Czy kobiety celują tylko w 10 procent najatrakcyjniejszych mężczyzn?
Nie jest lekko być mężczyzną na współczesnym rynku matrymonialnym. Niby luźniej, niby jest czas na eksperymentowanie, lecz gdy przychodzi co do czego, przeciętny Janek ma niewielkie szanse na poważny związek. By nie powiedzieć wręcz, że zerowe, ponieważ przeciętna kobieta nie jest zwykłym Jankiem w ogóle zainteresowana. Ktoś poniżej pewnego pułapu jest po prostu niewidzialny, a normy są niezwykle wyśrubowane.
Krótko mówiąc, jak nie jesteś z górnych 5-10 procent, nie masz szans na miłość. Nie masz szans na cokolwiek. Nie istniejesz, chyba że jako „opcja zapasowa”. Jako koło ratunkowe dla kobiety, której nie udało się usidlić topowego samca, więc musi, z braku laku, szukać niżej. Lecz może problem polega na czymś innym?

Zarezerwowane dla elity
Współczesna kobieta nie chce byle kogo. Więc ok, fajnie że się ceni, tyle że nader często przecenia własne walory i stawia żądania, których zwyczajny chłop nie będzie w stanie zrealizować.
Krótko mówiąc, celuje w ligę mistrzów, choć sama gra na poziomie okręgówki, i jeszcze ma pretensje, gdy ktoś jej zwróci uwagę, że chyba czas wrócić na Ziemię, zrewidować poglądy, dać szansę normalnym ludziom, a nie urojonym księciom z bajki.
Tylko czy rzeczywiście kobiety pragną niemożliwego? Cóż, jakieś na pewno, nie wydaje się jednak, żeby to była powszechna reguła. Więc skąd pretensje?
Wszystko zaczęło się od aplikacji randkowych, które stworzyły autorskie analizy, bo na ich wykresach dobitnie widać nierównowagę między płciami.
Na pierwszy rzut oka wszystko jest oczywiste – kobiety bez słowa odrzucają ok. 80-90 proc. męskich profili i skupiają całą swoją uwagę na tych 10-20 procentach. A czasem na zaledwie 5 proc.
Czyli nawet jak jesteś spoko, nawet jak jakoś wybijasz się ponad przeciętność, to wciąż za mało. Bo musisz być top. Wzrost, szczęka, zarobki, bajera – cały pakiet. I dopiero wtedy księżniczka łaskawie da ci szansę. No tak mówią liczby, a liczby nie kłamią, prawda? I tu właśnie wchodzi kolejna warstwa – kontekst, w jakim te są osadzone. Różnica wynika
bowiem nie tyle z wygórowanych oczekiwań, co z innych zachowań, te zaś przekładają się na określone algorytmy.
Przede wszystkim na aplikacjach jest bardzo duża dysproporcja płci, tak na poziomie 2/3 i 1/3, czasem nawet 80% / 20%, z przewagą mężczyzn. Siłą rzeczy w takim środowisku nie będzie „normalnych” reakcji, ponieważ w jednej grupie mamy znaczącą nadreprezentację, a w drugiej drastyczne niedobory. Po drugie, mężczyźni na randkowych apkach mają tendencję do lajkowania jak leci, podczas gdy kobiety dają mniej polubień – inaczej mówiąc, użytkowniczki z reguły
wchodzą w kontakt z profilami, które autentycznie zwróciły ich uwagę, natomiast użytkownicy zarzucają sieci szeroko, co obejmuje również opcje średnio atrakcyjne w ich oczach, tak na wszelki wypadek, gdyby nie wyszło gdzie indziej.
To działa też w drugą stronę
Rozbieżności w liczbie polubień są więc bardziej efektem strategii niż realnych preferencji. Mężczyźni się skarżą, że na randki chodzą jedynie ci wysocy, przystojni, z drogim samochodem, a ci mili zostają z pustymi rękami, bo nikt nawet nie da im szansy żeby jakoś się zaprezentować. Co w świecie randkowych apek, gdzie większość patrzy głównie na wygląd, faktycznie może być po części prawdą, ale wbrew powszechnym opiniom, mężczyźni też są „roszczeniowi”.
Oczywiście, że kobiety czasem mocno przesadzają, wciąż jest im mało, już same nie wiedzą, czego chcą i wyczekują nieistniejącego ideału. I tak, będą się częściej interesować tymi mężczyznami, którzy górują, nie tylko wzrostem, nad resztą. Tyle że panowie postępują dość podobnie, po prostu mają nieco inne kryteria oceny potencjalnej partnerki, przez co kompletnie nie zauważają tej masy kobiet, która wcale nie opędza się od adoratorów. Widzą te, które mówią o 185 cm i zarobkach na poziomie minimum pół miliona rocznie. Oraz te, które im się na serio podobają, czyli zwykle dziewczyny o dużym powodzeniu, co dostają dziennie dziesięć propozycji randki oraz trzy wyznania miłosne. Jednocześnie są
kompletnie ślepi na ich brzydsze koleżanki, które na dyskotekach smętnie podpierały ściany, zamiast karteczek z serduszkiem dostały co najwyżej wyzwisko, na imprezach nikt im nie proponował drinka, nie próbował złapać za rękę, nie czarował komplementami.
