Główne menu

Czy dzieci mają obowiązek opiekować się rodzicami?

Jesień życia rzadko kiedy wygląda tak uroczo jak na reklamach. Zdrowie szwankuje, na wiele rzeczy nie ma się już siły i cierpliwości, do tego ta dojmująca samotność i poczucie pustki. Wesołe życie staruszka? No, radości w nim raczej niewiele. Na starość się odpocznie? Raczej solidnie umęczy.

Mogłoby być ciut łatwiej, gdyby pomogły dzieci. Dzisiaj jednak, pomoc starszym rodzicom nie dla wszystkich jest czymś oczywistym. Panuje raczej przekonanie, że dzieci odpłacać się niczym nie muszą, nie mają żadnego moralnego obowiązku, by zajmować się staruszkami. Z jakiej niby racji? Czyżbyśmy dalej tkwili w czasach, gdy potomstwo służyło jako polisa ubezpieczeniowa na przyszłość? A może to wreszcie najwyższa pora, by każdy sam zadbał o siebie zamiast żerować na innych?

Dzieci nie są nic winne

Rodzina to instytucja znana od bardzo, bardzo dawna i nie trzeba być wybitnym socjologiem, by zauważyć, jak zmieniała się ona na przestrzeni tych lat. Relacje między rodzicami i dziećmi stały się bardziej partnerskie, a niektórzy idą nawet krok dalej – dzieci nie muszą już odpłacać się za trudy rodzicielstwa. Oczywiście, powinny być grzeczne i wypełniać swoje dziecięce domowe obowiązki, ale na tym koniec, gdy wyfruną z gniazda, rodzinna umowa się kończy i każdy idzie w swoją stronę.

Że na starość to rodzice często potrzebują wsparcia? No niestety, sytuacja bez wątpienia przykra, ale mimo wszystko, nawet wtedy dzieci nic nie muszą, a jedynie mogą. To nie one podjęły decyzję o swoim przyjściu na świat, więc dlaczego zmusza się je teraz do regulowania jakiegoś długu? Starzy mieli taką fantazję, to niech płacą. I jakoś umyka w tym wszystkim fakt, że właśnie to życie jest największym darem. Czyżby dzieci żałowały, że istnieją? A takie można odnieść wrażenie, gdy się słyszy o ciąży jako kaprysie, głupocie, zachciance. No cóż za podłość, że się kogoś powołało na świat! Doprawdy, trudno o większą niegodziwość wobec potomstwa niż spłodzenie go, w ramach jakiegoś chorego egoizmu.

A skoro tak, to rodzic odpowiada za progeniturę. Musi stworzyć optymalne warunki do rozwoju. Tyle że masa dzieci dostaje znacznie więcej, niż teoretycznie potrzebuje. Dziecko nie może chodzić głodne, ale nie musi dostawać lodów w nagrodę i tortu na urodziny. Trzeba je ubrać, ale nigdzie nie jest powiedziane, że w ładne ciuszki z markowego sklepu, a nie w rzeczy za 9,90 zł w dyskoncie. Nie potrzebuje tylu zabawek, gier, gadżetów, bajeranckiego rowerka, koszulki z Messim i plecaka z Hulkiem. Bajkę może przeczytać sobie samo. Na spacerze mama z tatą patrzą tylko, czy dziecku nie dzieje się krzywda, ale nie muszą z nim omawiać każdego przelatującego motylka i słuchać opowieści o smokach. Rozbite kolano wystarczy obandażować, nie trzeba całować, żeby mniej bolało. Nic ponad to, co absolutnie niezbędne. Nie mówiąc już o tym, że choć rodzic ma prawne obowiązki względem swojego potomka, to zawsze ma możliwość oddać go do adopcji albo przytułku.

Sami zadbajcie o przyszłość

Zazwyczaj tego się nie robi i stara się dla dziecka jak może, co czasem obraca się przeciwko niemu. Bowiem jednym z głównych zarzutów przeciwko rodzicom jest to, że oni sami nie zadbali o godną starość. Kłopot w tym, że wielu rodziców myśli raczej o przyszłości dla dzieci, to dla nich odkłada pieniądze. Niezupełnie jest więc tak, że mieli całe życie, by przygotować się do emerytury – sporą część tego czasu przeznaczyli na zaspokajanie materialnych potrzeb dziecka. Z drugiej strony, co powiedziałyby dzieci, gdyby każda ich prośba była kwitowana słowami: nie mogę ci tego dać, bo gromadzę nadwyżki dla siebie?

