Główne menu

Czy warto mówić wszystko o swoich byłych partnerach?

Bez czego nie ma udanego związku? Bez miłości, to oczywiste, ale zaraz potem wymienia się szczerość i zaufanie. Dobry związek musi mieć solidne fundamenty, a kłamstwa i oszustwa z pewnością takim budulcem nie są. Tylko czy szczerość zakłada dzielenie się dosłownie każdym elementem swojego życia? W młodości większość ma podejście idealistyczne – kocham, więc nie potrzebuję żadnych sekretów. Ale z wiekiem stosunek do pełnej szczerości się zmienia. Nie to, że zaczyna się kłamać, po prostu ma się poczucie, że pewne rzeczy bezpieczniej będzie przemilczeć.

Jak temat byłych partnerów. Temat wyjątkowo drażliwy, bo to nie są jakieś tam opowieści z przeszłości. To historie ‘wagi ciężkiej’. Odkrycie tajemnicy może znokautować albo co najmniej wywołać silny ból w okolicach klatki piersiowej. Czy warto ryzykować? A może lepiej jest stosować taktykę wiecznych uników?

Prawo młodości

Młodość musi się wyszumieć i niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto w młodości nie zrobił niczego wstydliwego. Ludzie mają na koncie głupoty różnego kalibru, jak całowanie się z obcym facetem gdzieś pod dyskoteką, seks w samochodzie z Don Juanem zapoznanym na wakacjach, romans z żonatym facetem czy trójkącik z kolegami ze studiów. W prawilnych związkach też różnie bywało, szaleńcza miłość nierzadko popychała do czynów desperackich i zwyczajnie niemądrych. Słowem, jak się dobrze pogrzebie w pamięci, niemal zawsze znajdzie się przygoda wywołująca rumieniec wstydu. Skala grzechu nie ma tu większego znaczenia, po prostu mocno uwiera świadomość, iż ów epizod wydarzył się naprawdę. Pytanie brzmi – zachować to dla siebie czy wyznać partnerowi? No bo skoro mamy być wobec siebie tacy uczciwi…

Wstydliwa przygoda mogła być jedynie przygodą, niczym znaczącym, ot taka życiowa wpadka. Jednak dla drugiej osoby to samo wydarzenie może być odzwierciedleniem naszej osobowości. Spotykała się z facetem jedynie dla seksu? Hmm, to i ja nie muszę starać, widać ma takie obniżone standardy. Zdradziła eks-chłopaka na delegacji? Pewnie znowu to zrobi, trzeba mieć się na baczności. Bombardowała go sms-ami po rozstaniu? Widać jakaś psychopatka. Nie ma znaczenia, że tak się wydarzyło tylko raz, i to w latach szczeniackich, do tego czasu zdążyło się już dorosnąć i zmądrzeć. Ludzie się przecież aż tak nie zmieniają, co nie?

czy mówić o byłym

Kontrowersyjne liczby

Szczególnie trudno uwierzyć w przemianę na polu łóżkowym. Dlatego ‘ilu miałaś facetów?’ to jedno z najbardziej kłopotliwych pytań, bowiem w jakiś sposób ta liczba dowodzi moralności bądź jej braku. Dla mężczyzn aż tak niedogodne to nie jest, bo jeśli mieli kochanek mało, mogą zapunktować jako ci skromni, co nie traktowali kobiet przedmiotowo. Z dłuższej listy też da się wykręcić – taki miałem okres, szalałem, ale wreszcie zmądrzałem, zrozumiałem, jakie to było puste, tak budzić się co noc z inną dziewczyną, teraz dojrzałem i chcę się ustatkować, z tobą u boku oczywiście. Awww! Czyż to nie słodkie?

Dla kobiet mężczyźni są znacznie mniej wyrozumiali. Niewiele trzeba, aby zostać puszczalską, tu argument o nawróceniu nie działa, jest się po prostu łatwą laską. Nie musisz być dziewicą, lecz bujna przeszłość lekko odpycha. Nawrócone grzesznice budzą niesmak, wszak są ‘przechodzone’, a to trochę ujma dojadać resztki po obcych. Z drugiej strony, jeśli kobieta grubo po 30-tce przyzna się do raptem jednego partnera, również pojawiają się wątpliwości. Co tak mało, nikt jej nie chciał? A może to jedna z tych nawiedzonych panienek wyczekujących księcia na białym koniu? Cosik to podejrzane. I nawet jeśli początkowo akceptuje się seksualną przeszłość drugiej połówki, doświadczenie pokazuje, że podczas kłótni argument o ‘braku doświadczenia’ albo ‘rozwiązłości’ pojawia się bardzo często. Rzecz jasna, w takim wydaniu, by dopiec do żywego.

