Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Często można usłyszeć, że ślub to tylko papierek. Jak na „zwykły papierek” trochę jednak za dużo przy nim zamieszania, no i z jakiegoś powodu wiele osób wzbrania się jak może przed jego podpisaniem. Dlaczego? Cóż, po ślubie wszystko się zmienia, i to zmienia na gorsze. Koniec z romantycznymi randkami. Seks? Hahaha! Zapomnij. Za to obowiązków na pewno ci nie zabraknie, a każdy dzień to nowe problemy. Dziwne, bo mówimy przecież o dwójce ludzi, która zapragnęła spędzić resztę życia ze sobą. Czemu więc wychodzi na gorsze? A może wcale nie wychodzi?

Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Poślubne rozczarowanie
Prawie jedna trzecia małżeństw kończy się rozwodem. I co ciekawe, najczęściej są to pary z bardzo krótkim stażem małżeńskim – poniżej 5 lat. Przyczyny są różne, ale jak by nie patrzeć, to naprawdę wysoki odsetek, zatem w stwierdzeniu, że po ślubie zmienia się na gorsze, musi być jakieś ziarenko prawdy. To o tyle zaskakujące, że ludzie dzisiaj wstępują w związki małżeńskie bardzo często po wspólnym mieszkaniu, czyli argument o „niedopasowaniu charakterów” nie powinien mieć miejsca – życie pod jednym dachem, w zasadzie tak samo
jak małżonkowie, to idealny test na dotarcie się w związku.
A jednak czasem kończy się katastrofą. Zmieniają się wzajemne relacje, dochodzą nowe obowiązki rodzinne, trzeba podjąć ważne decyzje odnośnie finansów, a czas wolny jest mniej „wolny”. Słowem, trochę inne priorytety niż dotychczas. Ślub zmienia nawet sposób mówienia o związku oraz jego postrzeganie przez otoczenie – niby to tylko słowo, „żona”
albo „mąż”, ale ma ono całkiem inny ładunek niż „partner/partnerka”. Jest poczucie nieodwołalności, zamknięcia furtek, które w nieformalnym związku zawsze istniały, nawet jeśli było wspólne mieszkanie i wspólne dziecko.
Ślub to bowiem taki kop, który popycha związek do przodu, na kolejny level – tym razem ostateczny, bo wyżej już nie ma nic. I to właśnie bywa dla wielu osób mylące – w sensie, że widzą w małżeństwie koniec, i nic więcej nie mogą albo nie muszą robić. Game over, tak jak mówią wlepki szykowane na wieczór kawalerski. Z małżeństwa znacznie trudniej się wywinąć, i zazwyczaj to sporo kosztuje. Jest też pewien rodzaj rozczarowania, bo do ślubu większość par szykuje się długimi miesiącami, napięcie rośnie z każdym tygodniem, aż w końcu nadchodzi ten wielki dzień i po nim nagle bum! Zaczyna się nowe życie, lecz jakieś takie bez większych fajerwerków, jak gdyby ślub oszukał swoim przepychem co do świetlanej przyszłości we dwoje.
Za mało albo za dużo
Świeżo upieczeni małżonkowie muszą ogarnąć masę spraw, bo od tej pory ich status jest inny niż kiedy byli singlami. Ale paradoksalnie, te urzędowe sprawy są często łatwiejsze do ogarnięcia, bo instrukcja jest dosyć czytelna – trzeba tak i tak załatwić podatki, meldunek, zmianę nazwiska, konta bankowe, rachunki, umowy, etc. A co między małżonkami? To już gorzej, tylko że to nie jest kwestia samego małżeństwa, ile mentalności, bo ślub niczego sam z siebie nie niszczy. Robi to człowiek.
Dość powszechne jest odpuszczanie sobie po ślubie, no bo małżonek zaklepany, więc nie ma co się tak starać jak na pierwszych randkach, kiedy jeszcze była niepewność. A jak dojdzie dziecko, to już w ogóle nie ma czasu na szeroko rozumiane pielęgnowanie miłości. Co gorsza, czasem nawet nie uważa się tego za niezbędne, bo nie po to braliśmy ślub że ciągle biegać za drugą połówką. I tak znika bliskość, rozmowy są głównie o sprawach domowych, brakuje takiej zwykłej radości, a do seksu coraz częściej się podchodzi jak do średnio przyjemnego obowiązku.
