Główne menu

Czy drzemią w nas pierwotne instynkty? Czyli jaka jest prawdziwa natura kobiety…

W zamierzchłych czasach, mimo opieki męskich przywódców, też musiałyśmy walczyć, chociażby z konkurencją. Różnica jest taka, że mężczyźni najczęściej stosują przemoc po to, by zyskać uznanie otoczenia i kontrolę nad rywalami, kobiety zaś częściej przeprowadzają „akcje odwetowe”, wolą też stosować agresję pośrednią (np. poniżanie), podczas gdy mężczyźni chcą po prostu komuś przyłożyć. Łagodna czy wojownicza natura nie jest kwestią płci, ale indywidualnych predyspozycji, charakteru oraz wychowania.

Chłop do kielni, baba do patelni

Jak stwierdził jeden z bohaterów kultowego „Misia”: Jest takie jedno imię dobre dla dziewczynki – Tradycja. Oczywiście, w filmie chodziło o zupełnie inny kontekst, ale strażnicy dawnego ładu prezentują takie podejście do życia jak najbardziej serio.

Miejsce kobiety jest w domu, bo do tego stworzyła ją natura, tak jak powołaniem mężczyzny jest walka o byt. Odwracanie tych ról jest nie tylko sprzeczne z zamiarem Stwórcy, ale zwyczajnie szkodzi gatunkowi ludzkiemu. Niektórzy idą krok dalej. Kobiety są z natury głupsze i dlatego ich wkład w rozwój społeczeństwa powinien się ograniczać do rodzenia dzieci i prostych prac domowych typu prasowanie. Nawet tacy myśliciele jak Rousseau czy Montaigne byli przekonani, iż naturalną rolą kobiety jest bycie żoną, matką i panią domu, a edukacja dziewcząt to niepotrzebne nikomu zawracanie głowy. Dopiero wskutek XIX-wiecznej zmiany sytuacji ekonomicznej kobiety zaczęły się masowo wcielać w jeszcze jedną rolę: pracownika. Czy wbrew swojej naturze?

Macierzyństwo jest powołaniem kobiety, inaczej człowiek nie przetrwałby jako gatunek. Większość z nas pragnie mieć dziecko, uwielbia spędzać z nim czas i czuje dumę z sukcesów swojego potomka. Rzecz jasna, tylko kobieta zajdzie w ciążę, urodzi i wykarmi piersią. Ale to nie oznacza automatycznie, że kobieta jest instynktownie lepszym rodzicem. Jej podejście do dzieci wynika głównie z większego doświadczenia w obcowaniu z maluchami. To matka jest na urlopie macierzyńskim, siłą rzeczy więc lepiej rozumie swoje dziecko, skoro przebywa z nim na okrągło, a tata widzi je tylko przez kilka godzin dzienne. Ale wystarczy popatrzeć na ojców, którzy bardzo poważnie podchodzą do swoich rodzicielskich obowiązków – są niezwykle przywiązani do swoich pociech, doskonale odczytują ich potrzeby i potrafią je zaspokoić. Zresztą, hormon odpowiedzialny za instynkt macierzyński, czyli oksytocynę, znajdziemy także u mężczyzn, choć mechanizm jego produkcji różni się nieco w zależności od płci.

Atawizmy wiecznie żywe

W walce o tradycyjny podział ról nie chodzi więc o kobiecą niechęć do zajmowania się domem, a jedynie o to, że wiele z nas pragnie się sprawdzić również na innych polach. Ambicje kobiet wychodziły poza rodzinny dom na długo zanim pojawił się termin „feminizm”. Nasze prababki miały wpływ na politykę, zajmowały się nauką, tworzyły dzieła sztuki, prowadziły swoje biznesy, knuły intrygi, działały społecznie. Ich mała reprezentacja w życiu publicznym nie była konsekwencją braku szerszych zainteresowań, a raczej tego, że mężczyźni zazdrośnie strzegli dostępu do swojego świata.

Jest jednak trochę prawdy w tym, że kobiecie prowadzenie domu wychodzi lepiej niż panom. Nie jest tajemnicą, że u obu płci mózgi funkcjonują w odmienny sposób. W dużym uproszczeniu, w mózgu męskim pracuje tylko jedna półkula. W mózgu żeńskim obie półkule działają jednocześnie. Dlatego kobieta potrafi zająć się realizacją konkretnego zadania, ale nie zapomina przy tym o sferze uczuć. Przykład?

Wyobraźmy sobie urządzanie domowego przyjęcia. Przeciętny mężczyzna zorganizuje duży stół, wydzieli miejsca siedzące według ogólnie przyjętej hierarchii, zrobi listę zakupów, przyrządzi posiłek i dobierze alkohol. Przeciętna kobieta zrobi to samo, ale dodatkowo zwróci jeszcze uwagę na to, czy filiżanki pasują do talerzy, postawi wazon z kwiatami żeby było przytulniej, a obok Ryśka „przypadkowo” posadzi Zosię, bo od dawna widzi, że ci dwoje mają się ku sobie.

