Główne menu

Zerwanie kontaktów z rodzicami – instynkt samozachowawczy i bóle fantomowe

Zerwanie kontaktów dorosłych dzieci z rodzicami to trudny krok, na który decydują się tylko nieliczni. Najczęściej wtedy, gdy osiągnie się stadium ściany. Gdy czuje się przed sobą mur, będący synonimem beznadziei. Z rozpaczą próbuje się uderzać w niego głową, po to, by nieco zmienić patową sytuację. Jednak zamiast efektów, pojawiają się ból głowy,  siniaki i guzy. Raz za razem i ani cienia nadziei na promienie słońca.  Brak zrozumienia, napływające co chwilę fale krytyki, często poniżania i wyśmiewania przelewają czarę goryczy. Aż w końcu przychodzi taki moment, że pada sławetne „dość tego”. Pojawia się myśl, że działanie wbrew sobie jest równie trudne, co odpuszczenie. W końcu trzeba stanąć przed dramatycznym wyborem – walczyć o rodzinę, jaką chciałoby się mieć, czy może zawalczyć o siebie? Odpuścić i odgryźć sobie poranioną część duszy a potem żyć z poczuciem utracenia czegoś ważnego? To nigdy nie jest prosta decyzja, bo zawsze niesie koszty. Zatem poddać się czy przetrwać?

Gorzki smak samodzielności

Dojrzewanie dzieci przynosi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony pojawia się radość i satysfakcja, a z drugiej tęsknota „za małą córeczką wpatrzoną w rodziców”. Z tym paradoksem wiąże się problem zbyt samodzielnych dzieci, które szybko uniezależniają się finansowo, są samowystarczalne, w żaden sposób nie zależne od pomocy rodziców.

Takim dorosłym już dzieciom łatwiej mieć własne zdanie, łatwiej żyć po swojemu, jeśli wiedzą, że nie muszą obawiać się zakręcenia kurka z dopływem pieniędzy czy odmową pomocy przy wnukach.

Praktyka pokazuje, że dzisiaj niewielu dorosłych może pozwolić sobie na taki luksus. Większość jest zmuszona korzystać, czy to z mieszkania rodziców, mieszkać pod jednym dachem, czy to z ich wsparcia finansowego albo pomocy przy wychowywaniu dzieci. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak żyć tak, jak rodzic tego sobie życzy. Skoro nie ma innego wyjścia, trzeba brać to, co jest.

zerwanie kontaktów z rodzicami

Problem pokoleń

Kłopoty z komunikacją w rodzinie mają niemal wszyscy. Jednak tylko nieliczni muszą mierzyć się z taką ich formą, z którą nie można sobie poradzić w żaden inny sposób, jak poprzez zerwanie kontaktów z rodziną. Co znamienne najczęściej rany przebiegają nie tylko na jednej linii.

Mama, która nie potrafi dogadać się z własną córką, nierzadko nosi w sercu własną zadrę – pamięć słabych kontaktów z własną mamą. Obiecywała sobie, że nie popełni tych samych błędów. Tymczasem unikając ich, robi dużo gorsze rzeczy, które sprawiają, że historia się powtarza w kolejnym pokoleniu. Podobne konflikty mogą rozgrywać się u rodzeństwa i ich dorosłych dzieci. Innymi słowy często mają związek z rodzinnym „genem”, do którego noszenia nikt nie chce się przyznać.

Co to za córka…

Każdemu rodzicowi należy się szacunek. Z samego faktu, że nim jest. Dziecko natomiast ma obowiązek słuchać i pomagać. – to silnie ugruntowane w polskim społeczeństwie przekonanie.

Wynika z niego prosta konsekwencja, jeśli dorosłe już dziecko z potrzeby ratowania siebie, własnego związku lub rodziny odcina się od swoich korzeni otrzymuje piękną etykietkę „złej córki”. Jeszcze lepiej „wyrodnej”. Bardzo szybko staje się czarną owcą, na której grzbiet zrzuca się wszystkie rodzinne winy, bo tak łatwiej, bo to prosty sposób, który pozwala pozbyć się poczucia winy, smutku i rozczarowania.

No i zaczyna się.

