Główne menu

Czy kobiety potrzebują mężczyzn?

Wojenki damsko-męskie, które zajmują sporą część internetu, mają jeden bardzo widoczny trend. Są nimi kobiety, które publicznie deklarują, że „nie potrzebują mężczyzny”. Co oczywiście wywołuje bardzo gorące dyskusje, ponieważ nawet w obrębie jednej płci zdania na ten temat są mocno podzielone.

A głównym problemem zazwyczaj jest to, że oburzeni deklaracją o „niepotrzebowaniu” biorą owe słowa zbyt dosłownie. Bo większość kobiet, która to mówi, wcale nie ma na myśli ustanowienia Seksmisji w realu, wręcz przeciwnie. Nie chcą gułagów dla samców, nie chcą być przez całe życie same. Więc czego chcą? O co im naprawdę chodzi?

Czy kobiety potrzebują mężczyzn?

Czy kobiety potrzebują mężczyzn?

Precz z chromosomami XY

Gdy pada „nie potrzebuję mężczyzny” to standardową odpowiedzią jest „nawiedzona feminazistka”. Na pewno pisze to jedna z tych brzydkich, sfrustrowanych grubasek z obowiązkowo pofarbowanymi włosami i transparentami „kill all men”. Ta, która gnębi ładniejsze koleżanki marzące o ślubnym welonie i domku z ogródkiem. Ale najczęściej to nic z tych rzeczy, bo owszem, są również takie kobiety, które po prostu mężczyzn nienawidzą i nie ma z nimi żadnej dyskusji.

Przeważnie jednak w ogóle nie chodzi o nienawiść czy chęć wyeliminowania mężczyzn ze wszystkiego. Ani o obalenie każdego bastionu męskości. Nawet nie o złość, że inne kobiety chciałyby żyć tradycyjnie. Dla ogromnej rzeszy kobiet to bardziej forma protestu i problem w tym, że warstwy schowane pod „niepotrzebowaniem” po prostu nie są dla odbiorców zawsze czytelne, co rodzi nieporozumienia i wywołuje pełne emocji imby.

I prawdę mówiąc, ta złość bywa czasem w pełni usprawiedliwiona, bo rozwinięcie przekazu nie dodaje nowego kontekstu – jest tylko „mężczyzna przeszkadza, ogranicza, funduje traumy, więc lepiej jak go nie ma wcale”. Żadnej zachęty do dialogu, żadnego wyjaśnienia, że oprócz tych negatywnych stron są również pozytywy, i co można by było zrobić dla poprawy sytuacji.

Nic dziwnego, że dla wielu mężczyzn to brzmi jak atak. Jak pełne pogardy stwierdzenie, że chłopy są bezużyteczne i zbędne. Ale często w ogóle nie w tym rzecz, bo chociaż licytowanie się na krzywdy nie ma za wiele sensu i niepotrzebnie utrudnia komunikację, to właśnie pewna forma rewanżu kryje się za tymi nasyconymi niechęcią słowami. Odwet, kiedy po wiekach bycia tą gorszą płcią można wreszcie żyć na równych zasadach – przynajmniej w teorii.

Musisz wyjść za mąż

Mężczyźni nie zawsze rozumieją, że ich status, jako całej płci, był na przestrzeni wieków inny. A nawet kiedy rozumieją, często przedstawiają go właśnie tak, żeby wykazać swoją wyższość – i dokładnie to irytuje kobiety. Stąd reakcja: nie potrzebuję cię. Nawet jeśli to nie do końca prawda.

Potrzeba podkreślenia własnej niezależności dla wielu kobiet jest bardzo ważna właśnie przez kontekst historyczny, przez pamięć, jak wyglądało życie ich przodkiń. Mężczyzna kiedyś też musiał się ożenić, ale to był mus innego rodzaju. I tak jak kiedyś, tak i jeszcze dzisiaj można usłyszeć, że „bez chłopa zginiesz”. Bo rzeczywiście dawniej trochę tak było – samotne
kobiety traktowano z wrogością i nikt nie chciał zostać starą panną. Do tego dochodziła jeszcze zależność finansowa od męża plus brak wielu praw.

A i dzisiaj wielokrotnie można usłyszeć, że dla kobiety małżeństwo to sens istnienia, podczas gdy mężczyzna bez żony nie jest ani „niepełny”, ani „godny pożałowania”. No i że żona to w sumie tylko taki praktyczny dodatek, głównie do seksu, bo do przyjaźni, rozmów, głębokich więzi najlepszy będzie inny mężczyzna. Kobieta po prostu wychodzi z całkiem innej pozycji – z grupy osób lekceważonych, dyskryminowanych, uważanych za gorsze, co siłą rzeczy
mocno wpływa na optykę.

