Główne menu

Co to znaczy być prawdziwym mężczyzną?

Nie oczekujemy, że nasz luby rzuci się z pięściami na bandę pijanych wyrostków, którzy spojrzeli krzywo w naszą stronę. Jednak brak jakiejkolwiek reakcji na brzydkie zachowanie to duży minus na koncie faceta. Także wtedy, gdy krzywda nie dzieje się bezpośrednio nam, ale gdy np. ktoś zaczepia dziewczynę na przystanku albo krzyczy na dziecko. Mężczyzna, który za wszelką cenę unika konfliktów, „bo to takie kobiece”, nie jawi się jako ktoś, kto da nam poczucie bezpieczeństwa. A nawet najbardziej samodzielne niewiasty niechętnie dzielą życie z człowiekiem, który nie potrafi stanąć w ich obronie.

Emocje na wodzy

Wychodzimy z założenia, iż kobiety mogą być „po męsku” niezłomne, odważne i zdecydowane. Zarazem mamy nadzieję, że nasz mężczyzna odkryje w sobie „pierwiastek kobiecości”, a więc wrażliwość plus umiejętność mówienia i okazywania emocji.

Jak się okazuje, również na tym polu doszło do rozbieżności w oczekiwaniach. Mężczyzna ma być czuły i emocjonalny, ale, na Zeusa, nie w takim sensie jak kobieta! Czyli? To świetnie, jeśli nasz chłopak uważa stwierdzenie „jak się baby nie bije to jej wątroba gnije” za obrzydliwe, ale niekoniecznie musi w geście solidarności z kobietami szlochać na komediach romantycznych. Piszczeć na widok myszy. Histeryzować, bo szef powiedział mu coś przykrego. Analizować po raz setny sprzeczki ze kolegą. Współczesnemu mężczyźnie oczywiście uchodzi płakać, mówić o uczuciach, okazywać strach. Ale w granicach rozsądku. Facet nie może wybuchać jak egzaltowana nastolatka dzień przed miesiączką, zasypywać nas gradem swoich przemyśleń i lęków, co chwila szukając w nas akceptacji dla swoich rozterek. Taka emocjonalność nie kręci nas ani trochę.

Obok przesadnej wrażliwości, niektórzy „równościowcy” przejęli po kobietach także zamiłowanie do czynienia dobra na każdym kroku. Bo czyż panie nie lubią, jak się je rozpieszcza? Wychodzi na to, że nie, a przynajmniej nie w wersji turbo. Facet nie ma traktować nas jak swoją własność, ale nie może przytłaczać służalczością. Bezgranicznie wyrozumiały, dostępny na żądanie, spełniający wszystkie zachcianki… Mówiąc krótko – nie może być mięczakiem. Ostatecznie panowie też nie przepadają za dziewczynami, które nie są dla nich żadnym wyzwaniem, czyż nie?

Bądź mi rycerzem!

Nowocześni mężczyźni doskonale znają babskie zdanie na temat otwierania drzwi, całowania w rękę, przepuszczania przodem, płacenia za kolację. Ani im w głowie uchybiać naszej kobiecości, odnoszą się do nas w stu procentach po partnersku. My jednak tak podskórnie tęsknimy nieco za podobnymi staroświeckimi gestami. Od czasu do czasu odrobina szarmanckości by się przydała, także w codziennym życiu. Nie chodzi o to, by widzieć w nas bezradne idiotki, które samodzielnie nie otworzą słoika z ogórkami, lecz o takie miłe drobnostki, które pokażą, że facet się o nas troszczy i umie zająć się domem.

I niespecjalnie cenimy mężczyzn, którzy całą inicjatywę składają na ręce kobiet, czy to z lenistwa, czy z przekonania. Nie lubimy nachalnych samców przekonanych, że żadna się im nie oprze. Ale nie lubimy też ich całkowitych przeciwieństw, zbyt przerażonych, by poprosić o numer telefonu, czekających biernie, aż go poderwiemy. Wprawdzie uczy się mężczyzn, że lepszy od lubieżnego ogiera jest nieśmiały romantyk, ale znowu – wszystko ma swoje granice. Mężczyźni przekształcają się w chłopców, o których podobno marzymy po nocach, i zbyt gorliwie próbują się nam przypodobać. Och, kochanie, sama wybierz dokąd pójdziemy na randkę. Czy mogę cię pocałować? A jeszcze raz? Nie, będę trzymać ręce przy sobie aż powiesz jasno, że masz ochotę na więcej, sam nie wyjdę z propozycją, żeby nie wyjść na napalonego buhaja. Wystarczy mi patrzenie, jak słodko śpisz. Efekt? Ujmijmy to tak: kobiece fantazje erotyczne rzadko kiedy dotyczą czytania sobie wierszy w łódce.

