Główne menu

Baba z owłosionymi nogami, czyli dlaczego nie lubimy feministek

Tak jak po stronie mężczyzn znajdziemy liberałów, konserwatystów czy socjalistów, tak i w żeńskiej części populacji trudno mówić o jednolitych poglądach. Część będzie chciała za wszelką cenę zostać prezeską wielkiej firmy, pragnieniem innych będzie założenie rodziny. Tymczasem współczesny feminizm zdaje się uwzględniać wyłącznie potrzeby jednej grupy. Tej, która uważa, że macierzyństwo, małżeństwo to strata czasu, bo są inne, znacznie ciekawsze i ambitniejsze drogi do rozwoju własnej kobiecości. A właściwie człowieczeństwa, bo „kobiecość” to zacofanie, termin podkreślający tylko naszą niższość wobec rządzących światem mężczyzn.

Co niektóre feministki, jak prof. Magdalena Środa, idą krok dalej i mówią wprost, że poświęcanie się rodzinie jest wyjątkowo szkodliwe dla płci żeńskiej. Dla większości takie przesłanie jest nie do przyjęcia. Bo co, spełniamy się zawodowo, rozwijamy swoje pasje, ale wystarczy, że zaczniemy myśleć o ślubie i dzieciach, by z automatu zamienić się w ograniczone ciemniaczki? Dlaczego radość z dzieci ma być powodem do wstydu, skoro one swój sukces osiągnęły także dzięki nam, mamom, i naszej pracy? Działaczki ruchów kobiecych najwyraźniej nie chcą przyjąć do wiadomości, że niektóre ich koleżanki mogą z własnej i nieprzymuszonej woli wybrać to wyszydzane siedzenie w domu, przez co tracą potencjalne zwolenniczki.

Mimo to środowiska feministyczne przekonują, że mówią głosem wszystkich kobiet. Przeciwniczki tego ruchu są innego zdania. Postulaty, które słyszą w mediach, nijak się mają do realnych potrzeb tysięcy kobiet. Na czoło wysuwają się takie zagadnienia jak niczym nieskrępowany dostęp do aborcji, podczas gdy statystyczną Polkę bardziej interesuje brak miejsc w żłobkach, podniesienie wieku emerytalnego, przemoc domowa, praca na „śmieciówkach” albo fatalna opieka zdrowotna.

Ponadto, feministki zdają się zapominać, że wśród kobiet są także tradycjonalistki i osoby wierzące, które wcale nie są z definicji wrogami równouprawnienia, po prostu nie widzą we współczesnym feminizmie żadnej oferty dla siebie. Co więcej, czują się urażone, gdy ich system wartości traktowany jest jako „zaścianek” i „patologia”, trudno się więc dziwić, że o feministkach nie wyrażają się zbyt pochlebnie.

Konflikt interesów

Krytyczki feminizmu uważają, że ich samozwańcze przedstawicielki nie poświęcają dostatecznie dużo uwagi kwestiom związanym z polityką społeczną. Nie było feministek podczas protestów rodziców opiekujących się dziećmi niepełnosprawnymi. Zabrakło ich również wtedy, gdy samotne matki walczyły o przywrócenie zlikwidowanego Funduszu Alimentacyjnego. Prawie w ogóle ruchy kobiece nie mówią o szarej strefie niań i pomocy domowych, nie pochylają się także nad losem babć, które za darmo dzień w dzień opiekują się wnukami. I tylko z rzadka można usłyszeć o tym, że większość Polek, w trosce o zdrowie swojego maleństwa, musi płacić za opiekę w trakcie ciąży czy za znieczulenie podczas porodu. Feministki protestują, wyliczając swoje inicjatywy na tym polu. Niestety, w tych sprawach ich głosy brzmią dość cicho, a poza słowami brak konkretnych działań.

Zarzuty antyfeministek potwierdzają niektórzy socjologowie. Ich zdaniem, feministki mają znikomy wpływ na codzienne życie Polek. Ruch kobiecy to zamknięta grupa, w pewnym sensie elitarna i przez to oderwana od rzeczywistości.

