Główne menu

Trudna sztuka flirtowania. Czyli jak to robimy dzisiaj i co robimy źle?

Flirtowanie to takie niewinne igraszki. Trochę więcej niż towarzyskie uprzejmości, lecz jeszcze nie jawne uwodzenie. Dobry sposób, by wysondować czyjeś zamiary. Zachęcić do kolejnego kroku. I samej poczuć się atrakcyjniej. Ale choć brzmi to zachęcająco, to dzisiaj flirtujemy jakby mniej, a do tego brakuje nam fantazji.

Flirt staje się kolejnym wyzwaniem, które musimy zaliczyć na piątkę, a przecież w kokietowaniu chodzi wyłącznie o to, by dobrze się bawić. Nie mówiąc o tym, że wszystko psuje polityczna poprawność, która w sympatycznych gierkach słownych widzi wyłącznie niecne zamiary.

Po co nam te uczuciowe kombinacje?

Dla naszych prababek flirt był zwykle jedyną akceptowaną społecznie formą obcowania z ulubionym kawalerem. Panienek pilnowano szczególnie surowo, a przecież serce nie sługa i ciężko utrzymać hormony na wodzy. Trzeba więc było wysyłać sobie dyskretne sygnały, że owszem, czemu nie, ale nie teraz, a może jednak w ogóle, a jeszcze się zastanowię… Nie wystarczyło, by mężczyzna coś tam zagadał, musiał się nieźle napocić, wykazać kunsztem w sztuce uwodzenia, podobnie zresztą kobiety. Oczywiście, nie zawsze wyglądało to tak dworsko jak czytamy w książkach, niemniej jednak surowsze obyczaje zmuszały kochanków do większego wysiłku.

Trudna sztuka flirtowania

Tylko czy dzisiaj podobne zachowania mają jeszcze rację bytu? Wyśmiewamy staroświeckie zaloty o damę, no bo bez przesady, upuszczanie chusteczki, udawanie skromnisi za wachlarzem, pisanie wierszy, bieganie po łące, trzepotanie rzęsami? To nie dla nas, nowoczesnych wojowniczek. Chociaż…

Nie gonimy króliczka

Patrząc po tytułach poradników, tych książkowych i tych internetowych, umiejętność flirtowania jest czymś, co bardzo chcemy posiąść. Tak, kobieta też człowiek, ale w dalszym ciągu kobieta. Miło zobaczyć, że ktoś się o nas stara, że nie odwraca się na pięcie po pierwszym „nie” znaczącym w gruncie rzeczy „tak”. Chciałoby się usłyszeć coś więcej niż banalne „pięknie wyglądasz”. Mężczyźni też przyznają, że choć cenią sobie konkret i jasne sytuacje, to nie mieliby nic przeciwko podkręceniu atmosfery zachęcającymi gestami, aluzjami, półsłówkami. Ale mimo że tęskno nam do wymyślnych zalotów, to coraz rzadziej podejmujemy ten trud.

Flirtowanie idzie w odstawkę, bo bez skrupułów bierzemy to, na co mamy ochotę. A skomplikowane podchody to strata czasu, dlatego redukuje się je do minimum. Coraz częściej mówimy po prostu – chodź, i to wystarczy. Wszak nie ma się co czarować i udawać, że chodzi o coś więcej, nie zawracajmy więc sobie głowy bzdurami. Nie warto się wysilać, skoro wszelkie uciechy są na wyciągnięcie ręki.

Poniekąd właśnie ta swoboda szkodzi flirtowaniu. Nie czekamy długimi dniami na romantyczne sam na sam, nie musimy dla zachowania pozorów ograniczać się do delikatnych muśnięć w trakcie tańca, wykradać całusów i wymyślać szyfrów, by przekazać informację o schadzce w parku. Jasne, można to wszystko robić. Można, ale nie trzeba. A jak nie trzeba, to lenistwo bierze górę.

Do tego kobiety stały się dużo odważniejsze. Nie czekają skromnie, aż mężczyzna podejdzie i poprosi do walca. Co tam subtelne znaki, dzisiaj wyzwolona kobieta wysyła czytelny, jednoznaczny sygnał. Nie unosi zawstydzona rąbka sukni, tylko pokazuje całą nogę. Słowem – obca jest jej ta obyczajowa hipokryzja. Nasze flirty stają się mniej wyrafinowane, najczęściej pozwalamy sobie na kilka powłóczystych spojrzeń, uśmiechów, i to wszystko. Czasem jeszcze jakieś muśnięcie biustem, „przypadkowe” dotknięcie uda, przytulanie „bo zimno”. Ciężko nawet powiedzieć, czy to jeszcze flirt, czy już bezwstydne podrywanie. Można dojść do wniosku, iż flirtujemy śmielej, ale i bez większego zaangażowania, niedbale, od niechcenia. Bardziej dla przyzwoitości, niż ze szczerą przyjemnością. Odbębnić, żeby nie było, że do łóżka tak bez jednego słowa. Więcej sensu zdaje się mieć flirt „praktyczny”, czyli taki, dzięki któremu np. załatwimy coś szybciej w urzędzie lub wywołamy zazdrość u chłopaka, który właśnie nas wkurzył.

Co w tym trudnego?

Flirt to nie do końca uwodzenie, ale coś jakby krok przed nim. Bo kiedy uwodzimy, zawsze chodzi o seks albo związek, natomiast flirtowanie może się ograniczyć do miłej wymiany komplementów, po czym obie strony zgodnie rozchodzą się do własnych spraw i na tym koniec.

