Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Co może być prostsze niż łączenie się w pary? Jako gatunek ludzki jesteśmy do tego stworzeni, i „parowanie” towarzyszy nam dosłownie od samego początku istnienia. Wydawać by się więc mogło, że randkowanie powinno przychodzić ludziom naturalnie, tymczasem to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy. Coś, czego uczymy się latami, i mało kto tak naprawdę lubi ten etap – ideałem byłoby znaleźć drugą połówkę już za pierwszym podejściem, bez tego czajenia się, weryfikowania, przeglądania dziesiątek anonsów.
Randki też mają to do siebie, że nie pokazują całej prawdy, a w stresie łatwo źle wypaść, co przekreśla szanse na ciąg dalszy. Dlatego mamy od groma poradników, jak szukać partnera, jak podrywać, co robić na spotkaniach, a czego unikać. I tak tworzą się randkowe trendy, które pokazują, co preferujemy w płci przeciwnej i jak chcemy tworzyć związki. Owe trendy co rusz się zmieniają, ale czy naprawdę randkujemy dziś inaczej niż nasi przodkowie?

Randki w XXI wieku
Hardballing, loud looking, meet cute, slowmance, floodlighting, wildflowering, mooning, ghosting, situationship… Nie ma tygodnia, żeby na socialach nie pojawiła się kolejna nowinka. Nowy trend w randkowaniu. Ale czy taki nowy? Na pierwszy rzut oka te hasła brzmią bardzo egzotycznie, ale po przeczytaniu definicji już nie wygląda na coś, czego nie znaliby nasi rodzice – trendy randkowe bardziej się niosą po prostu dzięki technologii.
Nie jest to jednak taka zupełna bzdura. Chwytliwe nazwy dają pewien wgląd w sprawy damsko-męskie, i odkrywają zarówno to, na co liczymy umawiając się na randki, jak i czego w rzeczywistości możemy się spodziewać – dobrego i złego. Jest też sporo rad i wartościowych wskazówek, ale właśnie ta różnorodność czasem najbardziej przeraża, bo jak zdecydować, która taktyka na pewno się sprawdzi? Jak zapamiętać dziesiątki przeróżnych scenariuszy i najwłaściwszych reakcji? A gdzie spontaniczność, gdzie naturalność? No strasznie to wyczerpujące.
Mamy bowiem „przypadkowe spotkania”, ale i „nieowijanie w bawełnę”. Jednego miesiąca trendem jest mówienie głośno i otwarcie, czego szukamy, a drugiego okazuje się, że płeć przeciwna już wymyśliła sposób jak to wykorzystać na swoją korzyść i szczerością można sobie tylko zaszkodzić. Raz w cenie jest romantyzm, a raz pragmatyzm. Jedni marzą o wielkich gestach, inni wolą romans w wersji minimalistycznej. Są trendy zachęcające do ujawniania swoich dziwactw, jak i takie, które radzą wstrzymać konie i nie odkrywać od razu własnej ekscentryczności. To w którą stronę ostatecznie pójść? Trudno się połapać.
Ale to już było
Tylko co w tym tak naprawdę odkrywczego? Strategie randkowe to żadna nowość, a kiedyś wcale nie tak łatwo było znaleźć sobie kogoś do pary. Swatanie przez rodziców również wymagało skomplikowanych podchodów, kombinowania co wyeksponować, a co ukryć, żeby nie zrażać potencjalnego kandydata bądź kandydatki. Po samych nazwach starsi mogą powiedzieć, że a co to za cudowanie i czego to młodzi dzisiaj nie wymyślą, ale jak sprawdzą o co konkretnie się rozchodzi, to „phi” i wzruszą ramionami – bo zwykle to stare, doskonale znane motywy.
