Główne menu

Świetna koleżanka, ale nie na dziewczynę

Faceci i ich męski świat. Plus ona, ich koleżanka, pozornie niepasujący element tej towarzyskiej układanki. Ona nie jest z żadnej planety Wenus. Ona doskonale odnajduje się w gronie mężczyzn, rozumie ich żarty, podziela ich punkt widzenia, uwielbia męskie rozrywki. W niczym nie przypomina tych wszystkich wydelikaconych damulek skupionych na jakichś babskich bzdetach, rozgadanych, chichoczących, oczekujących od mężczyzn hołdów.

Mogłoby się wydawać, że tak fantastyczne, w stu procentach odpowiadające męskim wyobrażeniom niewiasty nie mogą się wprost opędzić od zalotników. A jednak, ku ich rozczarowaniu, wcale się tak nie dzieje. Mają dziesiątki oddanych kumpli, lecz wciąż pozostają samotne. Dlaczego? Skoro są takie idealne…

Wcielenie męskich marzeń

Pod każdą szerokością geograficzną obie płcie mają swoje odrębne światy. Oczywiście, ludzie łączą się w pary, żyją we wspólnotach, dzielą radości i smutki, jednak podział na kobiety i mężczyzn jest wyraźnie zaznaczony. Obie grupy mają swoje tajemnice, rytuały, obyczaje niedostępne drugiej stronie. Ale od czasu do czasu jakiemuś przedstawicielowi/przedstawicielce płci przeciwnej uda się wedrzeć do obcego świata i stać się jego niemal pełnoprawnym członkiem. Niemal, bo pewnych różnic przeskoczyć się nie da. Wiedzą o tym kobiety, które chętnie kolegują się z facetami i są z nimi w znakomitych stosunkach. Przy czym nie chodzi tu o sytuację, kiedy mężczyzna ma oddanego przyjaciela, który, tak się składa, jest kobietą. Chodzi o te dziewczyny, które przedkładają męskie towarzystwo nad własną płeć i, jak by to powiedziały nasze babcie, „zachowują się jak jakieś chłopaczyska”.

świetna dziewczyna

Kumpelka jest szczególnym rodzajem kobiety. Nie uznaje kokoszenia się w gronie samic, bo to takie nudne. Dopiero w pomieszczeniu przesiąkniętym testosteronem czuje się jak u siebie. Praktycznie w niczym nie przypomina reszty znanych sobie kobiet. Wie, czym się różni Formuła 1 od WRC. Wyda dziki okrzyk radości, gdy padnie bramka i nie zada idiotycznego pytania: „to ci w czerwonym są nasi, tak?”. Nie spojrzy z dezaprobatą, że facet sięga po kolejne piwko i nie zgorszy się, gdy po głębszym łyku wymsknie się soczysty bek. Woli cyknąć w Fifę niż marnować czas na malowanie paznokci. Zamiast na jogę woli wyjście na strzelnicę. Przed wyjściem na imprezę nie trzeba na nią czekać dwie godziny aż się wystroi. Nie robi problemu z wyborem filmu w kinie – wiadomo, że ceni wyżej Avengers niż Notting Hill. Przy kumpelce można bezkarnie zachwycić się nieziemską urodą aniołków Victoria’s Secret. Pobawić mieczem świetlnym bez strachu, że dziewczyna wyśmieje chłopięce upodobania. Dowcipy o głupich blondynkach kumpelka skwituje gromkim śmiechem i jeszcze dołoży coś od siebie. Pokiwa głową ze zrozumieniem, gdy koledzy poskarżą się, że po seksie nie mogą iść normalnie spać, tylko muszą prawić referaty o uczuciach. Kumpelka jest konkretna, obce jej babskie paplanie o niczym. Nie płacze, nie panikuje. Staje do zawodów w piciu na czas i nie wymięka. Można przy nich przeklinać i być w pełni szczerym, zamiast tego pudrowania rzeczywistości, żeby przypadkiem jakaś dama nie poczuła się urażona. Ideał, prawda? Nic bardziej mylnego.

