Czy warto udawać niedostępną?
Kobiecie nie wypada od razu powiedzieć „tak” i rzucić się wybrankowi w ramiona „za darmo”. Kobieta musi mieć swoją cenę, być warta starań, być trudna do zdobycia, a nie że każdy bierze sobie co chce. Bo łatwej dziewczyny nikt nie szanuje, dlatego trzeba dbać o wysokie standardy. Tylko czy rzeczywiście zgrywanie niedostępnej ma z tymi standardami cokolwiek wspólnego?
Zdania są podzielone. Dla jednych to najlepsza metoda, dla drugich przepis na katastrofę, bo co to za związek, w którym trzeba się za kimś uganiać miesiącami? Czy rzeczywiście im bardziej wymagające polowanie, tym wyższa wartość zdobyczy? Niby w świecie zwierząt tak właśnie to działa, tylko czy u ludzi taki mechanizm też w każdym przypadku się sprawdza?

Nie, nie, i jeszcze raz nie
Reguła dostępności mówi, że im trudniej o jakąś rzecz, tym bardziej jej pożądamy. A zakazany owoc smakuje najlepiej. Tu duże uproszczenie, ale w realnym życiu często się do tego stosujemy, i właśnie dostępność dla potencjalnego partnera jest jednym z objawów.
Inaczej mówiąc, kobieta, która odmawia, wzmacnia swoją atrakcyjność, podsyca zainteresowanie, pokazuje, jak bardzo jest cenna i ogólnie, „nie dla psa kiełbasa”.
To myślenie jest tak głęboko zakorzenione w naszej kulturze, że kobiety często udają niedostępne nie dlatego, że uwielbiają manipulować mężczyznami – powodem są kary za otwartość i nazbyt ochocze folgowanie seksualnym zachciankom, plus łatka „puszczalskiej”, którą każdy może mieć na skinienie palcem. Normy kulturowe mogły się zmienić, ale odzew społeczny nie zostawia złudzeń – głosów krytyki i potępienia za „łatwość” jest znacznie
więcej niż głosów zachęty, a hasełka o kluczykach, zamkach i kłódeczkach są powtarzane we wszystkich pokoleniach.
System po prostu uczy, że warto kontrolować, kto i w jakim celu kręci się wokół kobiety. Grać „na niedobór”, zostawiać adoratora w niepewności, prowokować go do tego, by chciał bardziej i więcej, niezależnie od ceny. Stąd dziesiątki testów i teścików, próby ognia i wody, dystans przemieszany z odrobiną flirtu, żeby jeszcze mocniej namieszać w głowie. Brak jednoznacznych odpowiedzi i deklaracji, brak wyjścia z inicjatywą – jest głównie łaskawe przyjmowanie atencji. Wszystko żeby w porę odfiltrować byle kogo.
Tylko mężczyzna goni
Kobieta na pozór niedostępna świadomie zarządza bliskością i emocjami. Jest miła i zarazem chłodna, tak żeby zalotnik nie wyobrażał sobie za wiele. Może trzepotać rzęsami, chichotać z żartów i dawać vibe uległej, ale wystarczy jeden zbyt śmiały gest, żeby wstała z lodową godnością i zakończyła spotkanie. Wie przy tym, jak umiejętnie dawkować fizyczny kontakt do podtrzymania napięcia, bo nie chodzi jej przecież o definitywny koniec znajomości, tylko żeby doprowadzić mężczyznę do szału.
I często postępuje tak nie z autentycznej potrzeby, co z musu, bo tradycyjna narracja jest jasna: mężczyzna to aktywny zdobywca, a kobieta to strażniczka „ogródka”, „twierdzy”, „bramy”, „wianka”, czy jaki tam eufemizm działa w powszechnym obiegu. Obyczaj nakazuje, żeby chłop się postarał, co na sztandarach ma nawet nowoczesna popkultura – w komediach romantycznych bohater często musi się zdobyć na coś epickiego dla ukochanej, i mimo masy toksycznych zachowań cechuje go właśnie wytrwałość w uwodzeniu. Bohaterki, dla których nikt się nie wysila, są zwykle postrzegane jako „bez klasy”, „zdesperowane”, „łatwe”, „nie na żonę”.
To uczy, że warto grać niedostępną, bo z dwojga złego lepiej usłyszeć „cnotka” czy „niedotykalska” niż „miało ją całe osiedle”. Kobiety często mają właśnie to przekonanie, że zbyt szybka, zbyt entuzjastyczna zgoda coś im odbierze, i to bezpowrotnie – że utracą męski szacunek i będą już „napoczęte”, „zdobyte”, „zaliczone”, jak gdyby już niczym innym, nigdy, nie mogły zdobyć szczerego uznania.
Strategia bezpieczeństwa
Ale są także kobiety, które zwyczajnie to lubią, ponieważ w ten sposób mogą podbudować samoocenę, wszak jeśli on tyle za mną biega, to najwyraźniej jestem wiele warta. Czy komuś nieatrakcyjnemu poświęciłby tyle czasu? No właśnie. Jedynie desperatki, które nie mają innych opcji i boją się samotności, od razu mówią „tak”. A mało co jest przyjemniejsze od bycia zdobywaną przez wytrwałego mężczyznę.
Mężczyznę, który się nie poddaje po pierwszej porażce. Którego stać na wysiłek, pomysły, romantyzm, prezenty.
