Czy skinny shaming to realny problem?
Nie wypada szydzić z grubych osób. W zasadzie już sam przymiotnik „gruba” brzmi obraźliwie, niesie w sobie bardzo negatywny ładunek, dlatego w publicznym dyskursie często szuka się dla niego łagodniejszych zamienników żeby nie stygmatyzować. Oczywiście, wyzywanie od „spasionych świń” magicznie nie zniknęło, mamy jednak świadomość tego, że fat shaming jako zjawisko istnieje, boli, wpędza w jeszcze większe kompleksy.
A co kiedy ktoś „przesadzi” w drugą stronę? Skomplikowany temat, wszak „nie da się być zbyt bogatym i zbyt szczupłym”. Na czym więc miałby polegać skinny shaming? Co złego jest w stwierdzeniu „ale ona chuda!”, skoro niemal każdy marzy o jak najniższej masie ciała?
Jak brać na serio skargi ludzi, których zmartwieniem jest szczupła sylwetka?

Wyglądasz jak wieszak
Z grubymi sprawa jest prosta. Widzisz, że koleżanka z nadwagą je na kolację pączka, i myślisz: przy jej sylwetce powinna raczej sięgnąć po skyr. Zazwyczaj jednak te myśli zachowujemy dla siebie, bo to niegrzeczne komentować cudzy wygląd, a już na pewno nie w formie agresywnego ataku. Co jednak ciekawe, przy bardzo szczupłych osobach ta zasada nie zawsze obowiązuje. „Zjedz coś, sama skóra i kości!”. „Wyglądasz jak kościotrup, można ci żebra policzyć”. „Powinnaś troszeczkę przytyć, chłop nie pies, na kości nie poleci”. I cała masa innych.
Bardzo szczupłych kobiet krytyka ciała wcale nie omija – też są zawstydzane, upokarzane, wyśmiewane z powodu swojej sylwetki. Że deski. Heroin chic. Pewnie jeszcze anoreksja do kompletu. Ale agresja słowna w tę stronę bywa zwykle usprawiedliwiana, bo jak możesz zranić kogoś „wygraną na loterii”? Może i jest za szczupła, lecz właśnie – za SZCZUPŁA. To całkiem inny kaliber problemu niż 20 kilo ponad normę. „Musisz przytyć” nie ma takiego samego ciężaru co „powinnaś schudnąć”.
I jasne, niektóre teksty są bardzo nieprzyjemne. Rzadko kiedy jednak chudą osobę spotyka taka nagonka co osobę grubą. Bo skala agresji w tym drugim przypadku jest przepotężna, i nie ogranicza się wyłącznie do tego, że wyglądasz jak locha albo kaszalot. Za tym idzie cała narracja o osobie – że leniwa, bez charakteru, bez samokontroli, zapuszczona, więc zasługuje na całe szambo, jakie się na jej tłusty łeb wylewa. Żadnej taryfy ulgowej, również na
poziomie „systemowym” – grubsi są gorzej traktowani w placówkach medycznych, bo każdy ich zdrowotny problem sprowadzany jest do wagi, mają trudniej na rynku pracy, w wielu sklepach nie znajdą dla siebie ubrań, podróż samolotem łatwo może się zamienić w koszmar.
Bardzo szczupłe osoby, mimo złośliwych przytyków, nie są „karane” w codziennym życiu za swoją wagę. Oczywiście, nikt nikogo nie zmusza do bycia grubym, ale chodzi właśnie o zasięg – chudzi nie są obarczeni tym stygmatem, który się wiąże z nadwagą. Nikt nie będzie ściągał brwi w dezaprobacie kiedy zamówią deser w restauracji. Nikt nie powie że „chudzi nie powinni istnieć”. I wciąż będzie całkiem spora grupa zazdroszcząca tej rzekomo zbyt
szczupłej sylwetki, podczas gdy 150 kg nie będzie zazdrościł nikt.
Żalisz się czy chwalisz?
Skinny shaming nie odbija się tak szerokim echem jak fatfobia właśnie przez to, że publiczności zwykle ciężko się z tym dramatem utożsamić. Każdy wie, że grubi mają przechlapane, a w krytyce otyłości nie ma wcale żadnej troski.