Więc kiedy teraz kobieta może sama kupić dom, sama się utrzymać, sama przez całe życie funkcjonować bez męskiego opiekuna, chętnie się ze swoją niezależnością afiszuje. I reaguje alergicznie na komunikaty w rodzaju: zbyt niezależne kobiety odstraszają mężczyzn. Bo czemu mężczyźnie przeszkadza, że kobieta jest zaradna? Co tak naprawdę ma na myśli mówiąc „pragnę partnerki ciepłej i troskliwej, przy której będę mógł poczuć się potrzebny”?

Niektóre kobiety są na to mocno wyczulone, bo nie wiadomo, czy jemu chodzi o żonę z fajnym charakterem, czy koniecznie musi zawsze czuć się tym lepszym, silniejszym, ważniejszym. A że to drugie zdarzało się nader często, kwestia bycia potrzebnym weszła na całkiem inny poziom i niesie za sobą potężny ładunek nierozwiązanych trudności.

W poszukiwaniu nowych opcji

Kobiety nie tyle „nie potrzebują mężczyzn”, co nie chcą sobie wiecznie umniejszać żeby podbudować męskie ego. Dlatego mówią tak również kobiety w udanych związkach, a nie wyłącznie singielki, i mówiąc to zwykle mają na myśli „mężczyzna to nie jest mój warunek do przetrwania, będąc z nim nie muszę godzić się na wszystko”. Ot, cała tajemnica – nie być na łasce człowieka, który zbyt gorliwie wykorzystuje własną przewagę.

Właśnie ten fragment często umyka – że kobiety wciąż pragną miłości, towarzystwa, domu budowanego we dwoje. Różnica polega na tym, że chcą budować przyszłość na równiejszych zasadach, tak żeby ślub to był wybór, a nie smutna życiowa konieczność. Nie chcą zaś tego, co notorycznie było chlebem powszednim dla ich prababek – na przykład pytania męża o zgodę na otwarcie konta w pracy albo podjęcia pracy zarobkowej.

Niechęć do wiązania się z mężczyzną zaskakująco często w ogóle nie ma związku z anty- męskimi manifestami, co pokazała wielka kłótnia spod znaku: kogo wolałabyś spotkać w lesie, niedźwiedzia czy mężczyznę. Dla wielu kobiet ów niedźwiedź był niczym innym niż manifestem przeciwko doświadczanej przemocy, bo oczywiście że nikt nie marzy o spotkaniu wielkiego, groźnego drapieżnika, ale zarazem też wcale nie czuje się zawsze tak bardzo bezpiecznie w otoczeniu własnego gatunku. Bo mężczyznom zdarza się być przemocowym, zbyt nachalnym w przestrzeni publicznej, zdarza się traktować kobiety z góry, molestować, obwiniać że „źle wybrałaś, masz za swoje”, więc skoro masz wybór, to wybór jest prosty – wolę żyć sama niż wchodzić w związek jako ktoś niższej kategorii.

Nie potrzebuję. Ale bardzo bym chciała…

„Nie potrzebuję mężczyzny” najczęściej nie jest żadną deklaracją wojny. To raczej przekaz, że mężczyzna jest ważny, ale nie najważniejszy, i kobieta nie chce już podporządkowywać całego swojego życia pod partnera, zapominając sobie.

Mężczyzna jest opcją, tyle że obie strony nieco inaczej rozumieją to słowo – dla kobiety „opcja” oznacza, że może wyjść za
mąż, ale nie musi, i sama wybiera za kogo, podczas gdy mężczyzna to często odbiera jako zrównanie go z pieskiem albo samochodem, oraz brak jakiejkolwiek głębszej więzi, no bo skoro to bez znaczenia, czy on jest, czy go nie ma…

I tu właśnie czai się największe niezrozumienie. Dla kobiety ma znaczenie, czy on jest, chodzi po prostu, żeby to był ON. Nie ktoś z przypadku, nie ktoś z nadania, nie ktoś przyprowadzony przez rodziców, bo trzeba ziemie połączyć. Nikt, z kim TRZEBA być. A dodatkowo, żeby ten ON rozumiał swoją partnerkę zamiast stwierdzać, że wie lepiej, co ją uszczęśliwi i co należy zrobić dla jej dobra.

Dlatego „nie potrzebuję mężczyzny” rzadko kiedy jest personalną obelgą – to zwykle ogólne stwierdzenie, które wyrosło na licznych negatywnych doświadczeniach. I chociaż może brzmieć nieprzyjemnie, zazwyczaj nie ma takich intencji – kobieta mówi jedynie, że nie potrzebuje jednego „dostawcy” wszystkich niezbędnych usług, ponieważ wiele z nich wykona sama, a resztę może zamówić. Bo czy to źle, że w swoich wyborach nie kieruje się wyłącznie czystym pragmatyzmem?

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>