Główne menu

Czy romans może się przerodzić w udany związek?

W związkach czasem nie wychodzi. Miało być na zawsze, wielka miłość, która nigdy nie wygaśnie, a jednak stało się – wygasło. Zaiskrzyło za to z kimś innym. Nie planowało się tego, rzecz jasna, samo wyszło, nie wiadomo kiedy i jak. I teraz dylemat: co zrobić z nowym, głębokim i szczerym uczuciem?

Zignorować? Zdrada jest zła i niehonorowa, ale serce nie sługa, nie chce słuchać racjonalnych argumentów, wyrywa się do „tej drugiej” albo „tego drugiego”. A co jeśli to szansa na prawdziwe szczęście? No głupio tak z niego rezygnować. Tylko czy po takim początku zakończenie może być naprawdę szczęśliwe?

Stało się, no co robić

Zdrada stałego partnera, małżonka, nie jest niestety zjawiskiem rzadkim. Zwykle takie przygody zostają właśnie przygodami – romans zaczyna nudzić i męczyć albo niewierny partner dochodzi do wniosku, że ma za dużo do stracenia w razie wpadki. Bądź też kochanek/kochanka godzi się na swoją rolę „doczepki”, widząc, że nie może zmusić do ostatecznego rozwiązania, a z powodu głębokiego uczucia nie jest w stanie odejść.

Zdarza się jednak i zupełnie inny scenariusz. Osoby, które początkowo tylko ze sobą flirtowały, nie chciały się angażować w nic na boku, liczyły jedynie na przelotną znajomość z gorącym finałem w łóżku, nagle dochodzą do wniosku, że to coś więcej niż urozmaicenie nudnego życia. I chciałyby pójść krok dalej – stworzyć normalny związek. Nie chować się z telefonem w łazience, zjeść obiad w knajpie bez strachu, że wpadnie się na znajomych zdradzanego małżonka, zaprosić na wigilię z rodzicami.

romans

No bo jaki sens ma ciągnięcie fasadowego związku, ostatecznie ten romans nie wziął się z powietrza, jakaś była tego przyczyna. Po co żyć dalej z partnerem, którego przestało się kochać? Spędzać z nim wolne wieczory, wakacje i święta, jeśli tak naprawdę myślami jest się w zupełnie innym miejscu, u boku innej osoby? To oszukiwanie siebie i „legalnej” drugiej połówki, dawanie złudnej nadziei, że jeszcze da się przezwyciężyć problemy i wskrzesić stare uczucie. Oczywiście, kiedy są dzieci, sprawa się komplikuje, lecz jaką wartość ma rodzina, w której dominującą emocją jest niechęć, a czasem już czysta nienawiść? Każdy kolejny dzień w takiej atmosferze to coraz głębiej w przedsionek piekła.

Gdy romans wciąga i mocno angażuje, prędzej czy później pojawią się te pytania. Kochanek/kochanka wydaje się idealnym lekarstwem na rozpadający się związek, i to on/ona powinni być na miejscu obecnego małżonka, gdyby tylko los postawił ich wcześniej na naszej drodze. Osoba, z którą się romansuje, często wydaje się tą prawdziwą pokrewną duszą, kimś niezwykłym, wyjątkowym pod każdym względem. Więc może to odpowiedni moment na fundamentalne zmiany w swoim życiu?

Nowy początek

Romans daje często poczucie silnej i unikalnej więzi, w rzeczywistości jednak to związek budowany na bardzo kruchych fundamentach. Jak długo się utrzyma? Statystyki nie napawają optymizmem, ale kto myśli o statystykach w chwili, gdy wszystko wygląda tak pięknie? Bo pierwsze dni jako para, już oficjalnie, zazwyczaj są bajeczne. Wreszcie razem, na legalu, każda noc wspólnie, każdy posiłek przy jednym stole, można do siebie dzwonić bez obaw.

Jest super, ale… Im dłużej normalność trwa, tym więcej rozczarowania wdziera się do nowej rzeczywistości. Owszem, są pary, którym się udaje, częściej jednak takiej decyzji towarzyszy żal. Nie po to przechodziło się piekło rozstania, by znowu wpaść w bajorko przeciętności. Ba, żeby przeciętności – czasami konsekwencje romansu są bardzo, bardzo dotkliwe.

