Główne menu

Skąd się bierze kobieca religijność?

Jak okiem sięgnąć, kościoły są pełne rozmodlonych kobiet. Stawiają się też one tłumnie na procesjach, nabożeństwach, pielgrzymkach. Słowem wszędzie, gdzie dzieje się coś związanego z religią, wierne stanowią bardzo pokaźną siłę, a czasami są wręcz przeważającą większością.

Jednocześnie gdy spojrzymy na strukturę kościołów, władza spoczywa niemal wyłącznie w rękach mężczyzn. Gdyby tego było mało, religijne doktryny nierzadko stawiają kobiety w roli istot niższych, gorszych i generalnie mało godnych mężczyzny, o Bogu nie wspominając. Dlaczego więc kobiety są tak bardzo oddane swojej wierze?

Wyjątkowa pobożność

Doskonale znany w polskiej rzeczywistości „moherowy beret” to już niemal instytucja. Wystarczy rzucić to hasło i każdy ma przed oczami panią w słusznym wieku, której głowa ozdobiona jest szykownym berecikiem własnej roboty. No właśnie, dlaczego panią? Tak się bowiem jakoś utarło, że pobożność utożsamiana jest przede wszystkim z płcią żeńską. To kobiety są głównymi uczestniczkami religijnych wydarzeń, głębiej przeżywają wiarę, poważniej traktują kościelne apele i są bardziej zaangażowane w działanie religijnej wspólnoty. Obserwuje się to zresztą nie tylko w Polsce, bo praktycznie na całym świecie to kobiety częściej deklarują się jako „wierzące” i to one z większym zapałem oddają się religijnym praktykom. Są wyjątki, jak np. wspólnoty ortodoksyjnych żydów, ale generalnie kościoły opierają swój byt właśnie na kobietach – bez nich świątynie świeciłyby pustkami.

kobieta się modli

W realiach „nowoczesnego Zachodu” ta kobieca pobożność może zdumiewać. Jak to, one tak chodzą do tego kościoła, chociaż religia ma je za nic? Czy nie widzą, że zdaniem kościelnych hierarchów są głupsze, sprowadzają na ścieżkę grzechu, a w ogóle to „zostały stworzone wyłącznie w celu służenia mężczyznom”? Tak, wielbi się je jako matki, znajdziemy też zalecenia, by szanować własne żony, jednakże wiodące religie dość nisko oceniają płeć żeńską i nie zmienia tego nawet zgoda na wyświęcanie pastorek – tak brzmi przekaz z tej liberalnej strony, dla której warunki narzucane przez wiarę są zwyczajnie uwłaczające, bo przecież wszyscy jesteśmy równi.

Strona wierząca widzi to inaczej – wobec Boga jesteśmy równi, lecz inni. Mężczyźni mają swoją rolę do spełnienia, kobiety swoją. To, że ścieżka wiary nie pokrywa się z lansowanym obecnie wzorcem kobiecości, o niczym nie przesądza. Jeśli zagorzałe feministki widzą w religii dyskryminację – ich problem, my, chrześcijanki, sądzimy, że jest dokładnie odwrotnie. Wiara wnosi w nasze życie zupełnie inną jakość. Święte księgi można interpretować na różne sposoby, a poza fragmentami jawnie niechętnymi wobec kobiet są też takie, które wynoszą je na piedestał. Przecież religia nakazuje małżonkom się miłować. Wspierać w zdrowiu i chorobie. Być wiernym przez całe życie. Czyż nie tego pragniemy jako ludzie?

Kiedy napędem jest strach…

Jest ciekawa teoria mówiąca o tym, że religia kobietom po prostu się opłaca. Albo mówiąc inaczej – pomimo całej tej dyskryminacji daje im poczucie bezpieczeństwa. Kobietom zawsze bardzo zależało na tym, by należeć do jakiejś wspólnoty.

Jak ognia bały się wykluczenia, bo taki ostracyzm mocno komplikował im życie, znacznie bardziej niż „potępionym” mężczyznom. A jako że religie od zawsze były ściśle powiązane z instytucjami państwowymi, wspólnota religijna była zwykle tożsama z daną społecznością. Miało to swoje plusy. Kobieta, związana z siostrami w wierze, czuła się pewniej, bo wiedziała, że w razie kłopotów może liczyć na pomoc swojej wspólnoty – niewiasty spoza takiej religijnej grupy współczucia spodziewać się nie mogły. Przynależność do kościoła umacniała więzy, bez których kobiety mogłyby sobie nie poradzić.