Rozkoszne bobaski

Nasz facet nigdy nie zapyta o drogę, nawet jeśli błądzimy po lesie od dwóch godzin. Nie weźmie tabletki na ból głowy, chociaż przez oczami latają mu mroczki. Nie zwierzy się ze swoich dylematów, bo przecież prawdziwy chłop działa, a nie maże się jak baba. Ileż razy zdarzyło się nam narzekać na takie głupie zachowanie! I nagle przybyli ci wspaniali mężczyźni, proszący o pomoc i poradę.

Sęk w tym, że ich chęć współpracy wynika ze zwykłej niezaradności. Rozczulamy się, gdy nasz chłopak, zamiast wyskoczyć na sobotnie piwko z kumplami, woli odwiedzić mamę i skopać jej ogródek. Zachwyt mija, gdy okaże się, że za miłością do mamusi stoi zwykłe uzależnienie od opieki. Nasz ukochany, niby dorosły chłop, nigdy nie kupi kanapy do salonu bez konsultacji z rodzicami. Nie daje rady skręcić stołka z Ikei, tylko słodko szepcze, że my zrobimy to lepiej. Nie potrafi wbić prosto cholernego gwoździa.

Może to i przyjemnie od czasu do czasu zaopiekować się swoim chłopakiem. W końcu jest tak uroczo bezradny! Żaden heros, tylko człowiek z krwi i kości, ze słabościami, które przed nami obnaża, bo nam ufa. Nie udaje, że zna się na wszystkim. Nie zgrywa twardziela. Miód na nasze zmęczone seksistami serca. Do czasu. Gdy bowiem nasz dziubasek pokłada w nas tyle wiary, że nie bierze w swoje ręce nawet najprostszych spraw, różowo nie jest. Lubimy, jak się nam zwierza, lecz gdy nie ma dnia, by się nie skarżył na ciężki los, mamy dość. Czasami po prostu powinien zacisnąć zęby i przyjąć cios na klatę. Pokazać, że umie się sobą zająć, bo tylko wtedy poczujemy, że to ktoś, na kim i my w chwilach słabości będziemy mogły się oprzeć. A jak tu szukać pomocy u kogoś, kto wygląda jak bezradne dziecko, przytłoczone własnymi uczuciami? Jak szanować kogoś, kto nie traktuje nas jak partnerkę, tylko jak drugą, zastępczą mamusię, i to taką z ogromnymi pokładami nadopiekuńczości?

    12 komentarzy

  • Bogna

    Równowaga to zapomniane pojęcie. Zamiast tego, odkąd kobiety zaczęły być zauważane jako partner do rozmowy, pojawiły się hasła „chciałyście równouprawnienia no to macie „. Ale czy którejś z Pań chodziło o to, aby na siłę udowadniano nam, że nie damy rady?? Kobiety z natury są słabsze fizycznie, ale psychicznie i mentalnie mamy, za przeproszeniem, bycze jaja oraz umysł ogarniający coś więcej aniżeli przepis na szarlotkę. Nie mam nic przeciwko zniewieściałym facetom i kobietom z jajami. Najważniejsze, aby szanować siebie i mimo wszystko pielęgnować pewne prehistoryczne ale niebanalne modele zachowań otwierając na przykład kobiecie drzwi lub wyręczając przy wkładaniu szafy na wózek w Ikei. (Ufffff, naprawdę była ciężka Emotikon smile

  • Witek

    Przykro mi, ale płaczecie nad mlekiem, które już prawie całe się wylało

  • Paweł

    Lekarstwem jest stara i sprawdzona RÓWNOWAGA!! 🙂 bez przegięć w żadną stronę

  • Magdalena

    Mysle ze to sprytniejszy,pierwotny zamysl…nie polega on na byciu slabszym czy mocniejszym czy tez uzaleznionym bardziej…to dzięki nam i naszym slaboscia…mezczyzna ma okazje stać się męzny i odnaleźć poczucie wartości i spelnienia…a my dzieki tej meznosci czujemy się kochane a przede wszystkim bezpieczne…tak sobie mysle 🙂 to wszystko stworzone tak pięknie by pasowało.

  • Ania

    Zgadzam się.Bo od patrzenia na niektórych,to aż oczy bolą-takie „huj wi co” 😉 Jak Conchita-ni baba,ni facet

  • Agnieszka

    Zwiazku nie o to chodzi,kto nosi spodnie. Kobieta za tym nie tęskni,kobieta tęskni za tym zeby czuła sie bezpieczna,kochana i szanowana.. Przecież to takie proste..

    • Kuba

      Z takim myśleniem to jako społeczeństwo nigdy się nie zmienimy.
      Od zawsze było jasne, że tam gdzie widoczna siła tam głęboka melancholia i smutek. Po co na siłę upierać się przy starych zwyczajach? Nie wiem. Dla mnie to kretynizm i zniewolenie na rzecz jakiejś religijno-kulturowej dyktatury.

