Czy kobiety i mężczyźni faktycznie inaczej się komunikują?
Swego czasu wielkim hitem na rynku wydawniczym była pozycja „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”. Niewiele w niej było nauki – raczej potwierdzenia popularnych stereotypów, jak to obie płcie mówią do siebie kompletnie różnymi językami. Bo takie jest powszechne przekonanie: z babą nie idzie się normalnie dogadać, a od chłopa szczere wyznanie wyciągniesz dopiero torturami.
Kobiety to same emocje, mężczyźni – suche konkrety. Bardzo mała jest wspólna płaszczyzna na mapie komunikacji, dlatego trzeba wiele samozaparcia i miłości, żeby mimo tych przeszkód nawiązać nić porozumienia. Ale czy winna jest rzeczywiście biologia? A może sami sobie utrudniamy nawiązanie dialogu, wymyślając nieistniejące przeszkody?

Ten sam język, różne role
Czy płeć determinuje styl komunikacji? Tak, ale… przy czym tych „ale” jest naprawdę sporo. Po drugie, to nie tyle mówienie różnymi językami, co próba wpasowania się w określoną rolę. Bo chociaż wielu ma już pewnie alergię na hasło „odmienne wzorce kulturowe”, to cóż – one faktycznie istnieją. I mają często wpływ większy niż biologia, którą lubimy się podpierać tworząc stereotypy.
Oczywiście jest w nich ziarenko prawdy. Kobiety mają nieco inne podejście do „gadania”, ponieważ dawno temu to właśnie było podstawą egzystencji – musiały się komunikować z resztą społeczności, musiały porozumiewać się z potomstwem, musiały współpracować. Dla mężczyzn współpraca również była bardzo ważna, lecz jej charakter był inny – komunikacja nie budowała więzi, tylko status, a „rozmowy od serca” mogły obnażyć słabe punkty i niepotrzebnie zachęcić rywali do agresywnego ataku.
Im bardziej człowiek się cywilizował, tym mocniej podkreślano różnice w rolach społecznych. Dzisiaj obserwujemy pewien reset tych zasad, ponieważ kobiety i mężczyźni żyją bardzo podobnie – obie płcie mogą się uczyć, udzielać w polityce, prowadzić własne biznesy, zaciągnąć do wojska, więc komunikacja staje się bardziej partnerska. Nie znaczy to jednak, że mówimy wszyscy tak samo, bo język wciąż ma płeć, choć więcej w tym uprzedzeń, oczekiwań i przyzwyczajeń niż biologicznych predyspozycji.
Ale nawet uwzględniając te czynniki społeczno-kulturowe, rozbieżności w sposobie komunikacji są niewielkie i mocno zależą od kontekstu. Statystycznie kobiety rzeczywiście częściej używają języka odnoszącego się do emocji i relacji, a mężczyźni preferują bezpośredni przekaz, jest to jednak podział raczej 45/55 niż 80/20. A jak odejdziemy od komunikacji interpersonalnej i skoncentrujemy się na zawodowej, to wyjdzie, że różnice są jeszcze mniejsze i dotyczą głównie starszych osób.
Poza tym, sposób mówienia jest płynny i zmienia się w zależności od środowiska, sytuacji, tematu rozmowy, stopnia zażyłości w danym gronie – ta sama kobieta może być ciepła i wspierająca dla rodziny, stanowcza w pracy, wycofana w męskim towarzystwie, asertywna w gronie samych kobiet. Niemniej to właśnie kobiety częściej mówią o uczuciach, szukają bliskości, analizują w grupach swoje problemy, dzwonią żeby po prostu pogadać, bo rozmowa jest dla nich wartością samą w sobie.
Kto potrzebuje się wygadać?
Prawdziwe pytanie brzmi jednak: kto ma bezpieczną przestrzeń do okazania słabości? Bo unikanie przez mężczyzn „rozmów o problemach” to zwykle nie jest niechęć do rozmowy jako takiej. W męskim gronie to lęk przed utratą pozycji, w konfrontacji z kobietą to albo pogarda do istoty słabszej i głupszej, która nie zrozumie męskich dylematów, albo strach, że partnerka po tym szczerym wyznaniu straci do niego szacunek, wyśmieje, powie „co z ciebie za facet”.
Jasne, są też po prostu milczki, których drażni każda paplanina, ale powracający temat męskiej samotności i związanych z tym problemów pokazuje, że dla wielu mężczyzn obowiązujący obecnie model komunikacji to bardziej konieczność niż autentyczna potrzeba. I nie jest też przypadkiem, jak często mężczyźni się otwierają dopiero po alkoholu, kiedy nie da się tak skutecznie kontrolować emocji i „tama puszcza”.
Znajdziemy więc w stereotypach ziarno prawdy, choć zwykle błędnie bierzemy te zachowania za naturalne, bo część jest, istotnie, kwestią charakteru, ale druga część wynika z prowadzonej od dziecka socjalizacji. Dziewczynki bardziej widzą w rozmowach więź, a chłopcy próbują w ten sposób coś udowodnić, wymóc, znaleźć najszybsze rozwiązanie – komunikacja dziewcząt jest kierunkowana raczej na emocje, troskliwość, współpracę, natomiast chłopców w znacznie większym stopniu uczy się rywalizacji.
