Główne menu

6 błędów rodziców, które hamują dorosłe już dzieci

Wielu z nas żyje w dziwnym, uporczywym, często spychanym do podświadomości poczuciu krzywdy i  niesprawiedliwości. Jesteśmy dorośli, a czujemy się tak, jakbyśmy byli uwięzieni w ciele małego przestraszonego dziecka. 

Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa? Dlaczego nasz związek nie układa się? Trafiam ciągle na jakichś „Piotrusiów Panów”! Z jakiego powodu zachowuję się podobnie jak moja matka? Mimo że stokroć obiecywałam sobie, że będę inna. Lepsza.

Lepsza pamięć…

Nie chcemy pamiętać poczucia niesprawiedliwości, upokorzeń, wyśmiewania, bagatelizowania naszych dziecięcych problemów. Staramy się nie myśleć o tym, że nasza siostra/brat byli wyróżniani, traktowani lepiej, że dzisiaj mama czy tata „kochają bardziej” jedne wnuki a inne gorzej, że jako kilkulatkowie byliśmy wyśmiewani z powodu naszej wrażliwości, skłonności do płaczu, czy też tuszy, a może rudych włosów. Nie chcemy myśleć o tonie, jakim nasza mama mówiła, że „zawsze marzyła o synu”, „że chciała, aby jej córka poszła na prawo”, „że pragnęła, aby…”

Tymczasem psychologowie niezależnie od pochodzenia zgadzają się z przekonaniem, że aby żyć prawdziwie i spokojnie w dorosłym życiu trzeba się rozliczyć z krzywdą z dzieciństwa, także tą, której dzisiaj staramy się nie pamiętać czy którą staramy się usprawiedliwiać. To trudne, bo przecież nawet jako dorosłe dzieci kochamy swoich rodziców. Chcemy myśleć o nich dobrze. I nie chcemy im sprawiać przykrości. Jednak w ten sposób krzywdzimy siebie i własne dzieci. Popełniamy te same błędy i tkwimy w układzie, w którym cierpią najbardziej wrażliwe jednostki – dzieci.

Rozliczenie z trudną przeszłością

10336822_10152359609035250_4780830511157894250_nWcale nie chodzi o to, by oskarżać własnych rodziców, ale by przedstawić im własną przeszłość tak, jak ją pamiętamy i uzyskać poczucie, że nasze krzywdy zostały uznane, wysłuchane.

W ten sposób – spoglądając przeszłości w twarz, można nareszcie skupić się na przyszłości i przestać żyć w cieniu doznanych krzywd, za których nikt nigdy małego dziecka nie przeprosił, których nikt nigdy nie uznał za ważne i godne uwagi.

Dlaczego warto zaglądać do przeszłości?

Właśnie w przeszłości, a szczególnie w sposobie, w jakim byliśmy traktowani przez rodziców, istnieje klucz do wielu problemów ludzi dorosłych:

  • przesadnego krytycyzmu,
  • braku wiary w siebie,
  • przekonania, że jest się wykorzystywanym,
  • uczuciu niesprawiedliwości,
  • braku zaufania,
  • uczuciu, że jest się ośmieszanym, itd,
  • kłopotach w związku,
  • trudnościach w wychowywaniu własnych dzieci.

Jakie błędy naszych rodziców najczęściej destrukcyjnie wpływają na nas – już dorosłych ludzi?

Rodzic nie kochał prawdziwie i bezwarunkowo

Trudno jest kochać siebie, jeśli nie zostało się przyjętym takim, jakim się jest i jeśli nie było się kochanym bezinteresowną miłością. Jeśli nigdy nie byliśmy „wszystkim” dla matki, trudno być później „kimś wystarczająco dobrym dla siebie”. Wtedy zawsze się pragnie miłości i żyje się w poczuciu, że się na nią nie zasługuje. Skoro bowiem nie otrzymaliśmy jej od rodzica…

Jeśli dorosły nigdy nie czuł się prawdziwie kochany jako dziecko, będzie się zawsze odczuwało deficyt miłości i będzie się jej rozpaczliwie pragnąć. Jeśli jednak się ją otrzyma, będzie trudno ją przyjąć, w obawie, że nie jesteśmy jej tak naprawdę godni.

    67 komentarzy

  • Ela

    Jak objawienie.
    Powinien to przeczytac kazdy rodzic ku przestrodze

    • paulina

      Niestety nie wierze zeby to cos dalo. Czesto rodzice którzy sami byli nie potrzebni przez naszych dziadkow (SWOICH rodzicow) nie potrafia zbudowac zdrowej relacji bo i skad maja to wiedziec nikt ich tego nie nauczyl. Ja juz dawno zaczelam mieć w dupie moja rodzine, obrazana jestem do dnia dzisiejszego od psychopatow potworow bez uczuc itp. Teraz alkoholikow nawet. Zawsze ta najgorza slowo kocham w ciagu moje 35 letniego zycia uslyszalam dwa razy moze cuz szkoda ze rodzice w moim postepowaniu nie widza swoich bledow wychowawczych to kim i jaka jestem to ich zasluga tylko ich

    • Anna

      Niestety rodzicom jest tak po prostu wygodniei przyjemni trzymać dzieci na własność a nie są ich własnością. W moim przypadku jest koniecznośćb mieszkania u rodziców z nie mojej winy z winy bezrobocia przez które się nie usamodzielniłam skończyło się na pomocy z opieki. Zdrowie też nie pozwalało mi na normalny rozwój w szkole i w pray i tak cud że pokończone. Słabe zdrowie nie pozwala na angażowanie się w życiu społecznycm izolacja.

