Główne menu

Jak wygląda współczesna rodzina?

Rodzina. Może i najlepiej wychodzi się z nią na zdjęciu, ale czy ktokolwiek chciałby dobrowolnie wyrzucić ją ze swojego życia? Prawda, na krewnych często się psioczy, niektórzy rzeczywiście kompletnie odcinają się od swojego drzewa genealogicznego, ale najczęściej chcą te zerwane więzy zrekompensować sobie założeniem własnej, znacznie lepszej rodziny. Chcemy po prostu mieć wokół siebie bliskich ludzi, czuć miłość i wsparcie.

W tym przywiązaniu do rodziny widać jednak pewne sprzeczności, bo jak chyba nigdy przedtem, podstawowa komórka społeczna poddawana jest wyjątkowo ostrej krytyce. I bez wątpienia postrzegamy ją nieco inaczej niż nasi przodkowie. Rodzina – tak, ale na nowych zasadach. Najlepiej takich, które w jak najmniejszym stopniu uprzykrzą nam życie.

rodzina

Rodzina samo zło?

Z tą rodziną to trochę dziwna sprawa. No bo z jednej strony nie ma sondażu, który by nie wskazywał rodziny jako jednej z najważniejszej wartości w naszym życiu, ale z drugiej, jakoś nie widać, by młodzi do rozpalania tych domowych ognisk podchodzili z entuzjazmem. Więcej. Rodzina ewidentnie jest na cenzurowanym. Fani postępu cywilizacyjnego są dzisiaj wyjątkowo nieprzychylni tradycyjnej familii. Niby alarm, że mało dzieci i zbyt wielkie rozpasanie obyczajów, ale równolegle rodzina przedstawiana jest jako siedlisko najgorszej patologii. Wystarczy posłuchać, co się mówi chociażby o rodzimym programie 500+. Odkładając na bok kwestie gospodarcze, na plan pierwszy przebija się argument – pieniądze pójdą na wódkę. Beneficjenci tych kilku stówek nie kupią dzieciom kredek czy bucików, oni te pieniądze przepiją. A jak jeszcze dostaną te tanie mieszkania, to jak nic urządzą w nich meliny, kto wie, może nawet bimber będą w nich pędzić. Słowem, można pojechać Bareją – to pijaki! Bo wszystkie rodziny to pijaki!

Strasznie cięte na rodzinę są też feministki, zwłaszcza te o dość skrajnych poglądach. Według nich, dom zwyczajnie tłamsi kobietę. Ona tam robi za inkubator i dojną krowę z dzieciarami przyczepionymi do cycków, za sprzątaczkę na łańcuchu, kuchtę, i tak dalej. Facet, jak wiadomo, tylko pije, jest leniem, molestuje własne dzieci, wszyscy pamiętają Josefa Fritzla, nie łudźmy się, każdy mężczyzna ma coś z Josefa, dajcie mu żonę, potomstwo, to zło na pewno z niego wyjdzie.

Podobna narracja zniechęca wielu młodych ludzi do zakładania rodzin, bo kto chce być patologią? No nikt, logiczne. Oczywiście, wykolejone rodziny niestety istnieją i nie są to wcale odosobnione przypadki, można jednak odnieść wrażenie, iż zamiast realnej pomocy i promowania dobrych przykładów przeciwnicy rodzin wolą tylko piętnować domowe tragedie. I zniechęcać do budowania własnych, przyjaznych domów.

Ja. Ja. Ja.

Tradycyjna rodzina stawiała zawsze na wspólnotę, a dzisiaj promowany jest indywidualizm, dlatego rodzina staje się kłopotem. Kłopotem, bo przecież ogranicza, zabiera wolność, narzuca obowiązki, zmusza do rezygnacji z wielu osobistych planów. W rodzinie nie można liczyć na własne przyjemności, tu nie ma miejsca na realizację pasji, ciągle ustępstwa, zwłaszcza gdy jesteś kobietą. Żeby jeszcze w zamian za te wyrzeczenia przyszły jakiekolwiek profity, to nie, same nieszczęścia – czy ktoś zna naprawdę udane rodziny bez problemów?