Do Kongresu Kobiet, bodaj najbardziej wpływowej grupy feministek, należą niemal wyłącznie osoby, które osiągnęły spektakularny sukces zawodowy, jak Henryka Bochniarz czy Danuta Hübner. W dodatku wyznawane przez Kongres liberalne i wolnorynkowe idee są bardzo dalekie od oczekiwań statystycznej Polki. Przekaz może więc trafić do mieszkanek dużych miast i przedstawicielek klasy średniej, o określonych poglądach i dążeniach. A co z resztą?

Reszta, początkowo nawet zainteresowana ruchem chcącym poprawić jakość ich życia, po wysłuchaniu kolejnej pogadanki o aborcji, genderze, konieczności stosowania żeńskich końcówek w nazwach zawodów i ślubach dla lesbijek w końcu uzna, że z feministkami jest im nie po drodze. I poszuka miejsca, w którym mówi się bardziej zrozumiałym językiem o bliższych sercu sprawach.

Ekstremizm szkodzi

Typowa feministka? Kłótliwa, głośna baba, która nie dopuszcza do siebie żadnej krytyki i zmiesza z błotem każdego, kto ośmieli się o płci pięknej powiedzieć coś niezgodnego z feministyczną doktryną. Niestety, ale spadkobierczynie sufrażystek na taki wizerunek solidnie sobie zapracowały. Oczywiście, nie wszystkie bojowniczki o prawa kobiet to wredne babska narzucające siłą swoją ideologię, niemniej jednak w przestrzeni publicznej najczęściej słychać feministki o skrajnych poglądach. A tak już jest, że gdy do głosu dochodzi ekstrema, zła opinia dotyka całe środowisko.

Dlatego feminizm kojarzy się niemal wyłącznie z kwestionowaniem wartości rodzinnych, z wyśmiewaniem religii katolickiej, z deklaracjami o przeprowadzeniu aborcji w Wigilię, z agresywnymi pyskówkami typu Szczuka-Terlikowski.

Feministki postrzegane są jako zwykłe propagandystki, dorabiające ideologię do najprostszych spraw i stosujące tak pokrętną logikę, że nawet sympatyczki tego ruchu czują się zażenowane i na wszelki wypadek wolą się od takiego środowiska odciąć.

Polki przyznają, że w głębi duszy czują się feministkami i są głęboko wdzięczne swoim prababkom za walkę o społeczną sprawiedliwość. Ale publicznie feministkami się nie nazwą, bo nie podoba się im ton prowadzenia dyskusji o prawach kobiet. W skrajnym feminizmie nie ma miejsca na odmienny punkt widzenia i rzeczową debatę, bo każdy myślący inaczej jest od razu nazywany wrogiem już nie tylko kobiet, ale demokracji w ogóle. Od feminizmu odpycha właśnie ta retoryka wojny i autorytaryzm, co jest o tyle śmieszne, że podobne zachowania u mężczyzn są przez owe bojowniczki mocno piętnowane.

Nie jesteście nam już potrzebne

Sprzeciw wobec feminizmu jest trochę na zasadzie „bo tak”. Nie do końca wiemy, o co w nim chodzi i niespecjalnie chce się nam to sprawdzać. Swoje prawa traktujemy jako oczywistą oczywistość i kompletnie zapominamy, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w wielu krajach nie do pomyślenia były powszechne prawa wyborcze, osobiste „kobiece” konta bankowe, możliwość studiowania na wybranej uczelni czy samodzielnego decydowania o własnym losie. Chyba właśnie brak takiego jasno określonego celu, ważnego zarówno dla profesorki z Krakowa, jak i fryzjerki z małego miasteczka, jest największą bolączką dzisiejszego feminizmu. Przecież wszystko już mamy, reszta to fanaberie i głupia rywalizacja z facetami. Co nie jest prawdą, bo ciężko znaleźć Polkę, która nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń do swojego statusu w społeczeństwie. Pozostaje więc czekanie, aż na pierwszy plan wysuną się w końcu feministki, z którymi zapragniemy się utożsamić.