    • Magda

      Ja probowalam kilka lat temu porozmawiac z rodzicami o moim dziecinstwie. Mama mnie bila i ciagle krzyczala, pamiatka jest wybity zab (to pamietam doskonale) oraz krzywe lopatki (tego nie pamietam i nikt nie chcial powiedziec co sie ze mna stalo), tata mnie nie bil ale wiedzial doskonale co moja mama ze mna wyprawia, nawet sasiedzi mu opowiadali, nic nie zrobil. Gdy stalam sie nastolatka matka nie pozwalala nawet na spotkania z kolezankami, tata pozwalal wiecej ale gdy w wieku 18 lat zaczal do mnie przyjezdzac chlopak zmienil calkowicie nastawienie i zaczal szantazowac emocjonalnie. Udawal „zawaly serca” wyzywal od ku… choc w wieku 18 lat jeszcze nigdy nie bylam na randce ani sie nie calowalam. Gdy jednak postanowilam im sie postawic i umawialam sie z chlopakiem ktorego oni nie akceptowali w wieku 19 lat zostalam wyrzucona na bruk, zmienili zamki w drzwiach i z dnia na dzien zostalam bezdomna. Tulalam sie po kolezankach ale jak dlugo mozna, one tez mieszkaly u rodzicow. Po 3 miesiacach spotkalam mame, powiedziala ze tata jest gotowy na rozmowe i moze bede mogla wrocic do domu. Ucieszylam sie bo to byl juz wrzesien, nadchodzila zima. gdy z nimi rozmawialam uslyszalam ze to byl zart z powrotem do domu, ze mnie nie chca. Nic gorszego uslyszec nie moglam. To byl najgorszy rok w moim zyciu, spalam na ulicy, glodna. az sie poddalam, chcialam popelnic samobojstwo, nie udalo sie i wtedy mnie przyjeli do domu ale caly czas bylam pod kontrola i ograniczana. W 2006 roku wyjechalam za granice i zyje swoim zyciem, zaczelam oddychac ale przeszlosc nie dawala spokoju. Oni chcieli kontaktu, pewnie ze wzgledu na wnuczke. Zgodzilam sie i pewnego dnia chcialam z nimi porozmawiac o tym co przezylam. Mama oswiadczyla ze nigdy mnie nie bila a tata powiedzial „przeciec cie pocieszalem i przytulalem”, jakby to mialo wystarczyc. Na drugi dzien wyjechali. Potem mialam z nimi kontakty ale teraz urwalam bo za kazdym razem starali sie wprowadzic chaos w moim zyciu. Nie szanuja mnie w ogole, nie licza sie z moim zdaniem mimo ze jestem dorosla i nawet bedac u mnie pokazuja kto rzadzi. W dodatku zgrywaja ofiary. Na swoja wnuczke brazili sie bo ich nie pocieszala gdy oni poklocili sie ze mna a wnuczka ma juz 12 lat i nie chciala sie wtracac.

      • dorota

        Magdo, to co napisałaś…odebrało mi mowę. Naprawdę. Bardzo mi przykro. Chyba jedyne rozwiązanie to się odciąć. Wiem, musi być to bardzo trudne. I porozmawiać z psychologiem…

  • xxx

    Popłakałam się

  • echinacea

    Dobry artykul, tylko niestety moi starzy nie zyja i nie mam im jak powiedziec.
    Takinartykul dobry do szkoly, i na wywiadowke rodzicom przeczytac na glos…

  • Lena

    Właśnie rozpoczynam psychoterapie by rozprawić się z przeszłością. Artykuł jakby o mnie. Ciesze się że na niego trafiłam:-)

  • Gabi

    Wiec juz wiem dlaczego co najmniej raz w tygodniu mowie mojemu partnerowi, że rujnuje mu życie… musze dać ten tekst mojej mamie do przeczytania, ale to ją tylko oburzy, nic nie zrozumie…

  • Mirka Jaworska

    Świetny ten artykuł. Ja rozliczyłam się z moimi „koszmarami” z dzieciństwa pisząc książkę. Każdy musi znaleźć sobie sam tę drogę, którą się rozliczy. Starłam się szanować moje dzieci i kochać je bezwarunkowo, choć nie było to łatwe. Zwłaszcza w obliczu choroby jednego z nich …. . Mnie nie udało się spełnić oczekiwań moich rodziców. Były całkiem sprzeczne z tym, czego sama chciałam dla siebie. W związku z tym – w stosunku do moich dzieci miałam tylko jeden cel – żeby wyrośli na porządnych i szczęśliwych i ludzi. Czy mi się udało? To już trzeba by było Ich zapytać! 🙂 .

  • Aneta

    U mnie też płacz na ten artykuł, ale nie oczyszczający i to jeszcze na pewno długo może nawet nigdy …..

  • Magdalena

    Moi rodzice żyją i zakłamują przeszłość. Uważają ze sobie cos ubzdurałam … Ojciec mnie katował a ostatnio powiedział mi w oczy ze nigdy w życiu ręki na mnie nie podniósł. …
    Rozpoczęłam terapie… Mam malutka córeczkę. Muszę w koncu sie pozbierać. Powodzenia życzę!

    • dorota

      Magdalena, postawiłaś już krok w tym kierunku. To już bardzo dużo!

      • Mirka Jaworska

        Jeśli ojciec Cię katował, a teraz się wypiera, to postaw krzesła dwa na przeciw siebie – posadź go i powiedz mu wszystko co pamiętasz i co przeżywałaś i czułaś wtedy. Nie ważne co zrobi on – bo pewnie będzie zaprzeczał i wszystkiego się wyprze -ważne , że to zrobisz. To ważne dla Ciebie. Wierz mi – przyjdzie ulga. A on niech sobie wypiera co chce. To już jego problem – sukinsyna jednego.

      • Kinga

        Takie podważanie naszego poostrzegania nosi juz nawet nazwe. Okresla sie je gaslightingiem.