Nierzadko też rodzice zmieniają swoje plany i rezygnują z życiowych ambicji, bo wymaga tego rodzinna sytuacja. Ileż razy zdarzyło się, że rodzic rezygnował z fajnej, ale mało dochodowej pracy, żeby iść do roboty nudnej, znienawidzonej, za to z wysoką pensją, za którą można kupić buty, podręczniki, lekcje francuskiego i zajęcia w szkółce tenisa? W dzieci inwestuje się mnóstwo środków, czasu, energii, i każdy, kto wychował sobie choć jednego dziedzica, wie, jak ciężka i niewdzięczna bywa to praca. Niemowlaki ciągle ryczą i non stop są zafajdane, nastolatki to jakiś koszmar. A poświęca się im zwykle najlepsze lata swojego życia. Tak, nikt nie kazał, tyle że z takim podejściem wyginęlibyśmy jak dinozaury.

Grzechem rodziców często jest to, że starają się oni swoim dzieciom nieba uchylić, ich pragnienia uważają za ważniejsze. Dla dziecka więc normalne jest, że rodzic coś daje, a ono nie musi się niczym rewanżować, bo zostało nauczone, że potrzeby rodziców są gdzieś na dalekim planie i śmiało można je zupełnie zignorować, jeśli pociecha przez to jakoś ucierpi. W efekcie nie stać go nawet na zwykłe „dziękuję”, bo przecież to wszystko mu się należało.

Za co tu dziękować?

Ale i rodzice nie są tacy bez winy. Bywają szczodrzy, to prawda, lecz nie omieszkają wspomnieć ile krwi i potu owa szczodrość kosztowała. Niekiedy bardzo wyraźnie informują swoje latorośle o poniesionych kosztach. Latami będą wypominać zbitą szybę, pobrudzoną ścianę w salonie, zniszczoną drogą książkę, zgubione kolczyki wyciągnięte po kryjomu z kasetki. No i nie dadzą zapomnieć o nieprzespanych nocach, nieprzyjemnościach w szkole, skargach od sąsiadów. Musisz docenić moje poświęcenie!

Jest ciągłe wbijanie w poczucie winy i uzależnianie dziecka od siebie, tak żeby w pewnym momencie zażądać rewanżu. Jest ogromna presja, monologi o obowiązkach, ale żadnego racjonalnego tłumaczenia, jedynie nakazy i rozkazy. Dziecko traktuje się jak własność, tresuje do uległości. To już nie są zwykłe błędy wychowawcze, które popełnia każdy, nawet najlepszy rodzic, to toksyczna rodzina pełna wzajemnych pretensji i żalu.

Jak być lojalną wobec rodziców despotycznych, obojętnych, wyrachowanych i wrednych? Zajmować się ojcem, który nigdy nie miał czasu i krzywił się za każdym razem, gdy musiał dzieciaka ubrać, nakarmić albo odwieźć rano do szkoły? Matką, wiecznie niezadowoloną i wypominającą stracone szanse na oszałamiającą karierę? Opiekować się schorowanym rodzicem, który robił piekło na ziemi, przepijał pieniądze na szkolne wycieczki, bił, nie pamiętał o urodzinach i krzyczał o nienawiści do małego, śmierdzącego gnoja? Jak tu mówić o jakikolwiek długu wdzięczności?

Egoizm czy zdrowy rozsądek?

Załóżmy jednak, że relacje z rodzicami były normalne. Wewnętrzne poczucie przyzwoitości nakazuje jakoś zająć się rodzicami, pojawia się tylko pytanie: w jakim zakresie? Wziąć do siebie do domu? Opłacać pielęgniarkę? Kupować wszystkie leki, pieluchy, maści i inne specjalistyczne produkty? A może po prostu oddać do domu opieki?

