.najważniejsza i zajmowala sporo czasu w ciagu doby choc byl panem swojego losu i sam ustalam sobie grafik. Czekalam wiernie i cierpliwie i wreszcie doczekalam momentu kiedy sie nacpal i zostawil syna w lesie bo zapomnial ze wzial dzieciaka na wycieczke rowerowa. Czara goryczy sie przelala i trwalo rok zanim sprzedalismy dom i wyprowadzilismy sie do innego miasta ale juz osobno. Odzylam i jestem szczęśliwa w swej małŻeńskiej samotnosci bo wiem ze moge wiele zdzialac tylko trzeba chciec. Nie zaluje swej decyzji i ciesze sie ze dalam rade. Dzieci zbytnio nie odczuly braKu ojca bo i tak nigdy go nie bylo. Kocham moje dzieci i to wlasnie dla ich dobra to zrobilam zeby czuly sie bezpieczne. Niema co sie meczyc gdy wszystko umarlo. Trzeba zyc i byc szczesliwym. To tak w skrocie bo historia dluga i ciekawa

    • dorota

      An, bardzo przykra historia…Wszystko na to wskazuje, że Twój były mąż był strasznie zagubiony, nie radził sobie z presją, pracą, życiem…

  • garbika

    20% to jednak bardzo dużo…Czyli co piąta kobieta czuje się w związku samotna… Dobrze, że mnie to nie dotknęło… Ale wydaje mi się, że jest to bardzo trudna sytuacja, być z kimś w związku, a jednak jakby w nim nie być. Są dwie oddzielne osoby, które żyją obok siebie, a nie razem. Znam takie sytuacje, raczej nigdy nie kończy się to dobrze. Zastanawiam się z czego to wynika. Wydaje mi się, że z braku dopasowania do siebie, dwie osoby są różne od siebie i nie potrafią się dogadać między sobą. Nie potrafią rozwijać swojego związku, tylko każdy stara się przeciągnąć drugą stronę na swoją stronę. Ta kwestia właśnie chyba najbardziej podoba mi się na mydwoje, ponieważ szukam tam faceta, który będzie dopasowany do mnie, pod różnymi względami, ale to mi pozwoli uniknąć takiej sytuacji, kiedy dwie osoby żyją razem, ale obok siebie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, widzę to po znajomych, że po prostu jest totalna obojętność i równie dobrze mogliby być sami. Dlatego najważniejszą kwestią przy wchodzeniu w nowy związek jest dopasowanie, na to trzeba na pewno zwracać szczególną uwagę.

  • Kasia

    Przeczytałam całość. Jestem w takim związku, codziennie tracę te resztki sił, które jeszcze mi zostały… Czuję się jak zombie…
    To straszne… Kilke razy chciałam odejść, on płacze, obiecuje i nic się nie zmienia…

  • Ewka

    Kasiu nic się nie zmieni… Nie wierz w to! Ja żyję w takim związku 19 lat i uwierz mi że nie warto! Takim życiem niszczymy tylko siebie! A życie jest zbyt krótkie by żyć dla kogoś!!!!

  • marta

    Mam 41 lat moj mąż 50. Jestem z nim od 16-stego roku życia. Mamy dorosłego syna. Jest moim przyjacielem, mamy wspólne zainteresowania i… tu by się skończyło. Przeżyłam kilka zdrad pomimo że ja o sex muszę się domagać a nic mi nie brakuje wręcz na brak adoratorów nigdy nie narzekałam. Przez pół życia zarabiałam więcej od niego teraz gdy siedzę w domu i zarabiam-mniej jest problem. Nic nie robię podobno.Jest odwiecznym pesymistą. Każda próba rozmowy kończy się atakiem . Nie mam już sił i moja cierpliwość też się już skończyła.

  • Niewidoczna

    Szukałam forum ,gdzie ktoś pisałby o tymże chce umrzeć.Chce odejść.Tak jak ja.Nie mam już siły.Nie mam nikogo , z kim mogłabym porozmawiać.Straciłam pracę,mam męża,który zrobił straszne długi,komorników,kredyt,2 dzieci,ciągłe kłótnie.Moje odejście jest bliskie.Życie nie ma sensu,dla mnie,boję sie tylko o dzieci.W perespektywie życie na ulicy,nic więcej.Nie chce ,wolę odejśc i już nic nie czuć.Tylko trochę sie boje bólu….

    • dorota

      Niewidoczna, z drżeniem serca przeczytałam Twój komentarz. To, jak patrzysz na świat obecnie nie oznacza, że tak będzie zawsze…Daj sobie i dzieciom szansę. Możesz rozmawiać, np. ze mną.