Kolejny ulubiony argument przeciw to „ciemnogród”. Małżeństwo, dzieci, to uwstecznia. Jak gdyby do rodziny pchały się wyłącznie jednostki ograniczone intelektualnie, bez ambicji. Ona, wiadomo, nic jej nie wyszło, to chociaż urodzi. A i tobie, chłopie, na co ci baba i dzieciarnia na karku? Prawdziwa jakość to kariera, samorealizacja. Ludzie ciekawi, nietuzinkowi, nie muszą się podwieszać pod innych, by osiągnąć sukces i zadowolenie. Będąc wolnymi, dojdą do celu. Prawdziwego celu.

Odkąd społeczeństwa się zliberalizowały, rodzina przestała być świętością. Brak małżonka nie jest powodem do wstydu, a przynajmniej nie w takim stopniu jak dawniej. Brak dzieci to nie hańba, w pewnych kręgach to wręcz przejaw życiowej dojrzałości. Ludzie są bardziej samodzielni, co bez dwóch zdań ma swoje plusy, bo dzięki temu łatwiej odejść od partnera, który zamienia życie w piekło, można się bez społecznych konsekwencji odciąć od toksycznych rodziców. Zacząć żyć, jak się lubi, zamiast spełniać idiotyczne oczekiwania narzucone odgórnie. Ale to umiłowanie indywidualizmu skutkuje również tym, że zamachem na wolność jest najprostszy obowiązek względem bliskich, jak urodziny babci kosztem wycieczki do Rzymu. Dlaczego mamy być winni tym ludziom cokolwiek? Co z moimi potrzebami?

Kłopotliwe więzy

Do najbardziej wyrazistych zmian we współczesnej rodzinie zalicza się kompletnie inne podejście do dzieci. To już nie jakiś fąfel bez żadnych praw, to pełnoprawny domownik. Nie własność, a człowiek, ze swoją godnością, którą rodzice powinni uszanować. Tyle że nie wszyscy dorośli sobie z tym poradzili, a dzieci pojęły, że nie muszą już wielbić swoich rodziców tylko za to, że ci dali im życie. W niektórych przypadkach poszło to stanowczo za daleko, bo dzieci po prostu przestały się liczyć z rodzicami. To dla nich dzisiaj żaden autorytet.

Po części to efekt tego, że zabiegani rodzice nie mają czasu na wychowywanie swoich pociech, przez co więzy naturalnie się osłabiają. Nie do końca też udało się odejście od archetypu surowego rodzica, co trzcinką każe za krzywo pościelone łóżko – poniektórzy, zakochani w swoich dzieciach rodzice zrezygnowali w ogóle z dyscypliny, wypuszczając w świat rozwydrzonych egoistów, którzy z nikim się nie liczą. Dzieci są wobec rodziców coraz bardziej roszczeniowe, nie doceniają przychylania nieba, narzucają swoje reguły, jakby się te dawne role odwróciły. Dla nich rodzic to balast, z którym nie wiadomo co zrobić – wyrzucić, no jednak mimo wszystko nie uchodzi, ale zostawić znaczy mieć obciążenia w rodzaju świątecznych obiadów, złotych rad na każdą okazję, opieki na starość. Masakra.

Jednocześnie pojawiło się coś takiego jak „moda na dziadków”. Starzy męczy bułę, ale dziadkowie to co innego, tyle przeżyli, mają dziwaczne, ale budzące szacunek zasady, są trochę z innego świata, a to młodym, nieco zblazowanym wnuczkom imponuje. A jak jeszcze babcia była sanitariuszką w powstaniu, a dziadek napluł ubekowi w twarz, to jest się czym pochwalić w towarzystwie i tak, taka rodzina ma sens.

