Główne menu

Człowiek istota delikatna, czyli nadchodzi era słabeuszy?

Żadnych wyzwań, no chyba, że chodzi o same szóstki na świadectwie i wygraną w konkursie recytatorskim. Ale na takiej pierwotnej płaszczyźnie – nie ma mowy. Nie jesteśmy już dzikusami. Trzeba odseparować dziecko od patologii. Tyle że patologią nazywa się dziś nie zwyrodnialców, lecz zwykłych urwisów, co to lubią komuś od czasu do czasu zrobić dowcip, wejść na drzewo i mieć kosę z tymi z IV b.

Co z ciebie wyrośnie?

Zgoda, pewnie jesteśmy delikatniejsi i wrażliwsi, no i co z tego, mamy tęsknić za dżunglą i twardymi regułami gry, z której cało wychodzili nieliczni? Czy nie lepiej cieszyć się tym, że w końcu zeszliśmy z drzew? Po kiego czorta budzić w sobie małego barbarzyńcę?

Ano po to, by skuteczniej walczyć z przeciwnościami losu. Ten brak życiowej zaprawy miewa zwykle opłakane skutki.

Izolowany od konfliktów i przykrości człowiek jest totalnie nieprzygotowany na wrogość, która prędzej czy później go dosięgnie. Wychowany pod kloszem, przy pierwszych życiowych trudnościach najprawdopodobniej zagubi się i rozbije o byle przeszkodę lub zareaguje bardzo brutalnie, bo tłumione do tej pory emocje dosłownie się w nim zagotują. Również dorośli, przyzwyczajeni do komfortu, gorzej znoszą ból, nie radzą sobie ze stresem, zbyt późno dostrzegają niebezpieczeństwo i nie wiedzą, jak na nie prawidłowo zareagować.

Nadopiekuńczość nie tylko stępia naturalne instynkty. Uczy też egoizmu. Ukochany potomek wyrasta w przekonaniu o własnej wspaniałości, cudze potrzeby niewiele go obchodzą. Jego postawa jest wybitnie roszczeniowa, wszak wszystko mu się należy, i to na srebrnej tacy. A że nie jest w tym poglądzie odosobniony, mamy całą rzeszę ludzi, którzy wychodzą z założenia, że na wysoką jakość ich życia zapracować mają inni, a nie oni sami. Bez pracy nie ma kołaczy? Śmiech na sali.

Nadchodzi era słabeuszy?

Postęp cywilizacyjny przekłada się również na fizyczną niemoc. Pod tym względem nowe pokolenia są wyraźnie gorzej rozwinięte od swoich rodziców, o dziadkach nie wspominając.

Bieganie, podciąganie się na drabinkach, przewroty, przysiady – z wykonaniem podstawowych ćwiczeń nie radzi sobie coraz wyższy odsetek dzieci. Zmniejsza się siła naszych mięśni, ba, u niektórych te mięśnie w ogóle się nie rozwijają. Znowu, nie byłoby w tym może i nic złego, gdyby nie fakt, że to po prostu negatywnie odbija się na naszym zdrowiu – zero ruchu oznacza najczęściej otyłość, choroby układu krążenia, niższą odporność.

Kiepska kondycja przeszkadza także w normalnym życiu, bo zwyczajnie brakuje sił, by podbiec do autobusu czy wejść na trzecie piętro. Osłabia nas dodatkowo i to, że większość swojego czasu spędzamy w pomieszczeniach, nie mamy więc kiedy się zahartować, stajemy się podatniejsi na alergie i częściej chorujemy.

No, ale nadrabiamy umysłowo, czyż nie na tym polega nasz postęp? Nie podniesiemy średniowiecznego miecza i napędzimy siłą mięśni galery, za to umiemy zaprojektować turbinę gazową i zbudować komputer.

Hm, to też nie do końca prawda. Rzeczywiście, jesteśmy lepiej wykształceni, jednak coraz liczniejsze gadżety zwalniają nas z myślenia, zresztą intelektualne niedociągnięcia zawsze da się wytłumaczyć jakimś syndromem albo chorobą.

W konsekwencji zamiast pracować nad sobą znajdujemy wygodne wymówki i oczekujemy, że cały świat odniesie się do nich z pełną wyrozumiałością. Generalnie nie lubimy się przemęczać, bo i po co? To powszechne samo-pobłażanie psuje charakter i prowadzi ostatecznie do kompleksów, bo czujemy, że moglibyśmy być mądrzejsi, szczuplejsi, lepiej wykwalifikowani, gdyby tylko bardziej się nam chciało. Więc niby wszystko nam wolno, ale jakoś nie jesteśmy z tego powodu przeszczęśliwi.