Flirtowanie jest trudne, bo wymaga finezji. To nie proste zaproszenie: chcesz się kochać? To wyłącznie dyskretne geściki, aluzje, żarty, niedomówienia, bez jednoznacznych deklaracji, ale skonstruowane tak, że obie strony doskonale wiedzą, o co chodzi. We flircie nic nie jest wyrażane wprost, wręcz przeciwnie, im bardziej zawoalowane, tym lepiej, zwłaszcza gdy chodzi o nawiązania do sfery intymnej. Na bardziej dosadne wyrażanie własnych pragnień jeszcze będzie czas, a na początkowych etapach znajomości taka niczym nieskrępowana bezpośredniość sprawia, że czujemy się niezręcznie, a to już z prawdziwym flirtem nie ma wiele wspólnego. Flirt ma bowiem zachęcać, dowartościować i poprawiać humor.

Wielu osobom wydaje się, że są w tym świetne, bo przecież na okrągło z kimś flirtują. A to podobnie jak z seksem – z faktu, że miało się dziesiątki kochanek/kochanków bynajmniej nie wynika, że jest się doskonałym w „te rzeczy”. Flirt wymaga praktyki, ale przede wszystkim elokwencji, dowcipu, błyskotliwości, dystansu do siebie. Oraz dobrego wychowania, aby wiedzieć, na co w kontaktach z płcią przeciwną można sobie pozwolić, a co jest już balansowaniem na granicy dobrego smaku. Innymi słowy, rozmowa może być bardzo erotyczna, jednak nie ma prawa nikogo urazić.

Serio, to był flirt?

Nie wychodzi nam nie tylko samo flirtowanie, ale również jego rozpoznawanie. Typowy błąd to utożsamianie flirtu ze zwykłą uprzejmością. Jak to, „ładnie ci w tej sukience” znaczyło wyłącznie, że ładnie mi w tej sukience, a nie: „chciałbym zaprosić cię na kawę”, „bardzo mi się podobasz”, „jesteś taką piękną kobietą”, „powinniśmy być razem”?

Nadinterpretujemy miłe słowa, przypisując im z automatu większe znaczenie, niż one w rzeczywistości mają. Ktoś jest sympatyczny, śmieje się z naszych dowcipów i proponuje, że przyniesie z bufetu kawę, jak nic z nami flirtuje, bo chyba nie jest taki fajny bez powodu?

Błądzimy też w drugą stronę, nie odczytując sygnałów-zaproszeń do flirtu, gdyż są one często zbyt subtelne, a my, przyzwyczajeni do otwartości, nie wychwytujemy niuansów. Jeśli chodzi o flirtowanie, to obie płcie są dość kiepskie w odczytywaniu intencji drugiej strony. Dopóki nie sięgniemy po bardziej oczywiste sztuczki, nasze starania, by zwrócić czyjąś uwagę, nierzadko przechodzą bez echa. Zdecydowanie łatwiej rozpoznać, że ktoś kompletnie nie jest nami zainteresowany, nie ma ochoty na pogaduszki ani tym bardziej romansowanie.

Rozbieżne oczekiwania

Nie wszyscy są świadomi tego, że flirtu nie stosuje się wyłącznie po to, by nawiązać z kimś bliskie stosunki. W wielu przypadkach chodzi jedynie o sympatycznie spędzony czas, sprawienie komuś przyjemności czy też podniesienie sobie samooceny, bo schlebia nam, że ktoś spojrzał na nas z błyskiem w oku i sypnął komplementem.

Mężczyznom zdarza się traktować flirt jako zaproszenie do łóżka, bo generalnie są oni bardziej skłonni do niezobowiązującego seksu i czują się rozczarowani, gdy ich rozmówczyni, mimo ewidentnej zachęty, nagle mówi „stop”. Kobiety z kolei chętnie flirtują, by podkreślić własną atrakcyjność i nic ponadto, nie zamierzają nawet ze swoim rozmówcą umówić się na randkę – wystarczy świadomość, że ten mężczyzna, gdyby ona tylko chciała, z rozkoszą poszedłby na całość.

Dlatego flirt, choć z definicji niewinny, potrafi być niebezpieczny. Jest jak zabawa z ogniem – kto nie umie utrzymać swoich zapędów na wodzy, robi krzywdę, sobie lub innej osobie. Flirtowanie ma podtekst erotyczny, koniec końców może więc zaprowadzić do łóżka. I tam również oczekiwania się rozbiegną, bo dla kogoś to była tylko emocjonująca przygoda i zwieńczenie flirtu, a dla kogoś innego zapowiedź poważnego związku. Teoretycznie zasady powinno się ustalić wcześniej, ale wiadomo, nie zawsze o tym pamiętamy, bo wydaje się nam, że coś tam jest oczywiste, a tymczasem druga osoba myśli coś zupełnie innego. I dopiero gdy jest po fakcie dowiadujemy się, że towarzysz zabaw niekoniecznie podziela nasz punkt widzenia na przyszłość. Konsekwencje nierozważnego flirtowania mogą zatem być jak najbardziej poważne.

Gdzie robimy błąd?

Flirtując, zapominamy, że to tylko zabawa. Traktujemy to bardzo serio, bo skoro zaczepia, to nie bez powodu, prawda? Lub jesteśmy podejrzliwi – podrywa mnie, znaczy ma jakiś interes. O co mu chodzi? A to zupełnie nie ta droga.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>