Z duchem czasu

Na drugim biegunie są rodziny bardziej świadome. Młodzi kochający wolność, ale bez potępienia w czambuł konserwatywnych wartości. To najczęściej dwudziesto-, trzydziestolatkowie, którzy dostrzegli, że stawianie wyłącznie na siebie i karierę może zakończyć się pustką i smutną samotnością w domu opieki. Nie ma co przeginać z tym wyzwoleniem, trzeba też pomyśleć o uczuciach, mieć jakiś oddech w życiu, bo praca to nie wszystko, a korporacja zabija. Chcą więc rodziny, ale bardziej partnerskiej.

Kobieta ceni sobie macierzyństwo, zachodzi w ciążę nie pod wpływem nacisków, lecz świadomie, tyle że nie chce sprowadzać całego swojego życia do pieluch, prania, kotletów i wywiadówek. Często się jej to udaje, bo młodzi mężowie i ojcowie również inaczej postrzegają swoje rodzinne obowiązki. To już nie tylko dostarczanie pieniędzy i wydawanie rozkazów domowym podwładnym. Nowoczesny tata pogra w piłkę, zaplecie warkocza, ugotuje zupę, pomoże w lekcjach i coraz rzadziej trzeba go do tego zmuszać – młodzi mężczyźni przyznają, że większe zaangażowanie w sprawy domowe daje porządnie w kość, ale też buduje bliskość. I choć rozkład domowych obowiązków pomiędzy mamą a tatą daleki jest jeszcze od pełnej równości, to widać, że współcześni ojcowie mocno się różnią od swoich przodków.

Takie podejście zmienia stosunek do samego małżeństwa. Na znaczeniu zyskują związki partnerskie, takie ogniwo pośrednie pomiędzy luźną znajomością bez zobowiązań a ślubem. Związki partnerskie nie są tak kategoryczną deklaracją, świetnie więc wpisują się w dzisiejsze postrzeganie osobistej wolności i prawa do wyborów w zgodzie z sumieniem. Brak papierka i przysięgi zostawia wygodną furtkę, tak na wszelki wypadek, bo wiązanie się na śmierć i życie to trochę za poważne, w pewnym sensie nierozsądne nawet. Zresztą, papier również przestał być nieodwołalny, liczba rozwodów lawinowo rośnie. O związki nie walczy się za wszelką cenę, właśnie przez to przekonanie, że siebie bezwzględnie trzeba stawiać na pierwszym miejscu. Inna sprawa, że akt ślubu zastępuje dzisiaj umowa kredytowa i wspólny zakup mieszkania, co zdaje się wiązać ludzi silniej, niż romantyczne obietnice składane przed ołtarzem.

W grupie raźniej?

Swobodniejsze podejście do związków ma jeszcze jedną konsekwencję. Coraz bardziej powszechne stają się obrazki znane z amerykańskich produkcji, a więc rodziny wychodzące daleko poza znany schemat: mama, tata i dzieci. Skoro małżeństwa i nieformalne związki częściej się rozpadają, w ich miejscu pojawiają się nowe więzy. Jest nowy partner mamy, jest nowa partnerka taty, kolejni wujkowie i ciocie, przyszywane babcie, przyrodnie rodzeństwo. Rodzina patchworkowa w pełnej krasie.

Takie układy przestają dziwić, bo coraz więcej osób wychodzi z założenia, że nieistotna jest forma rodziny, liczy się jedynie wzajemne wsparcie, porozumienie i miłość. Jeśli więc udaje się stworzyć niekonwencjonalną pełną chatę, to czemu nie? Lepsze to, niż tkwienie w nieudanych, tradycyjnych rodzinach, z których każdy wychodzi jakoś tam pokaleczony. Aczkolwiek uczciwie trzeba dodać, że i te nowe formaty miewają swoje wady i nie wszystkim służą – mamy teoretycznie więcej osób do kochania, ale i większe pole do konfliktów.

