Główne menu

Czy męża trzeba „łapać za młodu”?

Odsetek zaobrączkowanych osób spada i jest to trend obserwowany niemal na całym świecie. Raz, że nie ma już takiego parcia na ślub i spora część dorosłych preferuje związki nieformalne, dwa, że coraz później podejmujemy taką decyzję – średnia wieku, w którym wchodzi się związek małżeński, jest bliższa trzydziestki niż dwudziestki.

To naturalna konsekwencja społecznych zmian, jakie zaszły w ciągu kilku minionych dekad, więc niby nie powinno być z tym żadnych problemów, ale okazuje się, że dla kobiet ta zwłoka ma swoją cenę. Wysoką, jeśli kobieta chciałaby założyć rodzinę, ponieważ w jej przypadku wiek wciąż ma spore znaczenie – mężczyźni na ogół preferują młodsze. Ale czy rzeczywiście szybki ożenek jest gwarancją, że związek przetrwa „dopóki nas śmierć nie rozłączy”?

Ambitne plany na przyszłość

Dlaczego kobiety dzisiaj tak narzekają na nieudane życie uczuciowe? Ano dlatego, że zbyt długo zwlekają z ustatkowaniem się. Zamiast przykładem swoich przodkiń wychodzić za mąż, gdy tylko pojawiła się pierwsza miesiączka, one czekają nie wiadomo na co. Znaczy – czekają na księcia z bajki, ale ten woli młode, niewinne dziewczęta, a nie baby zmęczone życiem. I – nie ukrywajmy tego – po prostu zużyte.

Bo kobiecie czas nie służy, a im dłużej smakuje ona wolnego stanu, tym większe wątpliwości nachodzą potencjalnych partnerów. Nie wszystkich, nie zawsze, ale na tyle często, by zauważyć, jak trudne bywa znalezienie męża kobiecie po 30 urodzinach.

Mężczyzna może zacząć myśleć o rodzinie w bardzo późnym wieku. Może zostać ojcem i po sześćdziesiątce, kobieta tego luksusu nie ma. I choć dzisiaj urodzenie dziecka po czterdziestce jest możliwe, preferowane są partnerki znacznie młodsze – są nie tylko atrakcyjniejsze wizualnie, ale też wydają się mniej problematyczne. Bo jak młoda, to pewnie łatwiej zajdzie w ciążę, lepiej ten stan zniesie, i ma więcej energii by zaopiekować się potomstwem.

złapanie męża za młodu

Tyle że kobiety dzisiaj niekoniecznie są skoncentrowane wyłącznie na rodzeniu dzieci. Większość myśli o dzieciach, ale poza macierzyństwem chcą także zdobyć wykształcenie, zarobić jakieś pieniądze, mieć czas na hobby i spotkania z koleżankami. Pożyć tylko dla siebie, zanim pojawią się rodzinne obowiązki.

Lecz kiedy już odhaczą te plany i zapragną poważnego związku, nierzadko się okazuje, że nie bardzo jest z kim ten związek stworzyć. Rówieśnicy oglądają się za młodszymi, a i ci starsi często celują w 20+, mają odmienne oczekiwania albo nie wydają się dość atrakcyjni. Czyżby najlepsza pora na zamążpójście bezpowrotnie minęła?

Młodość i świeżość wygrywa

Nie ma się co czarować, czas nie gra na korzyść kobiet. Tak, można znaleźć szczęście i na emeryturze, generalnie jednak, dobijanie do trzydziestki to ostatni dzwonek. Po tej dacie kobiece akcje lecą na łeb, na szyję, a przynajmniej tak się powszechnie sądzi.

Nie chodzi jedynie o wygląd, bo przecież i dojrzałe kobiety potrafią być bardzo atrakcyjne. Liczy się także przeszłość. Starsza kandydatka ma zawsze jakąś przeszłość i w męskich oczach to rzadko kiedy jest cenne doświadczenie. Utarło się, że gdy kobieta zwleka ze ślubem, to jest ambitną, krwiożerczą karierowiczką, przez co zatraciła gdzieś po drodze swoją delikatność, wrażliwość, czułość, niewinność, plus ciężko jej zaimponować.

