Czy starsze dzieci powinny zajmować się młodszym rodzeństwem?
Czasem naprawdę fajnie być najstarszym dzieckiem. Jako ten pierwszy masz bowiem przez pewien czas absolutnie całą miłość i uwagę rodziców – wyłącznie dla siebie. A później co prawda musisz się dzielić, ale wciąż – starszy rządzi, starszy silniejszy, wie więcej i więcej może, dlatego młodsze rodzeństwo często jeszcze bardziej podbija jego „dorosłość”. Jego „ważność”, bo w wielu sprawach to właśnie on będzie autorytetem.
Ale są i te mniej przyjemne aspekty starszeństwa. Bo kiedy jest spór, to ustąp, jesteś przecież mądrzejszy. Pojawił się problem? To twoja wina, powinieneś wykazać się większym rozumem. No i jako najstarszy jesteś zwykle naturalnym zastępcą dla rodziców, co daje pewną władzę, ale i dodatkowe obowiązki. A konkretnie mówiąc – obowiązek opiekowania się resztą rodzeństwa, co jest tematem, który zawsze prowokuje do gorącej dyskusji.

Zostań z siostrzyczką, zaopiekuj się braciszkiem
Chyba każdy, kto ma młodsze rodzeństwo, robił w dzieciństwie za opiekuna, bo ktoś musiał popilnować wózka pod sklepem, odebrać brzdąca z przedszkola kiedy mama nie mogła, pomóc w odrabianiu lekcji, odgrzać młodemu obiad albo posiedzieć z nim, kiedy rodzice wychodzą z domu. Nie brzmi jak dramat, a czasem wręcz daje dziką satysfakcję, bo przez
dwie godziny można się poczuć „panem domu”. Ale nawet jeśli nie miało się wrodzonego instynktu do niańczenia młodszych, nie musiała to od razu być katorga – no tak było, i tyle, pokoju też nikt sprzątać nie lubił.
Dlatego to raczej nie jest powszechna trauma, którą trzeba leczyć na kozetce u psychoterapeuty. Zwłaszcza że opieka nad młodszym rodzeństwem ma swoje zalety – uczy odpowiedzialności i komunikacji, pomaga dojrzeć, rozwija empatię, wzmacnia cierpliwość, i daje poczucie bycia kimś bardzo ważnym dla rodziców, kimś potrzebnym w rodzinie. I jasne,
nie zawsze idzie gładko jak po maśle, lecz te wyzwania to także cenna nauka życia, a jeśli opieka odbywa się w zdrowej atmosferze, to rodzeństwo może jeszcze bardziej zbliżyć się do siebie. Zresztą, kiedy rodzeństwo ma najlepszy ubaw? No zwykle wtedy, gdy rodziców nie ma w domu.
Problemy zaczynają się w momencie, gdy to przestaje być już tylko sporadyczne zajęcie się bąblem – starszy brak albo siostra zostaje opiekunem prawie że na pełen etat. To regularny, poważny obowiązek, a nie „wychodzimy dzisiaj do kina, zerknij proszę przez te dwie godzinki na Stasia”. Ale na bazie jakich kryteriów ustalić, czy to jeszcze zwykła rodzinna
przysługa, a kiedy można mówić o pełnoprawnym wyzysku? Bo kiedy zaczyna się ten temat, to w komentarzach rozpętuje się prawdziwa burza – normalna rzecz vs. trauma dla dziecka.
Zamach na wolność
Bycie najstarszym potomkiem w wielu domach tworzy taki podwójny status – wciąż jesteś dzieckiem, które musi słuchać rodziców, i zarazem jesteś już wystarczająco duży by przejąć dorosłe obowiązki. Co czasem dla rodziców jest niezwykle wygodnym rozwiązaniem, bo zamiast płacić opiekunce, prosić rodziców albo teściów, wyręczasz się własnym dzieckiem, które nie bardzo ma jak odmówić. Prawda, rodzice czasem dadzą parę groszy za pomoc, zamówią ulubioną pizzę, pozwolą dłużej pograć w grę, więc chociaż mamy jakąś wymierną korzyść.