Albo jest wręcz przeciwnie – jedna strona stara się ponad miarę, chcąc być perfekcyjnym małżonkiem, na którego partner nigdy nie ma powodu do narzekania. Co przeważnie kończy się poważnym zaburzeniem równowagi i narastającym poczuciem frustracji, że za wszystkie te starania nie ma choćby głupiego „dziękuję”. Zmienia się na gorzej, ponieważ zamiast wzajemności jest służba jednego z małżonków, a to nie budzi szacunku.
Zakłócenia na linii
Rozczarowanie małżeństwem bardzo często wynika z tego, że rezygnujemy z siebie na rzecz drugiej osoby. Poświęcenia, starania, kompromisy – to zawsze powinno działać w obie strony, w dodatku warto wcześniej ustalić, jak w ogóle dany związek ma funkcjonować.
Zaskakująco wiele osób przed ślubem po prostu zakłada różne rzeczy i nawet nie pomyśli o tym, by je przedyskutować z przyszłym współmałżonkiem – bo oczywistym się wydaje, że on/ona myśli tak samo. Ewentualnie zgodzi się na nowe warunki bez dyskusji.
Pary są często rozczarowane rzeczywistością po ślubie, ponieważ do związku podchodziły bardziej na podstawie marzeń i wyobrażeń, a nie faktów i praktycznych ustaleń. Bo jakoś to będzie. Jakoś się ułoży. W końcu bierzemy ślub, kochamy się. Jak gdyby sama uroczystość z wymianą obrączek miała w magiczny sposób rozwiązać napotkane trudności.
Poniekąd można zrozumieć niechęć do poważnych rozmów w okresie szykowania się do ślubu, tak żeby nie zapeszyć, nie psuć atmosfery, nie stawiać partnera w kłopotliwej sytuacji.
Myślenie życzeniowe zastępuje rozmowę nawet o tak ważnych kwestiach jak to, czy chcemy mieć dzieci, ile, kiedy i jak wtedy rozłożą się małżeńskie obowiązki. Jak będziemy zarządzać finansami, gdzie zamieszkamy, jak planujemy rozwój kariery zawodowej, kto będzie sprzątał, kto gotował, do czyich rodziców pojedziemy na Wigilię. I kiedy nagle trzeba się dostosować do różnych rzeczy, które w nieformalnym związku udawało się ominąć, robi się naprawdę ciężko.
Było źle, teraz będzie gorzej
Małżeństwo wcale nie musi być więzieniem, jeśli zostało zawarte z właściwych pobudek. U kobiet dość powszechne jest jednak przekonanie, że po ślubie uda się go zmienić, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie chce dzieci? Po ślubie mu się odmieni. Nie można na nim polegać? Jako mąż pojmie wreszcie czym jest odpowiedzialność. Ma problem z alkoholem? Jako żona zmuszę go do trzeźwości. Jest po prostu naiwna wiara, że zmiana stanu cywilnego obudzi w kiepskim partnerze nieodkryte dotąd pokłady dobroci. Że autorytet żony jest na tyle poważny, by skutecznie wymóc na mężu to, co nie działało w niesformalizowanym związku.
Bo tak się składa, że o koszmarze małżeństwa najczęściej mówią pary, których związek szwankował od samego początku. Niekoniecznie to musiała być silna toksyna, raczej niedopasowanie i brak komunikacji – na pierwszych randkach można to przyćmić motylkami w brzuchu i gorącym seksem, ale z czasem okulary tracą swój optymistyczny róż. Problemy się wygłusza, ignoruje, bo też nie ma chęci rozstania, i ślub w takiej sytuacji postrzegany jest jako lekarstwo na związkowe bolączki. Tymczasem po ślubie problemy tylko się nawarstwiają, ale że nie ma woli ich naprawy, to kryzys się pogłębia.
Tak samo, kiedy ślub wynika nie tyle z potrzeby serca, co ze strachu przed samotnością. Zapał do wysiłku znika, gdy tylko uda się usidlić partnera, a ponieważ między małżonkami nie ma głębokiej i szczerej więzi, kolejne brudy wychodzą na wierzch i coraz bardziej irytują.
Brakuje podstaw, fundamentów, nie bardzo jest na czym budować, więc nic dziwnego, że zmienia się na gorzej, bo niby czemu miałoby być lepiej? Jest źle, jak ślub wynika z ultimatum: albo małżeństwo, albo się rozstajemy. Jak stoją za nim wyłącznie względy praktyczne i wyrachowanie. Presja rodziców. Cokolwiek, co nie zachęca do pracy nad sobą i związkiem z drugą osobą – bo jak ma się układać coś zawierane z musu?


Co to znaczy być ze sobą na dobre i na złe?
Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Zostaw komentarz