    20 komentarzy

  • Zbigniew Jerzy

    Edyta, skoro nie rozumiesz przesłania Pani prof. Środy, prawa do zawierania małżeństw przez lesbijki, prawa do decydowania o byciu w, oraz donoszenia ciąży. Prostego gender, i dlaczego feministki nie zajmują się miejscami w żłobku, to po co tyle słów. Wystarczyło napisać jestem fanką pana T., uznaję tylko prawdę głoszoną przez pracowników kościoła katolickiego a feminizm w formie pierwotnej jak i ten współczesny jest zgubą dla ludzkości.

    • Edyta

      Zbigniew Jerzy, nie mogłeś się bardziej pomylić w ocenie moich poglądów 🙂 akurat z prof. Środą w wielu kwestiach się zgadzam, niemniej jednak bardzo nie podoba mi się ton wielu jej wypowiedzi. Zwyczajnie nie godzę się na to, by kogoś myślącego inaczej traktować z pogardą, nazywać „ciemnogrodem” i z automatu uważać za jakiś gorszy rodzaj ludzki. Jak napisałam w artykule, kobiety są bardzo różne, więc i różnie myślą, a wolność polega chyba na tym, by również te panie, dla których np. słowo kościoła jest ważne, też mogły wyrażać swoje zdanie? Nigdzie też nie stwierdziłam, że feminizm jako taki jest zły. Wręcz przeciwnie, w ostatnim akapicie podkreślam jego zasługi i daję do zrozumienia, że jest potrzebny. Problem w tym, że te najbardziej słyszalne feministki zachowują się trochę jak działacze z czasów słusznie minionych – jest jedna partia, jedna linia tej partii, a kto nie z nami ten wróg i do lochu z nim. I o tym właśnie jest mój tekst 🙂

  • Lucyna

    Stek bzdur tak jak ostatnio w Wysokich Obcasach Extra. W kwestii ” samozwańcze przedstawicielki nie poświęcają dostatecznie dużo uwagi kwestiom związanym z polityką społeczną. Nie było feministek podczas protestów rodziców opiekujących się dziećmi niepełnosprawnymi. Zabrakło ich również wtedy, gdy samotne matki walczyły o przywrócenie zlikwidowanego Funduszu Alimentacyjnego. Prawie w ogóle ruchy kobiece nie mówią o szarej strefie niań i pomocy domowych, nie pochylają się także nad losem babć, które za darmo dzień w dzień opiekują się wnukami. I tylko z rzadka można usłyszeć o tym, że większość Polek, w trosce o zdrowie swojego maleństwa, musi płacić za opiekę w trakcie ciąży czy za znieczulenie podczas porodu” polecam najpierw przeprowadzić rzetelne dziennikarskie dochodzenie i nie pisanie kłamstw. Czy autorka zna chociaż jedną organizację kobiecą i potrafi powiedzieć czym się ona zajmuje? Polecam lekturę http://feminoteka.pl/aktualnosci/domagamy-sie-sprostowania-od-wysokich-obcasow-extra/

    • Edyta

      Lucyna, bardzo proszę, przeczytaj cały akapit 🙂 Przytoczone przez Ciebie zdanie nie brzmi „samozwańcze przedstawicielki nie poświęcają dostatecznie dużo uwagi kwestiom związanym z polityką społeczną…”, ale: „Krytyczki feminizmu uważają, że ich samozwańcze przedstawicielki nie poświęcają dostatecznie dużo uwagi kwestiom związanym z polityką społeczną…” Brzmi trochę inaczej, prawda? Zacytowany fragment nie jest więc moją tezą czy stwierdzeniem faktu, ale przedstawieniem argumentów drugiej strony. Może warto ją wysłuchać? Ponadto, tekst nie jest o tym, co robią a czego nie robią feministki, ale o tym, dlaczego świat ich nie lubi. A niestety, feministki nie mają ostatnio dobrej prasy i starałam się tylko pokazać, co może być tego przyczyną. A ową przyczyną jest między innymi zły dobór tematów w debacie publicznej. Oczywiście, że jest cała masa organizacji realnie pomagającym kobietom. Tyle że o nich jest bardzo cicho, a w telewizji na pierwszy plan wybijają się dyskusje w rodzaju „nie rządzi nami pani premier tylko premierka”. Więc może zamiast się obrażać, wpływowe feministki powinny bardziej wsłuchiwać się w głosy nie tylko swoich wyznawczyń, ale również tych innych kobiet i głośniej krzyczeć o ich problemach zamiast chodzić na „ustawki” z Terlikowskim czy księdzem Oko? Tylko tyle i aż tyle 🙂