Śladami ojców

Czy życie na kartę kredytową i rodzinne patchworki na dobre wyparły ze świadomości młodych obywateli przywiązanie do tradycyjnych rozwiązań? Wręcz przeciwnie. Nowoczesnych rodzin przybywa, ale widać też inny, bardzo silny trend – powrót do korzeni. Spora część tego najmłodszego dorosłego pokolenia, 20+, zdaje się odczuwać silną fascynację dawnymi czasami. Widać tęsknotę za przedwojennymi manierami, za modą retro, za konserwatywnymi wartościami i za rodziną na „normalnych zasadach”. Kompletne przeciwieństwo tych rówieśników, którzy chcą tworzyć świat zupełnie od nowa. Co ciekawe, nie są to wyłącznie dzieci tradycjonalistów, uczących swoich potomków kontynuowania określonego światopoglądu. To nierzadko osoby wychowane w bardzo liberalnych domach, których jednak to wyzwolenie rodziców mierzi, fajniejsze wydaje się kopiowanie staroświeckich dziadków.

Młodzi konserwatyści widzą w odwrocie od tradycyjnej rodziny upadek cywilizacji, dlatego nie godzą się na kolejną obyczajową rewolucję. Stąd rosnąca liczba małżeństw zawieranych już na studiach, szybkie rodzicielstwo oraz niechęć do mieszania spraw męskich i kobiecych. Jak sami mówią, w zgodzie z naturą, bez tych lewicowych dziwactw. Swoje robi kryzys imigracyjny i strach, by „obcy” nie zawładnęli naszymi domami, a ratowanie tradycji i rodziny ma być skutecznym lekarstwem na te cywilizacyjne bolączki.

Więzy krwi to przeszłość

Rodziny się nie wybiera? Ależ owszem. Ludzie, zwłaszcza ci młodsi, chętnie tworzą swoje własne rodziny. To grupy sprawdzonych przyjaciół, z którymi czuje się silniejszą więź niż z osobami spokrewnionymi. Co może mnie łączyć z wąsatym ojcem, który huczy na otoczenie od rana do nocy, twierdzi, że baby są głupie, a sąsiedzkie zatargi najlepiej byłoby rozwiązywać ostrą amunicją? Jak czuć bliskość z matką, która gardzi moją odmienną orientacją seksualną, nie uznaje mojego sposobu na życie i każdą, ale to każdą rzecz musi brutalnie skrytykować? Może to i ta sama krew, ale na pewno nie to samo myślenie, nie ta sama etyka, a przy tym żadnej czułości w relacjach.

Paczka dobrych znajomych bywa też substytutem prawdziwej rodziny, którą chciałoby się mieć, a los nie dał. Bo rodzice jacyś patologiczni, babcia umarła, siostra zasiliła szeregi blondwłosych blachar, brat natomiast uznał, że zamiast pracować na samochód, lepiej jest go ukraść. Czasami te relacje nie są aż tak złe, ale domownicy, zbyt zajęci własnymi sprawami, oddalają się od siebie i zamiast te relacje naprawić, szukają zastępstwa u obcych.

Kiedyś było lepiej…

Więzy rodzinne osłabiają się, to fakt. Ale czy dawniej te rodziny były takie lepsze? Rzeczywiście, rodziny mocniej trzymały się razem, wynikało to z poczucia obowiązku i świadomości, że w pojedynkę świata to się raczej nie zwojuje. Społeczne ramy były sztywniejsze, wyłamanie się z nich kosztowało sporo odwagi i miało przykre konsekwencje, więc ludzie rezygnowali, pozostawali w domach. Ale czy zawsze były w nich głębokie, szczere uczucia? Można wątpić. Rodzina była raczej przedsiębiorstwem, emocjami jakoś nie bardzo się przejmowano, nikt nie zgłaszał żadnych traum, syndromów i tak dalej. Miała być kontynuacja rodu, pomnażanie majątku oraz pilnowanie ładu społecznego, w czym konserwatywna rodzina była niezwykle pomocna. Innymi słowy, rodziny częściej spajał wspólny interes niż miłość.