A chudzi?
No przecież gdyby faktycznie chcieli przytyć, to co im stoi na drodze? I ciągle żyją w społeczeństwie, które nagradza szczupłą sylwetkę, dlatego ich problemem często nie jest sama waga, co odchylenia od idealnej figury, np. zbyt kościste ramiona, płaskie pośladki, mikroskopijny biust. Bo szczupłość nadal jest bardzo pożądana, ale ma też być odpowiednio estetyczna, a nie że tylko ważysz mało.
Więc może i chuda osoba nie słyszy codziennie, że kaszaloty należy ubijać i co słychać na rynku loch, ale nie chodzi przecież o to, by się licytować, kogo społeczeństwo bardziej gnoi.
Dlatego to tutaj zaczyna się cała walka – czy wolno w ogóle się poskarżyć na hejt należąc do grupy objętej tzw. thin privilege? Bo nawet osoby uważane za zbyt chude wciąż otrzymują znacznie więcej atencji niż ich grube koleżanki, nie są tak lekceważone, nie są w takim stopniu dehumanizowane, i bez przesady, „zjedz hamburgera” nie jest nawet w połowie tak przykre jak „ulana świnia”.
Rzecz w tym, że na hamburgerach wcale się nie kończy. A „gdzie twoje cycki?” też potrafi wpędzić kogoś w potężne kompleksy i nienawiść do własnego ciała. Z jednej strony chudzi rzeczywiście mają łatwiej, ale z drugiej, właśnie przez większe przyzwolenie na szydzenie z niedowagi, częściej mogą słyszeć „żarciki” o byciu kościotrupem, wszak to nic takiego. Jesteś taka szczupła, więc nic ci nie będzie. Wprawdzie nikt nie zechce się obściskiwać z takim patykiem, ale to nic takiego, my tylko lubimy się troszkę pośmiać. Jak gdyby niska waga budowała turbo odporność na wredne zaczepki.
Nie jesteś prawdziwą kobietą
Wysłuchiwanie komentarzy odnośnie „niepokojąco niskiej wagi”, liczne porady typu „powinnaś coś zjeść”, fałszywe komplementy, udawana troska sprawiają, że bardzo szczupłe osoby stresują się swoim wyglądem nie mniej niż ich pulchniejsze koleżanki. Czują się jak pod ostrzałem, wiecznie na cenzurowanym, bo krytyka bywa czasem naprawdę ciężkiego kalibru, jak podejrzenia o zażywanie narkotyków, celowe głodzenie się, zaburzenia odżywiania i tym podobne. Po prostu musi się coś ciemnego kryć za tym, że dziewczyna waży raptem 45 kilo. I nie omieszkamy, jako otoczenie, wyrazić tych obaw na głos.
Traktowanie szczupłości przez naszą kulturę jako czegoś „moralnie lepszego”, bardziej pożądanego, zdrowszego, gwarantującego sukcesy w pracy i życiu prywatnym doprowadziło do lekkiej patologii – skinny shamingu nie traktujemy, tak ogólnie, jako formy przemocy na równi z fat shamingiem, a wręcz dla części jest to uzasadniony odwet za bezlitosne gnębienie grubszej części populacji.
Co widać, niestety, w różnych społecznościach, również tych skupiających się na walce z fat shamingiem – czyli grupach, które doskonale wiedzą, jak to jest być obiektem drwin. Główną obelgą stały się slogany typu „prawdziwe kobiety mają krągłości”, wprost wykluczające i odzierające z kobiecości osoby o bardzo szczupłej sylwetce. Często w wersji mało
kulturalnej, nasyconej agresją, jak gdyby te chude przeciwniczki coś odbierały swoją obecnością. Stały na przeszkodzie do akceptacji ciał plus-size.
