Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Szczerość to podstawa, ale jak przychodzi co do czego, to wcale nie skaczemy z entuzjazmu na wygłoszone słowa prawdy. Jak coś jest przykre, niewygodne, burzące nasz porządek, to często sobie myślimy, że w sumie to chyba lepiej żebyśmy tego nie wiedzieli. Jasne, po czasie optyka może się nieco zmienić, i koniec końców dobrze się stało, że ktoś powiedział co naprawdę sądzi o danej sprawie, jednak w pierwszym odruchu zwykle pojawia się jakiś sprzeciw.
Bo przykrą prawdę na ogół odbieramy źle. Nie chcemy jej przyjąć do wiadomości, buntujemy się, przechodzimy do kontrofensywy. Szczególnie kobiety tego nie lubią, jak ktoś wali prosto z mostu, podczas gdy mężczyźni zdają się preferować taki właśnie styl uświadamiania – brutalnie, ale szczerze, bez ogródek, w żołnierskich słowach. Skąd takie różnice?

Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Powiedz wreszcie o co chodzi
Prawda to prawda, i nie da się w nieskończoność pudrować trupa. Ukrywanie niewygodnych faktów w ostatecznym rozrachunku przynosi więcej szkód niż pożytku, dlatego lepiej kogoś zranić, a nawet obrazić, bo inaczej nigdy nie pójdzie do przodu i nic się nie poprawi. O ile jednak większość ludzi pewnie się z tym stwierdzeniem zgodzi, to w praktyce różnie to wygląda. Dlatego często ulegamy, zwłaszcza w ważnych relacjach, bo nauczeni doświadczeniem wiemy, że druga strona prawdopodobnie wcale nie doceni naszej prawdomówności – mimo że bardzo mocno się tego domaga.
Wyglądam w tym grubo? Nie. Zupa smakowała? Bardzo. Dobrze zrobiłem? Dobrze. Bo co jeśli człowiek zaprzeczy? No cóż, jedni to przyjmą z godnością, inni przeciwnie – od razu się zacznie festiwal żali. A co ci się nie podoba!? To zrób lepiej! To idź do innej! Mamusi się jeszcze poskarż! No dramat. Pół biedy, jak emocje opadną, prawda zostanie przetrawiona i dojdzie się do konstruktywnych wniosków. Ale nie zawsze się tak dzieje, i rzucona prosto w
twarz prawda staje się zadrą na długie lata.
O tym, jak kobiety nie znoszą „brutalnej prawdy” są dziesiątki memów i skeczy. I rzeczywiście, to nie jest tak zupełnie stereotyp od czapy. Kobiety chcą wiedzieć co partner czy koleżanka myśli, ale jak się dowiedzą… no, ciche dni są całkiem realnym scenariuszem. Albo jest pełne przeciwieństwo ciszy. Bo jak kobieta mówi „powiedz co myślisz, tak szczerze”, to w wielu przypadkach liczy, że usłyszy to, co chce usłyszeć. Nie obchodzi ją prawda, a już tym bardziej prawda wypowiedziana bez ceregieli, kawa na ławę.
Aaaaa, nic nie słyszę!
Ukrycie prawdy pozwala żyć w przyjemnej iluzji. Wygodniej udawać, że czegoś nie ma – kobieta często wie, że np. mąż ją zdradza, ale dopóki nikt tego jasno nie wyartykułuje, można się łudzić, że „to tylko koleżanka z pracy”. Jako osoba nieświadoma pewnych faktów jesteś trochę usprawiedliwiona – no jest z nim dalej, bo nie wie, natomiast kiedy już wie i nie odchodzi, to staje się głupią frajerką. Tak samo jest w innych sytuacjach – niechętnie słucha gorzkiej prawdy, bo to jej burzy bezpieczne gniazdko, podważa pewność siebie, kwestionuje rzeczy, na których zbudowała swoją pozycję. Nie warto. Nie warto ryzykować, bo to zmusiłoby do niewesołych przemyśleń, do podjęcia jakiejś akcji.
Ale jest także inny problem. Dziewczynki są wprawdzie uczone, że kłamać to bardzo brzydko, i zarazem, że bycie niemiłą to również nic dobrego. A niemiła osoba to taka, która mówi niemiłe rzeczy. Czyli między innymi bolesną prawdę – jak to, że ci strasznie śmierdzą stopy, nie masz za grosz talentu do śpiewania, nie nadajesz się na kierownika, i tak, te włosy na plecach są obleśne i przeszkadzają. Szczerość bez ogródek nie jest wcale aż tak pożądaną cechą u kobiet, bo one raczej powinny być ugodowe, troskliwe, posłuszne, a mówienie przykrych rzeczy bez owijania w bawełnę trochę się z tym kłóci.