Skąd jednak ten żal, skoro nowy etap zaczyna się z osobą niemalże idealną? No właśnie, ta idealność zwykle jest strasznie wyolbrzymiona, podkoloryzowana przez specyficzne warunki romansu. Romans bowiem przebiega jeszcze intensywniej niż pierwsze randki, ponieważ odkrywanie nieznanego przeplata się z dużym zagrożeniem, jest tu sporo napięcia, lęku, niepewności, rozdzierającej tęsknoty, trzeba kłamać, kluczyć, być non stop czujnym – nawet jeśli są to głównie negatywne emocje, to na pożądanie działają jak potężny dopalacz. W takiej aurze najzwyklejsze wydarzenia urastają do rangi ekscytującej przygody. Która, rzecz jasna, bije na głowę szarą rutynę dnia powszedniego.

Romans ma zupełnie inną dynamikę niż stały, normalny związek. Inaczej spędza się czas i żyje głównie nie tym, co jest naprawdę, ile nadziejami i obietnicami. To związek, ale rozgrywa się raczej w głowach romansujących ludzi, jest mnóstwo gdybania i dopowiadania sobie tego, co wygodne i czego się pragnie, a co niekoniecznie pokrywa się z tym, jak faktycznie wyglądałaby wspólna przyszłość.

Spotkania są rzadkie, a więc staranniej się do nich dwójka romansowiczów przygotowuje. Są spontaniczne schadzki, niespodzianki, długo wyczekiwany wspólny wyjazd. Rzadziej pojawiają się banalne, codzienne problemy, a jeśli dochodzi do kłótni, następuje po niej dziki seks na zgodę, kolejne obietnice, romantyczne wyznania. I jeszcze to poczucie, że dla kochanka znaczy się więcej – to przy niej znajduję ukojenie i jestem dowartościowany, to przy nim czuję się piękna, mądra i zabawna. To tamten jest gorszy, to tamta jest wredną małpą.

Rzeczywistość kontra wyobrażenia

Kochankowie w gruncie rzeczy niezbyt dobrze się znają. Widzą tylko to, co dzieje się w romansie, a nie to, że on co rano wyklina cały świat, bo nie może znaleźć kluczyków, a ona wieczorami woli komputer niż rozmowę. Na światło dzienne wychodzą wszystkie przywary, których nie da się już wytłumaczyć „szczególną sytuacją” – ten ktoś po prostu taki jest.

Odkąd dwójki ludzi nie łączy grzeszna tajemnica, spada dawne napięcie. Nowy partner nie jest już w opozycji do porzuconego małżonka, a takie porównania były paliwem dla romansu. Co gorsza, może się nagle okazać, że te różnice są teraz niemal zerowe. I, jak się tak uczciwie zastanowić, to może tamten nieudany związek wcale nie był winą tylko głupiej żony czy głupiego męża, którego słusznie (a może jednak niesłusznie?) się opuściło.

W wyobrażeniach związek miał wciąż być emocjonujący, tyle że wreszcie wolny od sekretów i rozczarowań. Jak jest naprawdę? Cóż, przeważnie wpada się w utarte schematy. Kończą się kolacyjki przy świecach i żarliwe zaklęcia miłosne, pomysłowość w łóżku jakby mniejsza, „ważne sprawy” to teraz przepalona żarówka w salonie i brudne fugi nad wanną. Już się nie chce ukochanej osobie dogadzać na każdym kroku, gdzieś zawieruszyło się to idealne dopasowanie.

Podczas romansu tworzy się wyidealizowany wizerunek, swój i drugiej osoby. Pokusa jest tym większa, że przecież romans na boku jest czymś dość upokarzającym, zwłaszcza dla singla, który spotyka się z osobą będącą w związku – musi więc być jakaś rekompensata dla strat moralnych, tak by mieć pewność, że warto potajemne schadzki kontynuować.

Czy nie będzie powtórki?

Nie jest powiedziane, że związek, który wykluł się z romansu, na bank się rozpadnie. Niemniej statystyki mówią, iż przytłaczająca większość takich związków kończy się bardzo szybko, i to w mało sympatycznej atmosferze. Trudno się temu dziwić, skoro to związek zbudowany jednak na zdradzie i kłamstwach, a co by nie mówić, brzmi to jak kiepska prognoza na przyszłość.

