Główne menu

Czy po 30-tce można jeszcze zmienić swój charakter?

Do niedawna bardzo popularna była teza, jakoby człowiek po 30-tce już tylko zdobywał nowe doświadczenia, ale pod względem charakteru pozostawał ten sam. Bo charakter miał się rozwijać właśnie do tej magicznej bariery 30-35 lat – co udało się do tej pory stworzyć, zostanie z człowiekiem na zawsze, a na kolejne rewolucje niestety nie ma co liczyć. Albo „stety”, w zależności od punktu widzenia.

Ile w tym prawdy? Najnowsze badania pokazują, że nasza osobowość to mieszanka genów i wychowania, więc rzeczywiście, pewnych rzeczy raczej nie uda się w człowieku zmienić. Lecz co dokładnie pozostaje niewzruszone, a nad czym da się jeszcze popracować? Co decyduje o ostatecznym kształcie naszego „ja”?

Graniczna 30-tka

Trzydziestolatków dość często dopada pierwszy poważny kryzys. To czas na refleksję, czy faktycznie wybrało się właściwą drogę zawodową i co dalej z życiem uczuciowym, a kto lubi głębsze rozważania, zastanowi się jeszcze nad tym, jakim człowiekiem się stał. Wnioski mogą być różne, pytanie tylko: czy jeśli powinnam przejść jakąś metamorfozę, by lepiej radzić sobie w pracy, znaleźć szczęście w miłości, mieć udane relacje z rodziną i przyjaciółmi, to jest to w ogóle w moim wieku możliwe?

Do niedawna naukowcy mieli raczej kiepskie wiadomości dla takich osób – doświadczenia na ogół potwierdzały tezę o kształtowaniu się charakteru tylko do około 30 roku życia. Innymi słowy, trzydziestolatek ma już w pełni uformowaną osobowość, z którą niewiele da się zrobić. Najbardziej zmieniają się nastolatki, oni też znacznie bardziej są podatni na wpływy otoczenia, chętniej i częściej się buntują, są w swoich poglądach i zachowaniach wyraźnie radykalniejsi. Około 30-tki większość ludzi z tego wyrasta – uczymy się współpracy i zrozumienia drugiego człowieka, dostrzegamy obok czerni i bieli także mnóstwo odcieni szarości, stajemy się spokojniejsi i odpowiedzialni. Dojrzewamy.

zmiany

Działanie wbrew sobie

Geny determinują wiele naszych zachowań, dlatego „jestem jaka jestem” nie zawsze jest tanią i wygodną wymówką. Nie znaczy to jednak, że z pewnymi cechami charakteru nie można powalczyć, by nie tyle je wykorzenić, co „uśpić”, dzięki czemu poprawi się komfort życia swojego oraz najbliższych. Działanie wbrew własnej naturze jest możliwe. Co więcej, to często się bardzo opłaca, ponieważ daje przewagę w pracy, ułatwia nawiązywanie znajomości, zwiększa szanse u płci przeciwnej.

Ma jednak swoją cenę. Zmiana zachowania, gdy sytuacja tego wymaga, jest w pewnym sensie czymś „nienormalnym” dla naszego organizmu, co męczy, zarówno psychicznie, jak i fizycznie – zwiększa się stres i napięcie mięśni, serce szybciej bije, pojawia się rozdrażnienie. Dla kogoś o dość ponurym usposobieniu odgrywanie roli wesołka na przyjęciu jest znacznie bardziej obciążające niż dla kogoś, kto po prostu ma takie zachowanie we krwi. Dlatego ten drugi będzie się świetnie bawił, a pierwszy, nawet mimo odniesionych korzyści, poczuje pragnienie, by jakoś owo działanie wbrew własnej naturze odreagować. I to w niekoniecznie kulturalny sposób.

Korzyści jednakże są, więc często odgrywamy kogoś innego, przy czym nie chodzi tutaj o podszyte strachem zaprzeczanie własnym wartościom, a jedynie o dopasowanie się do obowiązujących norm i oczekiwanych zachowań – ktoś kłótliwy wie, że więcej zdziała, odpuszczając bezsensowne spory, a nieśmiała osoba zdobędzie się na odwagę, by mieć udane życie towarzyskie. Oczywiście, od czasu do czasu nie uda się utrzymać tej kontroli nad sobą i natura weźmie górę, niemniej praktyka czyni mistrza – wyrabiając w sobie określone nawyki coraz mniej musimy się wysilać, by postąpić w określony sposób.

Osobowość kontra życiowe doświadczenie

Skoro tak, to może ten charakter mimo wszystko się zmienia? Zdania w tej sprawie są podzielone – jedni przyznają, że może faktycznie jest tu coś na rzeczy, ale dla drugich to wyłącznie nabyta wskutek doświadczenia życiowa mądrość. Na korzyść tych drugich przemawia to, iż decydując się na jakiś nietypowy dla siebie krok rozumiemy, że to właściwe postępowanie, ale coś w środku się buntuje i chciałoby postąpić inaczej. Dojrzałość pomaga zapanować nad wrodzonymi instynktami, lecz nie wymienia wad na pożądane zalety.

Widać też, że już do trzydziestolatków można zastosować przysłowie „starego psa nowych sztuczek nie nauczysz” – z wiekiem coraz trudniej zmienić przyzwyczajenia, poglądy, styl bycia, sposób rozumowania. Młody umysł jest pod tym względem dużo bardziej plastyczny, do tego przeżywa mocniej i łatwiej go zaskoczyć. U młodego człowieka zmienić się mogą nawet te cechy, które prawdopodobnie są uwarunkowane genetycznie, czyli tak zwana wielka piątka: neurotyczność, otwartość na doświadczenie, ekstrawersja, ugodowość i sumienność.

