Główne menu

Czy kobiety mają wybujałe ego?

Ego, to w dużym skrócie po prostu JA. Termin znany głównie z psychoanalizy, bardzo chętnie przywoływany, kiedy komuś nie za bardzo wychodzi w relacjach z innymi ludźmi. Bo najczęściej o ego mówi się wtedy, gdy jest wybujałe, zbyt wysokie, przerośnięte – taki człowiek nie ma w sobie za grosz empatii, wrażliwości, zrozumienia. Oczywiście ego jest potrzebne, bo to dzięki niemu funkcjonujemy, możemy podejmować decyzje i odnajdować drogę w zawiłych zakamarkach współczesnego świata. Tyle że nasze ego potrafi bardzo mocno oddziaływać na otoczenie, kiedy nie wiemy jak – albo nie chcemy – nad nim zapanować. O urażonym ego napisano dziesiątki artykułów, lecz co ciekawe, najczęściej odnoszą się one do ego mężczyzny, jak gdyby tego kobiecego nie
dało się urazić. Choć może raczej chodzi o to, że ego kobiety jest jednoznacznie złe i dla dobra wszystkich należy je skutecznie utemperować.

Czy kobiety mają wybujałe ego?

Czy kobiety mają wybujałe ego?

Nie drażnij bez potrzeby

Najprościej mówiąc, ktoś z wybujałym ego jest strasznym bucem. Lubi szpanować, lubi się popisywać, jest zapatrzony w siebie i chętnie wyolbrzymia własne osiągnięcia, co czyni go nieznośnym dla otoczenia. Zazwyczaj wybujałe ego wiąże się chęcią zrekompensowania sobie czegoś i wewnętrzną niepewnością, często dotyczy narcyzów i megalomanów, ale też warto zauważyć, że jego kruchość może wynikać po prostu z określonych społecznych oczekiwań – coś musisz albo uważasz, że coś ci się należy, i kiedy wychodzi inaczej, do głosu dochodzi rozczarowanie podlane urażoną dumą.

I bez wątpienia ego jest jedną z tych rzeczy, której u mężczyzn absolutnie nie powinno się niszczyć. Nie powinno się nawet choćby leciutko podważać. Umniejszać, pokazywać, jaki on zbędny albo że są lepsi od niego. Ok, to brzmi bardzo sensownie, rzecz w tym, że kobiece ego zdaje się już nie mieć takiego znaczenia – naruszenie ego kobiety nie jest traktowane jak zbrodnia, nie odziera jej z kobiecości. Co najwyżej można chłopa pożałować, że sam sobie
grób wykopał własnymi rękami, ale jednocześnie większość przyzna, że się jej należało. Że jej ego nie świadczy o niczym dobrym – w przeciwieństwie do męskiego, które owszem, może być przerośnięte, niemniej obowiązkiem kobiety jest troszczyć się o nie, pielęgnować, chuchać, obchodzić jak z jajkiem. I to nie dlatego, że on zrobi awanturę, a dlatego, że wjazd na męskie ego jest tożsame z odebraniem męskości. Czy to samo mówi się o kobietach? Ano niekoniecznie – dbanie o ego kobiety bardzo rzadko łączone jest z pielęgnowaniem jej kobiecości.

Więc nawet jeśli radzi się i chłopakom, i dziewczynom, żeby uważać na ego partnera, to motywacje zazwyczaj się całkiem odmienne. On ma uważać, żeby jej nie urazić, bo wtedy nici z seksu, ciche dni i kolejne fochy – co zresztą też nie świadczy o nim dobrze, że tak daje się kobicie urobić, dlatego „normalny chłop” się babskim ego nie przejmuje, tylko robi swoje i czeka, aż ona się dostosuje. Ona z kolei, niszcząc męskie ego, pokazuje swój paskudny, słaby charakter, bo gdyby miała chociaż odrobinę rozumu, to by się w porę zamknęła, stąd rady, żeby nigdy nie deptać męskiej dumy, nie krytykować, nie czepiać się, nie doradzać –
trzeba zaakceptować, że on jest naturalnym przewodnikiem i wie lepiej. Oraz nauczyć się lawirować tak, by dany komunikat przemycić, ale w sposób przyjemnie łechcący męskie ego.

Kto ma ego wystrzelone w kosmos?

To zróżnicowane podejście całkiem wyraźnie widać w publicznej dyskusji. Porady, aby nie drażnić czyjegoś ego, skierowane są głównie do kobiet. Za to o nadmiernie wybujałym ego częściej pisze się w kontekście kobiet, i to u nich zbyt wysokie mniemanie o sobie ma o wiele poważniejsze skutki. Dlatego – może nie zawsze wprost – pada sugestia, by nasze kochane panie sprowadzić z powrotem z obłoków na ziemię.

Bo wszyscy widzimy, co się stało, kiedy świat zaczął liczyć się z babami – upadek rodziny, degeneracja społeczeństw, bajzel na rynku matrymonialnym, żałośnie niska dzietność.

Kobiety, czując się wartościowe, za wiele sobie wyobrażają, stawiają nierealne żądania, przeceniają własną urodę i ogólną przydatność dla ludzkości. Błędnie zakładają, że cokolwiek się im należy już za samo istnienie, a dzieje się tak, bo pozwolono im wyhodować zbyt duże ego.

