Główne menu

Czy kobiety potrafią być solidarne?

Baba babie wilkiem. Utopi konkurentkę w łyżce wody. Nie poda ręki w potrzebie, lecz ze żmijowatym uśmieszkiem dobije. Każdą obcą traktuje jak potencjalną rywalkę, oczywiste więc, że nie ma dla niej choćby grama ciepłych uczuć. Prawdziwa kobieca przyjaźń? Rzadka jak diamenty. Wyłącznie zazdrość, zawiść, knucie intryg i kopanie dołków.

To dość powszechny obraz damskiego świata. I to nie tylko mężczyźni podzielają ów pogląd, o braku solidarności wobec własnej płci mówią też same kobiety. Przecież złośliwie się obgadujemy. Bezlitośnie wytykamy najmniejsze błędy. Wyszukujemy wyimaginowane wady, żeby nielubianą babę pogrążyć. Cieszymy się z cudzych porażek. Zamiast wzajemnie się popierać, jesteśmy nastawione na atak i brutalną rywalizację. Słowem – najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Czy rzeczywiście aż tak bardzo się nienawidzimy?

Po prostu jesteś za ładna

Kobiety zostały niejako zmuszone do ostrej rywalizacji między sobą, bo skoro ich byt zależał od mężczyzny, to żadne zaskoczenie, że walczyły zawzięcie między sobą o najlepszych kawalerów. Zdobycie i utrzymanie wartościowego partnera było, a w wielu kręgach do tej pory jest, głównym priorytetem. Dlatego bardzo nie lubimy atrakcyjnych kobiet. Kropka. Podświadomie wyczuwamy w nich zagrożenie, więc instynkt każe nam odnosić się do nich z wrogością. Tylko czy brak sympatii do ładnych dziewczyn to z automatu niesolidarność? Możemy przecież nie znosić swojej atrakcyjnej sąsiadki i szeptać, że „pewnie i tak ma cellulit”, ale gdy zacznie palić się jej mieszkanie, pomożemy jej uciec.

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy nie chodzi o zwykłą zazdrość, ale o mega-kompleksy. Kobiety, które czują się niedowartościowane, nienawidzą własnego odbicia w lustrze i jednocześnie nie robią nic, by coś w swoim życiu zmienić, szczerze nie znoszą własnej płci. I rzeczywiście, nie mamy co liczyć na nie w trudnych przypadkach, prędzej wbiją nam nóż w plecy, niż skalają się dobrym uczynkiem. Zakompleksione osobniczki zrobią wiele, by upokorzyć, czy wręcz zniszczyć rywalkę, która jest ładniejsza, szczuplejsza, ma lepszą pracę, przystojnego męża. Tolerują wyłącznie towarzystwo równie nieszczęśliwych koleżanek, ale niech którejś w czymś się poszczęści, a od razu dochodzi do zmiany nastawienia.

Najbardziej skłonne do współdziałania i życzliwych zachowań są kobiety spełnione, pewne siebie, pogodnie nastawione do świata. Świadome własnej wartości. Im mocniej jednak obawiamy się żeńskiej konkurencji, tym trudniej nam przekonać się do babskiej solidarności.

W kupie siła

kobieca solidarnośćKiedy trzeba, kobiety potrafią być solidarne, bo – na co tak chętnie powołują się konserwatyści – nauczyła je tego natura. Ta sama natura, która każe nam rywalizować o męskie względy, zmusza nas także do współpracy.

Musimy działać w grupie, dzięki temu rosną nasze szanse na przetrwanie i ochronę potomstwa. Taka pamiątka po pramatkach. Co z tego, że już dawno wyszłyśmy z jaskiń, mechanizm działania specjalnie się nie zmienił.

Jednoczymy się w obliczu zagrożenia i chętnie udzielamy wsparcia pokrzywdzonym, choćby wtedy, gdy jedną z nas zdradzi mąż, gdy któraś ciężko zachoruje, gdy koleżankę gnębi straszny szef. Wystarczy, że kilka kobiet znajdzie wspólnego wroga, kimkolwiek/czymkolwiek on jest, by zawiązał się front. Można być pewnym, że w takiej sytuacji zagrożone niewiasty będą murem stały za sobą, broniąc się wzajemnie do ostatniej kropli krwi. Naprawdę, aż miło popatrzeć.

Niestety, trochę gorzej jest w „czasach pokoju”. Kobiety znowu stają się przeszkodą na drodze do szczęścia, patrzymy na nie podejrzliwie i zakładamy nieczyste intencje. Do czasu, aż znowu trzeba będzie stanąć oko w oko z jakiś nieprzyjacielem.