Psychologowie zwracają jednak uwagę na jeszcze jedną kwestię, a mianowicie na chęć do zmian – trzydziestolatek z reguły czuje się znacznie pewniej w swojej skórze niż nastolatek, nie potrzebuje już tak strasznie aprobaty otoczenia i w związku z tym częściej jest po prostu sobą. W większym stopniu akceptuje swoje wady i nie widzi powodu, by zawsze zadowalać innych ludzi. wpasowując się w wymyślone przez nich schematy.

Tym bardziej, że z wiekiem stajemy się przeważnie lepsi – po 30-tce ludzie z reguły są mniej agresywni, a bardziej ugodowi, częściej mają na względzie cudze uczucia, zależy im, by uchodzić za godnych zaufania i solidnych. Oczywiście, dużo złych doświadczeń może poprowadzić człowieka w zupełnie innym kierunku, tak że wrodzone dobro zostanie zakrzyczane przez rozdrażnioną ciemną stronę osobowości – nawet najlepszego, najuczciwszego człowieka da się złamać i przekonać, że zło popłaca, czego idealnym przykładem są chociażby więzienia i wojny.

Czyli jednak się zmienia?

Zatem geny to jedno, indywidualne przeżycia to drugie. To, jak rozwinie się nasza osobowość w młodym wieku, nie jest kompletnie oderwane od otoczenia oraz ludzi, z którymi dorastający człowiek ma styczność. A później? No cóż, później też nie żyjemy w próżni. Odziedziczone po przodkach cechy jak najbardziej dochodzą do głosu – ludzie różnie przecież reagują na dokładnie te same wypadki losowe. Ale nie bez wpływu są też ważne wydarzenia mające miejsce już w dorosłym życiu.

Bo niezależnie od wieku, przełomowe będą narodziny dziecka, ślub, śmierć w rodzinie, przeprowadzka do obcego kraju, wojna, wypadek, nowy związek, nowa ścieżka kariery, choroba własna lub kogoś bliskiego. Im bardziej zaskakująca i dramatyczna sytuacja, tym większe piętno odciska ona na psychice, czasem do tego stopnia, że zmienia się osobowość. Dramatyczne zwroty akcji każą spojrzeć na życie i ludzi z innej perspektywy. Choć wciąż te kluczowe cechy mogą pozostać niezmienne – ktoś po traumatycznym przeżyciu przestanie być wiecznym optymistą i zacznie unikać ludzi, lecz pozostanie wytrwałym, drobiazgowym i tolerancyjnym człowiekiem.

Krótko mówiąc, osobowość to nie jest jakiś niezniszczalny twór z kamienia, po prostu w pewnym wieku zmiany zachodzą wolniej i wymagają potężniejszych impulsów, a jeśli uda się uniknąć trzęsienia ziemi, najprawdopodobniej jako sędziwi emeryci będziemy mieć z grubsza ten sam charakter co w wieku chrystusowym.

A czy wiadomo, co konkretnie się zmieni, a co jest nie do ruszenia? Cóż, to tak indywidualne kwestie, że niemożliwością jest tu wskazanie jakiejś obowiązującej reguły. Przyjmuje się zazwyczaj, że władczość/uległość, wrażliwość/bezduszność oraz ekstrawertyzm/introwertyzm to taki rys osobowości, który pozostaje niezmienny, również gdy życie wywróci się do góry nogami, aczkolwiek można częściowo nagiąć te naturalne predyspozycje do okoliczności, wymaga to jednak ciężkiej pracy.

Chcę być inna

Zmiana charakteru to proces trudny, bolesny i przede wszystkim czasochłonny. To nie tak, że wstajesz z łóżka i mówisz sobie: od dzisiaj będę bardziej przebojowa, odważniejsza, zdyscyplinowana, asertywna. Przeciwstawianie się swojej naturze naprawdę sporo kosztuje, w dodatku ciągle trzeba osobowość trenować, by nie powróciła na stare tory. Jednorazowe ciosy mogą wywołać rewolucję, ale gdy emocje opadną, to niewykluczone, że wszystko wróci do normy – spowodowanie wypadku samochodowego niektórych nauczy ostrożności, zdrowych nawyków, serdeczności i szacunku do życia, ale reszta, po pierwszym szoku i solennej obietnicy poprawy, wróci do dawnego „ja”.

Zależy też, dlaczego chcemy się zmienić – dla siebie czy może po to, by przypodobać się otoczeniu albo przemienić się w kopię kogoś, kto imponuje? Jasne, ciekawi ludzie mogą być inspiracją, to jednak coś zupełnie innego niż ślepe naśladownictwo w nadziei, że osiągnie się dokładnie te same korzyści, których teraz tak bardzo się zazdrości.

I nie zawsze warto wyznawać zasadę „jest jak jest”, zwłaszcza gdy wady charakteru zamykają drogę do szczęścia – nie trzeba zmieniać całej osobowości, wystarczy wykorzystać swój potencjał i skupić się na pozytywnych cechach. Łatwo się usprawiedliwiać, że pech, wina rodziców, w szkole dzieci nie lubiły mnie bez żadnego powodu, drań złamał mi serce, w robocie ciągle pod górkę i tak dalej – to oczywiście miało wpływ, ale nie jest klątwą rzuconą przez złą czarownicę, od której nie można się uwolnić.

Dorosły człowiek sam decyduje o sobie, dlatego jest w stanie popracować nad kiepskim charakterem, mierząc się z tym, co dostał od życia i od Matki Natury. Przynajmniej do pewnego stopnia można kontrolować swoje zachowania, można nauczyć się nowych umiejętności i powściągania negatywnych emocji, można zrewidować swoje poglądy. Jest to znacznie trudniejsze niż za młodu, ale nie niemożliwe.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>