Nikt mnie nie chce…

Faceci chętnie spędzają czas ze swoimi kumpelkami. Cenią je, lubią, cieszą się ich towarzystwem. I nic ponadto. Mimo tej całej sympatii ze strony mężczyzn, kumpelki nie mają powodzenia u płci przeciwnej. Pewnie, nie można uogólniać, bo z pewnością są i takie kobiety, które zostają chłopczycami z przekonania i brak męskich zachwytów nie jest czymś, co spędza im sen z powiek – prowadzą normalne, satysfakcjonujące życie, nie czują żadnej frustracji, są zadowolone z faktu, że mają ciekawych znajomych, z którymi mogą wspólnie oddawać się ulubionym rozrywkom.

Jednak często scenariusz wygląda zupełnie inaczej, a kumplowanie trochę wymyka się spod kontroli. Typ kobiety-koleżanki bynajmniej nie jest zadowolony ze swojego statusu. Bycie zawsze tylko koleżanką, choćby i najfajniejszą pod słońcem, może w końcu zacząć wkurzać. To przecież takie miłe, gdy płeć przeciwna patrzy na nas z błyskiem w oku, ale kumpelkom nie jest to dane. Ten całkowity brak atencji ze strony kolegów, było nie było mężczyzn, z czasem coraz mocniej doskwiera. Zwłaszcza gdy widać, jak koledzy omiatają płomiennymi spojrzeniami obce dziewczyny w klubie czy na ulicy. Trudno się nie zirytować, gdy wszyscy dookoła zaczynają się parować, a koledzy, ci wspaniali koledzy, dziwnym trafem zapraszają na randki dziewczyny będące istnym wcieleniem tych wszystkich słabostek wyśmiewanych przy wieczornym piwku. Natomiast koleżanka w dalszym ciągu pozostaje świetną dziewczyną, jest w dechę i w ogóle, facet który się z nią zwiąże będzie prawdziwym szczęściarzem. Tyle że jakoś nikt z rozentuzjazmowanych kolegów nie chce stać się owym szczęściarzem i z ich słów uznania nic nie wynika. Nawet gdy panowie przyznają, że koleżanka jest całkiem całkiem, żaden do niej nie uderzy, no bo jak to tak? Z kumplem? Jakoś nie wypada. I wychodzi na to, że idealny materiał na dziewczynę wraca do domu sam.

Być kobietą, być kobietą

Więc jak to jest z tym ideałem? Skąd niechęć do głębszego uczucia, skoro w obecności kumpelki facet czuje się zrelaksowany, radosny i nie pocą mu się ręce ze strachu? Jak to jest, że gdy przychodzi co do czego, kolegów bardziej pociągają panienki z fochami, które niby tak irytują? Cóż, nie kryje się za tym żadna głębsza filozofia. Te „panienki” są dla nich kobietami. Kumpelka kobietą nie jest. To znaczy, teoretycznie jest, tylko koledzy tego w niej nie dostrzegają. Dobra koleżanka w męskim gronie jest zawsze na luzie, niczym się nie krępuje, niczym się nie gorszy i, mówiąc oględnie, daleko jej do damy. Bezpośrednie, męskie dziewczyny bywają fajne, ale gdy przekroczona zostanie pewna granica, robi się dziwnie. W koleżeńskim gronie to nie razi, ma nawet swój urok – swojaczka, tak trzymać, widać, że to jedna z nas. Lecz związek to diametralnie inna rzeczywistość. Myśląc o potencjalnej partnerce i kochance, facet raczej nie będzie marzył o dziewczynie, która w przepoconej i poplamionej bluzie od dresów szpetnie zaklnie i splunie przez zęby. Będzie tęsknił za choćby odrobiną kobiecej subtelności, bo przecież samcze rozpasanie ma na co dzień z chłopakami. I z kumpelką, która zachowuje się dokładnie tak samo jak faceci, a to w relacjach damsko-męskich rzadko jest komplementem. Bardziej atrakcyjna będzie kobieta, która wyciera nos w chusteczkę a nie rękaw swetra, sączy kolorowego drinka przez słomkę i nawet do chipsów podaje wyhaftowane serwetki.

