Główne menu

Felieton
TO NIE ODBYT! – proszę pani…

Zdarzyło mi się, w czasach kiedy nie było szafiarek, studiować biologię i ochronę środowiska. W związku z tym faktem moje obszary mózgu, odpowiedzialne za wspomnienia, postanowiły odrestaurować dawno niesprzątane kąty, co poniżej czynię…

to nie odbyt

Wątłej postury doktorantka, prowadząca zajęcia, nakazała uśmiercić nowo narodzonego szczurzaka, w celu pobrania do dalszych analiz niezepsutego, jeszcze życiem, mózgu ssaka. By trup szczurzy był jak najświeższy, uśmiercenie miało się odbyć poprzez odcięcie nożyczkami głowy biedaka, a następnie należało wyłuskać, jeszcze ciepły, mózg.

Nie było zmiłuj… Czując jak nożyczki, dzierżone w dłoni, zatapiają się w niewinnym ciele szczurzaka i natrafiają na opór spowodowany kręgami szyjnymi, utrwaliłam dziewicze połączenie, pomiędzy neuronami mojego mózgu, wskazujące na brak predyspozycji do zabijania… Zielono-szaro-fioletowa na skórze pokrywającej twarzoczaszkę odebrałam życie mojemu obiektowi badań.

Uznawszy, że nadaję się na biologa pracę magisterską poświęciłam dżdżownicom – Dendrobaena veneta. Materiał do badań, w rozmiarze XXL (znaczy się dżdżownice) kupowałam w sklepie wędkarskim, którego zostałam stałą klientką. Po raz kolejny moja droga pomiędzy neuronami w tkance nerwowej związana z zabijaniem została wstrząśnięta.

Po zabiciu około 300 dżdżowniczych żywotów zaczęłam słyszeć ich piski; jako, że te stworzenia nie mają aparatu mowy, po kilku chwilach zawieszki, charakteryzującej się mało wydajną pracą mózgu, uznałam, że prawdopodobnie niezbędna będzie konsultacja z psychiatrą… Piski ucichły… Wizyta została odwołana…

Z kategorii praca z organizmem żywym, pamiętam natomiast, pomiar temperatury ciała u wybranych nieszczęśników, w zakończeniu przewodu pokarmowego, czyli w odbycie…

Ochłonąwszy z obrzydzenia, wynikającego ze spotkania się oko w oko z karaczanem madagaskarskim (patrz zdjęcie poniżej), który jest szczególnie paskudnym stworzeniem bożym, dzielnie asystowałam, mojej współtowarzyszce masakry, trzymając robala w dłoni.

karaczan

Moje wrażliwe na niemiłosiernie drastyczne sceny, oczęta nie chciały patrzeć na akt umieszczania, przez wcześniej wspomnianą towarzyszkę, termometru w owadzim tyłku. Dobiegły mnie tylko słowa pani doktorantki X: To nie odbyt! – proszę pani… Gdzie karaczan madagaskarski ma odbyt dowiedziałam się za chwilę, gdyż była to wiedza niezbędna, wedle doktorantki X, do otrzymania pozytywnej oceny z tychże zajęć.

Pozwolę sobie, jeszcze, poświęcić słów parę pewnym, powszechnie bytującym kręgowcom – mając tutaj na myśli płazy, a konkretnie – żabcie.

Zamordowanie żaby jest, równie okrutne, jak zamordowanie dżdżownicy czy szczurzaka. W celu pozyskania, jak najświeższego, mięsiwa żabiego ujmujemy płaza za tylne kończyny w rękę wiodącą (w moim przypadku – w prawą), co jest niczym, w porównaniu, z tym, co następuje później…

Nasz obiekt badań kończy swój żywot uderzony głową o kant stołu… Po tym, jak uda nam się wykonać to zadanie, przystępujemy do badań dalszych naszego obiektu – oczywiście, przy założeniu, że nie straciliśmy kontaktu z rzeczywistością i nie znajdujemy się w pozycji horyzontalnej, dokonując bliskiego, bardzo bliskiego, kontaktu z wykładziną podłogową.

Pomimo tych wszystkich odciskających piętno na młodej, wątłej, studenckiej psychice, przeżyć, edukowanie się wiedzą biologiczną dostarczyło:

  • nieusuwalnych z systemu nerwowego deformacji pamięciowych, co według najnowszych badań, znacząco podnosi libido ;),
  • wzmożonej produkcji endorfin związanej z nadmiernym suszeniem zębów w akcie radości i trenowaniem mięśni twarzy,
  • niepoliczalnych pofałdowań kory mózgowej powiązanych z nieprzeciętnymi horyzontami myślowymi 🙂 i wiele innych…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>