Tęsknota za adrenaliną

Wrażliwość postrzegamy raczej jako cnotę, bo to dzięki niej wypracowaliśmy prawa człowieka, odeszliśmy od zasady „przetrwają tylko najsilniejsi”, no ogólnie rzecz biorąc „ziemie Zachodu” stały się przyjemniejszym miejscem do życia.

Mężczyźni złagodnieli, kobiety natomiast usamodzielniają się i wręcz są oburzone, gdy ktoś mówi, że trzeba je przed kimś bądź przed czymś bronić. Zresztą przed kim, skoro wszyscy tacy ucywilizowani? A jednak… gdy się patrzy na miejskiego drwala, który w życiu nie miał siekiery w ręku, faceta księcioseksualnego albo mężczyznę-syrena, trudno uwolnić się od refleksji, że to cywilizacyjne wyrafinowanie poszło chyba o kilka mostów za daleko.

To po części tłumaczy także pewne niepokojące zjawisko – przybywa w Europie kobiet, które dobrowolnie wchodzą w związki ekstremistami, np. islamskimi, bo oni, z tymi karabinami, umięśnieni, biegający po górach i dzielnie przyjmujący ciosy w szczękę wydają się kwintesencją prawdziwej męskości, w przeciwieństwie do zachodnich wydelikaconych pipek. Oczywiście, rzeczywistość brutalnie rewiduje te wizje, ale to pokazuje, że pewni ludzie mają już tej zachodniej delikatności po dziurki w nosie. Niektórzy tak bardzo tęsknią za silnymi emocjami, że zamiast pod palmy, na wakacje jadą sobie do Syrii lub Iraku żeby znaleźć się pod ostrzałem i „poczuć atmosferę wojny”. Brzmi absurdalnie, a jednak.

Konflikt poglądów

Wydelikacenie Zachodu i konsekwencje, jakie to za sobą pociąga to temat budzący mnóstwo kontrowersji. Tradycyjnie, mamy dwie szkoły.

Falenicka stoi na straży zachodniego systemu wartości i przekonuje, że istoty wyższe używają rozumu, a nie mięśni. Otwocka dowodzi, że o pacyfistach fajnie czyta się w książkach, ale w realnym świecie nie obejdzie się bez walki na pięści, czy to się komuś podoba, czy nie.

Mamy więc całkowitą niechęć do przemocy i humanitaryzm w pełnej krasie, jak po zamachu w Paryżu, gdy odpowiedzią na atak terrorystów był pan grający na fortepianie, a wszyscy dookoła się wzruszali, jakie to piękne i prawdziwie ludzkie. I mamy też „frakcję agresywną”, która nie zamierza nadstawiać drugiego policzka i wzdycha ze smutkiem na myśl o kierunku, w którym podąża ludzkość, bo to jej zdaniem prosta droga do samozagłady. Bez szans na ratunek, bo ci „postępowcy” są na dokładkę niesamowicie naiwni i w gruncie rzeczy bezradni.

Niestety, obawy te nie są tak do końca bezpodstawne, jako że świat zachodni nie żyje w próżni. Obok są ludzie, dla których nasze zasady to żaden Eden, a zwykły idiotyzm, pogwałcenie praw natury i zaprzeczanie religijnym dogmatom. I bardzo chętnie demonstrują, jak głęboko w poważaniu owe zasady mają, co więcej, w ich miejsce chcą wprowadzać własne. Siłą. A papierowej konwencji antyprzemocowej użyją sobie jako podpałki.

Co wtedy zrobi współczesny wrażliwy orędownik miłości i pokoju? Raczej niewiele, bo nikt go do takiej walki nie przygotował. Jest nawet gorzej – wszyscy dookoła go przekonują, że nie ma się czego bać, a skoro tak, to można dalej pielęgnować własne słabostki.

Taka beztroska jest dość zaskakująca, bo przecież w innych sprawach wykazujemy się nadzwyczajną zapobiegliwością. Montujemy alarmy w samochodach, wyposażamy drzwi w antywłamaniowe zamki, każemy dzieciom nosić odblaskowe opaski, wykupujemy ubezpieczenia medyczne i odkładamy pieniądze na czarną godzinę, a jakoś dziwnym trafem nie mieści się nam w głowie, że dzisiejszy ład i dobrobyt bynajmniej nie jest dany raz na zawsze. I że warto się przygotować na najgorsze, tak na wszelki wypadek.