Wytrwałość w uwodzeniu ma jeszcze jedną zaletę – faktycznie da się odsiać przynajmniej część poszukiwaczy przygód. Tych, którym chodzi wyłącznie o szybki seks bez zobowiązań – jak się znudzą już po pierwszej odmowie, to raczej nie poczuli „gromu z jasnego nieba”. Naciskają głównie ci, którym autentycznie zależy.
Lekkie odepchnięcie działa jak zapora bezpieczeństwa, z której często korzystają kobiety po ciężkich przejściach. Chcą bliskości, ale i się jej boją, dlatego przeprowadzają surową selekcję, a powtarzane wielokrotnie „nie” wydaje się być skuteczne – zniechęca, kogo miało zniechęcić, i zostają tylko mocno zaangażowani, dobrze rokujący na przyszłość.
No to do widzenia
Pech w tym, że „zasada niedoboru” średnio działa w relacjach romantycznych. Jasne, może wywołać krótkotrwały wzrost pożądania, wjechać na ambicję, zadziałać jak turbo dopalacz.
Kobieta odmawiająca wysyła komunikat, że nie rzuca się na pierwszego lepszego, i nie zadowoli się byle komplementem czy zaproszeniem na kawę. Jest „towarem premium”. Ale gdy niedostępność jest grzana zbyt długo i nieumiejętnie, w głowie mężczyzny zaczyna kiełkować coraz więcej wątpliwości, aż w końcu dochodzi on do wniosku, że to bez sensu, ona nie jest zainteresowana.
Łatwo po prostu przesadzić, i przejść od „jestem otwarta, lecz nie tak hop siup” do zamku zamkniętego na cztery spusty, z fosą, smokami i kupką kości po wcześniejszych śmiałkach.
Niepewność się sprawdza w aptekarskich dawkach, a kiedy jest jej za dużo, wywołuje przede wszystkim frustrację, a nie przyjemny dreszczyk emocji. Długoterminowo udawana niedostępność często staje się toksyczna, tworząc dziwną zależność i kierując dynamikę pary w problematyczne rejony, dlatego w wielu przypadkach wcale nie przyciąga tych najlepszych kandydatów.
Bo ich przeciągana gra w „postaraj się bardziej” irytuje zamiast pobudzać. Chcą wyzwania, ale nie takiego, w którym muszą dzień w dzień płaszczyć się przed swoją panią, żeby wreszcie przełamać jej opór. Kręci ich niedostępność umiarkowana, z dystansem, ale i jasnymi sygnałami odwzajemnionego zainteresowania, gdy czuć, że wybranka jest
nieosiągalna „dla świata”, ale akurat im wolno podejść bliżej. A nadmierny dystans zniechęca, zwłaszcza mężczyzn, którzy szukają stabilności, zdrowej komunikacji, zaufania.
Ok, czuję się zachęcony
Umiejętnie realizowana strategia rzeczywiście może ochronić przed niewłaściwymi ludźmi, sprawdzić, kto jest gotów włożyć wysiłek w budowanie związku, stworzyć aurę osoby wartej zachodu. Jednak nie wszyscy potrafią dobrze odczytać intencje drugiej strony, a skoro wciąż pokutuje mit, że kobiece „nie” znaczy tak naprawdę „być może”, część mężczyzn nie odpuszcza, bo brak zainteresowania interpretują jako „ona jest wyjątkowa, dlatego tak trudno
jest ją zdobyć”. I obsesyjnie dążą do tego, by taka kobieta zmieniła zdanie.
Z czasem to już nawet nie chodzi o uczucie czy pragnienie założenia rodziny – liczy się tylko zwycięstwo i udowodnienie sobie, że „każda może być moja”. A kobieta? Ona też przegrywa, bo jej sztucznie kreowana niedostępność rzadko kiedy przynosi dobre efekty. W sztuczkach związanych z gonieniem króliczka często bowiem zapomina się o najważniejszym: o granicach. Bo one w tej zabawie występują tylko teoretycznie – mnóstwo jest o „zachowaniu czystości”, ale prawie nic o innych sferach budowanego wspólnie z mężczyzną życia.


Manosfera: dlaczego niektórzy mężczyźni obwiniają kobiety za swoje porażki?
24% piętnastolatków nie rozumie tego, co czyta
3 sygnały mowy ciała, które większość interpretuje błędnie
Dlaczego lojalność bywa tak problematyczna?
Dlaczego często jesteśmy milsi dla obcych, a nie bliskich?
Dlaczego kobiety są „strażniczkami patriarchatu”?
Dlaczego kobietom tak trudno stawiać granice?
Czy przed ślubem trzeba się wyszaleć?
Mam 30 lat i zaczynam od zera. Czy to normalne? Bardziej niż myślisz
Czy naprawdę warto wychodzić ze swojej „strefy komfortu”?
Dlaczego z wiekiem coraz trudniej nawiązywać przyjaźnie?
Social aging: dlaczego kobiety po 30 czują, że świat traktuje je jak starsze, niż są?
Czym jest praca emocjonalna?
Dlaczego kobieca rywalizacja jest tak źle postrzegana?
Czy kobiety są zmęczone byciem „silne”? O niewidzialnym ciężarze, który nosimy codziennie
Zostaw komentarz