Paradoksalnie, w jakimś stopniu kobiecej solidarności zaszkodziło równouprawnienie. W tym sensie, że jako grupa straciłyśmy największego wroga – złego samca, a do tego zaczęłyśmy rywalizować ze sobą na zupełnie nowych obszarach, jak działalność publiczna, polityka czy praca zawodowa.

Przeszkodą jest też zwyczajne zmęczenie i stres. Łączenie tradycyjnych obowiązków z wyzwaniami, jakie współczesny świat stawia nowoczesnym kobietom, jest tak wyczerpujące i frustrujące, że musimy na kimś te emocje rozładować. Wystąpić przeciwko mężczyźnie to jednak w dalszym ciągu ryzyko, w końcu jest silniejszy i może nam oddać. I tak przeciwnikiem staje się druga kobieta, bo jest słabsza, a my doskonale wiemy, gdzie uderzyć, żeby mocno zabolało.

Koszmar żeńskiego biura

Co powiesz o swojej karierze?

Otóż pracuję z prawie samymi babami, masakra, nie życzę największemu wrogowi. Są bezwzględne, wredne, plotkują jak najęte, kradną cudze pomysły, istne kłębowisko żmij. Spróbuj podpaść jakiejś biurowej klice, a przepadłaś. Możesz mieć nerwy ze stali, i tak cię złamią. Lepiej odejdź sama póki czas, w przeciwnym razie biurowe harpie narobią ci takiego syfu w zawodowym życiorysie, że pozostanie ci rozdawanie ulotek przy stacji metra.

Takich wypowiedzi znajdziemy w necie całe mnóstwo.

Jak pokazują liczne badania opinii, kobiety bardzo, ale to bardzo niechętnie pracują z przedstawicielkami swojej płci. Jak ognia boją się szefa w spódnicy. Dlaczego? Według nich, nikt tak skutecznie nie podcina skrzydeł, jak nieprzyjaźnie nastawione współpracowniczki. Żadne tam szklane sufity, męski szowinizm, brak parytetów. To baby są najgorsze. Szykany, sabotaż, nieprzekazywanie poleceń, niczym nieuzasadniona agresja, bezsensowne komentowanie wyglądu i ten wieczny jazgot. By osiągnąć sukces, baby nie cofną się przed niczym, podłożą najtłustszą świnię, napiszą donos, wrobią w niekompetencję. Jeśli kogoś u siebie nie chcą, to go na bank wygryzą, kwestia czasu.

Chwileczkę… Czy to cechy właściwe wyłącznie kobietom, czy może specyficznej grupie pracowników? Czy to aby nie mężczyźni zainicjowali wyścig szczurów? Czy nigdy nie popełnili żadnej podłości, byle awansować kosztem kolegów? Nie zdarza się im obgadywać, spiskować, tworzyć kliki? To prawda, pewnie każdemu zdarzyło się pracować z zołzami albo mieć beznadziejną szefową, ale znowu – a mieć paskudnego kolegi przy biurku obok już nigdy? Albo nikczemnego szefa? Spytajcie swoich życiowych partnerów, czy lubią wszystkich facetów z firmy i nigdy nie powiedzą złego słowa na przełożonego. Otóż to.

Stosunki między pracowniczkami są ściśle powiązane ze standardami obowiązującymi w miejscu pracy. Jeśli szefowie akceptują krwawą rywalizację, to faktycznie, kobiety będą się wzajemnie „wycinać” bez najmniejszych skrupułów, tak samo, jak nastawieni na karierę mężczyźni. Ale gdy firma kładzie nacisk na kooperację i nie toleruje nienawistnych zachowań, kobiety są wobec siebie lojalne i rzadko dochodzi do aktów agresji. W gruncie rzeczy to właśnie panie są nastawione na grupową współpracę i pielęgnowanie dobrych relacji, ponieważ bardziej niż facetom zależy im na miłej atmosferze. Zaś tym, co najskuteczniej psuje zażyłe stosunki, jest hierarchiczność. Kobiety najlepiej czują się w tzw. strukturach płaskich, czyli tam, gdzie jest dużo równorzędnych, samodzielnych stanowisk. Im więcej demokracji, tym mniej walk między pracowniczkami.

Uwaga, facet na horyzoncie!

Kobieca solidarność trwa dopóty, dopóki w zasięgu wzroku nie pojawi się atrakcyjny mężczyzna. Wtedy wszelkie zasady przyzwoitości lądują w koszu na śmieci, a kobitki uruchamiają cały arsenał swoich sztuczek, by usidlić tego jedynego. Niech zagną na kogoś parol, to po trupach do celu, przeszkodzi im chyba tylko totalna zagłada świata. I co gorsza, w swojej walce o tego samca kompletnie nie zwracają uwagi na to, czy przypadkiem obiekt do upolowania nie ma już przy swoim boku życiowej towarzyszki. Łowczynie wypinają biusty, kokietują, schlebiają męskiemu ego i pach! Ta druga kończy w potoku łez, ewentualnie obmyśla zemstę. Ale pomyślmy chwilę… znaczy nigdy się nie zdarzyło, żeby facet odbił dziewczynę swojemu koledze? Często po to, by jeden raz się z nią przespać? Życie zna tysiące takich historii, a jednak nie kładzie się to cieniem na męskiej solidarności.