Problematyczne stały się nawet wyznania szczupłych kobiet, że one lubią swoje sylwetki i bałyby się przytyć. Albo kiedy opowiadają o dyscyplinie, jakiej wymaga utrzymanie tak niskiej wagi. Czy że też by chciały jeść wszystko co lubią, ale wiedzą jakie będą tego skutki. I nawet kiedy w ich wypowiedziach nie ma ani grama krytyki osób z nadwagą, jest tylko opis własnego doświadczenia, osobistych zmagań, codziennych wyzwań związanych z wyglądem, często spada na nie deszcz pomyj za „promowanie anoreksji”. Mnóstwo uszczypliwych uwag, jak to mężczyźni wolą seksowne krągłości zamiast heblowania deski.
Masz dobrze, więc nie narzekaj
Niewiele jest zrozumienia dla chudych, co poniekąd nie dziwi – jeśli ktoś każdego dnia słyszy, że jest wielorybem, to w osobie, która nosi rozmiar 30, może upatrywać wroga.
Rywalizacja między kobietami wchodzi wtedy w bardzo nieprzyjemną fazę: dostajemy upust frustracji, czuć zazdrość, czuć potrzebę dojechania kogoś za to, że nie doświadcza społecznej nienawiści za swój wygląd.
A dowcip polega na tym, że właśnie doświadcza. Mniejszej, łagodniejszej – to bez znaczenia.
Mechanizm skinny shamingu jest w gruncie rzeczy identyczny: to obrażanie za wygląd. Tu nie ma komplementów – szczupłe ciało tak samo poddawane jest brutalnej ocenie. I tak jak grubi stają się śmierdzącymi leniami, tak chudym przypisuje się choroby psychiczne, wywoływanie wymiotów, używki, różne podejrzane praktyki. Traktuje się ich prawie jak dzieci, bo są „takie maleńkie”.
Na poziomie emocjonalnym skinny shaming rani dokładnie tak samo. Może wzbudzić wstręt do własnego ciała, poczucie odrzucenia, kwestionowanie swojej atrakcyjności. Nie jest to komfortowe i może wpłynąć na zdrowie psychiczne, bo nawet jeśli uwaga jest podszyta zazdrością, to niesie jednak komunikat, że z chudym ciałem jest coś nie tak, co wiele osób
weźmie mocno do siebie. I co gorsza, wszelkie skargi są kwitowane często „nie przesadzaj, też chciałabym mieć takie problemy”, co pogłębia samotność i wbija w poczucie winy. Bo prawda, żyjemy w świecie, który nienawidzi nadwagi jak mało czego, ale wystarczy zrzucić o kilogram za dużo, a ten sam świat będzie wyśmiewał zbyt niskie BMI.
O autorze Edyta
Liczba wpisów : 632Poskromiona złośnica. Zafascynowana losami kobiet na przestrzeni wieków. Nie wyobrażam sobie życia bez książek, przyjaciół, zimy i owoców. Zjadam pączki bez wyrzutów sumienia. Numerologiczna szóstka, którą matematycy nazywają liczbą doskonałą.


Czy naprawdę można przytyć od siedzenia? Kompletny poradnik dla kobiet 30+
Domowe rytuały na włosy dla kobiet 30+
Czy można ujędrnić skórę twarzy domowymi sposobami?
Jak dobrać odżywkę do włosów po 30? Przewodnik dla kobiet, które chcą mądrze dbać o swoje włosy
Dlaczego kobiety muszą mieć długie włosy?
30+ to czas na retinol? Sprawdź, zanim sięgniesz po serum
Czy po 30 potrzebujesz korektora do twarzy? I czemu kosmetyk ten tak bardzo zmienia Twój wygląd na plus?
Jak działa balsam brązujący i czy warto go stosować?
Dlaczego kobiece owłosienie na ciele budzi takie kontrowersje?
Trendy stylizacji paznokci. Co będzie modne latem 2025?
Blefaroplastyka, plastyka powiek – to powinnaś wiedzieć
Kiedy stosować kwas salicylowy?
Drugi podbródek nie zawsze od wagi. Dlaczego masz drugi podbródek?
Tropokolagen – co to właściwie jest i jak może ci pomóc w zachowaniu urody?
Siwe włosy po 30
Zostaw komentarz