Główne menu

Czy macierzyństwo jest dzisiaj trudniejsze?

Macierzyństwo zawsze było wyzwaniem, ale dziś funkcjonuje w wyjątkowo szalonym świecie. Jeszcze nigdy nie było tak widoczne, tak komentowane i tak skrupulatnie mierzone w dosłownie w każdym możliwym aspekcie. Nie wystarczy po prostu mieć dziecko. A cokolwiek matka w kwestii jego wychowania postanowi, na sto procent znajdą się krytycy.

Zresztą, ona sama też zwykle podskórnie czuje, że gdzieś tam istnieje matka, która to wszystko robi znacznie lepiej.
Nie da się ukryć, postęp bardzo pomaga w życiu rodzica, te nowoczesne pieluszki, lekarstwa, elektroniczne nianie, turbo-bezpieczne bujaczki, zasypki… Lecz jednocześnie ten postęp zwiększa nasze oczekiwania. Dziecko powinno dostać więcej ponad absolutne minimum, a i to minimum mogłoby się wydać naszym przodkom nazbyt wyśrubowane. Więc choć łatwo
szydzić z młodych, że są zbyt wygodni na posiadanie potomstwa, chyba nikt tak na serio nie powie: macierzyństwo to bułka z masłem.

Czy macierzyństwo jest dzisiaj trudniejsze?

Na co wy narzekacie???

Liczby nie zostawiają złudzeń: dzieci dożywające dorosłości to dzisiaj standard. Śmiertelność niemowląt drastycznie spadła, ciężkie choroby zakaźne typu polio udało się niemal całkowicie zlikwidować lub bardzo mocno ograniczyć, a wiele przypadłości zdrowotnych, które dawniej mogły wpędzić malucha do grobu, obecnie leczy się rutynowo w kilka dni. I
chyba nie trzeba tłumaczyć, jaka to ulga – ta świadomość, że prawdopodobnie będzie dobrze.

Bo choć dramaty nadal się zdarzają, to jednak nie ma co porównywać skali, mimo całego stresu, lęku i niepewności, które towarzyszą rodzicom od pierwszego dnia ich nowej drogi.

A przecież na nowoczesnej medycynie się nie kończy. Coraz więcej wiemy o psychologii i coraz lepiej rozumiemy, czemu niektóre dzieci są „dziwne”, „trudne” czy „głupie”. Rośnie świadomość emocjonalna, a rola ojca w wielu domach nie ogranicza się już tylko do przynoszenia pieniędzy i dyscyplinowania, na czym korzysta zarówno maluch budujący
głębszą więź z tatą, jak i mama, bo część obowiązków może teraz scedować na swojego partnera.

No i potężne wsparcie technologii: automatyzacja, AGD, foteliki samochodowe, perfekcyjnie zaprojektowane łóżeczka, nosidełka, zabawki, akcesoria. Dostęp do fachowej wiedzy na wyciągnięcie ręki. Zakupy online z dostawą do domu. Smartfony i aplikacje, dzięki którym rodzice mają stały kontakt z dzieckiem i wiedzą, gdzie ono przebywa. Żyć nie umierać, a jednak matki są notorycznie przemęczone, zestresowane, wypalone.

Mały skarb

Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku prawie jedna trzecia dzieci nie dożywała 5 roku życia.

Wcześniej było to ok. 40-50 procent, niekiedy nawet więcej, jeśli granicę przesuniemy do 15 lat. To oznacza, że prawie każdy rodzic stracił dziecko, często więcej niż jedno, a doświadczała tego każda warstwa społeczna, od chłopów do arystokracji. Tak wysoka śmiertelność wymuszała na rodzicach pewną formę dystansu wobec niemowląt, co
oczywiście nie oznacza, że nie cierpieli od straty – każdy czytał treny Kochanowskiego w szkole.

Kiedy śmierć dziecka przestała być powszechnym doświadczeniem wpisanym w los każdej rodziny, i zyskała status rzadkiej, bardzo głębokiej traumy, doszło do jednej z największych zmian kulturowych w historii ludzkości. Przewartościowało to nasze życie i myślenie o rodzicielstwie – nie ma już podejścia „ile Bóg da”, dziecko jest często planowane, jego narodziny to święto, nikt go nie goni do roboty jak tylko zacznie chodzić. A silna więź tworzy się od momentu potwierdzenia ciąży, bo zdjęcia z USG, regularne wizyty u lekarza, specjalne zajęcia w szkole rodzenia, szykowanie pokoju, puszczanie relaksującej muzyki „do brzuszka”.