Bo wiele dziewczyn też jest tylko alternatywą albo ostatecznością, kiedy konkurent odkrył, że u najładniejszych nie ma żadnych szans. Ale to właśnie te najładniejsze są głównym celem, to na nich przede wszystkim skupia się męska uwaga – wystarczy pójść na dużą imprezę albo do baru, by odkryć, jak często te zwykłe kobiety siedzą same, jak są ignorowane przez mężczyzn i co mężczyznami często kieruje, gdy jednak zdecydują się do jednej z tych samotniczek zagadać.
Życie to nie aplikacja
Pomijając jednak powierzchowne kontakty, kiedy ludzie liczą na szybki, niezobowiązujący seks, dobieranie się w pary wcale nie wygląda aż tak dramatycznie. Gdyby bowiem kobiety wchodziły w interakcje wyłącznie z tymi mitycznymi chadami, świat wokół nie wyglądałby tak, jak wygląda. A statystyki mówią jasno – większość ludzi wchodzi w stałe związki, zakłada rodziny, ma dzieci.
Kobiety nie chodzą za rękę wyłącznie z typami 10/10. Nie wychodzą za mąż jedynie za bogaczy. I nie, nie schodzą „niżej” wyłącznie z desperacji.
Po prostu owo „niżej” najczęściej nie istnieje w tej formie, którą próbuje się przedstawić w internetowych sporach. Bo tak, wysoki wzrost podnosi atrakcyjność, lecz oprócz wysokiego wzrostu jest jeszcze masa innych czynników wpływających na odbiór danej osoby. I to one na ogół przesądzają sprawę, zwłaszcza gdy do związku podchodzimy w sposób bardziej dojrzały.
Nie przeszkadza to w fantazjowaniu o pięknych modelkach i charyzmatycznych aktorach, lecz koniec końców, wspólne życie buduje się na konkretniejszych fundamentach – a przynajmniej powinno.
Patrząc na jakość związków też niespecjalnie widać, by tylko celowanie w topowe 10 procent dawało szanse na sukces. Małżeństwa rozpadają się z różnych powodów, i co ciekawe, to rzadko kiedy są te „topowe” cechy – to raczej wady charakteru, niedopasowanie, toksyczność, przemoc. Nawet jeśli ktoś zdradza czy odchodzi do nowego partnera, często są to osoby bardzo zwyczajne, po prostu miały to coś, czego w poprzednim związku brakowało – obiektywnie mogły wręcz uchodzić za „gorsze”, ale w indywidualnej skali atrakcyjności stały wyżej.
Skąd wziął się mit 10 procent?
Jest jednak trochę prawdy w tym, że w świecie randek kobiety bywają wybredniejsze, szczególnie gdy mowa o romansach i przygodach. Kobiety ponoszą większe koszty i ryzykują bardziej, dlatego w ich własnym interesie jest kręcić nosem, przebierać, odmawiać, nie patrzeć „w dół”. Lecz z drugiej strony, miłosne i seksualne wybory wielu dziewczyn są… no są problematyczne, więc również na tym poziomie nie zawsze ci potencjalni partnerzy przechodzą certyfikację TÜV.
A spora część męskich narzekań ma swoje korzenie po prostu w zaniedbaniu. Wygodniej jest zrzucić odpowiedzialność na drugą stronę, że wymagania, że biceps, że BMW serii M, niż przyznać przed sobą, że odrzucenie jest konsekwencją rzeczy, na które jak najbardziej ma się wpływ.
Zupełnie tak, jak robią to niektóre kobiety – wszyscy faceci to dupki, podczas gdy największym problemem jest ona i jej zachowanie. Do tego mężczyźni lubią projektować własne przekonania na płeć przeciwną, więc skoro w jego oczach atrakcyjny jest Mirek, to dziewczyny na bank myślą tak samo, a jak mówią, że im podoba się Krzysiek, to kłamią.
Kończy się to tym, że robią po swojemu i gdy nie wychodzi, wymówka jest prosta – nie wyszło, bo królewny żądają niemożliwego.


Czy kobiety potrzebują mężczyzn?
Czy koniec związku zawsze oznacza tylko porażkę?
Dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować? 7 psychologicznych powodów
Randki po 30: dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować?
Co to znaczy być ze sobą na dobre i na złe?
Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Zostaw komentarz