      • Lucyna

        Już słownictwo jakiego używasz świadczy o przyjętej, z pewnością nie obiektywnej, postawie. „Wyznawczynie”? „Ustawki”? W telewizji na pierwszy plan wysuwają się tematy, o których piszesz, jak myślisz- dlaczego? Bo feministki tego chcą? A bezstronne i obiektywne media (jak i Ty) mówią o faktach? Media nie pokażą akcji, w której feministki działają na rzecz, jak je nazywasz, „zwykłych kobiet” bo to mało chwytliwe. Przychodzi Środa do Lisa i prosi, żeby dał jako drugiego gościa kogoś nawet o skrajnie różnych poglądach, ale z którym można na poziomie debatować a ten jej na to, że to nie ma być debata tylko SHOW. i po raz kolejny zasiada w studio Terlikowski lub Oko- specjaliści od wszystkiego, zwłaszcza od spraw kobiecych, in vitro, antykoncepcji (sic!). Zachęcam do refleksji nad mediami, skoro sama popełniasz artykuły, i może nie powielania szkodliwych schematów. Wiele potrzebujących grup odrzuca pomoc organizacji feministycznych, bo nie chcą być z nimi kojarzone- niemały w tym udział mają artykuły taki jak Twój. To a propos „feministki nie mają dobrej prasy”, fali, na której popłynęłaś po najmniejszej linii oporu.

        • Edyta

          Wybacz Lucyna, ale swoją postawą poniekąd potwierdzasz trochę to, co napisałam. Przecież mogłabyś normalnie wyjaśnić mi w czym nie mam racji, tymczasem odpowiadasz mi w tonie dość agresywnym, zarzucasz brak obiektywizmu tylko dlatego że się z Tobą nie zgadzam, bycie Faktem i tak dalej… Odnoszę wrażenie, że nie chcesz przyjąć jakiegokolwiek słowa sprzeciwu i widzisz swoją rację jako tą jedyną słuszną – reszta to same szkodniki. Mamy udawać, że nie ma głosów krytycznych i od razu uznać tych krytyków za kłamców, bo to się kłóci z czyimś światopoglądem? W kwestii mediów: tak, uważam, że poniekąd pewne środowiska feministyczne chcą poruszania takich tematów. Albo inaczej: chyba nie chce się im postarać, żeby było normalniej. Przecież nie ma obowiązku prowadzenia publicznej dyskusji z ks. Oko czy T. Terlikowskim. Pani Środa czy pani Szczuka mogą odmówić występu w takim programie, naprawdę, naprawdę mogą. I tak, jeśli pani Szczuka idzie po raz kolejny na rozmowę z T. Terlikowskim, to jest to właśnie „ustawka”, bo z góry wiadomo, co druga strona powie i że to będzie nieprzyjemna jatka. Po co to robi? Naprawdę nie ma innego sposobu przekazania własnych poglądów? Dlaczego bierze z własnej woli udział w takim żenującym show? A jeśli p. Środa wie, z kim przyjdzie jej rozmawiać i mimo to godzi się na występ, to tak, jest winna temu, że potem feministki kojarzą są jak najgorzej. Przykro mi to powiedzieć, ale ja w tym głównym nurcie „medialnego feminizmu”, że tak to nazwę, widzę właśnie wyznawczynie – dlatego używam takich słów, bo właśnie wyznawcy, czegokolwiek, nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich idea nie wszystkim się podoba. Nie jestem uprzedzona do feministek, wręcz przeciwnie. Ale czy naprawdę ta niechęć do nich nie jest po części również z ich winy? Czy nie zapracowały sobie na złą opinię właśnie takimi kompletnie niepotrzebnymi wystąpieniami?