To jej wina. Matkę i ojca trzeba szanować. Jacy by nie byli, trzeba im pomagać. Rodziców się nie zostawia…

I mało kogo to interesuje, że w normalnym układzie żadne dorosłe dziecko nie zdecyduje się na taki krok, jeśli samo nie zostało odtrącone i na wiele sposobów opuszczone dużo szybciej. Zerwanie kontaktów z rodzicami jest prostą konsekwencją tego, co działo się wcześniej. I to nie jest tak, że dorosłe dziecko jest złe, a rodzic pokrzywdzony. Nie jest również tak, że dorosła córka jest bez winy, a matka czy ojciec zasługują na pełne potępienie. Zazwyczaj problemem jest nieumiejętna komunikacja. Brak woli, żeby gdy dziecko dorośnie, wprowadzić dotychczasowe relacje na inny poziom: dziecko, od którego dotąd wymagało się pełnego posłuszeństwa będzie traktowane z szacunkiem i zrozumieniem. A rodzic, na którego patrzyło się dotąd jak na osobę nieomylną, zyska prawo do bycie niedoskonałym.

Czcij ojca i matkę – to działa w dwie strony

W Polsce nadal panuje silna społeczna presja do tego, by „czcić ojca i matkę swojego”.

Wielu zapomina o tym, że przykazanie to obowiązuje dwie strony. Wyraźnie to widać w listach św. Pawła, w których czytamy: „A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci” (por. Ef 6,1-4). Innymi słowy rodzice powinni być godni szacunku dzieci. Dorosłe dzieci mają własne zobowiązania i nie muszą w swoim życiu realizować planów własnych rodziców. I to wyczytamy właśnie w Biblii.

Skoro nie jesteś taka, jak ja chcę, nie akceptuję Cię

Zerwanie kontaktów z własnymi rodzicami to bolesna decyzja, która na zawsze pozostawia po sobie ślad. Każdy z nas wyrasta bowiem z jakiegoś środowiska, ma pewne korzenie, od których bardzo trudno się odciąć. Gdy to się robi, pozostaje poczucie niepełności, wybrakowania. Świadomość, że nie jest się wystarczająco dobrą dla własnych rodziców jest szalenie przygnębiająca. Bo skoro nie docenia mnie własna mama czy tata to, kto tak naprawdę to zrobi?

Pewnie, można doceniać siebie. Można mieć szczęśliwą rodzinę, wspierającego męża. Jednak brak kochającej mamy i troskliwego taty to deficyt, którego nie sposób niczym zastąpić. Bo jeśli nie podobam się własnej mamie, czy tacie to co dopiero mówić o innych? Łatwo uwierzyć w wypowiadane wprost czy podświadomie myśli rodziców – jestem wybrakowana, coś ze mną nie tak, że moja mama nie lubi mnie takiej, jaką jestem. Reakcję na to odkrycie mogą być różne. Dorosłe dziecko może kompulsywnie starać się udowodnić sobie i innym, że jest świetne, piąć się po szczeblach kariery i osiągać najwyższe szczyty. Może nadmiernie dbać o swój wygląd, by pokazać, że wcale nie jest brzydka i nieporadna. Jednak w ten sposób nie sposób zaspokoić potrzeb, które leżą u źródeł takiego zachowania. Tego, czego dziecko nie otrzymało w dzieciństwie, nigdy nie uzyska w życiu dorosłym. Przygnębiające? Tak. Można jedynie odżałować, wypłakać „przeszłość” i iść dalej, akceptując fakt życia z luką, która nie zniknie.

Oderwanie się od rodziców będzie zawsze wiązało się z odczuwaniem bólów fantomowych, po kawałku siebie, które się straciło. Można być szczęśliwą, zadowoloną, pełną nadziei, ale nie zniknie odwieczne pytanie: dlaczego?

Stwarzać pozory

Gdy pojawiają się bolesne konflikty, jedni decydują się je rozwiązywać, co niestety często wiąże się ze zrozumieniem prostej prawdy, że rodzic nie ma zamiaru się zmieniać. Drudzy natomiast wybierają inną ścieżkę – stwarzania pozorów, dla świętego spokoju milczenia, niewdawania się w inne rozmowy niż te na bezpieczne tematy. Żyją w roli – pani-podwładna. W takim mdłym, a jednocześnie upokarzającym układzie można trwać latami, odgrywając piękny dla zewnętrznych oczu teatrzyk pod tytułem jesteśmy zgraną rodziną.

