Główne menu

Czy naprawdę dokucza nam męski seksizm?

Seksistowskie zachowania są na porządku dziennym, sęk w tym, że w przestrzeni publicznej potępia się głównie to, co wielu kobietom naprawdę rzadko spędza sen z powiek. Widząc niektóre wypowiedzi w mediach, można odnieść wrażenie, iż nic bardziej nie uwłacza płci żeńskiej niż pomoc przy zmianie koła w aucie. Niebywałe oburzenie wywołuje jakiś sportowiec, który śmiał obejrzeć się za młodą dziewczyną w kusej sukieneczce. Albo jakiś minister, który niczym ostatni burak, pocałował kobietę w dłoń.

Mówiąc brutalnie, za najbardziej palące problemy uważa się zwyczajne pierdoły. Walka z seksizmem przybiera groteskowe formy, bo nacisk kładzie się na rzeczy mało ważne, a prawdziwe kobiece troski zamiata się trochę pod dywan. Feministki powiedzą: ale to od tego wszystko się zaczyna, to właśnie te drobne sygnały pokazują mimochodem, że kobietki to nic więcej jak „dupeczki” i „cycuszki”, spragnione herosa wybawiciela. Zgoda, tego też nie należy bagatelizować, wydaje się jednak, że najcięższą artylerię powinno się wytaczać przeciwko domowej przemocy, drastycznym religijnym obrzędom czy niechęci do zatrudniania młodych matek. Zapytajcie przeciętną kobietę, co jej w codziennym życiu bardziej przeszkadza: puszczanie przodem w drzwiach czy brak możliwości pogodzenia pracy z opieką nad dzieckiem. Łatwo się domyślić odpowiedzi.

Idziemy za daleko?

Ok, gdy szef podczas rozmowy sugeruje, że awans będzie, bo pani taka ładniutka, to obrzydliwe. Ale gdy kolega z biurowca uśmiecha się do nas w holu, pozwala nam wyjść pierwszej z windy i przytrzymuje drzwi przy wyjściu, bo ewidentnie chciałby zaprosić nas na randkę – to naprawdę nazwiemy to seksizmem? Wiadomo, same damy radę otworzyć sobie te drzwi, ale czy ten rodzaj atencji faktycznie tak wali po oczach i chcemy podobne zachowania całkowicie wyeliminować z przestrzeni publicznej? Wielu kobietom byłoby chyba przykro, gdyby już na zawsze zniknęły te sympatyczne gesty.

wojna plci2

Relacje damsko-męskie rządzą się bowiem własnymi prawami. W pracy chcemy być postrzegane jako fachowcy, jednak przy mniej formalnych okazjach lubimy, gdy dostrzega się naszą fizyczność. W końcu nie po to inwestujemy w atrakcyjny wygląd, by mężczyzna, który wpadł nam w oko, cenił wyłącznie nasz charakter, poczucie humoru, umiejętność gry na giełdzie i znajomość języków obcych. Odrobina tego strasznego seksizmu potrafi dodać pieprzyku i sprawia, co tu dużo gadać, że czujemy się bardziej kobieco. Czy to nie na swój sposób urocze, że on nam próbuje zaimponować i pręży muskuły (zakładając oczywiście, że nie przekracza przy tym ogólnie przyjętych norm dobrego wychowania)? Ostatecznie są to jego atuty – czy to takie złe, że je wykorzystuje, by nas zdobyć? Czy rzeczywiście byłybyśmy szczęśliwsze, gdyby na każdym kroku ów mężczyzna traktował nas jak kolegę albo biznesowego partnera?

Bądź mi rycerzem!