Pojawia się mnóstwo wątpliwości, zwłaszcza w takim kraju jak Polska, gdzie nie jest to jeszcze powszechny zwyczaj. Oddanie do ośrodka jest dla wielu osób równoznaczne z porzuceniem, bo jak to tak, umywamy rączki i niech obcy odwalają całą brudną robotę? I może jeszcze rodzic ma sobie sam to zasponsorować z tej śmiesznej emerytury?

W rzeczywistości ośrodki dla seniorów mają wiele plusów. Gdy to placówka z prawdziwego zdarzenia, odpowiednio wyposażona, z wykwalifikowanym personelem, mamy pewność, że opieka będzie taka, jaka być powinna. Zajmowanie się chorą osobą nie jest wcale takie proste, nie wystarczą dobre chęci i zaangażowanie, w wielu przypadkach niezbędna jest fachowa wiedza jak podawać leki, robić zastrzyki, obsługiwać aparaturę, co robić, gdy stan się nagle pogorszy. Trzeba stworzyć właściwe warunki, co w blokowych mieszkaniach bywa ogromnym wyzwaniem, bo za mały metraż pokoju, za ciasna wanna, brak windy albo nie da się nią wygodnie przewieźć osoby na wózku. Oczywiście, każdą taką przeszkodę na upartego da się jakoś obejść, czy jednak nie byłoby wygodniej dla wszystkich zdać się na profesjonalistów?

Nie bez znaczenia są i pieniądze. Sytuacja ekonomiczna mocno się zmieniła. Dawniej dziecko zajmowało się rodzicami i przejmowało po nich schedę, teraz musi zapracować na własną emeryturę. I jeśli ktoś poświęci 20 lat życia na pełnoetatową opiekę nad rodzicem, sam na starość zostanie z bardzo skromnymi świadczeniami i niewielką szansą, by ten okres nadrobić. A gdy ma się jeszcze własne dzieci, to należy przecież zarobić także na ich utrzymanie, bo nie zawsze da się ten obowiązek scedować na drugiego małżonka. Zresztą, co jeśli on tak samo musi się zająć chorą matką czy ojcem? Oboje zostaną bezrobotni? Przejdą na pół etatu? Z czego będą żyli?

Dziecko też się męczy

Tym bardziej, że oddanie do ośrodka to nie rozstanie na zawsze. Dziecko może rodzica odwiedzać, spędzać z nim wolny czas, przejąć nawet część obowiązków pielęgnacyjnych. A dzięki wsparciu ze strony pielęgniarek i opiekunek dziecko ma też czas dla siebie, może odpocząć, zregenerować się, odstresować po jakimś nieprzyjemnym wydarzeniu z rodzicem.

Odpoczynek opiekunów jest bowiem równie ważny co komfort niedomagających rodziców, choćby dlatego, że jeśli ktoś bez przerwy jest na nogach, w napięciu, to z czasem zupełnie straci serce do swoich obowiązków i znienawidzi problematycznego pacjenta. Bo warto pamiętać, że starymi rodzicami często zajmują się dzieci, które młodość tak samo mają już za sobą. Dzisiaj dożyć do 80-tki czy 90-tki to nie jest jakiś niebywały wyczyn, takich osób jest całkiem sporo. A ich dzieci są dobrze po 50-tce, czyli same już pomału powinny myśleć o zwolnieniu tempa, to nie energiczne młodziaki kilka lat po studiach.

Można oczywiście powiedzieć, że rodzic od swoich dzieci też nie miał wolnego, ale nie da się postawić znaku równości pomiędzy chorym dorosłym a dorastającym, młodym człowiekiem. Mycie trzylatka to nie jest jakieś zajęcie ponad siły, w przeciwieństwie do mycia, ubierania i przenoszenia bezwładnego staruszka ważącego blisko sto kilo. Maluchy bywają nieznośne, ale starsi, schorowani rodzice bywają niekiedy znacznie gorsi, zwłaszcza gdy cierpią na demencję – nie poznają dzieci, wyzywają je, oskarżają o kradzież czy oszustwa, nie ma z nimi kontaktu. Czasami zachowują się strasznie złośliwie, wręcz podle, celowo sprawiają przykrość. Nie każdy jest w stanie znieść takie obciążenie dzień w dzień. I nie da się tu zareagować jak w przypadku dziecka, to nie jest proces wychowawczy. Tu już będzie tylko gorzej, aż nadejdzie smutny koniec.