  • Mirek

    Postfeudalne zwyczaje nadskakiwania kobietom tylko dlatego, że nimi są, są dla mnie zwyczajnie ubliżające, jako mężczyzny. Bowiem w niczym nie czuję się od kobiety gorszy, także nigdy nie pogodzę się z faktem, że jakiś skostniały kodeks wyznacza mi rolę damskiego lokaja, odźwiernego i tragarza. Stosuje się do nich jedynie z przymusu i strachu przed społeczną marginalizacją. Natomiast odczuwam savoir-vivre jako system mi obcy i wrogi; obrażający mnie jako człowieka i mężczyznę, urągający mojej godności. Uważam, że kobieta która domaga się od mężczyzny tych niby „naturalnych” zachowań jest zwykłą megalomanką, żeby użyć najłagodniejszego określenia. Także ustępuję miejsca kobietom, przepuszczam w drzwiach, noszę za nie ciężary, ale stosunek do tego, mam jak najbardziej negatywny i bynajmniej nie okazuje radości, jak muszę to robić. Życzyłbym sobie, żeby mężczyźni odważniejsi ode mnie pokazali wyzwolonym paniom trzeci palec, w postaci braku średniowiecznych manier. Ten artykuł to nic innego, jak przerażająca megalomania współczesnych kobiet, które chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Panowie, wymagajcie od kobiet absolutnej równości. Wszędzie.

    • dorota

      Mirek, co Ci w tym temacie przeszkadza najbardziej? Obawiam się, że ta cała równość odbiłaby się nie tylko kobietom, ale i mężczyznom czkawką.

  • Mirek

    A to, że kobietom by się odbiła, to fakt. I w sumie dobrze. Przeszkadza mi w tym temacie: kwestia bycia szarmanckim (o czym wyżej), obowiązek nadstawiania karku za kobietę (jest równość, niech się broni), dlaczego my mamy być tłuczeni przez jakiś pijanych wyrostków oraz zmuszanie wyłącznie mężczyzn do wykonywania technicznych zajęć, typu wbijanie, wkręcanie (jest równość, kobieta niech też to robi).

    • dorota

      Z tym biciem dla mnie odpowiedź prosta – bo mężczyzna przeciętnie jest silniejszy, a napastnikiem jest zazwyczaj inny pan. Z drugiej strony jestem w związku od 12 lat i Mój Mąż jeszcze się w mojej obronie nie bił 😉 Dlatego raczej nie przesadzajmy z tym „obciążeniem”.
      Wbijanie gwoździ?…Gdyby Mąż nie robił tego z ochotą i miał z tym problem – sama bym się za to wzięła. Nie miałabym z tym problemu, ale jeśli tworzymy związek – to działamy razem i każdy działa w obrębie swoich umiejętności. I serio nikt nie ma z tym problemu. Są rzeczy, które zazwyczaj robię ja i takie, które „bierze na swoje barki” on. Nie widzę w tym nic zdrożnego. Przeciwnie – dla mnie to tak naturalne, że nie widzę sensu się rozdrabniać.
      Jest też trzecia kwestia. To, że dostanę kwiaty od czasu do czasu zrównuję z tym, że i Mąż dostaje ode mnie drobnostki, nie szczędzę niespodzianek. To, że Mąż weźmie cięższe siaty i mi zostawi lżejsze wynika pewnie z tego, że waży trochę więcej i ma pod tym względem większe możliwości…Ja też pięciolatce dam co najwyżej ręczniki kuchenne, by zaniosła do domu 😉

  • Mirek

    No dobrze, ale nie podoba mi się sama wymowa tego artykułu, bo jest taki… egoistyczny. Można go podsumować: jak ustawić sobie chłopa, żeby kobiecie było najlepiej i najwygodniej. A dlaczego kobiety boją się całkowitej równości? Też proste. Bo musiałyby mieć wtedy także udział w obciążeniach z nią związanych, a chcą mieć tylko w zyskach (vide szarmanckość). Bardzo mi się podobał jeden pan, który otwarcie powiedział, że z noszeniem siat i ciężarów to jest tak, że dzielą się z partnerką, że w jeden dzień nosi ona, w inny on i nie ma żadnego przepuszczania w drzwiach, bo jako tej lepszej, podobno się to należy od tych gorszych (czyli od mężczyzn). W ogóle podnosi mnie na duchu jak facet ma odwagę powiedzieć (bo ja nie mam): radź sobie sama, mamy równouprawnienie. Bo generalnie kobiety, zwłaszcza te z klasy średniej, chciałyby właśnie tak to wszystko przeklajstrować, żeby mieć jednocześnie i XIX-wieczne maniery, i XXI-wieczne równouprawnienie. A to jest, powiedzmy sobie szczerze, egoizm.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>