Cała nadzieja w naturze

Zdaniem wielu historyków, Rzym upadł, bo odszedł od surowej dyscypliny, zamiast tego hodował sobie wypachnionych mięczaków marzących o pierścieniach na palcach, a nie mieczach w dłoni. Analogie do współczesności są aż nadto czytelne – wygodne i bezpieczne życie tak nas rozleniwiło, że nie umiemy się obronić. Sama myśl o takiej konieczności jest przerażająca. Dlatego bagatelizujemy zagrożenia i oceniamy obcych swoją miarą, zakładając łatwowiernie, że wystarczy wyrazić słowny sprzeciw i druga strona przejmie nasz sposób myślenia, przecież jest on taki wspaniały!

Może jednak kwękamy na zapas i bez sensu? Nawet jeśli nowoczesność przemieniła nas w łagodne owieczki, człowiek w dalszym ciągu jest zaprogramowany po to, by przetrwać. Zatem, postawiony pod ścianą, może w jednej chwili odnajdzie w sobie zaginioną drapieżność, by ocalić to, co najcenniejsze? Oby nie trzeba było tego kiedykolwiek sprawdzać na własnej skórze.

    12 komentarzy

  • Maks

    Myślę, że nie jest z nami najgorzej. To prawda, że wielu kierowców nie potrafi jeździć bez nawigacji, a wielu nastolatków nie przeżyje dnia bez smartfona. Zażywamy też sporo tabletek przeciwbólowych, a windą wjeżdżamy nawet na pierwsze piętro.
    Ale gdy idę do klubu fitness, widzę tam tłumy ludzi. Nieważne, czy jest rano czy wieczór. Na ulicach widać sporo biegaczy i rowerzystów.
    A gdy wchodzę na blogi, widzę, że blogerzy czytają sporo książek, niektórzy nawet piszą książki.
    Pozdrawiam:)

  • Maluch w domu

    Fakt, mamy łatwiejszy dostęp do wszystkiego, ale doba w dzisiejszych czasach dziwnie się kurczy. Nie ma czasu dla znajomych, (ale na fb aż nadto), na dancingi (jak kiedyś :-P), ciągle się spieszymy, ale od technologii jesteśmy skrajnie uzależnieni. Moim zdaniem wszystko wcale nie zmierza w dobrym kierunku

    • dorota

      Ech…z tym czasem i odsuwaniem się od bliskich to niestety prawda…Ja dla równowagi raz na jakiś czas odcinam się od mediów, wyłączam telefon, nie oglądam w ogóle tv (choć oglądam mało) – działa.

  • Monika

    może i kwękamy, jednak większość ludzi żyje w rytmie: nieproduktywna praca – powrót do domu na kanapę – jedzenie – sen.
    Lubię oglądać seriale o różnych armagedonach, które spotykają ludzkość (Walking Dead, Falling Skies, Leftovers), gdzie pokazane jest jak się powoli odbudowuje w człowieku instynkt przetrwania.
    a może on nie jest nam potrzebny? a może przyda się tylko w przypadku jakiegoś nieszczęścia, które nigdy nie nastąpi? to skomplikowany temat, niejednoznaczny.

    • Edyta

      No właśnie, a co jeśli nastąpi? Nawet nie chodzi o jakiś kosmiczny armagedon, ale na przykład wojna? Wydaje mi się, że tak optymistycznie zakładamy, że podobne nieszczęście to tylko gdzieś daleko, a co jeśli pojawi się u nas i nie będziemy nawet mieć siły, żeby się obronić?

  • Diana z Pieniądzjestkobietą

    W dzisiejszych czasach mamy inne wyzwania – ostatnio gdzieś przeczytałam, że współczesny człowiek dostaje taką dzienna dawkę terabajtów informacji dziennie, ile dawniej – przed rewolucją przemysłową – otrzymywał i przyswajał przez całe swoje życie…Nie ma się co dziwić, że „mamy mniej czasu” na real niż nasi przodkowie 😉

    • dorota

      Potop informacji to wyjaśnia, masz rację. Tak samo jak brak umiejętności szybkiego i bezproblemowego filtrowania danych – to biorę, a to odrzucam.

  • Amelia

    Żyjemy otoczeni technologią, non stop przy smartfonie/tablecie/komputerze – z jednej strony to okno na świat, z drugiej – nie znamy do końca jego wpływu na nasze organizmy…i pewnie dowiemy się po latach, czy to ten szybki postęp wyszedł nam na dobre…sceptycznie podchodzę do tych dobrodziejstw, bo…im nie ufam. 😉

    • dorota

      Amelio, historia zna niestety takie przypadki – uważano, że coś nie ma wpływu na zdrowie, a potem okazało się zupełnie inaczej…

  • Socjopatka

    Czasem wydaje mi się, że gdybyśmy zostali postawieni przed trudną sytuacją jak np. wojna to padlibyśmy jak muchy. Nie poradzilibyśmy sobie.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>