Zbędny balast

Lecz nie zawsze sytuacja jest tak dramatyczna. Rodzice są w gorszej kondycji, ale funkcjonują w miarę samodzielnie, wystarczy im pielęgniarka na dochodne i jakaś pomoc przy zakupach czy sprzątaniu. Część dzieci bierze to na siebie i wykorzystuje ten czas na zacieśnianie więzów – można wreszcie na spokojnie posłuchać starych, rodzinnych opowieści, pogadać o „dorosłych sprawach”, nauczyć się peklowania mięsa według receptury prababci. Ale reszta z niechęcią myśli o rodzinnych kontaktach. Rodzice idą w odstawkę tak po prostu, ich obecność przeszkadza. Może i aż tak wiele nie wymagają, ale przecież dziecko nie jest im nic winne, więc po co ma tracić czas na bzdety? Teraz ma się swoje życie, a w nim tyle obowiązków, że na dodatkowe obciążenia zwyczajnie nie ma czasu.

Wiele dorosłych dzieci odcina pępowinę definitywnie, rodzice stają się niemal obcymi ludźmi, nie ma się dla nich pięciu minut, żeby zadzwonić i spytać „co słychać? jak się czujesz?”. Oni zaś czują się nieszczęśliwi, samotni, zgorzkniali. Niekoniecznie oczekują stałej opieki i mieszkania pod jednym dachem, chcieliby tylko częstszego kontaktu z rodziną, żeby dzieci po prostu przyszły, pogadały, wypiły razem herbatę, poprawiły poduszki, podały kapcie, umiliły jakoś ten czas choroby. Ale i takie drobiazgi okazują się wymaganiami ponad miarę.

Starzy rodzice zwyczajnie nie pasują do nowoczesnego życia. Są zrzędliwi i „nieestetyczni”, nie można sobie przy nich pożartować z papieża i na luzie zapalić papierosa przy stole. Psują atmosferę, są kulą u nogi. W zasadzie każda rzecz zrobiona specjalnie dla nich to akt wielkiej łaski.

Dzieci ignorują rodziców, ale pojawiają się, gdy mają jakiś interes, potrzebują pieniędzy, chcą podrzucić wnuki na trzy tygodnie wakacji. Nie wszyscy, to prawda, ale jednak spora grupa dorosłych dzieci w dalszym ciągu sądzi, że rodzice powinni im pomagać do końca i to bezwarunkowo. No i wiadomo, że po ich śmierci należy się spadek, choć w sumie nie jest jasne, dlaczego, skoro każdy ma się troszczyć sam o siebie.

Kto, ile i dla kogo?

Robi się z rodzinnych więzów czysta transakcja. Ile rodzice włożyli i czy w związku z tym dzieci jakoś zalegają z „płatnościami”, a jeśli tak, to dokładnie ile. Mogę się zaopiekować chorowitą mamą, ale musi mi oddawać połowę renty. Wezmę tatę do siebie, ale on musi przepisać cały majątek na mnie już teraz. Pomogę, ale jedynie dlatego, że kupili mi mieszkanie. Załatwię dzieciom kredyt na dom, ale gdy przejdę na emeryturę, mają mi oddać jeden pokój. Pomogę w rozkręcaniu biznesu, za to dzieci nie mają prawa oddać mnie do hospicjum.

Kalkulują rodzice. Kalkują dzieci. Powstaje przez to jakaś dziwna forma współuzależnienia, nić patologicznych zależności, i nigdy nie wiadomo, kiedy druga strona wyskoczy z fochami i zacznie się skarżyć na niewdzięczność. Mnóstwo rodziców narzuca presję zamiast stworzyć takie warunki, by dziecko samo z siebie poczuło wdzięczność i uznało, że w żadnym razie nie zostawi staruszków samych sobie. W wielu domach nie uczy się życzliwości, empatii, bezinteresownej miłości albo przesadza się z pobłażliwością, tak że młody człowiek nie wie, czym jest szacunek dla rodziców. Nie rozumie, że względem innych ludzi, zwłaszcza tych najbliższych, ma określone powinności.