Przy kobiecie trzeba uważać na słowa i gesty, co może stresuje, wymaga wysiłku i rezygnacji z pewnych męskich przyzwyczajeń, ale właśnie te różnice sprawiają, że dziewczyny są dla mężczyzn pociągające. Mężczyzna chcący zdobyć kobietę zachowuje się zazwyczaj zupełnie inaczej niż w towarzystwie samych facetów. I tak naprawdę od swojej partnerki najczęściej oczekuje, że ona będzie się zachowywać „po swojemu”, czyli kobieco. Oczywiście, to wcale nie musi oznaczać, że zaakceptuje w swojej wybrance wyłącznie cechy zwyczajowo przypisywane płci żeńskiej. Nie, ona może oglądać boks, opowiadać sprośne żarty i szaleć na desce w skateparku, ale jednocześnie nie daje partnerowi ani na chwilę zapomnieć, że wciąż jest kobietą, czyli istotą z odmiennego świata, nie do końca rozpoznanego, fascynującego i zarazem lekko szokującego.

Za bardzo się starasz

Jesteś genialna, łohohoho, i brzdęk! leci cios w damskie plecy i stukamy się kuflami. Taka to sielanka, bez dąsów, z pełnym zrozumieniem dla męskości kolegi. A co z kobiecością koleżanki? Niektóre dziewczyny celowo wchodzą do męskiego grona, sądząc, że to im pomoże w znalezieniu partnera. Upodabniają się do swoich kolegów w najdrobniejszych szczegółach i w sumie to zachowują się tak, żeby nawet przypadkiem nie urazić towarzyszy swoją kobiecą naturą. Jakby się jej wstydziły. Nie szczebioczą o kosmetykach, ale znają się na motoryzacji. Nie noszą modnych ciuchów, tylko dżinsy i męskie koszule. Cokolwiek mogłoby być postrzegane jako babskie, one odrzucą, bo jeszcze sobie koledzy pomyślą, że one takie słodkie dziunie.

Nic z tego, one są twarde, bezkompromisowe, nie znajdziesz u nich żadnej kobiecej wady, damskie sprawy są kompletnie poza kręgiem ich zainteresowań. Sęk w tym, że bombowe koleżanki tak naprawdę wcale takie nie są, robią to wyłącznie z jednego powodu – by przypodobać się facetom.

Nie interesują się MMA, ale przecież nie powiedzą kolegom, że wolałyby zerknąć na Kuchnia TV. Czasami są już zmęczone tymi pijackimi wypadami w męskim gronie i wcale ich nie śmieszą dowcipy o grubych okularnicach. Ale nie mogą tracić fasonu. Kumpelka stara się za wszelką cenę zamienić w faceta wychodząc z założenia, że to właśnie się im spodoba – wszak tyle razy słyszała narzekania kolegów na te dziwaczne kobiece zwyczaje. Przez cały czas się pilnuje, by nie wyskoczyć z czymś babskim, bo trudno o większy dyshonor. Zdobywa męską aprobatę za cenę własnej atrakcyjności.

W swoich staraniach kumpelki masę energii trwonią na udowadnianie, że daleko im do bezradnych kobietek, podczas gdy jest to kolejny czynnik zniechęcający. Koleżanka  ogarnia wszelkie męskie kwestie, nie musi prosić o pomoc, bo cieknie kran, bo koło w aucie, bo montaż kina domowego – to dobre dla słodkich idiotek. Kolega to oczywiście doceni i pochwali, lecz jest i druga strona medalu.

Przy takiej męskiej koleżance nie ma się czym wykazać. Facet nie poczuje się przy niej jak supermen, bo nawet jak jej w czymś pomoże, to w podzięce dostanie raptem poklepanie po ramieniu (wszak faceci rozumieją się bez słów) i schłodzoną butelkę. Żadne tam wow!, zero trzepotania rzęsami i zachwytu w oczach, zalotnych uśmiechów.

Za dużo bliskości

W udanym związku niezbędny jest zdrowy dystans – para musi za sobą zatęsknić, poczuć odrobinę niepewności, mieć ciągle coś do zdobycia. I znowu, kumpelka jest na przegranej pozycji, jeśli liczy na coś więcej.