Dla osób wrażliwych, które widzą ten fałsz jak na dłoni, które pragną od rodzinnych spotkań czegoś więcej, taki układ bywa jednak nie do wytrzymania. Nie mają siły udawać, nie mają wystarczającej motywacji, by pozwalać na złe traktowanie siebie i swoich bliskich.  Wtedy się odcinają lub w mniej radykalnej wersji rozluźniają kontakt i porządkują go.

Co na to psychologowie? W ich opinii, im lepszy kontakt mają rodzice z dzieckiem, gdy to zaczyna dojrzewać i startuje w dorosłe życie, tym mniejsza szansa, że dorosłe dziecko zerwie z nimi kontakt. Im rodzice prezentują sobą bardziej autorytarny styl wychowawczy, tym ryzyko rozpadu więzi drastycznie rośnie. Czasami zerwanie kontaktów to jedyny sposób.

    32 komentarze

  • zwyklamatka@gmail.com' Zwykła Matka

    Mieszkamy z rodzicami męża…..o tyle o ile on potrafi się odciąć to mamusia po dziś dzień pyta go np o której wróci do domu :)))

  • czekoladowafigura@gmail.com' zjedz_mnie

    Przeczytałam z uwagą Twój wpis i ogarnął mnie smutek. Niezależnie od winy i dziecko i rodzic pozostaje po takim zerwaniu bardzo samotny.

  • Dorotast83@gmail.com' Doro

    No właśnie… Dlaczego??? Ile człowiek łez wyplacze i nocy nie przespi a i tak nie jest w stanie zrozumieć i odpowiedzieć na to pytanie… Dlaczego tylko w stosunku do mnie? Dlaczego w stosunku do jedynej córki i najstarszego dziecka? Dlaczego wszyscy biorą mnie za wariatke bo w stosunku do nikogo innego z rodziny czy znajomych nie ma takiego podejścia? Mogłabym te pytania mnożyć bez końca…

    Cała ta sytuacja doprowadziła do tego że wymagałam od siebie zbyt wiele, uważałam że ciągle muszę wszystkim coś udowadniać bo nigdy nie byłam (nie jestem i nie będę) dość dobra… Wpedzilam się w chroniczne migreny i otarłam o burn out… Wylądowałam na terapii która pomogła mi wiele zrozumieć, „wyplakac” przeszłość i próbować iść dalej i być mimo wszystko szczęśliwa…

    Mimo iż „ucieklam” już kilkanaście lat temu ponad 1000km od Polski i domu rodzinnego to nadal nie potrafię przestać stwarzać pozorów i odciąć się od tej toksycznej relacji całkowicie. Kontakty znacznie ograniczyłam i nie obwiniam już siebie że te relacje są jakie są. Nauczyłam się kierować swój gniew na tych którzy do tej sytuacji doprowadzili zamiast na siebie. Ale jednak każdy kontakt boli, rozbija psychicznie i powoduje moralnego „kaca” że znowu pozwalam się tak traktować i pozwalam się ranić.

    Jakoś sobie z tym radzę, czasem nawet udaje mi się być szczęśliwą i cieszyć się życiem… Przykro tylko że nie można tego szczęścia i radości dzielić z najbliższymi… Nadal budzę się czasem ze łzami w oczach bo znowu przysnilo mi się coś co nawiązuje do tego co tak boli… Ale wiem że muszę z tym żyć i iść dalej bo już wystarczająco dużo lat straciłam na analizowaniu „dlaczego”…

    • dorota

      Doro, dzięki za komentarz…Pewnie to nie pomoże, ale rozumiem to, co czujesz. Trzymaj się!