Dzisiaj do rodziny podchodzimy bardziej emocjonalnie, oczekujemy że to będzie ciepła, spokojna ostoja, gdzie wszyscy się ze sobą zgadzają. Wielu to się udaje, ale i wielu na samo wspomnienie o rodzinie nerwowo zaciska zęby. A może głównym błędem jest to, że mamy zbyt wysokie oczekiwania? Ostatecznie, rodzina to nic innego jak grupa ludzi, z ich przeróżnymi przywarami, może wystarczyłoby po prostu mieć więcej wyrozumiałości dla siebie nawzajem, by chociaż część tych rodzinnych kłopotów odeszła w zapomnienie?

    17 komentarzy

  • My Strawberry Fields

    Ja jestem bardzo zżyta ze swoją rodziną i nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich kiedyś zabraknąć.

  • Karolina

    Ja od kilku lat wychodzę z założenia, że nie istnieje coś takiego jak rodzina (dla mojej osoby oczywiście, nie globalnie). Są tylko ludzie bliscy w tym gronie są również członkowie rodziny, ale z większą jej częścią nie mam potrzeby utrzymywania kontaktu. Jeśli kogoś nie lubię nie potrzebuję by był w moim życiu nawet jeśli jest to rodzina – jeśli ktoś mnie nie chcę to nie zabiegam o uwagę na siłę 😉

  • Antyterrorystka

    Dla mnie rodzina jest bardzo ważna. Rodzice, brat, bratowa, mąż i córka- bez nich byłoby mi bardzo źle

  • Bookendorfina Izabela Pycio

    Model rodziny zmienił się i to bardzo, zwłaszcza w ostatnich latach, co z pewnością jest konsekwencją stylu życia. Niestety, ta zmiana w długim okresie nie będzie korzystna dla społeczeństwa, zanikają najważniejsze wartości w życiu. A może za mocno się obawiam?

    • Edyta

      Zanikanie starych wartości jeszcze samo w sobie nie musi być złe, pytanie, czy w ich miejsce pojawiają się nowe i czy one faktycznie nam służą? Przyznam, czasami miewam wątpliwości…

  • Gaba - Turlu Tutu

    Bardzo, bardzo, bardzo dobry tekst! Zgadzam się z Izabelą…I to wieczne JA, ja, ja i moje…Mnie to trochę przeraża, bo co raz więcej ludzi, tak chce żyć i pozornie tak jest im lepiej…

  • kaminska

    W każdej rodzinie jest jakaś czarna owca, czasami nawet kilka. Dlatego dla mnie oprócz tradycyjnej rodziny niezwykle ważni są przyjaciele, z którymi w zasadzie często mamy lepszy kontakt niż np. z kuzynostwem. Moja przyjaciółka jest jak siostra, nie wyobrażam sobie całkowicie wrócić do tradycyjnego modelu rodziny.

  • Anita Barbara

    Sądząc z moich obserwacji patchworkowe rodziny na styl amerykański w naszym wydaniu nie do końca się sprawdzają. Jesteśmy na to zbyt emocjonalni. Niemniej, cokolwiek mówią feministki, rodzina to wartość nadrzędna. I przede wszystkim stała. Sama pochodzę z dużej i choć różnie bywa z relacjami nie wyobrażam sobie nie docenić jej wartości. Tym bardziej, że niedawno przeszliśmy kilka testów i zdaliśmy je dobrze. W takich momentach docenia się to co w życiu najważniejsze 🙂

  • Paulina

    W ostatnim czasie te wszystkie kwestie związane z tym czym jest rodzina bardzo się zmieniły. Częściej dochodzi do rozwodów, później bierzemy śluby itd. Myślę,że warto się zastanowić i każdy powinien to zrobić- czym dla niego jest rodzina, jaka jest jej definicja. Ja mimo tego, że nie mam ślubu czuję, że mój partner to moja rodzina i tak też traktuje jego najbliższych. Dziś żyjemy tak szybko i często bez refleksyjnie, że zapominamy o rzeczach najważniejszych.

