Czy można być „za dobrym” rodzicem?
Do rodziców bardzo często mamy jakieś pretensje. Prawie nigdy nie jest tak, że mama z tatą zrobili dosłownie wszystko jak należy, w niczym nie zawiedli, nie zafundowali żadnego przykrego przeżycia czy wręcz traumy na długie lata. Oczywiście skala tych przewin jest różna, więc często mimo poczynionych błędów wychowawczych udaje się nawiązać z rodzicami bardzo dobre relacje. Czasem jednak zadra jest zbyt głęboka, żeby dało się wybaczyć i zapomnieć, zwłaszcza gdy rodzic nie okazuje wyrzutów sumienia.
Co jednak ciekawe, do terapeutów zgłaszają się nie tylko ci, którzy od swoich opiekunów nie otrzymali dostatecznie dużo ciepła i uwagi. Problemy w dorosłym życiu trapią także dzieci rodziców niemal idealnych – może właśnie dlatego, że rodzicielska perfekcja fajnie wygląda chyba tylko w kinie familijnym.

Czy można być „za dobrym” rodzicem?
Jak dobrze wychować dziecko?
Trendy w wychowywaniu dzieci zmieniają się z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj, tak ogólnie, z dzieckiem powinno się nawiązać głęboką więź, okazywać miłość, doceniać, szanować granice, ale też wpajać zasady i zapewniać możliwości rozwoju, tak żeby za kilkanaście lat, dorosły już człowiek, potrafił ułożyć sobie życie, osiągnąć sukces, być szczęśliwym. Droga do tego celu nie jest łatwa, bo mówimy przecież o dziecku, które jest odrębną jednostką i ma swój charakter, a ów mały, słodki ludzik bywa też nieprzewidywalny, kapryśny, uparty – po prostu nie taki, jak to sobie rodzic wyobrażał.
Dlatego masa rodziców mierzy się z myślą, że chyba nie są dość dobrzy w swojej roli. Są czasem zagubieni, mają wątpliwości, boją się. Rozpaczliwie próbują uciec od błędów popełnianych przez starsze pokolenia i nie rozumieją, czemu te nowe metody nie działają zgodnie z założeniami. Jak ciężkie to jest wyzwanie pokazuje chociażby gigantyczna liczba książek poświęconych rodzicielstwu – to niby tak naturalna rzecz, coś, co robimy od początku istnienia rasy ludzkiej, a jednak wciąż nie do końca wiadomo co zrobić, żeby potomek wyszedł na ludzi. I przy okazji nie znienawidził rodziców.
Opisy w poradnikach często jednak wydają się niemożliwe do spełnienia, bo rodzic musiałby być maszyną bez najmniejszych słabości i emocji. Teraz jeszcze doszli influencerzy i ich parentingowy content, który wcale nie ułatwia sprawy, bo nierzadko wysyła bardzo sprzeczne sygnały i naprawdę ciężko się w tym wszystkim połapać. Ale czasem się udaje, i pracując nad sobą, mając zdrowe wzorce do naśladowania, można stać się rodzicem jak z podręcznika.
Takim, który wychowuje bez bicia i krzyku, który zawsze umie podjąć dialog, jego krytyka jest konstruktywna, nie okazuje zniecierpliwienia i lekceważenia, ale zarazem jest konsekwentny w swoich decyzjach. Pilnuje dyscypliny i jednocześnie ma świadomość, że czułość, bliskość również są ważne.
Nierealne standardy
Więc co mogłoby pójść nie tak? A jednak. Kiedy inni patrzą na takiego rodzica z podziwem i zazdrością, on się czasem zastanawia, czy faktycznie zrobił dziecku przysługę. Czy to, co w tym dobrym, kochającym domu dziecko dostało będzie cennym kapitałem na przyszłość. Bo problemem okazuje się właśnie nadmiar perfekcji – nie to, że rodzic trzęsie się nad malcem, wyręcza go w nieprzyjemnych zadaniach i separuje od całego zła, tylko że może swoim zawsze właściwym postępowaniem nieco wypaczyć obraz rzeczywistości.
Bo jasne, dziecku należy oszczędzać brutalnych przeżyć, ale jakiegoś dyskomfortu powinno zaznać, żeby oswoić się z tym uczuciem i nauczyć przegrywać. A rodzic, który za bardzo się stara, nie zawsze przekazuje taką naukę – bo nawet kiedy czegoś odmawia, to cierpliwie tłumaczy dlaczego, dyskutuje, stara się nie urazić uczuć rozżalonego dziecka. I czasem wychowanie w tak przyjaznym, zdrowym środowisku może wywołać fałszywe wrażenie, że inni ludzie, ci spoza domu, są równie wartościowi co rodzice.
Tymczasem, co nie jest żadną tajemnicą – tak nie jest. Nie każdy umie i chce rozmawiać bez agresji. Nie każdy z odpowiednią powagą zareaguje na problem. A już na pewno nie każdy będzie się powstrzymywał od zawstydzania, zastraszania czy wyśmiewania swojego rozmówcy, co może być niezwykle dołującym doświadczeniem dla osoby, która w dzieciństwie nie przeszła w tym zakresie treningu. Nie znaczy to oczywiście, że rodzic powinien co jakiś czas przemieniać się w sadystę, niemniej zupełny brak tego typu przeżyć może mieć w przyszłości wyjątkowo nieprzyjemne konsekwencje.