Niektórzy na punkcie liczby kochanków mają prawdziwą obsesję, choć to w sumie mówi o partnerze dużo i zarazem zupełnie nic. Dwóch facetów? Brzmi rozsądnie, znaczy w porządku babka. Spoko, tylko co jeśli te dwa związki były cholernie toksyczne? Albo związek był jeden, a ten drugi to kochanek na boku, bo stały partner był nudny? I już ta dwójeczka zupełnie inaczej wygląda.

Mój były to straszna świnia

Dlatego też na suchych liczbach się nie poprzestaje. Jest drążenie tematu: a jak wam było razem? Czemu się rozstaliście? To była wielka miłość czy tylko coś przelotnego? Opowiesz coś o nim/o niej? Ciekawość zupełnie zrozumiała, bo o ukochanej osobie chce się wiedzieć jak najwięcej. A jeśli ktoś kategorycznie odpowiedzi odmawia, zasłaniając się dyskrecją i prywatnością, od razu do głowy przychodzą najczarniejsze podejrzenia, no bo nikt nie robi tajemnicy z normalnych rzeczy.

Pytanie tylko – do czego te informacje są w ogóle potrzebne? No cóż, ciekawscy swoje racje mają. Opowieści o byłych związkach dają jakiś wgląd w charakter drugiej osoby. Pokazują, jak partner radził sobie z emocjami, jakie miał oczekiwania, co doprowadzało go do szału i z czego był zadowolony. Była dziewczyna dała w kość, lecz mimo to on potrafi dzisiaj mówić o niej spokojnie, bez wyzwisk i wściekłej miny? Znaczy faktycznie się ze starym uczuciem uporał, poza tym potwierdza, że jest dżentelmenem. A może strasznie ją obgaduje? Znaczy jeszcze mu nie przeszło albo jest facetem małostkowym, mściwym i bez charakteru. Słuchając uważnie da się wyczuć, jakich błędów nie popełniać, jeśli nie chce się zasilić szeregów byłych. Cenna wiedza.

W tym zwierzaniu się z przeszłości łatwo jednak przekroczyć granicę. Wieszanie psów na swoich byłych to przede wszystkim wystawianie kiepskiego świadectwa sobie. Wbrew pozorom, dawni partnerzy to nie zawsze skończone bydlaki, którzy popełniali same draństwa, warci jedynie szubienicy. Wiele się mówi o rozstaniach z klasą, a pod tym pojęciem kryje się także pewnego rodzaju lojalność. Co można pomyśleć o kimś, kto zdradza najintymniejsze detale, najbardziej krępujące przypadłości innych ludzi? Większość tych pikantnych szczególików nie ma żadnego wpływu na nowy związek, za to ośmiesza byłego w oczach tego nowego. I po co? Żeby się cudzym kosztem dowartościować, zemścić się na ex z powodu urażonej dumy? Nie wróży to dobrze na przyszłość.

Proszę, oto wszystkie moje słabości

Wylewność źle się sprawdza także przy opowieściach typu ‘tak bardzo złamało mi to serce’. Wyznania przesycone żalem i pretensjami są dość niemiłe w odbiorze. Trochę dziwnie się słucha o wielkiej, nieszczęśliwej miłości, jeśli samemu coś się czuje do jednego z bohaterów owej dramatycznej historii. Rodzi się wtedy obawa, że tamto uczucie wcale nie wygasło, skoro ona/on tak cierpi, pewnie wciąż mocno kocha. Więc kim jestem ja? Plasterkiem na złamane serce, nagrodą pocieszenia?

W dodatku opowiadanie z drobnymi szczegółami o nieudanej miłości jest strasznie obnażające. Nie trzeba się już niczego domyślać, bo jak na dłoni podane są niemal wszystkie słabe punkty. Co w tym złego? Niby nic, tyle że druga połówka nie zawsze postępuje szlachetnie, bo nawet najfajniejsi ludzie to w dalszym ciągu ludzie. W związkach często dochodzi do próby sił, a cóż to za problem uderzyć w czułe miejsce, jeśli z góry wiadomo, jakie to przyniesie korzyści? Znacznie łatwiej sobie kogoś podporządkować, gdy zapozna się z metodami stosowanymi przez ex. Skutecznymi metodami.

Bo drobiazgowy opis poprzednich związków to trochę taka instrukcja obsługi. Kiedy przyznajesz, że dawałaś się obrażać, poniżać, i jeszcze wybaczałaś zdrady, przedstawiasz się jako osoba, którą łatwo owinąć wokół palca. Nawet podajesz konkretnie, jak to zrobić, na przykład nie dzwoniąc przez cztery dni z rzędu. Nigdy nie wiadomo, co druga osoba zrobi z wiadomościami o bolesnej przeszłości – może pomóc odbudować wysoką samoocenę, może też w niskim poczuciu wartości utwierdzić, i tak zamiast wreszcie wyjść na prostą, trafia się na kolejnego emocjonalnego wyzyskiwacza.