Albo lubiła sobie poszaleć, i to jest jeszcze poważniejszy zarzut. Jak starsza, to na bank miała zbyt bogate życie seksualne, niezliczoną ilość partnerów, pijackie ekscesy na koncie. No nie szanowała się, krótko mówiąc. A takiej żony żaden normalny facet nie potrzebuje, zwłaszcza gdy na horyzoncie widać młodziutkie, świeże dziewczyny.

Podwójne standardy są w tym zakresie wyjątkowo ostro widoczne. Mężczyzna ma prawo się wyszumieć, to nawet wskazane, żeby go później nie korciło, w przypadku kobiety szaleństwa młodości są poważną skazą na wizerunku. Utratą wartości. Bo co to za frajda dojadać resztki po innych. Ble.

Łapać co pod ręką

Można się na takie postrzeganie płci oburzać, ale fakty są, jakie są. Dojrzały facet to dobra partia, dojrzała kobieta musi być naprawdę niezwykła, by uznać ją za łakomy kąsek. A jeśli przyzwyczaiła się do dużego zainteresowania za młodu, po trzydziestce czeka ją nieprzyjemne rozczarowanie.

Kobiety u progu dorosłości zazwyczaj cieszą się większym zainteresowaniem. Są częściej podrywane, słyszą więcej komplementów i próśb o numer telefonu, dostają darmowe drinki od adoratorów w klubach. Mają poczucie, że są górą i mogą stawiać warunki. I przebierać w kandydatach. Lecz w pewnym momencie to się kończy – zainteresowanie słabnie, grono wielbicieli powoli się wykrusza, miłe słowa padają rzadziej, coraz mniej głów obraca się na ulicy. To nie jest przyjemna świadomość.

Co gorsza, wraz z nią pojawia się jeszcze straszniejsze pytanie: czy mam jeszcze w ogóle szanse, by znaleźć kogoś fajnego? A obawy te podsycane są przez szydercze komentarze i pełne złośliwości wyrzuty, że trzeba było zdecydować się wcześniej – tak to jest, jak się myśli o zabawach, karierach i samorealizacji. No to masz, się zrealizowałaś, ale to już mało kogo obchodzi. Jesteś za stara.

I wtedy często uruchamia się protokół „desperacja”. Zderzenie z rzeczywistością bywa tak bolesne, że zupełnie traci się wiarę w siebie. Poprzeczkę trzeba obniżyć i zadowolić się tym, co aktualnie jest pod ręką. Bez wybrzydzania. Bez żadnych wymagań. A o ile dopasowanie oczekiwań do wkładu własnego ma sens, tak poddanie się presji, że już teraz trzeba wejść w związek dosłownie z kimkolwiek, niczego dobrego nie wróży. Bo z takim nastawieniem zwykle przyciąga się partnerów wyczuwających ten strach, a oni dobrze wiedzą, jak go wykorzystać.

A miało być tak pięknie

W młodości szanse na małżeństwo są większe, ale to żadna gwarancja udanego życia we dwoje. Gdyby tak było, mało kto by się rozwodził. A liczba rozwodów rośnie i właśnie te związki zawarte w bardzo młodym wieku są najbardziej narażone na fiasko. Oczywiście, są pary, które poznały się w liceum i dotrwały razem diamentowych godów, wciąż gorąco się kochając. To jednak, niestety, nie jest reguła. W młodym wieku formalizuje się najczęściej pierwszy poważny związek, a decydujące są raczej emocje, a nie rozsądek, co każe zamknąć oczy na przeróżne niedostatki, jakie w późniejszym życiu będą przeszkadzały.

Po drugie, skoro młodość to najważniejszy i w sumie jedyny cenny dar wnoszony przez kobietę, to co się dzieje, gdy jej młodość przeminie? No cóż, „data przydatności” dotyczy także mężatek, wszak nie brak kobiet, które poświęciły najlepsze lata rodzinie, by po odchowaniu dzieci otrzymać komunikat, że nie są już potrzebne. Zmęczona żona nie jest tak ładna jak koleżanki z pracy, seks z nią jest taki sobie – jeśli jest w ogóle, ciągle jakieś pretensje, wymagania, domowy kierat. Więc kiedy to możliwe, żonę wymienia się na młodszą. Ewentualnie szuka się kochanki, by mieć przyjemną odskocznię od domu.