    • paulina

      To cos jak u mojej siostry byla lana za wszystko a starzy tylko komentarz no tak lalismy was jak cholera codziennie

  • koko

    Bardzo dobry tekst. Wiem o tym i dlatego pracuję nad sobą od ponad roku, odkąd zostałam mamą. Dziwię się, że mąż ze mną wytrzymał już 6 lat! Bo właśnie jestem osobą, która nie zasługuje na miłość i myśli o sobie wszystko co najgorsze. Niestety moja mama zmarła 10lat temu i nie jestem w stanie z nią porozmawiać, a mój ojciec jest własnie tym, który nawet nie wysłucha, uważa siebie za najważniejszego (nic nie może być dla mnie i mojego rodzeństwa ważniejszego od niego). Nie uda mi się do niego przemówić by zrozumiał, dalej jest złym człowiekiem, manipuluje, krzywdzi słowem i to bardzo… czasami niestety lepiej podjąć decyzje o zerwaniu kontaktów. Pracuję nad sobą każdego dnia, zdarzają mi się błędy, czasem już z przemęczenia wariuję, ale staram się, staram się być dobrym rodzicem. Kocham moje dziecko i wydaje mi się, że ono to wie, pozwalam mu być sobą, szanuję jego potrzeby i zachcianki (tak, nawet roczne dziecko już ma zachcianki, ma swoje zdanie). Mam nadzieję, że starczy mi sił, że się wyleczę z „demonów przeszłości” i ze moje dziecko będzie potrafiło być szczęśliwym dzieckiem oraz szczęśliwym dorosłym.

    • dorota

      Niestety to bardzo często tak wygląda…Rodzice nie chcą słuchać…

      • Mirka Jaworska

        Nieszczęśliwa matka nie wychowa szczęśliwego dziecka. To po pierwsze. ” Czucie się szczęśliwym” – nie zależy od jakichkolwiek czynników zewnętrznych – ale od nas samych. To po drugie. Wszyscy jak jeden – zasługujemy na miłość i szczęście – bez względu na to co nas spotkało wcześniej. To po trzecie. I trzeba przeć do przodu jak czołg z podniesioną lufą. To po czwarte. A po piąte – nie jesteśmy w żadnym stopniu winni, ze nasi rodzice byli niedoskonali. To ich problem i to oni muszą się z nim się borykać i żyć. To, że wypierają – to tylko dowód ich winy i słabości. A po sześćdziesiąte siódme – jutro będzie nowy piękny dzień, a ci co nas skrzywdzili powymierają wcześniej niż my! I to jest bardzo dobra wiadomość na dzisiejszą niedzielę ! 🙂 .

  • koko

    A jest tylko 1 błąd (tzn ja tylko jeden zauważyłam;) )”Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa? Dlaczego nasz związek nie układa się? Trafiam ciągle na jakiś „Piotrusiów Panów”!” powinno być jakiCHś „Piotrusiów Panów”. Nie musi Pani zatwierdzać tego komentarza, nie musi być widoczny 🙂

  • Magdalena

    Potrzebny mi był taki artykuł. Od ponad roku jestem mamą i BARDZO CHCĘ BY MOJA CÓRECZKA BYŁA SZCZĘSLIWA. Cóż sama nie czuję się szczęśliwa i niestety nie wyobrażam sobie rozmowy z mamą 🙁 Mamę bardzo kocham, ale niestety jest ….uważa że wszystko wie najlepiej i nawet teraz a może szczególnie teraz mi przypomina o tym. Moje związki do łatwych nie należały…teraz jest tata małej i staram się zbudować rodzinę i dom. Nie jest łatwo bo jego rodzice… są trudnymi ludźmi..chyba to wiele wyjaśnia. Nam najbardziej zależy na szczęściu i zdrowiu naszej córeczki kosztem wszystkiego…znajomych przyjaciół…i niestety pasji jaka dla nas było bieganie po górach. No cóż mam nadzieję, że uda mi się zbudować szczęśliwy dom i powrócić do naszych górskich pasji.

  • Karina

    Bardzo dobrze napisany tekst. Ciekawy i prawdziwy. Niestety, niekiedy przed przeszłością nie uciekniemy. Musimy się z nią zmierzyć.

  • Asia

    Ja, DDA…masakra – 32 lata dwójka dzieci mąż i wciąż myślę, że jestem pouczana, poprawiana, wybucham, płaczę, śmieję się, krzyczę – jestem okropnie pogmatwana, tak jak było moje dzieciństwo, dorastanie i nawet już po ślubie…Ojciec od 2 lat nie żyje, matka współuzależniona nadal, nawet jakby co raz bardziej i w tym ja….córka, mata, żona…masakra. Tyle mogę tylko powiedzieć. Muszę jeszcze wieeele artykułów przeczytać, żeby siebie zrozumieć i polubić w całości…ale bardzo się staram więc dobre i to….

  • Aga

    Dziękuję
    Noszę w sobie wszystkie lęki i uczucia mało kochanego dziecka. Bita przez ojca pasem za byle przewinienie, nie zasługująca na nic. Mam 46 lat i właśnie zaczynam terapię DDD