Problemem często jednak nie jest wcale brak finansowej gratyfikacji – jest nim właśnie postawienie starszego dziecka przed faktem dokonanym. Po prostu masz się zająć rodzeństwem i zero dyskusji. Nie ma „czy chcesz”, „czy możesz”. Masz być „dorosłą”, lecz z mocno ograniczonymi uprawnieniami, bez prawa do sprzeciwu. I pewnie, jeden wieczór w
miesiącu to nie tragedia, ale co jeśli takiej pomocy rodzic oczekuje codziennie, przez kilka godzin? Albo przez całe wakacje, kiedy wszyscy bawią się na boisku, a ty musisz siedzieć w piaskownicy. Oczywiście, można powiedzieć, że jak ciężkie czasy dla rodziny nastały, powinniśmy solidarnie się wspierać, tylko czy dzieci powinny być odpowiedzią na trudności dorosłych? I to w trybie ciągłym? No wielu ma wątpliwości.
I właśnie ci, których dzieciństwo w dużej mierze upłynęło na odgrywaniu roli „rodzica zastępczego” mają najgorsze wspomnienia. Nie widzieli w tym dobrego uczynku, tylko czuli, że rodzice się nimi wyręczają po prostu z wygody, niechęci do obowiązków, braku dojrzałości. W dodatku nie okazując prawie żadnej wdzięczności. Co często skutecznie zniechęciło ich do posiadania własnego potomstwa, ponieważ w ich pamięci rodzina to brak
czasu na koleżanki, zabawę, naukę, oglądanie ulubionego serialu, za to dużo stresu i zmęczenia. Albo inaczej – rola opiekunki weszła w krew na tyle mocno, że taka osoba wszystkim próbuje matkować, zawsze stawia potrzeby innych ponad swoje, nie widzi jak bywa wykorzystywana.
Kto jest w tym domu dorosły?
W opiece nad młodszym rodzeństwem bardzo liczy się skala. Bo jak od czasu do czasu odciążysz rodziców w rozsądnym zakresie, to nawet może wyjść na zdrowie, tyle że w wielu domach ta odpowiedzialność jest po prostu zbyt przytłaczająca i nieadekwatna do wieku. I kończy się tym, że starszy brat czy siostra nie zdążyli posmakować prawdziwego dzieciństwa,
bo zamiast zabawy mieli na głowie pieluchy, organizowanie jedzenia, pilnowanie szkrabów co by nie puściły bloku z dymem, nie wydłubały sobie oka widelcem, nie wypadły przez okno, nie wkładały palców do kontaktu, nie zjadły pierścionka.
Odebranie tej beztroski zwykle ma swoje konsekwencje w dorosłości, a nierzadko idzie też za tym głęboki żal do nieobecnych rodziców plus niechęć do młodszych członków rodziny. I są to uczucia w pełni zrozumiałe – ten młodszy ma zrobić porządek na biurku, odrobić pracę domową, włożyć talerz do zmywarki, wynieść śmieci i po tym luz, może się bawić, wyjść na podwórko, zająć własnymi sprawami. Ten starszy już swobody nie ma, bo musi pozostać „na
czuwaniu”, jego czas wolny wcale taki wolny nie jest – trzeba doglądać, reagować, uważać, tłumaczyć, pomagać, egzekwować polecenia mamy.
Co średnio służy budowaniu bliskości – to raczej osłabia więzi, bo gdyby nie ten purchlak, miałabym luz, poszłabym na imprezę, na basen, do kina, poczytałabym książkę w spokoju, obejrzałabym swój film, a nie durne bajki. I niestety, czasem to rozgoryczenie znajduje ujście w agresywnym wyżywaniu się na młodszym rodzeństwie, w bójkach, w wymuszaniu autorytetu niepedagogicznymi metodami.