Za rozpad związku nie są winni wyłącznie mężczyźni, ale im zwykle łatwiej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mogą zakręcić się wokół rówieśniczek, mogą poszukać szczęścia w innej kategorii wiekowej. Kobieta, która postawiła na rodzinę, zostaje nie tylko bez męża, ale też traci cały system bezpieczeństwa. Po wielu latach nieobecności na rynku nagle musi wrócić do pracy, nie ma żadnych praw emerytalnych, żadnego własnego majątku – bo wbrew obiegowym opiniom, oskubanie męża z pieniędzy w wyniku rozwodu wcale nie jest tak powszechnym zjawiskiem, często to właśnie kobieta zostaje na lodzie. Owszem, są dzieci, których ani trochę się nie żałuje, ale i gorzka refleksja, że cała ta praca w domu poszła na marne, ukradła młodość i teraz kładzie się cieniem na przyszłości.

Stare, brzydkie klępy

Życie bardzo różnie się układa, lecz mimo wszystko jest ta presja, by nie odkładać ślubu na później. Piętno starej panny nie jest tak dotkliwe jak kiedyś, ale jest, to się czuje i słyszy. A wizerunek singielki po trzydziestce to wyjątkowo przerażający obraz – jak sama i w takim wieku, to na bank brzydka, gruba, zaniedbana, z obwisłym biustem, stadem kotów, fochami, zainteresowaniami ograniczonymi do tureckich telenoweli. Typowy tłuk, którego nikt nie chciał, a mimo to oczekuje cudów. Podstarzała księżniczka z ego jak stąd do Władywostoku.

Samotna, dojrzała kobieta po prostu nie może być normalna. Za to jej oczekiwania… hohohoho, długo by wymieniać. A problem często leży gdzie indziej. Sporo kobiet właśnie w starszym wieku zyskuje na atrakcyjności, również jeśli chodzi o wygląd – wyzbyły się młodzieńczych kompleksów, bardziej dbają o siebie. Do tego dochodzą jeszcze przeróżne życiowe osiągnięcia oraz przyjemna świadomość, że potrafię się sama o siebie zatroszczyć i mężczyzna to partner z wyboru, a nie z konieczności.

Ale pewnego stylu myślenia strasznie ciężko się wyzbyć, choćby miało się bardzo postępowe poglądy, a obszar damsko-męskich relacji jest wyjątkowo oporny na zmiany. Przez tak długi czas to mężczyzna w związku musiał być przynajmniej równy statusem kobiecie, a jeszcze lepiej, gdy był bogatszy, lepiej wykształcony, z wyższą pozycją. To dzisiaj zdaje się nie mieć znaczenia, jednak nierzadko ma – wybór partnera, którego tradycyjne zasoby są skromniejsze niż zasoby kobiety, jawi się niemal jako degradacja. No i jest też trochę prawdy w twierdzeniu, że kobiety chciałyby mężczyzn myślących nowocześnie, ale zarazem męskich w tradycyjnym znaczeniu.

Wiek nie ma znaczenia?

Na szczęście nie zawsze, bo zmiany w podejściu do walorów potencjalnego partnera są naprawdę zauważalne, a poważny problem ze złapaniem męża po trzydziestce mają przeważnie te kobiety, których jedynym atutem jest właśnie uroda i młodość. Gdy to przeminie, nie mają niczego innego do zaoferowania, poza własną frustracją. Zaś te, które mają, może i nie przebierają jak w ulęgałkach, ale potrafią sobie życie ułożyć i wiek w niczym im nie przeszkadza.