Lecz co ciekawe, mimo tej socjalizacji różnice w sposobie mówienia wcale nie są aż tak czytelne jak by się wydawało. Szczególnie gdy wychodzimy poza kontekst związkowy. I wiele zależy od otoczenia – kiedy np. kobieta mówiąca stanowczym tonem jest źle odbierana jako „zbyt męska”, jej styl prowadzenia rozmowy często się zmienia na łagodniejszy, bardziej „kobiecy”, ale gdy słuchaczom to nie przeszkadza, czy wręcz się podoba, dalej wypowiada się ona bardziej „twardo”, bo tak lubi. Z mężczyznami jest podobnie – gdy mogą sobie pozwolić na nieco więcej „miękkości”, częściej się zwierzają, częściej mówią o sprawach „niemęskich”, nie mają wcale potrzeby być wiecznie chłodnym, lakonicznym, analitycznym.
Chcesz konkretu? Pogadaj z facetem
Zwłaszcza że ten „męski, konkretny styl komunikacji” jest jednym z najczęściej powielanych mitów. Owszem, są pewne hormonalne i neurobiologiczne różnice między płciami, ale stanowczo przeceniamy ich wpływ na zachowanie czy właśnie formę komunikowania się ze światem. „Kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa” brzmi fajnie, ale ma wyjątkowo biedne podstawy naukowe – potencjał do gadania długo i „bez sensu”, do dramatyzowania i robienia z igły wideł ma każdy, bez względu na płeć.
Mężczyźni również produkują emocjonalne, rozwlekłe monologi, które dla postronnych słuchaczy są absolutnie nie do zniesienia. Potrafią napisać 100 tweetów jaka to hańba że chłop nosi torebkę swojej żony, będą się kłócić jak gimnazjaliści kto większym goatem: Messi czy Ronaldo, albo założą bloga z pseudofilozoficznymi wywodami o kobiecej hipergamii, które poziomem egzaltacji zawstydzą nawet Wertera. Różnica jest głównie w odbiorze – baby to magiel i ploty, podczas gdy mężczyźni prowadzą debaty i dyskutują.
To, co odbieramy jako „męski konkret”, zaskakująco często jest mało konkretne. W praktyce to często są ogólniki, tyle że wypowiedziane mocnym tonem, jak „musimy działać!” albo „trzeba to zrobić porządnie!”, i żadnego rozwinięcia, co to dokładnie miałoby znaczyć i co właściwie należy zrobić. Jest dużo deklaracji, zarysu wizji, stanowisk, opinii przedstawianych jako fakty, ale dość mało przyziemnych instrukcji. Bo męska komunikacja uchodzi za merytoryczną, zwięzłą i jasną przeważnie dlatego, że mężczyzna odpowiada krócej, „szorstko”, z mniejszą ekscytacją, choć w wielu przypadkach nie dowiemy się niczego ponad „czeka nas trudny projekt”.
W badań wynika, że kobiecy „język szczegółu” często zawiera więcej konkretów niż męska skłonność do używania pojęć abstrakcyjnych, co trochę tłumaczy, czemu mamy tylu charyzmatycznych mówców, a tak mało charyzmatycznych mówczyń – na poziomie wizji, idei, epickiego przedstawiania celów strategicznych panowie rzeczywiście wypadają lepiej. Szczególnie że pomaga im „patriarchalna” przewaga – mężczyźni zawsze mieli prawo głosu, ich słowa znaczą więcej, rzadziej się im przerywa, a kiedy próbują przejąć dyskusję, to nazywamy ich dominującymi, a nie kłótliwymi.
Nie zgadniesz kto to mówi
Styl komunikacji ma więcej wspólnego z osobowością niż płcią, a określony sposób mówienia to często wynik presji społecznej – mężczyzna raczej nie powie „kupiłem sobie śliczną piżamkę”, bo niektórzy by go dosłownie zjedli, więc co najwyżej wtrąci „udało mi się na promce upolować kozackie majty do spania”. Nie powie „chce mi się płakać”, mimo że naprawdę ma już łzy pod powiekami.
Ale… kiedy tworzymy wypowiedzi tak „od serca”, nie pilnując się zanadto, lub kiedy przebywamy w towarzystwie, które nie ocenia każdego słowa w kategoriach męskiego i kobiecego języka, to często brzmimy niestereotypowo. Potwierdzają to liczne badania – mając tylko tekst, albo nagranie z neutralnym głosem, bardzo trudno jest rozszyfrować płeć autora, ponieważ to, co uważamy za męskie i kobiece, z dużym stopniu wynika z naszych wyobrażeń.
Dlatego gdy w eksperymencie podmienia się autora tekstu, to dokładnie ta sama wypowiedź zostanie oceniona jako konkretna i profesjonalna, jeśli myślimy że napisał ją mężczyzna, i jako apodyktyczna i zbyt agresywna, jeśli napisała ją kobieta. Skuteczność w zgadywaniu autorstwa rośnie, kiedy stereotypy się zgadzają, czyli tekst o piłce nożnej napisał autor, a ten o kosmetykach autorka. Wystarczyło jednak dać coś bardziej neutralnego, np. opis pogody, i zaczynają się schody. I nie to, że różnic w ogóle nie ma – bo są, tylko na tyle subtelne, że mało kto umie je bezbłędnie wychwycić.


Kim jest golden retriever boyfriend?
Czy sztuka flirtowania dziś całkowicie umarła?
Czy kobiety celują tylko w 10 procent najatrakcyjniejszych mężczyzn?
Czy kobiety potrzebują mężczyzn?
Czy koniec związku zawsze oznacza tylko porażkę?
Dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować? 7 psychologicznych powodów
Randki po 30: dlaczego przyciągamy ludzi, którzy nie chcą się angażować?
Co to znaczy być ze sobą na dobre i na złe?
Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Zostaw komentarz