Będąc dobrą koleżanką, jest dostępna na zawołanie, wystarczy telefon i od razu się pojawia. Nie trzeba kombinować, jak tu się przypadkiem spotkać na imprezie, nie ma stresu przed podniesieniem słuchawki. To irytuje, ale podobne smaczki budują napięcie i podsycają emocje. Facet, zdobywca, lubi teren nierozpoznany. Nowości zawsze budzą jego uwagę, dlatego nawet jak są w stałych związkach zdarza się im obejrzeć za inną dziewczyną, w zasadzie tylko dlatego, że jest ona nowa, nieznana, niezdobyta. A jakim wyzwaniem jest dziewczyna, którą znamy na wylot i która ciągle jest w pobliżu? Kumpelki powszednieją, zanim na dobrą sprawę zdążyło się na nie spojrzeć męskim okiem. Nie mają w sobie żadnej tajemnicy, są jak otwarta książka. W koleżeństwie to zaleta, w związku spora wada.

Bez tego chwilowego oddalenia facetowi ciężko będzie dostrzec w koleżance kogoś, z kim warto dzielić życie. A tu nie dość, że znamy dziewczynę jak własną kieszeń, to jeszcze zdarzyło się ją widzieć w wielu mało ponętnych sytuacjach. Ta bliskość jest zresztą krępująca także w drugą stronę. Facet, który miesiącami zwierzał się kumpelce z najbardziej sekretnych uczuć, czułby się trochę nieswojo w związku z kobietą, która wie o nim tak dużo, zna jego sztuczki, wykręty, czułe punkty. To niebezpieczne, lepiej nie ryzykować, tylko pozostać na koleżeńskiej stopie.

Poza tym kumpelka, zwykle nieświadomie, wysyła odstraszające sygnały. Wieje od niej desperacją, czego nikt nie lubi albo któryś z kolegów faktycznie się nią zainteresował, ale ona jego zaloty obraca w żart i to w taki sposób, że adorator od razu rezygnuje. Do tego dochodzą jeszcze komunikaty – jesteś świetnym kumplem i niczego więcej mi nie trzeba, nie szukam w tobie przyszłego męża. Paradoksalnie kobieta robi to, by koledzy nie podejrzewali jej o niecne zamiary, że ona z nimi jedynie po to, by któregoś usidlić. Nie dopuszcza więc żadnych seksualnych podtekstów, jasno mówi, że kolega to kolega, będzie chętnie radzić kumplom w sprawach sercowych i pomagać im w zdobywaniu upatrzonych dziewczyn. Choćby ją skręcało w środku, nie przyzna się, że bolą ją te gierki, w których bierze udział tylko jako pośredniczka. Innymi słowy, sama sobie szkodzi, w imię ciężko wypracowanej „fajności”, która w gruncie rzeczy nie przynosi spodziewanego efektu, a jedynie potęguje frustrację.

Śliskie obszary

Seksualne napięcia niezwykle utrudniają znajomości damsko-męskie, dla niektórych całkowicie wykluczają platoniczne międzypłciowe przyjaźnie. Wiadomo, jak się zacznie dostrzegać u kumpelki rozkoszne dołeczki w policzkach lub zgrabne pośladki, szlag trafia koleżeńskie zasady. Dlatego faceci, którzy chcą mieć w swoim towarzystwie koleżanki, często specjalnie „umężczyźniają” swoje relacje z nimi. Po to, by nie kusić losu. Lubią swoje znajome i nie chcą ich tracić w razie, gdyby nic nie wyszło, obawiają się też pretensji ze strony innych, że psują stosunki wewnątrz paczki. Zachowanie kumpelek bardzo im to ułatwia, więc szybko koleżanka staje się kolegą.

Ale może być i tak, że seks się pojawił i stał się przysłowiowym gwoździem do trumny. Na wesołych imprezach różnie bywa, lampka wina za dużo i dwójka znajomych ląduje w łóżku. Na drugi dzień ona, nie chcąc wyjść z roli równej dziewczyny, przyzna oczywiście, że nie ma co robić dramatu, stało się, ale ona nie jest jak te laseczki, co to po jednej nocy oczekują pierścionka. Nie, kumpelka umie jak facet oddać się tylko cielesnej rozkoszy, nie musi do tego włączać uczuć. Ba, ona może nawet zgodzić się na powtórkę, wszak jesteśmy dorośli, dlaczego by nie sprawić sobie wzajemnie przyjemności. Od tego są przyjaciele, prawda?