  • Zbigniew Jerzy

    Edyto, zjadaj pączki, jedz owoce, spotykaj swoich przyjaciół. Proszę jednak nie czepiaj się czasów o których nie masz wiedzy jak i tego jak mężczyźni postrzegają ruchy feministyczne. Rzetelność autorska wymaga gruntownego poznania zagadnienia, brak pozwala na daleko idące uproszczenie w szeroko rozumianym postrzeganiu autora.
    Taka prośba na koniec, zacznij pisać piórem i na papierze to uczy szacunku do słowa.

    • Edyta

      Zbigniew Jerzy, nie wiem o jakich czasach mówisz, ale jeśli o współczesnych, to mam o nich dokładnie taką samą wiedzę jak Ty, różnić nas może tylko opinia o nich. Jeśli chodzi o „czasy przeszłe”, też sporo o nich wiem, ale znowu – mogę je oceniać inaczej niż Ty. I bardzo proszę czytać teksty ze zrozumieniem, w całości. Ten jest konkretnie o braku sympatii do feministek i krytyce tego ruchu, więc skupiam się na owej krytyce i przypuszczalnych jej powodach. Gdyby temat był „jak postrzegamy feminizm”, wtedy przedstawiłabym stanowisko zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Ale rozumiem, że rzetelność byłaby wtedy, gdybym po prostu zgodziła się z Twoim postrzeganiem świata.
      Wielka szkoda, że nie odniosłeś się do tego, co napisałam w komentarzu ani nie wskazałeś konkretnie, w czym mogę nie mieć racji, tylko jesteś arogancki i tonem wyższości zarzucasz mi niewiedzę i pouczasz, co mam robić, a czego nie. Dla mnie takie osobiste wycieczki i docinki to wyraz bezradności, brak argumentów i chęć poniżenia rozmówcy. Wybacz, ale ja do takiego poziomu dyskusji nie zejdę, życzę więc miłego dnia.

    • dorota

      A ja patrzę na to trochę inaczej – temat został poruszony, istotny, jak widać po reakcjach i kontrowersyjny – jak wiele innych. Na takie tematy trudno się rozmawia, bo każde słowo może zostać źle zrozumiane.

      Mimo to, nie rozumiem do końca ataków na Autorkę. To tak jak zabijać posła za złe wieści. Jeżeli istnieje stereotyp feministki to warto się z nim rozprawiać. Edyta próbuje szukać przyczyn, skąd się on bierze i jak ewentualnie z nim walczyć. Ja bym bardziej wyciągała z tego tekstu te obserwacje „zwykłej kobiety” niż krytykowała za to, że zwróciła uwagę na pewien problem. Chyba, że ja czegoś nie rozumiem 😉

    • Lucyna

      Bardzo mnie rozbawiłaś, tylko czekałam, kiedy porównasz mnie do agresywnej feministki 😀 dosyć przewidywalne i szybko nastąpiło. Ja „normalnie wyjaśniłam” o co mi chodzi w podanym na początku tej dyskusji linku. Cały akapit „Kobiety kontra kobiety”, jaki napisałaś, jest niezgodny z prawdą, nie z moją prywatną opinią. Ruchy feministyczne nie zajmują się tylko jedną grupą kobiet, co jest dokładnie wypunktowane w tekście Feminoteki. Nie krytykuję Twojej opinii, bo nigdzie nie piszesz „moim zdaniem” lub „według mnie”. Poza tym, jak już pisałam wcześniej, artykuł jest nierzetelny, to z tym brakiem przygotowania dyskutuję. Czy poza Środą i Szczuką (swoją drogą działającymi mocno na rzecz ustawy antyprzemocowej, która jak najbardziej jest po stronie „zwykłych kobiet”) znasz inne nazwiska obecne w mediach? Agnieszka Graff i jej spojrzenie na feminizm i macierzyństwo? Monika Płatek? Dlatego zarzucam Ci efekciarstwo, powielanie stereotypów i język rodem z Faktu, bo faktów tu mało. Chyba, że to nie dziennikarstwo a blogowanie, to pewnie inne standardy obowiązują. Dziękuję za wymianę opinii i pozdrawiam.