Przy tak dużej inwestycji emocjonalnej od pierwszego dnia dziecko nie jest po prostu kolejnym członkiem rodziny. Jego potrzeby są „specjalne”, a wychowanie powinno być perfekcyjne, co obejmuje znacznie szerszy zakres obowiązków niż danie jedzenia i zapewnienie bezpiecznego noclegu. Od matek oczekuje się dbania o prawidłowy rozwój dziecka, problem w tym, że to bardzo ogólne i bardzo szerokie pojęcie, pod które można podpiąć w zasadzie cokolwiek.

Więcej jakości

Standardowa rodzina ma dzisiaj jedno, dwójkę, max trójkę. I co ważne, to zazwyczaj nie jest kolejna para rąk do pracy, tylko inwestycja, a to mocno wpłynęło na dynamikę więzów rodzinnych.

Dziecko jest oczywiście bardzo kochane i najcenniejsze na świecie, niemniej przez kilkanaście lat generuje wysokie koszty. Nie tylko materialne, a choć matka zawsze była odpowiedzialna za potomstwo, to teraz znacznie trudniej wytłumaczyć się z nieszczęśliwego wypadku, zaniedbania, błędów wychowawczych.

Dodatkowym utrudnieniem jest zanik wspólnot, dlatego prawie nie ma już zjawiska pt. dziecko wychowuje cała wioska. Rodzic jest często zupełnie sam, i tylko nieliczne szczęściary mają stałe wsparcie mamy, babć, sąsiadów, znajomych. A presja społeczna rośnie– każdy widzi, każdy komentuje, każdy może wrzucić posta do sieci, zdjęcie, zadzwonić do służb, zrobić inbę. To właśnie rodzi niespotykany dotąd poziom rodzicielskiego wypalenia. A matki są dodatkowo na cenzurowanym, bo zwykle na nie spada główna krytyka, nawet gdy
winny jest ojciec.

Żeby tego uniknąć, mnóstwo matek robi z dzieci projekt poważniejszy niż wysłanie człowieka w kosmos. Nie tylko przez własną chorą ambicję – czasem przez to, że po prostu nie chcą wyjść na nieudolnego rodzica. No i jest też lęk o przyszłość dziecka, czy sobie poradzi w dorosłości, jaką będzie mieć pracę, warunki bytowe, powodzenie w miłości –
konkurencja jest niezwykle ostra, coraz więcej trzeba umieć, coraz mniej marginesu na niedoskonałości. Stąd dziesiątki zajęć pozalekcyjnych od najmłodszych lat, języki obce, sport, muzyka, kultura, korepetycje, najlepsze szkoły, prestiżowe studia, rozwijające podróże.

Standardy, do których dążą rodzice, bywają tak absurdalnie wyśrubowane, że nic dziwnego, jak bardzo kobiety się czują swoim macierzyństwem wyczerpane.

Wymóg ciągłej uwagi

Współczesne dzieci rzadko kiedy są zostawiane same sobie – oczywiście nie w kontekście podstawowych potrzeb życiowych, ale całej tej dodatkowej otoczki jak edukacja czy hobby.

Na najmłodszych przechodzi trend efektywnego wykorzystywania czasu, czyli również wypoczynek i wakacje mają czegoś nauczyć, coś wartościowego wnieść do życia – bez wytchnienia, bez czasu na głupią zabawę. Dlatego rodzic wiecznie przeżywa, że „tylko trója” albo że przegrany mecz w pucharze Tymbarku, przeżywa także, kiedy dziecko zachoruje czy
dozna wypadku, bo to już nie „taki los”, lecz bezpośredni błąd opiekuna.