Pewne wzorce zachowań pomiędzy kobietą a mężczyzną uważane są dziś za przestarzałe. Nie jesteśmy jakimiś lebiegami, którym trzeba pomagać przy zdejmowaniu walizki z półki. Wiemy, jak się odsuwa krzesło i mamy tyle siły, by się same wygodnie usadowić przy stole. Może i jesteśmy trochę delikatniejsze, ale nie umrzemy na zapalenie płuc, spacerując po chodniku w chłodny wieczór – męskie marynarki nie uratują nam życia. Tak, podobne gesty podciągane są pod seksizm, bo pokazują, że my, te nieszczęsne babeczki, bez męskiego oparcia ani rusz. A jednak, tak w głębi ducha, cieszy nas, gdy mężczyzna zachowuje się szarmancko. Cenimy kurtuazję i uprzejmość. Idąc na randkę, zazwyczaj oczekujemy, że mężczyzna będzie się starał, wychodził z inicjatywą. Zwykle bez trudu rozpoznamy, czy męska uprzejmość jest konsekwencją postrzegania kobiety jako słabiutkiej idiotki, czy też facet jest zwyczajnie dobrze wychowany i w ten sposób wysyła sygnał, że lubi się o nas troszczyć. Nie dlatego, że chce nam wykazać damską nieudolność, ale dlatego, że jesteśmy dla niego ważne.

W równouprawnieniu nie chodzi w sumie o to, by facet uważał, że kobieta jest taka sama jak on. Bardziej o to, by jej odmienności nie utożsamiał z bycia gorszym. Jeśli sądzi, że kobieta jest fizycznie słabsza, to niech ją chroni, ale bez poczucia wyższości, a jedynie z czułością – ta właśnie subtelna różnica stanowi istotę seksizmu. Z tego powodu feministki są niechętne dżentelmeńskim gestom, bo zbyt często stała za nimi nie chęć pomocy, tylko wykazanie, że baby bez chłopa zginą. Wydaje się jednak, że skądinąd słuszne feministyczne protesty prowadzą powoli do wylania dziecka  kąpielą.

Ach ty mój jaskiniowcu!

Mężczyźni lubią czuć się niezastąpieni. Więc co w tym złego, że od czasu do czasu połechczemy ich ego? Korona nam z głowy spadnie? Tak uczciwie – a my to nie mamy tych swoich babskich foszków i zachcianek? Też lubimy od czasu do czasu zrobić coś „po naszemu”. Ale skoro jesteśmy takie Zosie Samosie, to po co w ogóle nam ten facet?

Narzekamy, że nie ma w związkach partnerstwa, tymczasem same z siebie odmawiamy jakiejkolwiek współpracy. Nasz chłopak proponuje, że naprawi gniazdko elektryczne w naszym mieszkaniu, chce wnieść na górę zgrzewkę wody, oferuje pomoc przy wymianie żaróweczki w samochodzie, melduje się do pilnowania grilla, ale my, zniesmaczone, oznajmiamy dobitnie: nie trzeba! Ja to sama zrobię! Nie sugeruj mi tu przypadkiem, że skoro jestem baba, to nie znam się na hydraulice, gazownictwie i motoryzacji. Co za seksistowskie podejście, naprawdę, za grosz szacunku.

Facet odpuszcza, wszak nie chce być wstrętnym seksistą, ale potem zostawia wszystko na naszej głowie, bo my przecież takie dzielne. Wtedy zaś psioczymy, że dyskryminacja, że kobiety jak służące, a faceci to lenie, no podłość bez granic. Błędne koło. Jak gdyby nie dało się wypracować rozsądnego kompromisu bez konieczności wykastrowania mężczyzny swojego życia.

Przejdźmy do sypialni

W oczach seksisty kobiety to „cielęcinki”, „dupencje”, „lachony”, nadające się tylko do jednego, puste kretynki – paskudztwo i słusznie się taki język tępi. Jednak i tutaj zdarza się nam pójść po bandzie. Bo nie daj Zeusie ktoś zauważy, że jesteśmy kobietami. To zaś niedopuszczalne, bo wszyscy jesteśmy ludźmi, a podkreślanie płci to policzek dla całej żeńskiej populacji. Masz piękne oczy – no co za banał! Masz cudowne piersi – nie składam się z samych cycków! Wyglądasz bosko – a może być docenił coś więcej niż mój wygląd? Można się zastanawiać, czy przy podobnej postawie problem demograficzny jeszcze bardziej się nie nasili. I wcale nie będzie chodziło o dodatkowe 500 złotych na dziecko.