Postaraj się, ale nie za bardzo
Tylko jak utrafić w idealną dawkę dobroci i nie zapomnieć o tym, że dziecko warto uświadomić również o ciemnych stronach życia? Jest problem, bo każde dziecko reaguje inaczej, wychowuje się w innym miejscu, ma inną wrażliwość, więc to, co sprawdziło się u Marcinka, nie musi zadziałać u Krzysia. Wielu rodzicom jest bardzo trudno nie przesadzić z opieką, uwagą i zrozumieniem, dlatego wyrasta całkiem pokaźna grupa dzieci trochę skrzywionych przez „zbyt dobrych” rodziców.
Zwłaszcza matki często pragną perfekcyjnie się wywiązać ze swej roli, bo jak dziecko będzie problematyczne, to zazwyczaj wina spada właśnie na nie. Wkładają więc ogrom pracy w wychowanie idealne, tak żeby nic nie zakłóciło prawidłowego rozwoju dziecka. Chcą dobrze, lecz chcą tak bardzo, że niekiedy skręca to w niepożądaną stronę. I nic dziwnego, że czują się skołowane i nie pojmują, jakim cudem doszło do porażki – bo w jaki sposób bycie bardzo dobrym rodzicem może zaszkodzić?
W niektórych przypadkach dążenie do perfekcji w wychowaniu skutkuje tylko na pozór dobrze ukrywaną złością – rodzic za wszelką cenę chce idealnie wypełnić swoje zadanie, a że jest tylko człowiekiem, to nie ucieknie od irytacji czy zmęczenia, więc nawet nie okazując tego wprost, mimowolnie puszcza w eter negatywne emocje. Dziecko je łapie i często odbiera gorzej niż wściekłość okazaną wprost, wpadając w pułapkę zachowań pasywno-agresywnych.
Dla innych dzieci rodzic bez skazy staje się lekko przerażający, bo swoją postawą narzuca pewną presję – to strasznie trudne sprostać tak wyśrubowanym standardom, a przecież to mama i tata są wzorem postępowania. I wreszcie – chowając się z rodzicami, którzy praktycznie nigdy nie zachowali się źle, można ominąć istotne dla etapu dorastania spinki z opiekunami, bo jak tu się porządnie zbuntować, kiedy matka z ojcem tacy wyrozumiali, wspierający, odporni na fochy?
Jesteś wyjątkowy, ale…
Czyli być wrednym? Rzecz jasna nie o to chodzi. Bardziej o to, żeby dziecko musiało od czasu do czasu stanąć przed wyzwaniem, bo typowym zaniechaniem „zbyt dobrych” rodziców jest właśnie pomijanie przykrych rzeczy – tych, które hartują na przyszłość. Idąc zbyt daleko w swojej trosce można po prostu utrudnić naukę płynącą z własnych błędów, a niekiedy nawet prowadzi to do pewnego rodzaju bezradności, bo skoro rodzic jest absolutnie niezawodny, to niespecjalnie trzeba się wysilać.
Przedobrzyć to często znaczy zapomnieć o tym, że wychowanie dziecka jest nie tyle na dzisiaj, co na przyszłość – bo rodzic doskonale wie, że świat bywa okrutny, lecz naturalną chęcią jest ochronienie swojego potomstwa przed tym złem, dlatego można niechcący, naprawdę w dobrej wierze kogoś skrzywdzić. Skrzywdzić zresztą nie tylko unikaniem bolesnych konfrontacji z życiem, ale i ciągłym powtarzaniem dziecku jakie jest wspaniałe – bo znowu, bo bardzo ważne by dziecko czuło się doceniane i miało aprobatę rodziców, ale nie słysząc nigdy negatywnego komunikatu niezwykle łatwo wpaść w samozachwyt, co później otoczenie bezlitośnie zweryfikuje.
Trudność wynika dokładnie z tego – z niewiedzy, jak poporcjować konkretne składniki i odpowiednio przygotować młodego człowieka na samodzielne życie. Sztuka tym trudniejsza, że przecież każde dziecko jest inne i wpływają na nie różne czynniki, jak szkoła, podwórko, treści z internetu. A pokusa jest wielka, żeby ciosy brać na siebie i oszczędzić malucha, ale właśnie na tym zasadza się sedno – żeby pomóc, a nie wyręczać.


10 rzeczy, które kobiety rozumieją dopiero po skończeniu 30 lat
Dlaczego kobiety tyle mówią?
Dlaczego chłód emocjonalny wydaje się tak atrakcyjny?
Dlaczego ludzie bardziej skupiają się na swoich wadach?
Rozczarowanie po 30. To nie tak miało wyglądać
Dlaczego ludzie tak często udzielają nieproszonych rad?
Dlaczego kobietom tak często zarzuca się bycie przewrażliwioną?
Czy kobiety są bardziej pamiętliwe?
Czy kobiety mają wybujałe ego?
Czy jest sens walczyć o kogoś, kto chce odejść?
Kim jest nudziarz?
Czy warto obniżać swoje oczekiwania?
„Mam 34 lata i nigdy nie byłam w poważnym związku”
Czy z wiekiem przejmujemy się mniej?
Mam 38 lat i już raczej nie zdążę założyć rodziny
Zostaw komentarz