Zazdrość jest zwykle większa niż w związkach, które zaczęły się normalnie. Jest więcej podejrzliwości, bo ma się w pamięci, co znaczyły „nadgodziny”, „rozmawiam z kolegą z pracy”, „muszę wrócić do roboty, bo w firmie awaria”, „wypadła mi nagle delegacja”, „zagadałam się z koleżanką”. Każda niewinna wymówka jest jak potencjalne kłamstwo, no bo podczas romansu były one na porządku dziennym.

Nie sposób uciec od myśli, że druga strona ma w sobie jednak pewną skłonność do zdrady, czy zatem można tak na sto procent jej zaufać? Skoro ze mną mógł się spotykać ukradkiem, niby czemu za drugim razem miałby mieć skrupuły? A już zwłaszcza wtedy, gdy nowy związek napotyka pierwsze trudności, pojawiają się sprzeczki, nuda, zmęczenie – kto wie, może znowu zechce się pocieszyć w cudzych ramionach, narzekając na potwora w domu, który w ogóle nie rozumie, męczy, czepia się bez powodu i nie pozwala być prawdziwym sobą? Kochanek jest przychylniejszy, kochanka bardziej wyrozumiała, więcej się w takim układzie wybacza, ostatecznie znamy to z własnego doświadczenia.

Co na to otoczenie?

Związek wynikający z romansu może dobrze rokować, ponieważ osoby, które wikłają się w romanse na boku, nie zawsze są niezadowolone ze swoich związków, czasem chodzi im wyłącznie o rozrywkę, przyjemność z doskoku. Nawet gdy szczerze przywiązują się do swoich kochanków, to jednak nie chcą rozwalać tego, co mają, z różnych praktycznych przyczyn. Więc jeśli kogoś porzucają, to raczej właśnie kochanków. Natomiast gdy zdecydują się na radykalny krok w stronę nowego związku, coś musi być na rzeczy.

Często się nie udaje, bo poważny związek opiera się na innych zasadach, a poza tym, romans nie rozgrywa się w próżni. Romans dotyka także inne osoby – dzieci, rodzinę, znajomych, którzy zwykle muszą opowiedzieć się po czyjejś stronie. Rozstania i rozwody nie są rzadkością, to jednak zupełnie inna sytuacja, gdy para się rozchodzi i po pewnym czasie poznaje się kogoś nowego. Gdy w grę wchodzi zdrada, otoczeniu ciężko to przełknąć.

Najgorzej, gdy romans rozbił rodzinę, na czym ucierpiały dzieci. Nowa partnerka u boku zazwyczaj już zawsze jest osobą z łatką „złodziejki męża”, kolejny partner to facet, który „wygonił tatusia”. Jest problem, by ich zaakceptować, a tym bardziej by ich polubić, nawet jeśli są całkiem porządnymi ludźmi. Po prostu sposób, w jaki dostali się do danego grona, budzi poważne wątpliwości i zbyt jednoznacznie kojarzy się z krzywdą porzuconej bliskiej osoby. Stosunki towarzyskie i rodzinne relacje mocno się komplikują, nie wiadomo kogo zapraszać na ważne uroczystości, jak rozmawiać, jak się zachować. Dodając do tego jeszcze kwestie związane z opieką nad dziećmi z poprzednich związków i wciąż istniejące zależności finansowe – to może być za duży ciężar, by uczucie zdołało przetrwać.

Skąd w ogóle wziął się ten romans?

Związki nie rozpadają się bez powodu, ale gdy wdajesz się w romans, słyszysz tylko wersję tej „pokrzywdzonej” strony. Dlatego tak łatwo uwierzyć w jędzowate żony i prymitywnych, bezjajecznych mężów, opowieści o odrzuceniu i o tym, jak bardzo ktoś się starał, ale ta druga strona nie wykazywała najmniejszej chęci do współpracy.

Ale co tak naprawdę skłoniło do tego, by wejść na randkową aplikację, by odpowiedzieć na zalotny uśmiech i czarujący komplement, pociągnąć niewinny flirt, tak że przerodził się w coś poważniejszego? Dla kochanka często traci się głowę, ponieważ wnosi on do życia powiew świeżości, pozwala poczuć się tak, jak podczas pierwszych randek z aktualnym partnerem. A tęsknota za silnymi emocjami zaburza trzeźwe myślenie, zaś sam romans wydaje się doskonałym remedium na bieżące bolączki, choć w rzeczywistości problem często leży zupełnie gdzie indziej.