Seksistowskie uwagi drażnią w kontaktach służbowych, nie chcemy ich też słyszeć od osób obcych i kompletnie nas nie interesujących. Lecz gdy wszystko idzie w kierunku wskoczenia pod jedną kołdrę, pieprzne dowcipy czy uwagi o wyraźnym podtekście seksualnym mogą podgrzać atmosferę, a kobiety nie czują, by to w jakikolwiek sposób odbierało im cześć. Wręcz przeciwnie, jest to dla nich ekscytujące i doskonale się bawią. Oczywiście, cały czas mowa o zalotach nienachalnych, gdy czuć, że między tą dwójką iskrzy, a sama zaczepka, choć bardzo dwuznaczna i ociekająca seksem, jest dowcipna, niebanalna i utrafia w gust adresatki. Bo znowu, z definicji seksizm ma sprowadzić kobietę do roli przedmiotu. Gdy jednak kobieta podczas takich rozmówek nie czuje się poniżona, a i sam mężczyzna bynajmniej nie ma takiego celu, czy warto robić z tego wielkie halo? Pewnie, jeśli komuś to przeszkadza, może się stanowczo sprzeciwić. Takie prawo kobiety, wystarczy powiedzieć. Generalnie jednak wygląda na to, że tą obsesją politycznej poprawności same strzelamy sobie w stopę.

Co nam przyniosła wojna z seksizmem?

Nie da się nie docenić skutków walki z dyskryminacją kobiet. Jest potrzebna, bez dwóch zdań. Ale ekstremalny feminizm robi więcej złego niż dobrego. Odporni na równościową propagandę mają te połajanki w nosie i robią swoje, ale ci bardziej wrażliwi stają się przezorni do bólu i przeginają w drugą stronę. Rezygnują ze starania się o kobietę, znika pewnego rodzaju etykieta w stosunkach damsko-męskich. Jednym kobietom to wcale nie przeszkadza, ale inne będą narzekać, bo tęsknią za tym, by ktoś je „poniżył”, przynosząc bukiet stokrotek na randkę i pomagając wysiąść z samochodu. A tu nic. Jest równościowo, facet traktuje kobietę jak kumpla. Na nic dąsy, wszak same o to prosiłyście.

Czepianie się byle czego jeszcze nigdy nie doprowadziło do szczęśliwego końca. Doszukiwanie się męskich win w dosłownie każdym aspekcie przyniosło taki skutek, że o wojowniczkach o sprawiedliwość mówi się, że to pewnie brzydkie jak noc babska, obłąkane i niedopieszczone. Tym samym głos rozsądnych feministek w naprawdę ważnych sprawach jest bagatelizowany, bo utożsamia się je z agresywnymi feminazistkami, dla których seksizmem jest nawet puszczenie oczka do dziewczyny przy barze. Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie, dostaniemy to, co chciałyśmy – totalne ujednolicenie płci. Tylko chyba niezbyt się nam to spodoba.

    5 komentarzy

  • Anna

    Takie są realia i stereotypy… 🙂 Kiedyś usłyszałam bardzo „łaskawą” opinię od mężczyzny na wysokim stanowisku: „Istnieją kobiety inteligentne, owszem ,ale jest to inny rodzaj inteligencji”. Oczywiście przy takim szowiniście nie ma się co nawet wysilać na jakikolwiek komentarz… Współczuję tylko jego żonie…

  • Ula

    Ciekawe ujęcie tematu…ja tam lubię byc obsypywana kwiatami i takie tam 😉 uwazam, ze nie da się na siłę oderwac od kobiecosci, na pewno nie powinno się

  • Agnieszka

    Dlatego każdy mężczyzna nazywajacy kobiety „Babami”, to cham i prostak, który sam nie ma nic do zaoferowania, niczego sam sobą nie reprezentuje i w ten sposób pobudza swoje marne ego

  • Magdalena

    Moja mama wychowała mnie w teorii „nie ma chopa nie ma-luja” jestem szczęśliwa z moim chopem ale i on i ja wiemy ze jeśli go zabraknie też dam sobie radę!

  • Marta

    Nie życze nikomu takiego seksizmu ale moim skromnym zdaniem czasami same sobie robimy krzywde.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>