Dlatego dla nich zajmowanie się rodzicami to wielkie poświęcenie. Opiece towarzyszy poczucie krzywdy, bo zamiast pójść do kina, trzeba było siedzieć w szpitalu, nie udało się wyjechać na weekend, kolacja ze znajomymi musiała zostać odwołana. Choćby to był raptem jeden dzień w miesiącu, i tak będzie to irytujące zawracanie głowy.

Zresztą i sami rodzice często tak się czują. Że są ciężarem, narzucają się, przeszkadzają, zabierają przestrzeń. Jest im głupio, że sami nie dają rady i muszą prosić dzieci, wstydzą się swojej choroby i ułomności. A dzieci nierzadko przyznają im rację. Aż się ciśnie na usta w takich przypadkach, że może lepiej by było, gdyby starych i chorych zsyłało się gdzieś na odludną wyspę, zamykało w rezerwatach na wzór tych w „Futu.re” albo jakoś dyskretnie utylizowało i po problemie? Tylko czy naprawdę chcielibyśmy być traktowani pod koniec swojego życia jako nieużyteczne graty?

    6 komentarzy

  • natalia

    A co jest zlego w tym ze rodzic przekazuje lolowe renty czy emeryturki osobom ktore sie nimi opiekuja? Super jesli dzieci sa dobrze ustawione i je stac. Mi teraz jakby przyszlo sie opiekowac kimkolwiek. .. Nawet chorym chomikiem to nie dalabym rady. Nie wydolilabym finansowo.
    Poza tym sie zastanawiam ile z was piszacych komentarze ze powinni ze musza ze niewdziecznini zle wychowani jak nie… Ilu z was musialo kiedys zajac sie starsza chora osobą. Jesli pracuje sie cale dnie to ta osoba siedzi sama w domu. Bez opieki. Jesli jest chora no na alzheimera to zycie rodzinne zmienia sie w koszmar.. Kto nie wie czy bie doswiadczyl niech nie pisze glupot. Jest jeszcze sprawa warunkow lokalowych. Ja nawet jakbym chciala to na w pokoje. Gdzie mieszkam z mezem i dzieckiem to nie mam gdzie przyjac dodatkowej osoby. Trzeba sie tez zastanowic czy np ta osoba starsza chce sie do nas przenosic. Zostawic dom w ktorym zyla wieksza czesc czasu i byc u kogos. Nie na swoim. A potem widzimy takie babcie siedzace cale dnie w oknie.
    Poza tym uwazam ze mlodzi tez maja prawo do szczesliwego zycia. Np lubie moja tesciowa ale jakby miala sie do nas przeprowadzic …. Dramat.

  • Magdalena Szymańska

    No wlaśnie, co z rodzicami, którzy przypominają sobie o nas dopiero gdy na starość potrzebują pomocy? 🙁

  • Mozaika Rzeczywistości

    Temat jest moim zdaniem trudny. Widzę czy to po rodzinie czy po znajomych, że różnie się takie sytuacje układają. Nie da się wszystkich ludzi osądzić w jeden sposób, gdy nie zajmują się rodzicami, trzeba przyjrzeć się jakie są przyczyny takiej decyzji.

    Światła w rowerze są moim zdaniem ważniejsze niż kask. 🙂

    Sporo zależy jednak od twórców takiej instalacji, widywałem już takie, że szkoda słów. Na szczęście większość jest godna pochwały i uwagi.

    Pozdrawiam!

  • ON ONA I DZIECIAKI

    Dzieci nic nie muszą i nic nie powinny, ale ja nie wyobrażam sobie zostawić rodziców bez opieki i to nie z obowiązku, a z miłości.

  • Iwona Góra Blog

    Bardzo smutny wpis, ale i prawdziwy. To sprawa bardzo indywidualna, bo różne są w życiu sytuacje. To jednak prawda, że niektórzy nie mają za grosz wdzięczności, tylko by brali.

  • jotka

    Temat trudny, każdy z nas z tym się zmierzył lub czeka go to w przyszłości. Myślę, że dobre relacje rodzinne wykluczają wszelkie wątpliwości, chociaż bywają sytuacje, że opieka, pomoc przekracza nasze możliwości, choćby psychiczne…
    Najgorzej, gdy rodzeństwa jest kilkoro, ale tylko jedno z nich poczuwa sie do pomocy rodzicom.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>