I znowu, kto rzeczywiście ma takie podejście, niech sobie traktuje seks instrumentalnie i uznaje znajomość z benefitami za idealne rozwiązanie. Tylko nierzadko prawdziwe myśli biegną zupełnie innym torem. Kurczę, on jednak fajny jest, może by tak coś się z tego wykluło? Ale on nic, żadnego kroku w przód, a przecież był seks! I o zgrozo, dalej ogląda się za dziewczynami, również w moim towarzystwie. Nic się w jego podejściu nie zmieniło, on mnie nie czaruje, nie komplementuje. Tylko dlaczego miałby to robić?

Mężczyźni nie cenią łatwych łupów. Jasne, zdarza się, że po seksie na pierwszej randce para żyje ze sobą długo i szczęśliwie. Ale kumpelka udając, że to nic takiego, traci w pewnym sensie na wartości. Nie każe się zdobywać, bo tak przecież robią głupie baby, a za kumpelką nie trzeba się uganiać jak pies. Kumpelka taka nie jest, ona rozumie mężczyzn. Do łóżka idzie „po męsku”, nie jest jedną z tych kobiet, które muszą dostawać kwiaty, przecież to żałosne.

Rzecz jasna, kolega nie może się nachwalić swojej kumpelki, bo ma wszystko, co do szczęścia potrzebne: fajne towarzystwo, poczucie swobody plus seks na zawołanie. Bez zobowiązań, suszenia głowy i z otwartą furtką na inne znajomości. Żyć nie umierać.

Potem przychodzi taka wymagająca, co lubi romantyczne pląsy na łące i niespodziewanie sprząta kolegę sprzed nosa. Kumpelka nie rozumie, gdzie popełniła błąd – postępowała według standardów, które koledzy przedstawiali jako idealne. Tymczasem jej fajność sprawiła, że facet nie musiał się wysilać, wziął co dali i ruszył na kolejne polowanie. Niekoniecznie nawet wykorzystał kumpelkę z premedytacją, po prostu tak wyszło, w dodatku ona dała znak, że właśnie tego oczekuje.

Nie jesteś dość ładna

Fantastyczne koleżanki nie wchodzą z kolegami na wyższy poziom, ponieważ nie spełniają jednego ważnego kryterium – nie są fizycznie atrakcyjne. Panowie doceniają charakter kobiet, ale gdy nie pragną swoich koleżanek rzucić na łóżko, nie wyjdą poza towarzyskie relacje. Kumpelka może być przesympatyczna i przezabawna, jeśli jednak nie wyda się kolegom ładna, odpadnie w przedbiegach. I wcale nie jest to kwestia braku obłędnej urody. To raczej brak wspomnianej kobiecości. Gdy dziewczyna na każde spotkanie przybiega w luźnych spodniach, bez makijażu, nieuczesana, w trampkach, do tego porusza się bez gracji – zachwytu nie wzbudzi. Rozwalona na kanapie dziewoja w dresach jest dobra do gry na konsoli, na nastrojowe tête-à-tête już nie bardzo. Bez szczypty kokieterii nikt w koleżance nie dojrzy bogini seksu. No chyba, że jej to pasuje, wtedy nie ma o czym mówić. Ale jeżeli kumpelka się skarży na brak męskiego zainteresowania, nie obejdzie się bez małej rewolucji w garderobie.

Niewątpliwie są mężczyźni którzy docenią wyłącznie sam charakter i nie będą zwracać uwagi na niedostatki urody, jednak nie oszukujmy się, faceci są wzrokowcami, dla wielu z nich kwestia wyglądu jest może nie najważniejsza, ale wysoko na liście priorytetów. Tak, da się zakochać w nieładnej super-koleżance, doceniając przede wszystkim jej niebanalne przymioty charakteru, niestety, większość panów uzna, że przyjaźń wystarczy, bo bariery nieatrakcyjności zwyczajnie nie da się przeskoczyć – nie stworzymy związku z kobietą, która nie pociąga.

Zostać na lodzie

W kumplowaniu się z facetami najważniejsze będą motywy. Jeśli to metoda na poznanie faceta – można się gorzko rozczarować, bo im fajniejsza w męskich oczach koleżanka, tym mniejsze jej szanse na rozkochanie członka grupy. Są i inne przy przykre konsekwencje.