  • Iza

    Niewidoczna, warto jeszcze żyć dla siebie i dzieci. Warto.
    Ja od 10 lat w związku a od 5 lat samotna. po urodzeniu 1 dziecka nasze drogi się rozeszły. Na chwilę było normalnie i teraz znów to samo- urodziłam drugie dziecko. Jesteśmy po ślubie. Żałuję tego ślubu bo trudniej będzie odejść. A mam takie myśli aby zostawić go. Nie mamy wspólnych tematów, zainteresowań. Nic nas nie łączy. Wiem, że on ma w pracy ciekawsze osoby niż ja..wielokrotnie mi to zarzucił, ze z tamtymi przynajmniej jest o czym porozmawiac. A ja…taka kura domowa…matka 2 dzieci, dom ogarniam. Tylko do porodu też pracowalam, też zarabiam i też mam swoje pasje..ale na nic czasu. Ogarniam dom i dzieci jak najlepiej potrafię ale tego związku nie potrafię. Chcę bliskości ale z nim nue potrafię. Czuję ze go nienawidzę. On czesto wychodzi wieczorami, podejrzewam ze z kolezanką. A ja sama z dziecmi…i płaczę. Z rana bede czekac na jego ruch, moze mnie przytuli lub powie miłe słowa..pewnie nic z tego. A we mnie znów będą narastać emocje i wybuchnę… i znow awantura. I tak w kółko. Czasem mam wizje ze lepiej by bylo abym znikła…wyobrażam sobie jak to robię…i wtedy łzy napływają do oczu, bo dzieci..staraszy 5 latek jest silnie ze mną związany…boi się czy wrócę..kiedy wychodzę do sklepu..
    Czuję ze jestem w potrzasku. Nie wiem czy psycholog tu pomoże.

  • Niewidoczna

    Jutro mam rocznicę ślubu.Katastrofa.Dwie już przeszły bez echa.Dzień jak co dzień.Kiedyś było inaczej.Teraz jest suka,szmata,k…..
    Długi i niezapłacone rachunki.Ale jutro mam rozmowę o pracę,trzymajcie za mnie kciuki.Jak nie wyjdzie to sie pożegnam.Wtedy już dosyć.Chcę trzasnąć drzwiami …Wreszcie.Nie tylko dom ,pranie ,sprzątanie ,dzieci,długi ,komornik,beznadziejny mąż,który mnie poniża.Choć sam nie miał długo pracy i stracił wszystko co mieliśmy nie wiem na co.Teraz robi byle co,nie wiem za ile.Nic więcej,w domu nigdy w niczym nie pomagał.Codziennie tylko chlanie piwa,po pracy i leżenie.A ja zastanawiam się jak spłacić te długi.Gdybym mogła ,tobym chciała z dziećmi zamieszkać osobno,ale kredyt zabójca i nie jest to łatwe,z reszta nie stać mnie na nic.Teraz tylko praca na zlecenie,ale może jutro…….jutro…..

  • Niewidoczna

    To takie przyjemne,że moge z Tobą porozzmawiać.Że nie pisze do ściany.Taką ścianą jest mój mąż.Wiesz nawet już nie płakałam, że nie zrobił nic w tą dzsiejszą rocznicę.18 lat z tego może 3 warte wspomnień.Reszta wegetacja.Myślę o rozwodzie.Coraz częściej.W poniedziałek mam dzień próbny w pracy.Od tego wszystko zależy.Skupiam sie na tym.Z jednej strony to dla mnie priorytet.Z drugiej nie zabiore dzieci nigdzie nawet do babci bo praca.Ale to najważniejsze.Teraz.

    • dorota

      Niewidoczna, super, że będzie dzień próbny.Dzieci są ważne, sama jestem mamą, ale, żeby zadbać o nie, musisz pomyśleć o sobie. Nie ma innej drogi.

  • Niewidoczna

    Iza dziękuje za to ,co napisałaś.Odezwij sie także.Dorotko dzięki za kciuki.

  • Niewidoczna

    Zaglądam,ale nikt nie pisze…Jakiś taki smutek mnie dopadł.Koniec szkoły, dzieci się nudzą.Deszcz.Ból głowi i serca….Ale głowy chyba od ciśnienia.A serca od życia.

  • Niewidoczna

    Nie dostałam pracy.Wszędzie tylko po znajomości.Znowu nic.Tu też echo.Kolejny kop.Teraz to koniec.To mój ostatni wpis.Życie jest do d.Możecie już nie pisać.

  • Niewidoczna

    Nie mam nikogo.Oprócz dzieci.Cudownych.Mądrych.Żyję tylko bo one są.Nie mam dokąd odejść.Choć chciałabym.Nie mam na tyle odwagi żeby odejść tam , gdzie już nic nie muszę, gdzie już wszystko jedno.Choć może to nie odwaga a tchórzostwo.Żyje.Tkwie w tym bagnie.Po uszy.I rzygać mi sie chce.Poważnie to miałam wczoraj atak kolki nerkowej.Straszny ból.Zażyłam dorete z tramadolem wymioty.Masakra.Kto nie miał kolki to gorsze niż ciężki poród.Byłam oczywiście sama z dziećmi w domu.Potem cały dzień spałam.Nie jadłam bo niedobrze po tym.Głowa pęka, ale ból uśmierzony.To taka ukryta bomba-kamień w nerce.Za mały żeby usunąć ,ale daje znać że jest.Jeszcze teraz czuje to.Boli,ale mniej.A jutro co będzie jutro….

  • Niewidoczna

    Jednak pisałam do ściany.

  • Niewidoczna

    Znikąd pomocy.Upokorzenie.Beznadzieja.Niemoc.

  • Joanna

    Możesz wyjechać do większego miasta, typu Warszawa. Tu łatwo znaleźć pracę. Na początek załatw sobie dom samotnej matki albo hostel przy ośrodku interwencji kryzysowej. Tam otrzymacie pomoc. Staniesz na nogi i znajdziesz pracę, przedszkole dla dzieci.

  • Giga

    Samotną w małżeństwie można być również nawet w takim małżeństwie, gdzie z pozoru wszystko jest super, oboje mają dobrą pracę, ładne mieszkanie… wydawać by się mogło, że cudowne małżeństwo, wspaniała rodzina. Jednak psychicznie wysiadam i czuję, że zaraz się uduszę…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>