      • Zbigniew Jerzy

        Lucyno,
        Ty jesteś agresywna. Ja arogancki, bezradny chcący poniżyć rozmówcę, pozbawionym argumentów i na dodatek o niskim poziomie dyskusji, facetem. Na szczęście strasznie się tym nie przejmuję co i Tobie jako kobiecie z macicą (taki odpowiednik faceta z jajami – mam nadzieję analogia nie będzie dla Ciebie obrazą) zalecam życząc miłego dnia. Na całe szczęście są kobiety które tak jak Ty wiedzą o chodzi w byciu kobietą i w mojej boskości macie wsparcie.

        • Edyta

          Zbigniew Jerzy, przeczytaj proszę swój ostatni komentarz do mnie – na cztery zdania trzy to osobiste wycieczki, bez żadnych merytorycznych argumentów czy odniesienia się do moich słów, więc tak, jesteś arogancki, i to tylko dlatego, że w swoim tekście ośmieliłam się napisać coś sprzecznego z Twoim światopoglądem 🙂 Zabawne jest też to, że ja nie mam prawa wypowiadać się o mężczyznach, za to Ty wiesz doskonale, czym jest kobiecość i co kobiety tak naprawdę myślą 🙂

      • Edyta

        Lucyna, dla mnie ton Twojej wypowiedzi był co najmniej nieprzyjemny i wyglądał jak atak, a nie chęć rozmowy. Natomiast wspomniany akapit napisany został na podstawie licznych opinii i wypowiedzi tej „drugiej strony”, więc nie zgodzę się, że jest nieprawdziwy – jest po prostu sprzeczny z Twoim poglądem, a to nie to samo. Zarzut nierzetelności jest moim zdaniem chybiony, bo jeszcze raz przypominam, że to nie jest tekst o feminizmie jako takim ani o jego postrzeganiu, ale konkretnie o tym, dlaczego feministki mają złą opinię. A skoro tytuł brzmi „dlaczego nie lubimy feministek”, to na logikę w tekście będzie mowa przede wszystkim o tym, dlaczego nie lubimy feministek, a nie o tym, czym się owe feministki zajmują i jak fajnymi są babkami – nie wiem jak mogę to prościej wytłumaczyć, bo najwyraźniej nie chcesz tego zrozumieć 🙂 I dlatego skupiam się tylko na opiniach krytycznych i dlatego też piszę o tych nazwiskach, które są są „głośne” i wielu osobom źle się kojarzą.

      • Lucyna

        Dorota, problem w tym, że tu z żadnym stereotypem nikt się nie rozprawia poza powielaniem go. To trochę tak jakby autorka napisałą artykuł „Brudni i kradną, dlaczego nie lubimy Cyganów” i okrasiła go stosem stereotypów i krzywdzących twierdzeń tłumacząc, że to opinia zwykłych ludzi. Opublikowałabyś to? Myślę, że nie. I kim jest ta mityczna „zwykła kobieta”? Kogo wrzucacie do tego wora? Ja nie odmawiam nikomu własnego zdania, nie napisałam nigdzie „nie wolno wam nie lubić feministek”. Wolno. Od początku dyskutuję jedynie z tym, że autorka nie pisze prawdy, mówiąc, że ruch feministyczny jest homogeniczny i hermetyczny i nie działa na rzecz rozwiązania zróżnicowanych problemów z jakimi borykają się współczesne kobiety.