Tamto się nie liczy

To może mówić wyłącznie dobre rzeczy? Niestety, równie ryzykowne. W pytaniach o byłych niekoniecznie chodzi o prawdę. Raczej chce się tylko w ten sposób potwierdzić, że obecny związek to właśnie TO. Prawdziwa miłość, a przeszłość przestała się liczyć. Ma być zapewnienie, że dopiero teraz kocha się na sto procent, tamte laski wcale nie były tak atrakcyjne, co ja w ogóle w nich widziałem.

I kiedy słyszy się nieco inne rzeczy, robi się nieprzyjemnie. Bo gdy porównania nie są zero-jedynkowe, już nie wychodzi się na kogoś dużo lepszego, a to właśnie chciało się usłyszeć. Z taką prawdą nie każdy potrafi się zmierzyć – pojawia się silna zazdrość o przeszłość, kompleksy rosną, jak nic jest się tylko mierną kopią wspaniałych partnerów z przeszłości.

Porównania do byłych są szalenie deprymujące. To nawet gorsze niż złośliwe obgadywanie, przy plotkach można chociaż podbić własną wartość. A tu słychać, że były świetnie zarabiał, miał niezły ‘sprzęt’ i widział jak go używać, nigdy nie wyhodował sobie piwnego brzuszka. Zaś ex-dziewczyna miała figurę modelki, gotowała lepiej niż babcia i obroniła doktorat z astrofizyki. Niech tylko któryś z tych atutów okaże się piętą achillesową aktualnego partnera, a na pewno ciężko będzie nad usłyszaną właśnie rewelacją przejść do porządku dziennego.

Szczerość kosztuje

Czyli co, jednak wszystko skrzętnie ukrywać? Niezupełnie. Świat jest mały, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek. Można wyjechać na koniec świata, a wstydliwa przeszłość i tak dopadnie, bo internet, no i wszelkiej maści ‘życzliwi’. Jeśli czegoś z przeszłości nie da się ukryć, lepiej samemu wyznać niewygodną prawdę, własna wersja będzie dużo łagodniejsza niż ta podana przez złe języki. Przemilczenie niewygodnej sprawy budzi nieufność, bo jak się ukryło jedno, diabeł wie, co jeszcze jest w zanadrzu. Wystarczy po prostu nie przesadzać z detalami.

Wspomnienie o byłych potrafi też rozjaśnić pewne sprawy z teraźniejszości. Dlaczego na pozór błahe sprawy wyprowadzają z równowagi, wywołują łzy i kończą się awanturą? Odpowiedzią może być dawny, nieudany związek, w którym te drobiazgi prowokowały poważne problemy. Skąd takie ciśnienie na określone zachowania? To samo, ex nie bez powodu jest ex.

Wszystko tak naprawdę rozbija się o formę tych zwierzeń. Wyważone, bez ładunku emocjonalnego i przede wszystkim bez wartościowania – takie są najłatwiejsze do strawienia. Same negatywy będą mocno podejrzane, same plusy staną się paliwem dla zazdrości. I kluczowe – czy jest się na te wyznania gotową? Bo prawda nie zawsze jest taka wyzwalająca, jak lubimy to sobie wyobrażać. Prosty przykład: moja była miała świetne nogi. Da się to skwitować uśmiechem, czy może chwilę potem będzie się dokładnie studiować wygląd własnych ud, by z płaczem dojść do wniosku, że idealne nigdy nie będą i on pewnie sobie ‘w trakcie’ nogi tamtej wyobraża? A to przecież drobnostka. Oczekując szczerości w kwestii byłych partnerów, warto się po prostu przygotować na to, że faktycznie będzie szczerze. Do bólu.

    3 komentarze

  • jotka

    Oj, trudny temat, zwłaszcza gdy partnerów trochę było. Na pewno nie powinno sie mówić źle, bo aktualny pomyśli, że to on będzie następnym obgadywanym…

  • Gąska

    Ja tam nie lubię wracać wspomnieniami do byłych partnerów, było minęło. Teraz liczy się tylko mój mąż 🙂

  • Monika

    to… bardzo trudny temat, w moim odczuciu. Mówienie o swojej przeszłości nie zawsze wywrze dobre wrażenie i pokaże partnerowi, że mamy do niego zaufanie, skoro zwierzamy się ze wszystkich przeżyć. Pewne rzeczy lepiej zachować dla siebie, jeśli ma się świadomość, że mogą one prowadzić w złą strone.
    Istnieje jednak ryzyko, że po pewnym czasie partner dowie się tego, co przemilczeliśmy od „zaufanej przyjaciółki” i wtedy pojawią się pretensje pod tytułem „Ty mi nie ufasz” i bla bla bla…
    jak zwykle interesujący i mądry wpis!
    pozdrawiam!
    wpadnij do mnie w wolnej chwili 😉
    stylowana100latka.blogspot.com

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>