    • roza.wittek84@gmail.com' Pysio

      🙁 jakbym czytała o swoim życiu

    • mariaskurniak@poczta.onet.pl' Alinek

      Doro, z tego co piszesz to Twoja rodzina krzywdziła Cię i zapewne to robi obojętnością…Uwierz mi iż rodzina męża krzywdzi mojego ukochanego człowieka i podobnie odczuwam co Ty! Podobnie jak Ty zadaje sobie pytanie dlaczego? Dlaczego są tacy dla syna który nigdy nich nie obraził a już na pewno nie skrzywdził, wręcz przeciwnie walczył o ich aprobatę „miłość” kosztem naszych wspólnych nerwów. Bagatelizował ich wstrętne zachowanie w stosunku do mnie aby ich nie urazić co okazało się w konsekwencji nic dla nich nie znaczącym epizodem:(. Zdaję sobie sprawę iż niechęć do mnie i ogólnie niezaakceptowanie mojej osoby mogą powodować takie reperkusje w relacjach rodzice- syn ale do tego stopnia???Jaka może być granica odtrącania syna dlatego, że wybrał kobietę, która nie jest w ich guście??? Doro, nie jesteś sama i wierz mi że przechodzę takie samo piekło jak Ty mimo iż to nie są moi rodzice..

  • Zabaaa18@poczta.onet.pl' Malwina

    Jestem osobą która zerwała kontakt z toksycznymi rodzicami i potwierdzam – była to dobra decyzja ale konsekwencje są tragiczne pod względem relacji z ludźmi i poczucia samotności. A na pytanie „dlaczego?” nigdy nie uzyskam odpowiedzi i to jest najbardziej frustrujące. Psycholog konieczny aby zrozumieć że nie jest się tak beznadziejnym jak sie wydaje.

  • agnieszkakukuryk@wp.pl' agnieszka

    świetny tekst, jestem pod ogromnym wrażeniem:-)

  • roza.wittek84@gmail.com' Pysio

    Jesteś debilką. Życzę Ci żebyś wreszcie zmądrzała- wypowiedziane jako życzenia urodzinowe, to najłagodniejsze co zazwyczaj słyszę od mamy. Pomimo bólu, żalu i niezgody nie potrafię z nią nie być, choć od dawna mam swoją rodzinę i jestem niezależna. Wiem, że to co mi robi pozostawiło i jeszcze nie jedno zło na mojej duszy i życiu pozostawi. Straszne jest to, że czytając takie artykuły, cieszę się, że nie tylko ja mam taką matkę.

  • miniu1986@gmail.com' Magda

    Relacje z rodzicami są niezwykle trudne. W moim przypadku toksyczny związek z matką spowodował, że nie ułożyłam do tej pory życia. Jestem atrakcyjną 31 latką… Myślałam że wyprowadzka od matki będzie idealnym motywem do zerwania toksycznych więzi z matką. Myliłam się. Sprawy z matką snują się za mną jak cień. Każde moje odwiedziny u mamy kończą się moralnym kacem. Nie zerwę kontaktów z nią. To jest osoba, która pomogła mi w wielu trudnościach, przeżyła też wiele w swoim życiu. Czuję, że muszę okazać jej szacunek…

  • katarzynatargosz.pl@gmail.com' Matka na Szczycie

    Jeśli relacje w rodzinie są zdrowe, to wydaje mi się, że wtedy nikt ich nie chce zrywać, a odejście z domu jest naturalne i nie wiąże się z niczym negatywnym.

  • kl.zn@gazeta.pl' Marysia

    U mnie podobnie.Toksyczni rodzice.Tak naprawdę do dzisiaj nie wiem co było bezpośrednią przyczyną tego,że rodzice zerwała kontakt ze mną,a co za tym idzie – moimi dziećmi i mężem.Niekiedy odnoszę wrażenie, że jednym z powodów było to,że wyjechalam że swojego rodzinnego miasta w zupełnie nowe strony, bardzo dobra sytuacja finansowa-dużo lepsza niż u nich.Tyle razy to ja próbowałam wyciągać rękę na zgodę, ze względu na dzieci,ale ręka za każdym razem była odtracana.Było kilka okazji by móc to zmienić,ale oni się odcieni od nas,zresztą od wszystkich mam wrażenie.Żyją w swoim toksycznym świecie.Kontakt mają z dwójką pozostałych dzieci, ale to wszystko jest jakieś takie sztuczne.Ehh…książkę by można było napisać.
    W tym roku kończę 40stke,za dużo się wydarzyło,za dużo czasu minęło i nie chcę mi się już o to walczyć.Ja nie mam rodziców,a dzieci dziadków.
    Niewiele osób zna moją sytuację. Nie opowiadam o tym, bo tak jak zostało opisane w artykule,część ludzi nie umie podejść do tematu obiektywnie.Od razu nasuwa się pierwszą myśl „wyrodna córka „

    • mariaskurniak@poczta.onet.pl' Alinek

      Marysiu, też mam na imię Maria… Dokładnie wiem co czujesz i też ta sytuacja mnie męczy tym bardziej że dotyczy bezpośrednio mojego męża. Jesli bedziesz miała czas i ochotę o tym porozmawiać z osobą która zna ten smutny temat to zapraszam:) Możemy skontaktować się e-mailowo albo przez fb?

