Główne menu

Co robić, kiedy partner kłamie?

Kłamstwa nie tolerujemy. I jednocześnie kłamiemy prawie codziennie. Oszukiwanie mamy we krwi, robią to już małe dzieci. Oczywiście są kłamstwa i kłamstwa, nie każde minięcie się z prawdą ma dramatyczne konsekwencje i prowadzi do wielkiej krzywdy niewinnych osób. O ile jednak w miarę gładko da się przełknąć bzdurne kłamstewko rzucone przez kogoś obcego, tak w związku kłamstwo boli podwójnie. Niezależnie od kalibru.

Wprawdzie czasem można uznać okoliczności łagodzące dla występku, niemniej oszukanie przez bliską osobę zawsze zostawia jakąś zadrę w sercu. Z każdym kolejnym kłamstwem nieufność rośnie, ale nie takie rzeczy miłość potrafi wybaczyć, a nadzieja często wmusza, by brać na wiarę najgłupsze nawet wytłumaczenia. Bo czy kłótnia może tu cokolwiek zmienić?

kłamstwa

Kłamie czy nie kłamie?

Czym tak w ogóle jest kłamstwo? Fakty przedstawione w zmyślonej historyjce nijak się mają do rzeczywistości. Te rozbieżności mogą jednak wynikać po prostu z okoliczności, a nie z celowego działania – mąż powiedział, że o 19-tej będzie w domu, ale nie był, bo naprawdę musiał zostać w pracy i się tego nie spodziewał. Nie skłamał, po prostu nie przewidział, że szef go capnie pięć minut przed wyjściem i nie będzie się jak z tego wykręcić. Co innego, gdyby już podczas składania obietnicy wiedział, że przyjdzie później.

Niedotrzymanie słowa zasługuje więc na reprymendę wtedy, gdy ktoś specjalnie zlekceważył drugą osobę. Nie powinno się tolerować krętactwa, ukrywania ważnych dla związku rzeczy, zmyślania, ale pełną szczerość bardzo trudno osiągnąć i okłamywanie partnera jest całkiem powszechną praktyką.

Są to zwykle nieprzyjemne rozmowy, a w zasadzie to kłótnie. Oskarżony o kłamstwo niekoniecznie od razu się przyzna, częściej pada: to nieprawda!, sama zmyślasz!, głupoty gadasz, czepiasz się bez powodu, a weź się ode mnie odczep, ja z niczego nie muszę się tłumaczyć. Wypieranie się jest standardową reakcją, tyle że jedni kapitulują szybciej, inni brną w zaparte nawet będąc przyłapanym na gorącym uczynku.

Czy warto się złościć?

Kłamiący partner wywołuje wściekłość, rozczarowanie, ból. Emocje buzują, raczej rzadko jest się wtedy w nastroju do spokojnego, rozsądnego dialogu, prędzej włączy się tryb pretensji i gorzkich wyrzutów. Szczególnie gdy mowa o sprawach naprawdę poważnych, jak ukrywanie zwolnienia z pracy, długi czy zdrada.

W burzliwych dyskusjach rzadko kiedy udaje się rozwiązać problem, bo kiedy obie strony niebezpiecznie podnoszą głos, emocje zagłuszają rozsądek. Wjeżdża cały pakiet manipulacyjnych sztuczek i nie wiadomo w końcu, dlaczego ktoś skłamał. A to ważne. I chociaż wkurza, że od oszukiwanej osoby oczekuje się rozsądku i wyrozumiałości, to fakty są takie, że trzeba ustawić priorytety – postawić na swoim i utrzeć nosa kłamczuchowi, czy może znając przyczyny oszustwa spróbować rozwiązać ten problem.

Bo kiedy mąż powie, że skłamał ze wstydu i chciał zaimponować żonie, to jednak coś innego niż świadomy romans i misternie utkana siatka kłamstw, żeby ukryć niewierność. Nie jest to rzecz jasna usprawiedliwienie kończące temat, ale pokazuje, co w związku nie działa i że chodziło o źle rozumiane „dobre chęci”, a nie celowe zrobienie krzywdy.

Zachowując spokój, ma się po prostu większą kontrolę nad sytuacją i jest się w pewnym sensie górą – to mnie skrzywdzono i nie okazano szacunku, domagam się prawdy oraz przeprosin. Wybuchając gniewem, daje się drugiej stronie argumenty do ręki – ok, skłamałem, albo zobacz jak ty się zachowujesz, jak wariatka jakaś, czemu mi wypominasz niewyniesione śmieci sprzed miesiąca? Święty by nie wytrzymał, a ty się dziwisz że dla świętego spokoju kłamię. Kłamstwo nagle się rozmywa i robi się z tego próba sił, a nie chęć dojścia do porozumienia.

Przykro mi, ale mijasz się z prawdą

W podejściu „na chłodno” nie chodzi o to, żeby kłamstwo zignorować, pomniejszyć jego wagę. Ono jak najbardziej wymaga wyjaśnienia, chodzi po prostu o metody, żeby zrobić to bez wrzasków, wydawania wyroków z góry i wyciągania spraw sprzed wieku. Niech ktoś powie, dlaczego zełgał, i niech wysłucha, z jakich dokładnie powodów dla oszukanej osoby to było bolesne.

Kłamanie jest w gruncie rzeczy naprawdę trudne, trzeba mieć doskonałą pamięć i zachowywać czujność, zwłaszcza gdy partner jest dociekliwy, a przeważnie jest. Zamiast się złościć wystarczy dać mówić, bo kiepski kłamca prędzej czy później sam się wyłoży i zobaczy, jak bardzo jego historia nie trzyma się kupy, a słuchacz zupełnie tych bzdur nie kupuje. Wielu osobom w takich sytuacjach zwyczajnie robi się głupio i łatwiej im przychodzi przyznać się do błędu niż wtedy, gdy urażony partner miota obelgi, ostro krytykuje i ogólnie jego reakcje są nad wyraz emocjonalne.