Widać nawet nowe zjawisko – przybywa małżeństw, w których to kobieta jest starsza, czasem nawet o kilkanaście lat, to ona zarabia więcej, ma wyższe stanowisko. Jednocześnie spada liczba związków, w których mężczyzna jest znacząco starszy, ponieważ kobiety, które teraz mogą same na siebie zarobić, rzadziej szukają sponsora i opiekuna w jednym, to już po prostu nie jest tak atrakcyjna opcja. Nie mówiąc o tym, że jeśli żona ma być przede wszystkim młodziutka, to najprawdopodobniej za kilka lat spotka ją los poprzedniczki – pokona ją młodsza rywalka z jędrniejszym ciałem.

Ze statystyk można jeszcze wyczytać, że małżeństwa zawierane w późniejszym wieku i przez osoby mające mniej więcej tyle samo lat, trwają dłużej i rzadziej się rozpadają – ludzie są po prostu dojrzalsi, bardziej pewni swoich uczuć, potrzeb, oczekiwań. I co ciekawe, nieformalne związki okazują się coraz częściej stabilniejsze i szczęśliwsze dla obu stron. Może więc warto wyzbyć się myślenia, że jest jakiś wiek, w którym już za późno na prawdziwą miłość?

    3 komentarze

  • Karo

    Jest w tym trochę racji. Ale z mojego doświadczenia wynika, że wraz ze wzrostem wielu – 33, rośnie liczba zainteresowanych i to coraz młodszych. Całe życie spędziłam na związkach z dużo starszymi facetami i szczerze? Za cholerę nie było warto… niedojrzali, zdradzali z młodszym paniusiami… az kiedys, gdy po par i latach dobijania się czkawką ostatniego związku poznałam po raz 1 kogoś dużo młodszego – 5 lat…. i po dziś dzień jest super… to jest akurat taki wiek dla młodego chłopaka,ze już się na studiach wyslalal, już.coś tam ciekawego w życiu robi i chciałby mieć dla kogo to robić… zaczęłam też dostrzegać, po nim i jego znajomych, ze są dużo bardziej dojrzalsi niż „panowie” 45+ którzy młodo zaczęli budować związki i nie wyszaleli się, co też czynią dopiero teraz z młodymi cwanymi notabene studentkami .

  • Krysiek

    „Mężczyzna ma prawo wyszaleć się za młodu, to nawet wskazane żeby go później nie korciło” podsumujmy co musi zrobić młody mężczyzna żeby mieć możliwość „wyszalenie się”:
    1.Przede wszystkim musi o siebie naprawdę mocno dbać czyli w praktyce znaleźć w planie dnia sporty żeby mieć dobrą sylwetkę (większość kobiet musi tylko odpowiednio się malować, nie roztyć co w młodości nie jest trudne),
    2. Musi dbać o rozwój kariery, a konkretnie przychodów (podobno są kobiety które wiążą się z facetami bez pracy lub z przeciętną ale są to wyjątki i nie podchodzą pod definicje „wyszalenia się”).
    3. Przede wszystkim musi zrobić „pierwszy krok” (i przełamać do tego dużo nerwów) a po nim zwykle drugi, trzeci i kolejne aż dojdzie do „zaszalenia”. Przy każdym kroku relacja ryzykując że się rozpadnie (kobiety jak stwierdzą że „to nie to” po prostu urwać kontakt a on nawet nie co było nie tak). I jak chce „się wyszaleć” to musi to powtarzać (za każdym razem tracić nerwy i pieniądze(w końcu „kto zaprasza ten płaci)).
    Co musi zrobić kobieta żeby się „wyszaleć”:
    Jak założy Tindera albo pójdzie do klubu (mówię o „wyszaleniu się” związek to inna sprawa) i nie wygląda bardzo źle (czyli nie je jak hipopotam a niedoskonałości zamalowuje) dostaje dosłownie setki komplementów, zaproszeń i proporcji. I wystarczy że biernie to podtrzymuje,
    Podsumowując „wyszalenie się” jest u panów na pewien sposób zalecane dlatego że aby mieć taką możliwość musi rozwinąć w sobie wiele pozytywnych cech zarówno fizycznie, psychicznie i społecznie, Kobiety nie muszą więc patrzy się na to inaczej. Jeżeli ktoś ma inne zdanie zapraszam do dyskusji.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>