  • rockgirl444@wp.pl' L.B.

    Trudny temat, ale dobrze, że go poruszasz. Chyba się jeszcze z całkowitym zerwaniem kontaktów dzieci z rodzicami nie spotkałam, nie przypominam sobie nic takiego w tej chwili, aczkolwiek korzystanie z pomocy rodziców przy dzieciach, czy też zamieszkiwanie z nimi jest dosyć powszechne i to już mało kogo dziwi. Jestem za tym, by jednak utrzymywać kontakty z rodziną, ale też nie kosztem siebie, swojego życia, czy poprzez ograniczenie niezależności. Przesada niewskazana, a rodzina to jednak rodzina, warto mieć z bliskimi dobre relacje.

  • mariaskurniak@poczta.onet.pl' Alinek

    Pani Doroto, od wielu tygodni szukam artykułów dotyczących rodziców źle traktujących swoje dziecko mając więcej niż jedno. krótko mówiąc o nierównym traktowaniu. „Przerobiłam” setki wpisów i ocen różnych psychologów…Wszystko było typowe i przewidywalne:( . Wreszcie natrafiłam na Pani artykuł i muszę powiedzieć, że jest Pani z nielicznych osób ,które oceniły sytuację ludzi odciętych od rodziców w punkt!

    • dorota

      Alinek, dziękuję za ten komentarz. Właśnie takie słowa utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto tworzyć to miejsce w sieci. Dziękuję.

  • mariaskurniak@poczta.onet.pl' Alinek

    Cały czas odnoszę wrażenie, że temat stosunków rodzinnych jest traktowany zbyt pobieżnie i mało wyczerpująco a przecież to jeden z najważniejszych elementów naszego dalszego życia! Mało jest rodzin które spotykają się w całym komplecie na różnego rodzaju uroczystościach i często sami rodzice doprowadzają do takich sytuacji skłócając ze sobą rodzeństwo faworyzując wybrańca/ wybrankę co nie aprobują pozostali…Temat sięga czasami bardzo głęboko i ciężko potem z takiej patowej sytuacji się wyplatać. ja z mężem niestety przerabiamy ten temat i przykre jest to że ofiarami konfliktu najczęściej są wnuki… Doświadczaliśmy i doświadczamy z mężem wszystkiego co okrutne i bezwzględne ze strony (aż trudno uwierzyć) rodziców. Poniżanie, odtrącenie i totalną obojętność.. Czasami nachodzi mnie myśl, że mój mąż to nie nie ich dziecko bo w głowie nie chce mi się zmieścić ze można tak postępować w stosunku do własnego dziecka! Czytałam róże przypadki podłości i krzywdy wyrządzonej przez rodziców ale wierzcie mi nasza historia pobija wszystkie!

  • mariaskurniak@poczta.onet.pl' Alinek

    Długa historia ale ogólnie jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze o to samo, czyli pieniądze choć podłoże jest bardziej skomplikowane. bardzo chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami z NIMI jeśli to możliwe to na prywatnym gruncie oczywiście wirtualnym. Może będzie to następny temat do Twoich rozważań?

  • puempuch@wp.pl' maniusia

    no coz ja mam 60 lat w życiu przeszłam co niemiara złych i dobrych chwil czytam i pocieszam się choć to głupie ,ze nie tylko ja mam taką matkę ,która do tej pory mnąm anipulowała chociaż szybko uciekłam z domu wyprowadziłam sie 380 km to czułam jej oddech na twarzy gorycz ,dobre rady chociaż nigdy nie były po śmierci męża dalej robi to samo skłóca wszystkich jak tylk się pojawi na horyzoncie ale teraz już nie dam sie pozdrawiam wszystkich serdecznie

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>