  • Rebel

    Najgorzej jest, kiedy w rodzinie są same kłótnie i nie można dojść wgl. do porozumienia. Albo patologie.Beznadziejnie jest żyć w ciągłym strachu i udręce.
    A rodzina, jak najbardziej, jest ważne. Wsparcie jest potrzebne.

  • Patrycja

    Jak ja się cieszę, że nie wpisuję się w obraz współczesnej rodziny. Swojej rodziny jeszcze nie mam, mam za to wspaniałą mamę i boskie rodzeństwo… I więzi mamy okrutnie silne. Na tyle okrutnie, że zamiast rozejść się po świecie, każde z nas trzyma się blisko mamy, bo z troski o nią nie potrafimy odejść na większy dystans. Tak czy inaczej, istnieją nadal (na szczęście!) rodziny, które mają wspaniałe więzy i potrafią żyć, jak żyło się dawniej. I mam wrażenie, że wielu młodych rodziców to samo próbuje przekazać swoim dzieciom – więc może nie będzie aż tak źle, może za jakiś czas znów królować będzie model rodziny, w której wszyscy są blisko siebie, niekoniecznie dzięki kredytom i umowom 😉

  • oironio

    Całe szczęście wśród moich znajomych dominują tacy, którzy opowiadają się jednak za zakładaniem rodzin. Mnie samej się taka marzy, jednak przez urodzeniem dzieci, co jakiś czas powstrzymuje mnie pewna obawa. Na ulicy bardzo często obserwuję dzieci, które właśnie nie szanują innych, uważają, że są NAJ i mają totalnie żądające podejście do świata, bo im się to należy. Wiem, że to nie ich wina, tylko ich rodziców. Bo popełnili błąd pozwalając na wszystko i puszczając dzieci w samopas – dla świętego spokoju. Bardzo chciałabym uniknąć takich błędów, jednak boję się, że coś pójdzie nie tak, i za kilka lat także moje dziecko może być opisywane w ten sposób. ;/
    Także wychowanie dziecka to spore wyzwanie i czekam, aż poczuję wewnętrzną gotowość, aby podejść do tego chyba najtrudniejszego w życiu egzaminu. 🙂

  • Królowa Karo

    Ja mam z moją rodziną dość luźne więzy, ale z wiekiem doceniam ich coraz bardziej. Moja nowa rodzina – no cóż, nie przetrwała, ale wierzę, że jeszcze będę miała taką, jaką sobie wymarzyłam 🙂

  • mlodakk

    Współczesna rodzina jest dziwna, na przykład moja teściowa robi wszystko żeby ją rozwalić. A według rodzina powinna być taka że zawsze można na nią liczyć , bo w końcu rodzina to rodzina. Ale widać że w większości przypadków z rodziną to tylko dobrze na zdjęciu

  • catiedove

    Bardzo dobry tekst. Jest w nim dużo prawdy, a przynajmniej wiele treści z którymi i ja się zgadzam.
    Rzeczywiście jednym z głównych powodów wydaje mi się narzucanie sobie właśnie tych zbyt wysokich oczekiwań. Z każdej strony czujemy presję. Stajemy się bardziej zmęczeni, a do tego w razie niepowodzeń dochodzi ogromna frustracja.

    Dla mnie obecna rodzina to moi rodzice, siostra i parter, z którym chce założyć swoją własną rodzinę: my + dzieci.

  • Mom on top

    Dla mnie rodzina jest najważniejsza, po Bogu, i jest dla mnie świętością!

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>