        • dorota

          Lucyna, tytuł ma przyciągać uwagę, sama o tym wiesz. Treść się tutaj nie broni, według Ciebie, ja mam mieszane odczucia. Rozumiem Twoją opinię i Twoje stanowisko. To trochę tak jak z artykułem o „wadach” karmienia piersią na naszym siostrzanym portalu sosrodzice.pl. Niektórzy mocno mnie skrytykowali za ten artykuł, atakując, że w tekście nie ma przytoczonej całej listy zalet i korzyści z karmienia naturalnego. Problem w tym, że tekst był o czym innym, dlatego po krótkim wstępie podkreślającym wielkie atuty mleka mamy skupiłam się na tym, co kobietom przeszkadza. Te wady dla niektórych były niezrozumiałe. Podkreślano też, że nie wolno o nich pisać, by kogoś nie zniechęcać do karmienia.
          Ja uważam inaczej.
          Nic nie istnieje w próżni, a jeden artykuł może być odniesieniem do drugiego, do szerszego problemu, jaki opisała tu Autorka – do stereotypowego postrzegania feministek. Nie sądzę, że na podstawie tego artykułu nagle osoba, która miała dobre zdanie o feminizmie zmieni zdanie.

          Niestety dzisiaj wiele osób wstydzi się przyznać, że jest feministką. Ja to rozumiem, trafiają do mnie ich argumenty oraz to, o czym pisze Edyta.

          Zauważ, że Autorka stawia znaki zapytania nad tezami o „wrednych babach”. Być może można byłoby napisać to lepiej. Zawsze tak jest, zawsze można zrobić coś lepiej, ale w końcu trzeba postawić kropkę i skończyć to, co się zaczęło 🙂 i rzadko ma się w 100% poczucie satysfakcji (pułapka perfekcjonizmu nomen omen).

          Kończąc: myślę, że argumenty Autorki mają również sens. I feministki, inteligentne, wykształcone kobiety mogłyby zrobić więcej, by poprawić swój PR.

  • Kinia

    Lucyna, serio jeśli tak wygląda poziom dyskusji feministek czy też popierających feminizm w dzisiejszym wydaniu to ja dziękuję 🙂
    Przekonałaś mnie, że jednak jest gorzej niż myślałam 🙂

    P.S. Musiałam to napisać, bo aż żal się to czyta…

  • Maria

    Zdecydowanie popieram Edytę, dobry, wlasciwie przedstawiajacy sprawę artykuł, zwlaszcza godne zauważenia jest ujecie problemu od strony „zwyklej” Polki. Postawa osób krytykujacych wypowiedź pani Edyty mowi w zasadzie sama za siebie. Poza tym ktos kto uważa że ustawa antyprzemocowa wnosi cos nowego, lepszego do prawa polskiego w kontekście przeciwdzialania przemocy wobec kobiet czy w rodzinie ( to przecież juz dawno jest zabronione) zupełne nie ma pojecia czego dotyczy i na czym polega ta ustawa- która przeciwdziałanie przemocy ma tylko we wprowadzajacej celowo w błąd nazwie. Ustawa ta niczego pozytywnego nie wnosi ale jej obowiazywanie z czasem przyniesie wiele szkody dla spoleczenstwa, zwlaszcza dla rodziny. W krajach gdzie obowiazuje przemoc wobec kobiet jest znacznie wieksza niz w Polsce. Zachecam do zaczerpniecia informacji na jej temat z różnych, nie tylko jednostronnych źródeł. To tak abstrachujac trochę od tematu. Wracajac do artykułu- Pani Edyto artykul rzeczowy, godny uwagi i polecenia, wlasciwie stawiajacy sprawe i w taki sposob który nie powinien nikogo urazić, proszę sie nie zniechęcać nieprzychylnymi komentarzami, większość spoleczenstwa jest za Panią.

    • Edyta

      Czy większość to nie wiem 😉 Ale dobrze, że się różnimy, byle tylko różnić się pięknie. Co nie zmienia faktu, że dziękuję za słowa poparcia 🙂

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>