  • HAnna

    Pani Doroto, a co w sytuacji, gdy ja doskonale wiem jakie krzywdy wyrządziła mi moja rodzina i starałam się wiele razy to mówić i mowiłam,(tak jak Pani zaznaczyła, nie zeby oskarzac, a zeby po prostu rozliczyc się z przeszłością, zamknac pewne sprawy i zaczac czysta kartke), ale zawsze powtarzał się ten sam scenariusz, a mianowicie, że to co mówię to bzdury i głupoty, : „jestem najlepszą matką na świecie, czego ty chcesz? Ubzdurałaś to sobie, w głowie Ci się przewróciło, gdybyś nie miała za dużo od nas pieniedzy nie zajmowałabyś się takimi głupotami, zobaczyłabyś jak żyją normalne dzieci, Twoi normalni rówieśnicy to dopiero sa problemy, a ty? Ty o nic nie musisz sie martwic i jeszcze Ci zle? To jest to bezstresowe wychowanie, trzeba było Cię lać to byłabyś inną osobą, lepszą, grzeczniejszą, itd. a tak? i jeszcze wiele innych rzeczy, ze wstydu nawet ich nie bede przytaczac. Nigdy nie było mi dane tak naprawdę wyrzucić wszystkiego z siebie w normalnej, spokojnej rozmowie, a jak już część wyrzuciłam, zaraz mi przerywano i mówiono,wrecz wrzeszczano że to co mowię to stek bzdur i żebym się wstydziła, bo robią wszystko dla mnie. Naprawde mi przez to wiele rzeczy sie sypało i sypie, jak w artykule zostało to podkreśloe, najgorsze jest to, że wiem od dawna o tym, nie wiem natomiast albo nawet bardziej chodzi o strach jak ja mam to ogarnac i sie z tego wydostac? Bo na pewno wysluchanie mnie i szczera rozmowa oraz akceptacja tego przez moja rodzine bylaby wyjsciem, oczyszczeniem, jednak co w sytuacji gdy rodzice, wmawiaja mi, ze te zachowania to nic zlego, to normalne, nie widza w tym problemu? Czy oni tak naprawde mysla czy nie chca przyznac sie przed samymi soba, ze jednak zawinili? Prosze o jakaś pomoc, poradę, bo naprawdę nie umiem obie z tym poradzić, dziękuje i pozdrawiam

  • dorota

    Haniu,

    wszystko zależy chyba od tego, jaki cel chcesz osiągnąć..
    Wielu psychologów zaleca napisanie do Rodzica/Rodziców listu. Najlepiej do każdego oddzielnie i przedstawienie swojego punktu widzenia. Uwierz, nawet jeśli takiego listu nie wręczysz, działa to bardzo oczyszczająco.
    Gdy Rodzic otrzyma list, karty są po jego stronie. Może wszystkiemu zaprzeczyć, wyśmiać Ciebie, zignorować, ale to będzie niestety świadczyło o Nim. Być może jednak w ten sposób coś do niego/niej trafi?
    Jeśli rozmowy się nie udają, nie chcesz pisać listów, możesz to wszystko „przetrawić” w sobie. Jest to długi i bolesny proces….wiele zależy od charakteru. Pomoc mądrego partnera/ przyjaciółki nieoceniona. Każdy z nas zasługuje bowiem na dojrzałą miłość rodzica – mamy i taty, którzy powinni kochać bezwarunkowo. Gdy tak się nie dzieje, mamy poczucie straty. To naturalne. Warto dać sobie czas, by te uczucia dopuścić do głosu, by ich nie dusić w sobie, nie bagatelizować. Gdy damy im szansę, będzie boleć, ale potem poczujemy ulgę.
    Trzeba to przetrwać, pozwolić dojść do głosu temu malutkiemu dziecku, które siedzi w Tobie, wysłuchać je, przytulić. Teraz jesteś dorosła. Możesz sama się sobą zaopiekować. Wpływ Rodzica nie jest już tak duży…a szczerze powinien być już ograniczony.
    Gdy dojdziesz do momentu, gdy Rodzic nie jest ani Bogiem, ani Wrogiem, tak naprawdę się od tego uwolnisz.
    Wiem, co mówię. 🙂
    Trzymaj się ciepło!

  • Asia

    Do HAnna:
    Haniu, ja to rozumiem – moja mam jak pisałam już wdowa…wspiera mnie i moją rodzinę – tj męża i dwóch synków finansowo i wciąż jak cokolwiek wspominam to słyszę, jaka ona jest przecież wspierająca i w ogóle…
    Pomimo wszystkich złych dni a było ich wieeele związanych z piciem taty, zostało po im również to, że miał łeb na karku i parę pomysłów takich jak np.kupno trochę ziemi i zostało to dla mnie i moja maja wciąż mi powtarza jaki on cudowny był i tyle zrobił, że gdyby nie on to nie wiadomo co by było a teraz mam być wdzięczna, bo przecież mam zabezpieczenie…do tego pomaga nam ona miesięcznie – ma wysoką emeryturę po ojcu – i znowu…wciąż mamy razem z mężem być jej wdzięczni-być na każde zawołanie. Dzisiaj byłam dwie godziny w pracy. W ciągu 5 minut miałam kilka połączeń tel.nie mogłam odebrać więc zaraz dostałam smsa, w którym oznajmia jak jest wielce obrażona, że nie odebrałam i do tego do mojego męża dzwoniła, który opiekował się dwójką naszych dzieci i młodszy akurat zasypiał więc ta (ponieważ niestety mieszkamy w ciągu domków obok siebie) przyleciała, zaczęła walić w okno, potem dzwonić obudziła synka. Jak mój mąż otworzył to powiedziała, że zmartwiła się, że się nam coś stało i poszła. A potem obrażona pisała jacy okropnie jesteśmy i niewdzięczni, bo tel nie odebraliśmy jak dzwoniła….cały dzień płakała…normalnie można zwariować i niestety nie dało tłumaczenie, że pomaganie sobie to nie meldunki na zawołanie itd…oczywiście my okropni a ona biedulka…. koszmar. Nie ma sensu gadać z nimi bo i tak niektórzy uważają, że są super – tak jak pisze Dorota…najgorsze jest to, że my zależni jesteśmy na razie od tego wsparcia finansowego….koszmar!!!!Masakra…dobrze, że mój mąż już jakoś to olewa, bo wcześnije to nieźle potrafił dowalić i wtedy się zaczynało…normalnie typowa MATNiA….
    Buziaki dla wszystkich „dziwaków” takich jak ja 🙂 pocieszmy się, że nie jesteśmy sami….