Nasze kobiece działania faktycznie są niemal zawsze podszyte emocjami. Mężczyźni wprost przeciwnie, są zaprogramowani na chłodną kalkulację. Skąd się to wzięło?

Homo erectus żył w grupach podzielonych na kobiety-zbieraczki i mężczyzn-łowców. Polujący na zwierzynę musieli dbać o tężyznę fizyczną, analizować, planować i siedzieć cicho w oczekiwaniu na łup. Zbieraczki ciągle działały w grupie, wychowywały dzieci, dużo rozmawiały i wspólnie rozwiązywały problemy swojej społeczności. Największe szanse na przetrwanie mieli ci, którzy trzymali się owego schematu i rozwijali umiejętności przypisywane danej płci. Dzisiaj żyjemy zupełnie inaczej, ale te atawizmy głęboko w nas siedzą. Granica pomiędzy predyspozycjami „damskimi” a „męskimi” stała się płynniejsza, niemniej jednak ciągle jest.

Nie jesteśmy Penelopami

Seks. To na tym obszarze dochodzi chyba do najgorętszych sprzeczek, bo o ile dla części kobiet walka o równouprawnienie w pracy czy polityce jest bez sensu, tak wiernego partnera chciałaby mieć każda z nas. To natura każe nam uganiać się za kobietami i po prostu mamy większe potrzeby seksualne od was – klarują faceci. A kto powiedział, że my nie mamy dużych potrzeb? – ripostują kobiety. A co na to Matka Natura?

Cóż, człowiek nie jest urodzonym romantykiem. Jesteśmy poligamiczni, ale wysoka kultura utemperowała nasze wrodzone zapędy. Monogamiczne związki są dla rozwoju cywilizacji korzystniejsze, dlatego w naszym kręgu kulturowym wskazane jest, by jeden mężczyzna wiązał się z jedną kobietą. W praktyce różnie z tym bywa, przy czym skoki w bok nie są wcale domeną panów (przeczytaj, jak zdradzają kobiety).

Seksuolodzy przyznają, że kobiety zdradzają prawie taką samą chęć do swobodnego życia erotycznego co mężczyźni. Nasza skłonność do monogamii jest w większym stopniu efektem wyznawanego systemu wartości niż instynktu. Tam, gdzie obyczaje są swobodniejsze, kobiety bez skrupułów zmieniają partnerów, jeśli jest to w ich interesie. Aczkolwiek prawdą jest, że częściej od mężczyzn naciskamy na poważny związek, bo z biologicznego punktu widzenia seks kosztuje nas więcej, szukamy więc zabezpieczenia dla siebie i ewentualnego potomstwa.

Ale… jak to mówią, uważaj czego sobie życzysz. Tak po prawdzie, gdyby kobiety tak w stu procentach poszły za głosem instynktu, zwolennicy poligamii mieliby się z pyszna. Mężczyźni, powołując się na przyrodę, widzą tylko tego lwa otoczonego wianuszkiem samic, nie dostrzegają jednak, ile za takie panowanie lew musi zapłacić. Gdyby przywrócić ten wzorzec do świata ludzi, dla większości panów skończyłoby się to przykrą samotnością w łożu. Kobieta jest bowiem hipergamiczna – chce jednego partnera, ale najlepszego. Jeśli nie może go sobie zmonopolizować, z wyrachowania godzi się na poligamię, bo i tak zapewnia jej to dostęp do najlepszych genów, a o to przecież chodzi. Taki atawizm. To zaś rodzi ostrą rywalizację pomiędzy samcami, bo każdy chce być tym osobnikiem o najbardziej pożądanych cechach. Zwycięzców jest jednak garstka i tylko oni mogą się cieszyć seksem. Do czasu, aż ich miejsca nie zajmie młodszy, silniejszy i hojniej obdarzony przez naturę konkurent, bo partnerki nie będą się wtedy kierowały żadnymi sentymentami, tylko wymienią model na lepszy.

Mówiąc krótko, poligamia jest korzystna wyłącznie dla najbogatszych, najsprawniejszych i najprzystojniejszych mężczyzn, bo to oni będą gromadzić wokół siebie kobiety. W interesie całej rzeszy pozostałych mężczyzn paradoksalnie jest monogamia, bo to ich jedyna szansa na partnerkę. Możemy więc śmiało powiedzieć: panowie, cieszcie się, że nie chcemy tak do końca słuchać swoich instynktów…

    4 komentarze

  • Ala

    Człowiek to zwierzę 🙂
    Tyle w temacie

  • Mieczysław

    Monogamia jest przede wszystkim w interesie kobiet, bo na rynku seksualnym po trzydziestce większość z Was spotyka tak zwana ściana a SMV leci na dół z szybkością Pendolino 🙂 Wtedy to łapie się ostatniego rokującego, także drogie Panie, cieszcie się, że większość facetów to troglodyci, gdyby znali te mechanizmy współczynnik samobójstw wśród kobiet wzrósł by znacznie. 😉

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>