Jeśli chodzi o poświęcaną uwagę, to w porównaniu do dawnych czasów różnica jest kolosalna. Jest mniej zimnego chowu, co można uznać za plus, ale zarazem spora część rodziców stała się nadopiekuńcza, zabierając dzieciom jakąkolwiek samodzielność i niezależność, a to już ma wiele negatywnych skutków. Obecnie dziecko nie dostosowuje się do świata dorosłych jak kiedyś, tylko odwrotnie – to życie rodziców kręci się wokół dziecka, a to strasznie męczy.

Więc czemu rodzice tak robią?

Bo trochę muszą.

Jest w wielu społeczeństwach to przekonanie, że dobra matka to taka, która poświęca dziecku każdą wolną chwilę, rezygnuje z własnych potrzeb na rzecz rodziny, stale edukuje się w temacie rodzicielstwa. Podbija to świat social mediów, gdzie kreowany jest nierealistyczny, sztuczny model idealnego rodzica, więc matki cisną jeszcze mocniej, napędzane poczuciem winy i strachem przed porażką.

Wypalenie rodzicielskie dotyka prawie co trzeciej mamy, a w krajach takich jak Polska czuć to nawet bardziej, bo oczekiwania są „zachodnie”, ale bez takiego wsparcia instytucjonalnego jak np. w Skandynawii.

W efekcie matki często przestają istnieć jako osobne jednostki, tylko są definiowane przez sukcesy i porażki swoich pociech. To zaś zmusza do dalszego powiększania nakładów czasu, energii, emocji i pieniędzy, byle tylko zapewnić maluchowi świetlaną przyszłość. A już i tak trudną sytuację komplikuje fakt, że nieograniczony dostęp do informacji kończy się sprzecznymi komunikatami, i ostatecznie nie wiadomo, czy zbijać gorączkę czy nie zbijać, bo
każdy dzień przynosi nowe badania naukowe, nowe trendy, nowe zalecenia. I jak nie jesteś na bieżąco lub powielasz „niewłaściwe” poglądy, inni cię zjedzą.

Na ile wolno odpuścić?

Dlaczego dawniej rodzice mniej się stresowali? Nie było takiej presji społecznej – istniały osiedlowe plotkary, ale to nawet nie ma podjazdu do piekła, jakie potrafi się rozpętać na grupkach parentingowych czy pod postami o „wyrodnych mamuśkach”. Kiedyś, jeśli dziecko było czyste, najedzone i nie sprawiało problemów, rodzice na ogół mieli poczucie dobrze wykonanej roboty – reszta, jak ukończenie studiów z wyróżnieniem, było ponadprogramowym bonusem, a dzisiaj to coraz częściej kolejna norma do odhaczenia.

Więc może, zamiast się licytować w internecie czyj bąbelek jest najgenialniejszy, wystarczyłoby odciąć się od tego internetowego syfu? Może.

Lecz jak się okazuje, nie zawsze to takie proste. Bo poza osobistymi aspiracjami istnieje także szeroko rozpięty parasol
nadzoru państwowego i społecznego. I każdy odstęp od przyjętej normy, np. puszczenie sześciolatka samego do koleżanki w innej dzielnicy, może się spotkać z surowym odzewem. Niektóre procedury opiekuńcze bywają serio opresyjne, więc rodzic nie ma całkowitej swobody – co raz jest dobre, a raz złe, i miewa bolesne konsekwencje.

Bo macierzyństwo przestało być sprawą prywatną – są wnikliwe oceny w szkołach, placówkach medycznych, w urzędach, a nikt przecież nie chce dostać łatki rodzica krzywdzącego dziecko. Dlatego cokolwiek rodzic postanowi, ktoś wtrąci swoje pięć groszy, i jest naprawdę duże ryzyko, że nagra „kontrowersyjne” zdarzenie, a potem wrzuci do sieci, co
kończy się brutalną nagonką.

A skoro tak, to lepiej nie odpuszczać, bo po co się narażać na zarzut zaniedbania? I nie ma się nawet jak poskarżyć, bo jak tylko padnie zdanie o trudach współczesnego macierzyństwa, zaraz się sypią głosy: wasze babki miały milion razy gorzej!
Owszem, w wielu aspektach miały. Lecz gdyby zobaczyły, czego się dzisiaj oczekuje od ich wnuczek, na bank złapałyby się z przerażenia za głowę.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>