Lecz czy faktycznie kobietom odwaliło i czują się pępkiem świata? Niektórym pewnie tak, bo bez większego trudu znajdziemy dziewczyny patologicznie rozkochane w sobie. Karmią się atencją, bardzo jednostronnie podchodzą do wszelkich międzyludzkich relacji, nie znoszą, gdy ktokolwiek próbuje podważyć ich „boskość”. Trudno jednak powiedzieć, by to była jakaś ogólna cecha współczesnych kobiet – większość zdaje się mieć problem raczej z niedostatecznym poczuciem własnej wartości i ma sporo kompleksów różnego rodzaju.

Nic nie musisz

Skąd w takim razie to dosyć lekceważące podejście do kobiecego ego? Można w nim wyczuć echa przeszłości, które do dnia dzisiejszego w jakiś tam sposób nadal określają relacje damsko-męskie. Jak by nie patrzeć, kobieta w większym stopniu może sobie pozwolić na niskie ambicje – nie to, że nikt w ogóle nie zwraca na jej życiowe osiągnięcia, ale nie ma się co oszukiwać, że np. brak prawa jazdy i własnego samochodu zostanie dorosłej kobiecie wytknięty tak samo jak dorosłemu mężczyźnie.

W kwestiach materialnych i zawodowych mężczyzna generalnie musi więcej, i stąd też między innymi biorą się niesprawiedliwości – awans kobiety kosztem mężczyzny zostanie odebrany gorzej, ponieważ jej wygrana postawi przegranego w wyjątkowo złym świetle, podczas gdy odwrotna sytuacja wielu osobom wyda się słuszna, wszak nie można kastrować mężczyzn w imię równouprawnienia. A kobieta sobie poradzi i bez tego awansu, to jej nie jest przecież aż tak bardzo potrzebne jak jemu.

W pewnym sensie jest to słuszne rozumowanie – mężczyzna bez sukcesów na koncie mocno traci na atrakcyjności i ma dużą słabszą pozycję. Sęk w tym, że za podbudowanie jego  poczucia wartości często płacą kobiety, które się spycha do narożnika, żeby zrobić kolegom miejsce – właśnie dlatego, że dla nich wygrana jest podstawą egzystencji, a nie tylko miłym dodatkiem do życia wyemancypowanej kobiety. Męskie ego jest po prostu bardziej uzależnione od opinii otoczenia – prawdziwie męski jesteś dopiero wtedy, jak społeczność za takiego cię uzna. I jasne, kobiety też mogą usłyszeć, że są niekobiece, ale ten proces zachodzi inaczej – nie tyle muszą się wykazać i zapracować na kobiecość, ile mogą ją stracić w wyniku nieakceptowanych przez innych zachowań.

Jak zniszczyć przeciwnika

Nic więc dziwnego, że presję, aby odpuścić, prędzej poczują kobiety. Tym bardziej, że pragnienie posiadania uległej, posłusznej żony wciąż mocno tkwi w wielu męskich głowach, a duże ego bez wątpienia utrudnia pełne podporządkowanie sobie partnerki. Rady o chowaniu urażonej dumy do kieszeni dziewczyny słyszą zresztą nie tylko od mężczyzn, ale i swoich mam, babć, ciotek, starszych koleżanek, influencerek. „Ugnij się”, mówią, nic ci się nie stanie, a jak podpompujesz mu ego, sama tylko na tym skorzystasz, bo on się poczuje panem świata.

Jaki to ma skutek? Różny. Czasem rzeczywiście to pomaga, ale czasem jedynie utrwala krzywdzące stereotypy i zmusza kobietę do coraz mocniejszego zaciskania zębów, bo on, utwierdzony w przekonaniu o swojej wspaniałości, nigdy nie przyzna jej racji, nie spyta o radę, nie potraktuje jak równą sobie. A to już nie każdej kobiecie pasuje, tylko że odkręcenie tego jest naprawdę bardzo trudne.

Trudne i z tego powodu, że kwestię ego wygodnie tłumaczy się dobrem wyższym – choćby wspomnianą dzietnością, bo jakoś tam, gdzie kobieta siedzi cicho, dzieci rodzi się więcej.

Ciężko zatem o dobitniejszy dowód na to, że ego kobiety należy zduszać w zarodku, i jak jej duma zostanie urażona, to nawet lepiej, bo albo zrozumie swój błąd i się podporządkuje, z korzyścią dla wszystkich, albo spotka ją przykra kara i zostanie sama ze swoim zadartym noskiem.

Oczywiście w drugą stronę również zdarzają się podobne rady – co powiedzieć facetowi żeby go zgasić, zachwiać jego wiarą w siebie, sprawić, żeby poczuł się mały i totalnie bezwartościowy. Zupełnie jak gdyby nie chodziło o dobre zgranie, tylko o sprowadzenie kogoś do parteru, zmanipulowanie i toksyczne przywiązanie. Z czego wynika, że ego faktycznie może być problemem, skoro niektórzy ludzie wolą inwestować w techniki pogrążające przeciwnika zamiast w szukanie bratniej duszy – kłopot z tym, że nie walczy się z nim tam, gdzie powinno. Czyli u siebie.

 

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>