  • xxx

    Dziękuję za te wpis 🙂 Dał mi do myślenia

  • Anna

    Moi rodzice popelnili wszystkie 6 z wymienionych bledow ale oczywiscie zaprzeczaja kazdemu i jak wiekszosc twierdza ze to ja jestem niewdzieczna i w glowie mi sie przewraca do matki mam zal ze dala cichce przyzwolnie na znecanie sie nademna przez ojca niestety wciaz musze z jimi zyc pod jednym dachem nie da sie nic zrobic taki szach mat przez te wlasnie bledy z braku wiary w siebie wciaz tkwie w tej matni i nic nie moge zrobic przepracowac tez przeszlosci nie mozna bo jak skoro na kazdy zarzut slyszysz sto pseudo argumentow ze bredzisz jestem juz bliska depresji zyje tylko dlatego ze sama mam dwoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej niestety nie za2sze udaje mi sie byc dobra matka

    • Jaga

      Jak wiele mamy do zrobienia….Moi kochani Rodzice w pierwszym okresie mojego życia powierzyli mnie Dziadkom w innym mieście, bo nie dostali obiecanego mieszkania na czas i nie mieliśmy się gdzie podziać. Nie było jeszcze wtedy urlopów wychowawczych. Mieszkanie otrzymali, gdy zbliżał się mój obowiązek szkolny, czyli parę lat później. Właściwie, po przeprowadzce do nich trzeba się było oswoić, nauczyć siebie i wzajemnych odniesień jakby od początku. Byliśmy jakby trochę obcy, niezgrabni w kontaktach. Błędy popełniali, na szczęście czasem usłyszałam od Rodziców słowo przepraszam. Było mi niewiarygodnie ciężko jako dziecku zasłużyć na akceptację Rodziców. Dobrze, że jako ludzie wierzący otrzymali nie jeden raz pouczenie w kościele na rekolekcjach dla rodziców, że dzieci NIE są ich własnością, że są im powierzone, że nad nami jest Najlepszy Bóg, dawca życia i miłości bezwarunkowej.
      Wiem,że wychować mnie chcieli jak najlepiej, a jeśli mieliśmy odrębne zdania i kłótnie nic nie zmieniały to powierzali mnie na modlitwie Niebu. To nie była tylko jakaś technika, ani żaden nacisk. Ich modlitwa w mojej intencji pozwoliła mi wybaczać im na bieżąco i nie gromadzić w sobie morza krzywd czy żalów. Mogłam się podnosić z upadków, oczyszczać z bólu i wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem wybaczenia. Dziś widzę, że nie samymi dobrymi chęciami uzyskuje się poprawę w relacjach. Ciągle trzeba pracować nad uczciwym i sprawiedliwym oglądem własnych intencji i postępowania. Tu warto zaufać mądrzejszym.

  • aga

    Ciekawy artykul. Z moimi rodzicami moze nie bylo az tak ze wszystkie bledy popelnili ale napewno zaniedbywali mnie i siostre w milosci. Mamy teraz duzo problemow w doroslym zyciu. Siostra na terapii indywidualnej, ja poszukuje grupy ddd i nie chce juz dluzej zwlekac. Mam 30 lat a wciaz jestem sama, nie potrafie sie na nikogo otworzyc,zaufac,pozwolic sie kochac choc jednocześnie nie chce byc samotna. Co gorsze zaczelo do mnie docierac ze w dziwny spodob nie moge oderwac sie od rodzicow,jak ich odwiedzam to czuje sie na powrot mala niekochana, pozostawiona samej sobie dziewczynka,ofiara losu i chce tylko wyć. Poki co nie czuje sie na silach na takie rozliczenie, nie wiem nawet jak mam im to wszystko powiedziec, boje sie ze emocje mnie rozerwa i sie nie pozbieram. Za duzo zalu nosze w sobie. Moze po terapii bedzie mi latwiej. Chce tez sprobowac z tym listem.. Rodzice tez sa wierzacy, wiem ze chyba teraz pewne rzeczy widza i czesto modla sie za mnie, za nas, ale nie mozna wszystkiego przyklepywac sluchaniem radia maryja i rozancem, boli mnie to ze nigdy nie podjeli rozmowy, nie spytali czy jestesmy szczesliwe, czy moze czegos nam brak. Eh, duzo tego.. Dziekuje za artykul!

  • Marta

    A jak to się ma do relacji z partnerem? Moi rodzice są i byli zawsze mało uczuciowi, okazywanie uczuć w naszym domu było nie na miejscu. Mój ojciec sam wyrósł w takim środowisku, natomiast matka po prostu jest mało wylewna. Przeszliśmy długą drogę, jakiś czas temu uświadomiłam sobie wszystkie ich błędy, towarzyszył temu płacz, ale też przebaczenie, obecnie układa nam się dobrze, ale ja nadal trafiam na niedojrzałych mężczyzn, takich, którzy nie wiedzą czego chcą od związku, jestem raniona za każdym razem. Powoli pojawia się u mnie myśl, że nie warto inwestować w związek i może lepiej być wiecznym singlem.

  • Darek

    Pani Doroto,

    Z przykroscia musze stwierdzic iz puenta Pani arykulu jest niedorzeczna, niestety.

    Prosze nie odebrac mojej krytyki zle, ale nie powinna Pani nikomu doradzac a juz napewno nikomu ze zkrzywiona psychika, aby zaczal zyc na nowo dla siebie i dla swojego partnera wylacznie, wyrzekajac sie tym samym wiezow ktore laczyly go z rodzina.

    Wszystkie bledy popelnione w przeszlosci powinny stac sie tematem dialogu miedzy zainteresowanymi stronami, niestety panie, ktorych to psychika zostala zachwiana w dziecinstwie, dzis czesto wspierane przez zyciowych partnerow i psychologow gloszacych podobne teorie do Pani, Pani Doroto, nie sa tym zwyczajnie zainteresowane..