Ciężko znaleźć równowagę między szczerością a właśnie potrzebą bycia miłą i empatyczną. Jasne, czasem to tylko fałszywa troska albo celowe wprowadzanie w błąd, jednak często dziewczyny po prostu nie chcą komuś sprawić przykrości i wyjść na jędzę – bo ich otwartość bywa odbierana bardzo negatywnie, jako złośliwość, zazdrość, że oto, proszę państwa, takie właśnie są baby, zawistne, byle tylko komuś dopiec. Więc zamiast szczerej krytyki jest przytakiwanie, dyplomatyczne wykręty, zaprzeczanie „ależ nie, świetnie ci poszło”, fikołki byle tylko nie powiedzieć słowa za dużo. Na dłuższą metę niewiele z tego korzyści, bo utwierdza się kogoś w błędnym przekonaniu, aż ktoś mniej delikatny wyłuszczy w czym problem – i zrobi się strasznie przykro, że „dlaczego mi nie powiedziałaś”.
I po co tak niegrzecznie?
Ale czy chodzi wyłącznie o niechęć do prawdy? To niezupełnie tak, że kobiety wolą być cały czas oszukiwanie. Wręcz przeciwnie, często chcą wiedzieć dokładnie na czym stoją. Co wróg albo „przyjaciółka” o nich mówi. Co się naprawdę stało. Co partner serio myśli o X i Y. W wielu przypadkach strasznie je wkurza właśnie ten brak konkretów, kluczenie, to że ktoś ma je za lebiegi niezdolne do stawienia czoła rzeczywistości. Tylko chcą po prostu, żeby posłaniec złych wieści nimi potrząsnął, a nie wbił w ziemię najcięższym młotem.
Czy to różni kobiety od mężczyzn? I tak, i nie. W gronie mężczyzn istotnie więcej jest takiej prawdy podawanej w brutalny sposób. Ale wbrew pozorom, to nie zawsze działa motywująco, i nie przyjmuje się tego jako kolejnej cennej lekcji. A po drugie, całkiem się odbiór zmienia, gdy prosto między oczy wali kobieta, a nie inny facet. Wystarczy powiedzieć, że niscy mężczyźni są mniej atrakcyjni – część przyjmie to ze spokojem, część potwierdzi, i całkiem spora część zareaguje niezwykle emocjonalnie, z chęcią najboleśniejszego odwetu, bo jakoś tak nagle przestało się im podobać, że ktoś mówi jak jest.
To oczywiście kwestia bardzo indywidualna, niemniej można zauważyć, że bezwzględnie wygarnięta przez kobietę prawda niekoniecznie jest czymś, co mężczyźni wezmą sobie do serca. Zwłaszcza w sprawach, w których to oni czują się ekspertami i wiedzą lepiej, bo przecież dobrze znają życie. A z związku, jeśli partnerka się nie szczypie i bardzo konkretnie informuje, z czym jest na „nie”, też może się spotkać z niechęcią, z agresją nawet, z zarzutem o roszczeniowość, fochy, i „czego ty jeszcze ode mnie oczekujesz”.
Otwarte mówienie prawdy pokazuje bowiem coś, czego mężczyźni bardzo nie lubią – że kobieta ich wcale tak nie podziwia i nie ceni, jak sądzili wcześniej, że nie jest bezkrytycznie wpatrzona w swojego misia. Rzecz jasna, nie dla każdego to będzie impuls do awantury – czasem faktycznie rzucone bez żadnego lukru dosadne słowa zmotywują do wzięcia się w garść i nakierują na właściwe tory. Skuteczniej niż cackanie się i próby bycia możliwie najsubtelniejszą. Jest jednak pewien istotny szczegół – a mianowicie, że są to zwykle słowa wypowiadane w dobrej wierze.
To nie „brutalna prawda”, tylko przemoc
Szczere wyznanie ma być niczym kubeł zimnej wody, dla otrzeźwienia, wjazdu na ambicję, żeby skłonić do ważnych przemyśleń, krytycznego spojrzenia, wyjścia z delulu. Słowem, ktoś z boku widzi, że coś z tobą jest nie tak. Albo wprost informuje, że wóz albo przewóz. Ale nie ma się co łudzić, że za brutalną prawdą zawsze stoją szlachetne intencje, i to może być przyczyną, dla której tak wiele osób wcale nie ceni sobie konkretów i szczerości.
Bo sposób podania robi kolosalną różnicę. „Jest mi źle z tym, że się zaniedbałaś po ciąży” brzmi całkiem inaczej niż „wyglądasz jak ulana świnia”. Nawet bardzo nieprzyjemne rzeczy da się przekazać taktownie, minimalizując straty. No chyba że komuś wcale na tym nie zależy, co jest dosyć powszechnym motywem u ludzi szczycących się tym, że mówią to co myślą i nie bawią się w dyplomację. Twierdzą oni, że przecież tylko mówią jak jest, więc nie ma się co obrażać – choć to wyłącznie ich subiektywne opinie, a nie niepodważalne fakty. W takim podejściu wyraźnie widać, że nie chodzi o żadną prawdę, a sprawienie przykrości i dowartościowanie się cudzym kosztem – są to ludzie nie tyle brutalnie szczerzy, co zwyczajnie wredni.


Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Kim jest almond mom?
Zostaw komentarz