Fajna kumpelka często nie ma żadnych koleżanek, ponieważ wyznaje zasadę: „zadaję się tylko z mężczyznami, baby są zbyt głupie”. Koniec końców nie ma wokół siebie ani jednej koleżanki czy przyjaciółki, nie brak za to wrogo nastawionych kobiet.

Kumpelka świadomie zaniedbuje znajomości z kobietami, bo nie znajduje z nimi nici porozumienia, ich zainteresowania i tematy rozmów są dla niej abstrakcyjne. Bądź też kobiety zwyczajnie ich nie lubią, mają je za dziwaczki lub są zazdrosne. Cokolwiek jest powodem, kumpelka w pewnym momencie dostrzega, że zostaje sama. Osaczona przez pary, jako że koledzy znaleźli sobie dziewczyny i żony, a te nie są szczęśliwe widząc, że w otoczeniu ich partnerów kręci się samotna kobieta o niejasnych motywach. Kontakt z kolegami powoli się rozluźnia, o kumpelskich sam na sam nie ma mowy. Czarę goryczy przelewa świadomość, że męscy koledzy najczęściej zostają, odrzucana jest tylko kobieta-koleżanka.

Fajne kumpelki zdają się w tym biegu zdarzeń zapominać o własnych potrzebach. Podporządkowują się męskim zasadom, przez co zazwyczaj mają do wyboru: jesteś jedną z nas i nie licz na awanse albo zostań z dziewczynami, wtedy staniesz się kobietą wartą grzechu. Żeby było jasne – nie każda kobieta lubiana przez mężczyzn nie jest w stanie ułożyć sobie życia. Liczy się poziom zaangażowania, intencje, własne przekonania i wyciąganie wniosków z towarzyskich sukcesów i porażek. Grunt, by w koleżeństwie nie zatracić siebie i nie żyć pod dyktando innych.

    8 komentarzy

  • kasiawl@wp.pl' Domi

    znam tego typu kobiety…ciezko im w sumie w zyciu

  • kasiawl@wp.pl' Anka

    Oj znam takich sporo 😉 Biedne kobiety

  • kasiawl@wp.pl' Michal

    Jasne, że znany. Żaden z tych co chcą czegoś więcej, nie jest wystarczająco dobry – wówczas pojawia się słynne „nie wiem co czuje” albo „jesteś dla mnie za dobry” – wersja druga to painkiller. Dopiero gdy pani odkrywa, że jej atrakcyjność wśród „przyjaciół” była efektem jej aury, podobnie jak ich pobłażliwość na jej szeroko rozumiane fochy, zaczyna poważnie rozglądać się za kimś „na stałe”. Wówczas często naznaczany jest „ostatni rokujący” i to często w wersji, „ty wiesz, jacy się o mnie starali?”

  • kasiawl@wp.pl' Em

    Znam, choc sama nie jest 🙂 Szukala az znalazla 100% tego czego chciala.

  • kasiawl@wp.pl' Elżbieta

    Sama taka jestem

  • kasiawl@wp.pl' Baśka

    Ha, całe życie tak miałam – grałam w nogę, znałam się na sportowcach, łaziłam po drzewach, potem, jak koledzy zaczynali się mocno zakochiwać, to wysłuchiwałam ich zwierzeń i jakoś nigdy nikt mnie nie doceniał. A to tylko mi się tak wydawało, bo teraz, po kilkunastu latach wychodzi prawda – że to nie to, że mnie nie zauważali jako kobiety, ale nie mieli odwagi.
    Nawiasem mówiąc – mąż (Jezu, jak ja się cieszyłam, że mieszka daleko i mogę przed nim udawać kobietę marzeń!) uświadomił mi właśnie, że dla niego też byłam przede wszystkim świetną kumpelą, czyli okazuje się, że cały misterny plan poszedł w pierony i nigdy go nie zrealizowałam…
    Artykuł rzeczywiście nienajlepszy. Ale temat wart poprawienia Emotikon smile

  • kasiawl@wp.pl' Aleksandra

    Ten temat dotyczy nie tylko kobiet po 30stce

  • kasiawl@wp.pl' Agnieszka

    Sama zawsze byłam ” kumpelka „. Artykuł świetny i bardzo prawdziwy.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>