Jak udowodnić oszustwo?

Czegokolwiek by nie dotyczyło kłamstwo, na początku jest słowo przeciw słowu. Szczera rozmowa nie jest zawsze skuteczna i nawet mając świadomość stuprocentowej racji, można przegrać potyczkę, bo druga strona jest lepsza w manipulowaniu. Przydałby się zatem dowód, jak w sądzie, jednak z jego zdobyciem może być kłopot, jako że często potrzebne jest do tego na przykład szpiegowanie małżonka czy potajemne szperanie w jego rzeczach. No i tak zdobyte potwierdzenie dla kłamstwa też nie mówi całej prawdy – jest wykaz połączeń telefonicznych, ale to jeszcze nie wystarczy do potwierdzenia romansu, może faktycznie były to tylko towarzyskie pogaduszki.

Gdy odkryte zostanie kłamstwo, bardzo często zakłada się od razu najgorsze i nawet nie słucha się, co zdemaskowany kłamczuszek ma na ten temat do powiedzenia. Ale też jego tłumaczenia nie zawsze są wiarygodne. Kłamanie to wymagająca sztuka i masa ludzi się na tym wykłada – mówią wyuczonym tonem te same zdania w kółko, plącze im się język, rumienią się, stają się bez powodu nerwowi lub zbyt usilnie udają beztroskę i dobry humor, niepytani sami coś tłumaczą z góry i podają podejrzanie dokładne szczegóły. Da się wyczuć, że coś jest nie tak.

Tyle że są też patologiczni kłamcy, którzy potrafią bez mrugnięcia okiem sprzedać najbardziej niedorzeczne usprawiedliwienia dla swoich grzeszków. Kłamstwo jest ich sposobem na przetrwanie, nawet nie rozpatrują tego w ten sposób, po prostu „nie mieli innego wyjścia”. Oszukiwanie mają opracowane do perfekcji, ciężko ich zbić z tropu czy przyłapać na nieścisłościach. Tutaj właśnie dowody będą bardzo przydatne, jako argumenty już nie do obalenia. No chyba że trafi się ktoś ze szkoły „jak złapią za rękę, mów że nie twoja ręka”.

To zaś prowadzi do pytania, czy warto dalej walczyć o wspólną przyszłość. Nieuleczalny, patologiczny kłamca, który niemal na każdym kroku fabrykuje rzeczywistość, nie jest osobą godną zaufania, zaś bez tego nie wydaje się możliwe zbudowanie szczęśliwego, udanego związku. Kolejne łgarstwa i brak jakiejkolwiek skruchy to sygnał, żeby brać nogi za pas i nie czekać, aż manipulant zupełnie zniszczy nam życie.

Kłamstwo dla dobra sprawy

Chociaż kłamstwo jest z definicji złe, niekiedy zdarza się kłamać dla czyjegoś dobra, żeby nie urazić, nie popsuć humoru, nie zrobić przykrości, nie dołożyć niepotrzebnego stresu. To jednak naprawdę wyjątkowe sytuacje, tymczasem w wielu związkach „dobre” kłamstwa nie są wcale zarezerwowane na bardzo szczególne okazje, wręcz uważa się je za korzystne, bo kto zdrowy na umyśle przytaknie na głos żonie „tak kochanie, widać, że przytyłaś”.

Partnerzy, którzy dobrze się znają, są często świadomi owych kłamstewek, nic z nimi nie robią i nawet traktują jako dowód uczucia. Na dłuższą metę to jednak wcale tak cudownie nie działa, sugeruje raczej, że partnerzy tak do końca sobie nie ufają i w pewnym sensie się siebie boją. Bo dlaczego, skoro to taka pierdoła, wolą unikać prawdy? Co by się stało, gdyby faktycznie on jej powiedział „nie do twarzy ci w tej sukience”? Jeśli ciągle trzeba ściemniać, to może dwójka kochających się ludzi wcale nie czuje się komfortowo w swoim towarzystwie?

Może naprawdę ktoś czuje, że musi kłamać aby uniknąć poważnej scysji, która by mogła doprowadzić do dramatycznych rozstrzygnięć? Nasze reakcje na wyznania prawdy bywają niekiedy mocno przesadzone – no skłamał, że to nie on stłukł kubek, ale czy jest to powód do nieodzywania się przez trzy wieczory z rzędu? Czasami ludzie kłamią, bo właśnie obawiają się karczemnej awantury, obrażony partner nie pozwala się wytłumaczyć, a nawet paskudnie się mści albo grozi rozstaniem, podczas spięcia wywlekane są przeróżne brudy, padają argumenty poniżej pasa. Wyznanie kłopotliwej prawdy po prostu się nie opłaca, a z kłamstwem może jakoś uda się prześlizgnąć.

Żadne kłamstwo nie jest dobre, ale ludzie są tylko ludźmi, błądzą, postępują niewłaściwie. Puszczanie grzechów płazem nie jest mądrą taktyką, ale takim rozwiązaniem nie będzie też krwawe biczowanie kogoś z powodu lekko zmyślonej historyjki. Radykalne sposoby rozprawiania się z kłamstwami mogą wręcz doprowadzić do tego, że ktoś będzie w ogóle unikał szczerości, na wszelki wypadek. Ideałem byłoby oczywiście nie kłamać nigdy, dopóki jednak krętactwa się zdarzają, dla własnego dobra warto wypracować takie praktyki, które to ograniczą do minimum i nie pozwolą, by wzajemna nieufność zniszczyła uczucie.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>