    Pozdrawiam serdecznie i zycze Pani czytelniczkom przede wszystkim, wiecej szacunku dla wlasnych rodzicow pomimo tych wszystkich bledow ktore popelnili probujac nas wychowac.

    Darek

    • dorota

      Darek, a ja z przykrością stwierdzam, że Twoja interpretacja artykułu ma nijak się z tym, co napisałam. Wielokrotnie piszę o potrzebie dialogu, o tym, że gdy dzieci dorastają relacja z rodzicami powinna wkroczyć na wyższy, dojrzalszy poziom. Pozdrawiam serdecznie

  • Darek

    Doroto, nie interpretowalem artykulu, tylko jego puente.

    Uwazam ze sam artykul jest dobry i zapewne pomoze wielu; obecnym jak i przyszlym rodzicom uchowac ich wlasne dzieci przed podobnymi traumami do tych, ktore przezyla wiekszosc Pani czytelniczek.

    Zycze wytrwalosci w pisaniu i rowniez pozdrawiam serdecznie,

    Darek

    • dorota

      Dziękuję. Na tym etapie nie potrafię ująć wszystkiego w jednym zdaniu, dlatego rozpisuję się na kilkaset. Stąd interpretowanie tylko jednego zdania nie będzie korzystne dla mnie i tego, co napisałam. Pozdrawiam 🙂

  • Darek

    W kazdym artykule bardzo ważna dla czytelnika bedzie puenta, ktora podobnie jak moral, bardzo czesto uczy.

    Pisze Pani bardzo ciekawie artykuly Pani Doroto i biegle wlada Pani piorem, ale nieostroznie 🙂

    Pozdrawiam, Darek

    • dorota

      A tak z ciekawości, jak tu znalazł się mężczyzna, na stronie dla kobiet i to jeszcze pod tym artykułem…? 🙂 Google czy jakoś inaczej?

  • Darek

    Artykul zostal mi polecony:)

  • bożena

    Pan Darek ma wiele racji.Dla mnie ten artykuł bije w oczy jednostronnością sądów. To co od początku nasuwało mi się jako wniosek przy jego czytaniu to :Rodzice są BE.. Są oczywiście także potwory, ale mam nadzieję,że jednak większość nas-dzieci ma inne zdanie ,choć rady w/w są w wielu przypadkach do wykorzystania.

  • czarodziejka

    Mam takie dwie refleksje po przeczytaniu.

    Pierwsza – moja siostra ma straszny żal do naszych rodziców. Rodzice nie byli idealni, ale kto jest idealny? Wszystko zaczęło się w okresie ich rozwodu (siostra miała 16 lat). Z powodu kłopotów finansowych mama wpadła w depresję, tata nie był dla niej wsparciem, w desperacji złożyła pozew o rozwód no i stało się. Siostra wtedy strasznie była zła na tatę. Potem jak mama nie mogła wyjść z depresji wkurzyła się na mamę, a z tatą weszła w dobre stosunki. A potem znów zdenerwował ja tata (z powodu różnych konfliktów, moim zdaniem miała zbyt roszczeniową postawę). Teraz o każdym z rodziców wypowiada się źle, a co gorsza całe nasze dzieciństwo zaczęła interpretować jako pasmo jej cierpienia, wymyśla niestworzone historie. W dodatku właśnie zrobiła to, o czym pisze Pani na początku artykułu. Postanowiła wylać na naszą mamę w depresji swój żal, mówiąc jej, że się nami nie opiekowała w dzieciństwie (co nie jest prawdą). Mama to straszliwie przeżyła. A siostrze to wcale nie pomogło. Ja widzę, że to siostra po prostu ma jakiś problem i szuka winy we wszystkich dookoła. Tymczasem zamiast obwiniać innych, obarczać ich swoim problemem, powinna sama go rozwiązać w swojej głowie. I teraz moja refleksja – może jednak nie ma sensu wylewać żalów na rodziców, czy słusznych, czy nie. Bo to często nic nie da, nie przyniesie poprawy, bo każdy ma swoją interpretację. Najczęściej rodzicie krzywdzą swoje dzieci nieświadomie, z miłości do nich. I nie zrozumieją, gdy im powiemy, że czujemy się skrzywdzeni. A problem siedzi tak czy siak w naszej głowie.

    Druga refleksja – ja kiedyś miałam odwrócona sytuację. Zrobiłam sobie rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że jest kila osób, które w życiu skrzywdziłam, miałam poczucie winy z tego powodu i chciałam je niejako odkupić poprzez przyznanie się do błędów, przeprosiny. Po rozmowie z dwoma osobami okazało się, że one wcale nie maja do mnie żalu i nie wiedzą o co mi chodzi. Na początku byłam zła, bo oczekiwałam, że oczyszczę siebie, a tymczasem te osoby nie miały mi czego wybaczyć. I wtedy poczułam, że problem siedzi jednak u mnie w głowie. Że to nie ważne, czy ktoś mi wybaczy, czy nie. Ważne, że ja wybaczę sobie. I dopiero to mnie oczyściło.

    Podsumowując – nasze problemy psychiczne siedzą w naszych głowach. Nie trzeba wylewać żalu na innych, albo szukać u innych przebaczenia. Wybaczmy sobie i wybaczmy innym, a nasze życie zmieni się na lepsze.