Romans obiecuje lepszy związek, bo w ogóle się nie bierze pod uwagę, że emocje towarzyszące tajnym schadzkom kiedyś też się skończą, tak jak wcześniej dobiegł końca etap romantycznych randek z mężem/żoną. Człowiek chce spróbować raz jeszcze, może tym razem wyjdzie, ale jak ma wyjść, skoro główną przeszkodą są własne nierealne oczekiwania. Romanse są skazane na porażkę, jeśli wcześniej nie przepracowało się tego nieudanego związku – dlaczego się rozpadł, co w nim nie zagrało i jaki w tej katastrofie był udział własny, bo jakiś na pewno był. Bez tej refleksji wejdzie się w nowy związek, ale tak naprawdę w stary, tyle że z nowymi aktorami – jest kwestią czasu, kiedy znowu zacznie się sypać.

    3 komentarze

  • Panna bezsensowna

    Nie może się udać, nigdy się nie udaje. Każdy wybierze bezpieczne znane i stabilne życie, czy szczęśliwe? Cóż, w romanse wdają się ludzie nieszczęśliwi, albo znudzeni, ale jeśli ktoś nie chce nic zmienić w swoim dotychczasowym życiu to nic nie zmieni. Dlaczego ma zostawiac coś co jakoś tam funkcjonuje, teoretycznie nie daje szczęścia, ale skoro współmałżonek się nie stara, to po co ja mam się starać, a że nawinie się ktoś naiwny dlaczego by nie skorzystać? Pobawię się, zaznam emocji, a potem wrócę jak gdyby nigdy nic do swojego „nudnego i nieszczęśliwego” życia. Tak się zachowują tchórze i egoiści, szkoda że to wychodzi dopiero po czasie…
    Najgorzej jest być samym ze sobą, ze świadomością że się zawaliło i do niczego nie nadaje.

  • Dorota

    Usłyszalam niedawno coś takiego, że mamy taką tendencję jako ludzie do myślenia w sposób: jeśli teraz jest tak, to tak będzie zawsze. Jeśli on teraz za mną biega i kocha, to będzie zawsze. Jeśli teraz nie chce na mnie spojrzeć, to już nigdy. W obu przypadkach – niekoniecznie. To, co jest teraz, to jest teraz. I naszą rolą jest sprawić, by trwało. Nie ma gwarancji. A romanse… cóż, tak jak piszesz, często fundament jest bardzo kiepski. W dodatku dochodzi porównanie do malżeństwa, w którym zazwyczaj wtedy źle się dzieje. I nikt już nie pamięta, że te motylki w brzuchu z kochankiem były tak samo wtedy, gdy zaczynało się spotykać ze swoją żoną/mężem.

  • Małgorzata

    Ja dla odmiany mam zupełnie inne – bardzo dobre – doświadczenie. Prawie 10 lat tkwiłam w związku z facetem, który psychicznie doprowadzał mnie do ruiny, pod koniec już byłam naprawdę zmęczona tym „związkiem”. I nagle, nieoczekiwanie pojawił się ON :). Niepozorny, kontakt również początkowo był stricte przyjacielski, ale dostrzegłam coś, czego wówczas ani razu nie widziałam w tamtym. Tak więc pewnego dnia od kawy w kawiarni dotarliśmy do ostatniej bazy 🙂 (tak, szok – wszystkie etapy po 1szej „randce”). I tak spotykaliśmy się 2-3 miesiące. Ja pomimo tego, że obecnego wówczas partnera nie kochałam, wręcz nabrałam dystansu nie potrafiłam się rozstać, gdyż przy każdej próbie rozmowy zawsze unosił się gniewem, nie chciał mnie słuchać i uciekał od tematu. Finalnie zostawiłam go, gdy osiągnęłam apogeum. Nie liczyłam, że z jednego związku od razu wpadnę w drugi, ale… stało się :). Jest fantastycznie, od 5 lat ze sobą dzień w dzień (mieszamy ze sobą od początku). Wiadomo- bywają kłótnie, początek też był zakręcony ale jestem pewna, że to facet na całe życie. Także nie zawsze związek, w którym fundamentem był romans kończy się tragedią. Ile ludzi, tyle historii :).

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>