Główne menu

Żyjesz prawdziwie czy TYMCZASEM? Wyniki konkursu

Kilkanaście dni temu ogłosiłyśmy konkurs,  zapytałyśmy w nim, co dla Was znaczy prawdziwe życie. Czy żyjecie prawdziwie czy tymczasem?

Zasypałyście nas odpowiedziami z różnymi inspirującymi wnioskami. Nie brakowało w nich planów na przyszłość, marzeń, czy surowych analiz dotyczących przeszłości.

Bardzo dziękujemy za aktywny udział w zabawie.

Chcielibyśmy wyróżnić trzy poniższe odpowiedzi. Do ich Autorek wędruje najnowsza powieść Izabeli Sowy „Tymczasem” (recenzja – tutaj). Przyjemnej lektury!

sowa_tymczasem1-1-630x897

„Staram się żyć prawdziwie, a nie tymczasem. Dla mnie tymczasem to życie z dnia na dzień, pełne obojętności, które nie daje poczucia zadowolenia czy satysfakcji. Natomiast życie prawdziwe to życie, które nie zawsze jest usłane różami, w którym borykam się z problemami codzienności, ale jednak nie poddaję się i staram się iść do przodu. Nie załamuję rąk, mam wiarę i nadzieję. W prawdziwym życiu ważne jest osiągnięcie stanu świadomości tego, że to my, nikt inny, mamy wpływ na to, co będzie się działo w naszym życiu. Warto sobie zdać sprawę, że sami jesteśmy za to odpowiedzialni. Dlatego trzeba sobie odpowiedzieć na pytania, czego nie chcemy i czego chcemy. Nie można siedzieć i nic nie robić. Należy podejmować nowe wyzwania. Trzeba odważnie zaprezentować się światu, powiedzieć- to ja.” Karolina J.

„Po urodzeniu drugiego dziecka uświadomiłam sobie, że żyję tymczasem, dopadła mnie lekka depresja. Praca nudna ale pewna, więc nic nie robię, aby znaleźć coś innego. Dużo planów a mało działania – wszechobecny brak czasu i sił. W domu wszystko na mojej głowie mimo, że ja też chodzę do pracy.
Mam kilka pięknych i ciekawych pasji, które gdybym miała więcej czasu (może to tylko moja wymówka), mogłyby być moją pracą, gdyby…..gdyby nie lęk….gdyby nie…. Dużo tych „gdybań”.” Kasia G.

„Od kilku lat zadaję sobie to pytanie. Ja, kobieta po 30-tce, zbliżająca się niebezpiecznie do 40-tki. Mam wrażenie, że nic w życiu nie osiągnęłam. Owszem, mam 4 dyplomy, bardzo dobry zawód, 10 lat doświadczenia w branży. Ale nic mi to nie daje. Pamiętam, kiedy kończyłam studia, wybrałam drogę wejścia w komercyjne zarabianie. W domu się nie przelewało. Moja mama odmawiała sobie chleba, bym mogła skończyć studia. Obiecałam sobie „odrobić” inwestycję moich rodziców w swoje dziecko, czyli mnie. Weszłam w ten świat i… ugrzęzłam w nim. Jedna firma, druga firma, kolejna. Korpo. Bagienko zaczęło mnie wciągać. Całkiem niedawno mimo takiego stanowczego samotnego życia udało mi się spotkać swojego Mężczyznę. Wyobrażacie sobie Państwo, że bagienko korporacyjne postanowiło akurat wtedy, kiedy zaczęło się rodzić coś pięknego i niesamowitego – WIĘŹ jednego kochającego człowieka z drugim – akurat wtedy postanowiono nas rozłączyć odległością. Powiedziałam: NIE. Potem kolejna firma. Nieco wyjazdów, kolejne rozłąki. Kolejna i kolejna… Obecna jest taka, że angażuje mój czas w 120%. Aż zdałam sobie sprawę, że ja już swój dług wobec rodziców odrobiłam. Teraz moim kapitałem jestem ja sama. Chcę dać siebie komuś. Siebie, a nie moje usługi. Prawdziwie żyć, to dla mnie żyć dla kogoś. Dla mojej Mamy. Dla mojego Mężczyzny. I być może dla małego Kogoś, kto może pojawi się w moim życiu, jeśli dam mu na to szansę. Żyć dla kogoś, to też czynić dobro innym. Ludziom naprawdę potrzebującym. Którzy, tak jak kiedyś ja nie mieli się w co ubrać i nie mieli porządnego obiadu. Dam im cząstkę siebie. Teraz, kiedy etap TYMCZASEM zakończył się w moim życiu.” Urszula S.

 

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>