    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

  • ula

    czytam te wypowiedzi i może i siebie odnalazłam trochę..rodziców nie ma…umarli…odejscie mamy przeżyłam potwornie..sama sie rozchorowałam..byłam z nią do końca jej dni-trzymając za rękę…była surowa..nie potrafiła okazywć uczuć..ale tym co robiła pokazywała jak bardzo nas kocha..chociaz nigdy nie powiedziała tego…nie bądzmy zbyt surowi dla swoich rodziców..ja mamę bardzo rozumiałam…jej lęki,gniew a często bunt…zbyt wiele doświadczyła…wojna..potem śmierć ojca..-jej męża .następnie brata mojego..miał 18 lat…ta trauma jest we mnie do dziś….sama jestem matką i nie wyobrażam sobie stracić syna..a ona straciła…sąd po czsie czerpała siły,radośc i wielkie otwarcie na innych -pomagał bardzo…skąd? pytałam czasami..ona mówiła ,że życie bierze sie jak leci…ale często też płakała-widziałam….rodzice to też ludzie tylko..gdyby był wzór…regułki do ktorych możnaby się stosować…wzor na bycie dobrym rodzicem…z pewnością nie popełnilibyśmy tyle błędów…ja wiem jedno,ze nikt tak bezinteresownie nie kocha jak rodzice….to siła która pokona wszystko……

  • Miska

    Przepraszam, bede pisala bez polskich liter. Mam tez juz troche ponad 30 lat, mieszkam za granica. Z domu wyprowadzilam sie 8 lat temu, ale lacznie nie mieszkam z rodzicami od 10 lat.
    Moje dziecinstwo bylo dosc fajne, nie powiem. Pamietam duzo przyjemnych rzeczy. Ale pamietam tez agresje mojego taty, ktory non stop porownywal mnie do mojej ‚lepszej’ (co jest oczywiscie nieprawda, wyroslam na porzadnego czlowieka i takim bylam) siostry, wysmiewal sie ze mnie czesto, potrafil agresja mnie ‚zamknac’- raz dostalam w leb, innym razem kopa itp. Chociaz ogolnie mnie nie bil, ale krzyczal i mial rozne ‚odpaly’, tak ze kolezanki nie chcialy czasem do mnie przychodzic. Mama czasem mnie zbila paskiem, ale jakos nie mam jej tego za zle. Za to mam za zle, ze kiedys zwrocilam uwage, co robi ojciec, a ona powiedziala cos w stylu: ” nie przesadzaj, wcale tak nie robi!”. Wiele matek jednak broni ojcow.
    Teraz zyje z nimi dobrze, sa pomocni, czesto ich odwiedzam w Polsce. Ale jednak nigdy nie przerobilam tego z nimi. Wkurza mnie za to, ze bedac z nimi czuje sie jednak jakas tak sztywno, nie swojo. A wynika to pewnie z tego, ze wciaz traktuja mnie jak male dziecko. Probuja narzucic swoja wole, ciagle maja pomysl na mnie itp. A ja radze sobie dobrze tutaj. I o tym wiedza. Bywam malo asertywna, co na pewno nie pomaga. Jak mowie im NIE, chyba za lekko, to sie zaczyna….. Chcialabym jednak to zmienic.
    Jestem wrazliwa, malo pewna siebie osoba, wrecz z lekka fobia spoleczna. O czym nie kazdy wie. Rodzice naprawde MUSZA mowic swoim dzieciom, jakie by nie byly, dobrze rzeczy, bo bardzo sie to odbija pozniej na nich. Skonczylam studia, jestem pracowita, uczciwa. Czesto w pracy chwalona. Zyje na fajnym poziomie, nie robie nikomu krzywdy. I nie chce, zeby ktos mi mowil, co mam robic i jak. Zwlaszcza ktos, kto nie zawsze byl dla mnie sprawiedliwy.
    Poza tym mozemy na siebie liczyc i nie jest zle. Ale wiem, ze w glebi duszy cos nie zostalo wyjasnione, nie rozprawilam sie z tym wszystkim.

  • Ala

    Też popłakałam się po przeczytaniu tego artykułu. 35 lat na karku, lata psychoterapii i brania leków z powodu przewlekłych stanów lękowych i depresyjnych. Lata prób, żeby porozmawiać z rodzicami dlaczego z mojego dzieciństwa zrobili koszmar. Zawsze ten sam schemat, wina od dziecka była moja, bo byłam zbyt wrażliwa, miałam nerwicę szkolną i tym utrudniałam im życie, nie byłam wg. nich normalna. Sami nie potrafili mi pomóc, na szukanie specjalisty zabrakło im woli. Jak po latach silnej nerwicy zaczęły się napady histerii, ojciec wlókł mnie do łazienki i polewał głowę zimną wodą. Niedawno usłyszałam od mamy przepraszam, ale niestety dalej nie rozumie, że w tej rodzinie zabrakło serca, ciepła, empatii. Za to był kij do „prostowania” wykrzywionego dziecka. Czasem żałuję, że nie popełniłam wcześniej samobójstwa, rodziny nie założyłam i nie założę, bo w moich oczach rodzina to koszmar.

    • sandra

      Ala, bądź dzielna. Wiem, że takie coś bardzo podcina skrzydła, ale trzeba próbować żyć dalej. Ja cały czas próbuję, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, ale próbuję. Nie załamuj się :-*

  • sandra

    Dla mnie problemem jest to, że rodzice – mimo tego, że mam już prawie 40 lat na karku, swoją rodzinę i swoje życie – ciągle traktują mnie jak dziecko, które ma być posłuszne. Jeśli coś w moim życiu postanowię nie po ich myśli (głównie są to rzeczy związane z wychowywaniem mojego nastoletniego dziecka), to po prostu obrażają się, mówią okropne rzeczy na mój temat, czasem stosują taki szantaż emocjonalny (Jeśli nas kochasz, to postawisz stół w tym miejscu – DOSŁOWNIE tak kiedyś mi powiedzieli….)…
    Generalnie, to nie mam ochoty utrzymywać z nimi kontaktu…
    W naszym domu nigdy nie rozmawiało się otwarcie, zawsze była bariera między mną a nimi. Ojciec…, trzeba bardzo uważać co się przy nim mówi (nie daj Bożę mieć inne poglądy polityczne i religijne niż on) i jak się mówi (przy nim nie powiesz O CHOLERA, bo to takie brzydkie słowo.. a fe…).
    Przyznam szczerze, że mam duże wyrzuty sumienia, że między nami tak jest, bo wiem, że rodziców może niedługo zabraknąć, ale NIE MAM JUŻ DO NICH SIŁY I SERCA 🙁