Pobożność budowała pozycję „porządnej białogłowy”, a tylko one były tolerowane, reszta trafiała poza margines społeczny, co pociągało za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Także dzisiaj, jeśli dziewczyna pochodzi z bardzo religijnego domu, trudno jest jej odejść z kościoła, bo może to oznaczać wykluczenie z rodziny lub co najmniej ochłodzenie stosunków. Bywa więc, że kobiety tkwią w wierze nie tyle z powodu osobistych przekonań, lecz ze zwykłego strachu przed odrzuceniem i samotnością.

Tam, gdzie religia odgrywa ważną rolę, życie po swojemu wymaga niebywałej odwagi i hartu ducha. Kobieta, która odrzuca religijne zasady, narażona jest na wielkie przykrości i płaci za swoją niezależność ogromną cenę. Nie każdą dziewczynę na to stać, lepiej więc nie ryzykować. W dodatku religijność postrzegana jest w dalszym ciągu jako wyznacznik moralności, również w świeckich, europejskich społeczeństwach. A wielu kobietom mimo wszystko zależy na dobrej opinii, nie chcą uchodzić za łatwe, zepsute i tak dalej. Udział w życiu religijnym podnosi ich ocenę, dlatego warto, choćby dla picu, pokazać się w świątynnej ławce.

Nie jestem dewotką

Jednak nie każdemu chodzi o zachowanie pozorów i nie wszystkie panie w kościele to współczesne kopie Anieli Dulskiej. W gronie wiernych jest cała masa kobiet, które widzą w religii sposób na udane życie i motywację do działania w dobrym kierunku.

Matki prowadzają dzieci do kościoła po części dlatego, że taka jest tradycja, ale po części dlatego, że w ogóle nie dostrzegają tych zagrożeń, którymi straszą ateiści. Kobiety wybierają religię, bo są przekonane, że zapewni im to ochronę przed zrobieniem głupstwa. Przykazania nie są dla nich pustym hasłem, lecz drogowskazem i te wartości przekazują dalej dzieciom mając nadzieję, że wyrosną z ich porządni ludzie.

Dzięki religii mają więcej okazji do zacieśniania rodzinnych więzów – wspólna wieczorna modlitwa, malowanie pisanek, przygotowywanie lampionów na roraty, szycie kostiumów na jasełka, czytanie biblijnych przypowieści. W czym to gorsze od wycieczek rowerowych? No tak, ideologiczna indoktrynacja. Ale jak się tak dobrze przyjrzeć, to w sumie każdy styl życia coś narzuca. W jednym towarzystwie wypada na ten przykład chodzić na nudne wystawy malarzy, których dzieł nikt nie rozumie. W innym obciachem jest przyznać się do chęci bycia wiernym jednej dziewczynie. W jeszcze innym największą dumą jest dziecko śpiewające w parafialnym chórze. I to już kwestia własnych, subiektywnych odczuć, czyj tok rozumowania jest lepszy, gorszy, mniej / bardziej wartościowy.

    6 komentarzy

  • fiszermonika@interia.pl' Monika

    Nie jestem wierząca, ale mam dużą empatię i rozumiem potrzeby osób wierzących. Wychowywałam się w katolickiej rodzinie, więc znam rytuały, radości i przyjemności płynące z celebrowania świąt kościelnych. Bycie we wspólnocie, uniesienie wspólną modlitwą. To jest bardzo pociągające i dające poczucie siły i wartości i bycia częścią większej całości.
    Bardzo głęboką analizę zrobiłaś, podziwiam.
    Monika

  • kasiawl@wp.pl' Prawa ręka

    ja dodam jeszcze jedno, zanim przeczytam na stronie więcej – kobiety dłużej żyją od mężczyzn, co za tym idzie – zostają wdowami, co za tym idzie, są samotne, co za tym idzie – szukają towarzystwa i wspólnot, a w Polsce jest najłatwiej o wspólnotę religijną.

  • kasiawl@wp.pl' klodi

    tzw. religijność stała się pojęciem pejoratywnym, gdyż jak wiadomo już od średniowiecza aż po dziś dzień, że ci co naczęściej latają do kościoła,(niezależnie od płci)demonstrując całemu światu swą pobożność – najwięcej psują krwi innym. Z drugiej zaś strony jest to logiczne, skoro tak grzeszą, muszą częściej pojawiać się w kościele

  • kasiawl@wp.pl' Emilia

    Ciekawe spokrzenie, artykuł godny polecenia

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>