A wielu rodziców nie ułatwia sprawy, budując rodzinne relacje tak, że w starszych dzieciach rodzi to poczucie straszliwej niesprawiedliwości. Bo nie dość, że dostajesz obciążenia w postaci brata/siostry, to jeszcze słyszysz, że masz ustępować i „nie obchodzi mnie kto zaczął”.
Więc ostatecznie robisz więcej, poświęcasz się, nie masz czasu na własne hobby, znajomych, przyjemności, a w nagrodę zostajesz tym złym. Więc w końcu w głowie rodzi się „mam dosyć tego śmierdzącego gnoja”.
Możesz, ale nie musisz
Wiele dorosłych przyznaje, że w zajmowaniu się młodszym rodzeństwem najmocniej bolało to, jak bardzo rodzic nie liczył się z ich zdaniem. Natomiast tam, gdzie rodzic pytał, konsultował się ze swoim „zastępcą”, dziękował za pomoc sytuacja zwykle wyglądała całkiem inaczej – dziecko wciąż czuło, że rodzic jest nad nim, ale dopuszczone do ustaleń
odnośnie zakresu opiekuńczych obowiązków dostawało po prostu +100 do dobrego samopoczucia.
Traktowanie starszego dziecka bardziej po partnersku daje mu prawo do odmowy, a to kompletnie inna bajka, gdy robisz coś nie z musu, tylko po wyrażeniu zgody na propozycję rodzica. Po drugie, w atmosferze współpracy, a nie nakazu, jest większa szansa na to, że rodzic maksymalnie ułatwi życie nieletniemu opiekunowi (np. szykując jedzenie) oraz jasno określi, czego oczekuje – dorośli często zakładają, że dziecko „samo się domyśli” jak gdyby
było w pełni rozwiniętym, dojrzałym człowiekiem, po czym mają pretensje, że „połóż ją spać o 20:00” dziecko zrozumiało dosłownie, jako pójście spać o 20:00, a nie pakiet z myciem zębów, świeżą piżamką, przeczytaniem książeczki, spakowaniem tornistra na jutro.
Lecz nawet to nie przygotowuje dziecka na sytuacje nieprzewidziane, w jakich zdarza się wpaść w panikę nawet dorosłym – czyli na przykład, co jeśli maluch się zakrztusi jedzeniem, rozetnie kolano na rozbitym szkle, oparzy gorącym piciem, ugryzie go pies. Bo oczywiście można sobie mówić, że moje dziecko takie mądre, takie odpowiedzialne i bardzo dojrzałe na swój wiek, lecz to jest ciągle dziecko. A spoglądanie na młodszego brata bawiącego się klockami, gdy mama w kuchni obok kroi mięso na kotlety, to całkiem inny kaliber niż wielogodzinna opieka bez żadnego dorosłego w pobliżu.


Czy zarabianie pieniędzy zwalnia z obowiązków domowych?
Czy rodzice powinni się interesować życiem dorosłego dziecka?
Czy z rodziną trzeba się dogadywać za wszelką cenę?
Kim jest almond mom?
Zazdrosna siostra – tak nie da się żyć
Zadbaj o bezpieczeństwo dziecka. Naucz je mówić NIE
Czy ambicje rodziców są zawsze złe dla dzieci?
Wakacje bez dzieci? Tak, to coraz częstszy scenariusz
Czy rodzic może być ważniejszy od małżonka?
5 niezawodnych sposobów, żeby żywa choinka dłużej stała
„Magiczne drzewo. Zaginiona para” – pewnik pod choinkę na ostatnią chwilę
Na wigilii u rodziców czy teściów?
Co pod choinkę dla kobiety po 30?
Dlaczego tak wiele osób chce uciec gdzieś na święta?
Dlaczego dzieci kochają parki rozrywki?
Zostaw komentarz