    • Rebeka

      Mam podobnie z rodzicami jak Ty. Mam 35 lat, a oni traktują mnie jak dziecko, a może jeszcze gorzej, bo z pragnieniami mojego dwuletniego siostrzeńca liczą się; z moimi – nie. Trochę późno zorientowałam się, że na rękę było im konserwowanie mojego dzieciństwa; chcą mieć przy sobie kogoś, kto będzie im pomagał, gdy tylko sobie tego zażyczą. Mój pierwszy poważny związek: 29 lat (!), w konsekwencji awantury, obrażanie mnie (wyzywanie od k…w) i obecnie mojego męża, wyśmiewanie się… Staram się nie poddawać, żyję aktywnie, zmieniam się, rozwijam w miarę możliwości – ale od czasu do czasu przychodzi rezygnacja, wycofanie, regres. Wtedy powraca strach przed agresywnym ojcem, przed niezrównoważoną emocjonalnie matką; nic nie pomoże pozbyć się tego strachu, tylko czas. Co do rad zawartych w artykule: rozmowa z rodzicami na temat przeszłości to najgorsze, co można zrobić w mojej sytuacji – to ich tylko rozjusza, rozwściecza, a ja dostaję kolejne ciosy. Zamiast rozmowy lepsza modlitwa i działanie, zmiana siebie i swojego życia – gdy tylko wróci motywacja 🙂

      • sandra

        Rebeka, ja z moimi nawet nie chcę rozmawiać na temat naszych relacji. Bo mnie takie rozmowy po prostu bardzo krępują, między nimi a mna jest jakaś ściana nie do przebicia.
        Generalnie to chyba pogodziłam sięz tym, że rodzice uważają mnie za wyrodną córkę i matkę i że ich pomysł na zycie jest najlepszy.
        Jest mi źle i przykro, że nie mam z nimi normalnej relacji, takiej na luzie, bez narzucania swojego zdania.
        Kiedy mam ich odwiedzić to zaczyna mnie boleć brzuch…

        • Rebeka

          A mnie już nawet nie jest przykro, że nie mam z nimi relacji. Oni już tak zdziwaczeli, że nikogo nie akceptują, wszyscy są źli: zrazili znajomych, rodzinę, siedzą sami w wielkim domu z działką i uprawiają „zdrowe jedzenie”, przestrzegając swoich wyimaginowanych „zasad” dotyczących „zdrowego odżywiania się” (np. matka nie może pić kawy przy ojcu ani kupić musztardy, żeby nie było awantury). Życzę im powodzenia, ale nie zamierzam utrzymywać kontaktu. Relacja oparta jest na wzajemności, a oni sobie tego nie życzą, nie mają potrzeby znać mnie i mojego męża (jedyną ich potrzebą jest zasypywanie nas swoim jedzeniem). I wiesz co? Ja to szanuję! Każdy ma prawo nie słuchać innych ludzi, zamknąć się w swoim świecie, nienawidzić życia – z wszystkimi tego konsekwencjami…

  • Milena

    mnie wychowywano na „grzeczną dziewczynkę”, ja w sumie już urodziłam sie jako spokojne dziecko, w ogóle nie mieli ze mną trudności (poważnych). teraz jak mój ojciec widzi jak mój synek (2 latka) płacze (kiedy np jest zmeczony) to twierdzi, że to wynik rozpieszczenia 🙂 zresztą, już 10 msc dziecko było „rozpieszczone” w jego odczuciu 😛
    moja mama dopiero teraz wzięła się za ‚dokształcanie” z wychowania, ale za krzywdy (psychiczne) dotąd przepraszam nie usłyszałam. u nas w domu kocham Cię, przepraszam dziekuje sie nie używało…smutno mi jak pomyślę ile przez to wszystko straciliśmy. moi rodzice są „wyalienowani” ojciec zgorzkniały, oboje znerwicowani i po co to?? ja jak ja, widzę co było nietak i staram się uniknac powtorki z „rozrywki”. jedno czego im mam najbardziej żal to to że nie mialam żadnego wparcia, kierownictwa i teraz ciezko mi sie w zyciu ogarnac.

  • F

    Ludzie! Polecam Wam terapię. Jestem już 4 lata i jakość mojego życia wzrosła o 1000 %. Toksyczni rodzice nie stanowią już dla mnie problemu. A 4 lata temu? – Byłem wrakiem człowieka, który żył w kłamstwie tylko dlatego że nie miałem podstawowych zdolności interpersonalnych i intrapersonalnych. A zawsze czułem tęsknotę za uczciwością wobec siebie. Dla moich rodziców byłem własnością która ma spełniać ich oczekiwania. Odmówili mi wszystkich podstawowych praw. Prawa do wolności, do dokonywania wyborów, do własnej analizy, oceny, do krytyki. Nie pozwalali mi myśleć i czuć. Nie pozwalali mi tego wyrażać. Miałem się tylko uczyć, chodzić do kościoła i siedzieć cicho w domu. Odmówili mi prawa do budowania własnej tożsamości. Odebrali mi prawo do bycia człowiekiem. Obwiniali mnie i oceniali. Czułem wstyd jakby mi czegoś brakowało i lęk przed wszystkim. Nie mogłem korzystać ze swojego potencjału bo tak bardzo byłem skoncentrowany na permanentnym cierpieniu. A teraz? Pępowinka przecięta, nie biorę odpowiedzialności za moich milusińskich a sam mam się wyśmienicie i żyję sobie spokojnie. POLECAM TERAPIĘ WSZYSTKIM. Pozdr

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>