Nie da się jednak ukryć, że w kwestiach damsko-męskich to raczej nam trudno dochować wierności „siostrom”. Raz, że jesteśmy „zaprogramowane” na przypodobywanie się płci przeciwnej i przyparte do ściany (być samotną to obciach!) chwytamy się najgorszych sposobów na złowienie męża. Dwa, tych fajnych facetów jest zwyczajnie tak mało, że nie da się ograniczyć poszukiwań do singli, co oczywiście nie tłumaczy rozbijania związków.

Prawdą jest także, iż częściej od mężczyzn zapominamy o przyjaciółkach, kiedy dopadnie nas miłość. Pochłonięte nową sympatią nie mamy czasu na babskie wieczory, ignorujemy telefony od koleżanek (chyba że chcemy poplotkować o swoim misiaczku) i nie interesuje nas nic, co nie jest związane z ukochanym. Nierzadko gdy w związku coś się psuje, żalimy się koleżankom, a potem, w chwili gorącego pojednania, raportujemy facetowi dokładnie, co one o nim myślą. I bywamy bardziej lojalne wobec faceta niż przyjaciółek, nawet gdy on wcale na to nie zasługuje.

    8 komentarzy

  • Małgorzata

    Dlatego staram się pracować z mężczyznami, chociaż plotkują wcale nie gorzej niż kobiety

  • Romi

    Porównując to niestety prawda. Nikt nie dowali kobiecie tak jak druga kobieta. Mężczyźni bywają chamscy ale raczej wprost, rzadko pokładają po cichu świnie jak kobiety.

  • Ma Dora

    Oj faceci nie są lepsi, jestem jedna i mam 10 gagatków w firmie…. Moi to załatwiają sprawy siłą a plotkują gorzej niż nie jedna kobieta…..

  • Aga

    Przykre ale niestety prawdziwe

  • Marcelina

    te normalne potrafią byc solidarne, te z kompleksami wyższosci i innymi niestety niegdy nie beda:

  • Izabela

    Ja mam taki zawód, że na ogół jestem RODZYNKĄ w firmie hahaha

  • Baśka

    Może jestem inna, ale wolę pracować z kobietami. Możliwe, że dlatego, że nie pracuję w biurze, tylko na magazynie, ale też po części wpływ ma na to fakt, że zawsze byłam poza klikami i stawiam sprawę otwarcie – wolę, żeby mi dupę obrabiały, niż obrabiały komuś przy mnie.
    Z kolei faceci nie dość, że plotkują, to jeszcze są o wiele gorszymi pracownikami – jak się nad nimi nie stoi z batem, to nie ma szans na porządne wykonanie pracy – i uwierzcie, też potrafią iść i kablować, a jak potrafią się podlizywać, to po prostu poezja…

  • Domisia

    Powiem wam szczerze że wielokrotnie się przekonałam o tym że Solidarność między kobietami jest możliwa . Może to śmieszne ale z wiekiem wszystko wygląda inaczej – za młodu moja przyjaciółka już była miała bardzo duże powodzenie u facetów i to bardzo skrupulatnie wykorzystywała nawet wtedy jak jej powiedziałam ze któryś mi się podoba. No cóż wtedy nie czułam się atrakcyjna, ale z biegiem czasu nauczyłam się nie przejmować tym, patrzę na siebie i się cieszę z tego jak wyglądam a jeżeli innej to nie pasuje – krzyżyk na drogę bo to tylko zazdrosc. Też miałam przyjemność pracować w gronie wielu kobiet i to było bardzo pomocne doświadczenie. Później zmieniłam pracę na grono mieszane w dużej firmie i było tak ze nikt świń nie podkladal tylko mówił do ciebie a nie do wszystkich co o tobie myśli. Teraz jest tak ze mam przyjaciółkę od 12 lat, różnie to było czasami nie rozmawiałyśmy bardzo długi czas ale jak już się uslyszalysmy to tak jak byśmy gadaly bez przerwy i wiem że mimo przerw w naszej przyjaźni zawsze staniemy za sobą mórem i za naszymi dziećmi niezależnie od wszystkiego. Podsumowując jesteśmy solidarnie a jeżeli jakiejś to przeszkadza Bóg z tobą dalej się kiś w swojej zazdrości.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>