Facet, który nagle znika i przestaje dzwonić, nie pojawił się nagle pięć lat temu. Istniał od dawna, po prostu wcześniej nikt nie nazywał tego ghostingiem. I nie byliście w żadnym situationship – on tylko nie chciał się zadeklarować, natomiast chętnie umawiał się na seks. Nikt nie tworzył specjalnych określeń na zrywanie przez telefon albo spotkania po kryjomu, bo było wstyd przedstawić swoją wybrankę rodzicom i znajomym. Terminologia sprowadzano najczęściej do tego, że umawiałaś się z dupkiem albo trafiłeś na wyjątkową jędzę.
Nie było też raczej rzadkością zaklepanie kogoś „na wszelki wypadek”, gdyby z fajniejszym kandydatem nie wyszło. Tak samo jak byli ludzie, którzy celowo odpychali i przyciągali z powrotem, manipulowali emocjami, zrywali, ale podtrzymywali kontakt, żeby zamieszać w głowie. Były sposoby na szukanie bogatego męża albo panny z posagiem. Serio, to są te nowości? O ile rzeczywiście zmieniły się zasady społeczne, a w randkowaniu coraz większą rolę odgrywają nowoczesne technologie, to większość randkowych trendów jest niczym innym jak wymyślną nazwą na relacje damsko-męskie praktykowane od wieków. Skłonność do fantazyjnego etykietowania nie ogranicza się zresztą do związków romantycznych, bo sporo jest takich pojęć sugerujących całkiem nowe zjawisko, jak coliving czy sharehome – czyli zwyczajne wynajmowanie mieszkania/domu przez grupę znajomych, a nie żadna rewolucja młodych. Najwyraźniej dzisiaj nie wystarczają nam proste, swojsko brzmiące terminy.
Jak wyglądały randki twojej babci?
Oczywiście nie można powiedzieć, że nie zmieniło się zupełnie nic. Chociażby wspomniane wcześniej technologie – internet, aplikacje randkowe, smartfony umożliwiają całkiem nowe metody komunikacji, a narzeczonego da radę znaleźć nie tylko w sąsiedniej wiosce, ale i w Nowej Zelandii. Obyczajowość też mocno się zmieniła, bo jednak trochę nie do pomyślenia, by sto lat temu dziewczyny powszechnie wysyłały chłopakom swoje zdjęcia w bikini, a dzisiaj to już nie bardzo szokuje. I w drugą stronę – kto by się dzisiaj zgodził na randkę z przyzwoitką, która pilnuje, żeby absztyfikant nie dotknął czegoś więcej niż koniuszki palców.
Ślub z pierwszym chłopakiem również przestał być standardem i większość akceptuje, że współmałżonek miał wcześniej jakieś doświadczenia – choćby dlatego, że bierzemy ślub w starszym wieku niż poprzednie pokolenia. Można umawiać się z wieloma osobami i zwłaszcza kobiety odczuły tę zmianę. Jest zdecydowanie więcej opcji, ale za tym idą nieznane kiedyś wyzwania: pułapka nadmiaru, rozluźnienie więzów międzyludzkich, zbyt casualowe podejście do randkowania, niechęć do zobowiązań. Niby rynek duży, jednak spora jego część nie szuka nikogo na poważnie bądź sądzi, że może trafić jeszcze lepiej i zostawia sobie otwartą furtkę.
Jest plus, że można stawiać wyższe wymagania i nie zadowalać się byle kim, bo w pewnym wieku musisz mieć męża, nieważne jakiego. Ale wynika z tego minus: te wymagania mają prawie wszyscy, i osiągają one czasem tak absurdalne formy, że niemożliwe się wydaje stworzenie udanej pary z prawdziwym człowiekiem. To zaś rodzi tęsknotę za starymi, dobrymi czasami, kiedy szukanie partnera na całe życie rzekomo było dużo prostsze – w rzeczywistości nie było bądź kończyło się związkiem dalekim od satysfakcji.
Jak zarobić na samotności?
Gorycz i rozczarowanie zdają się dotykać coraz szersze grono osób, a desperacja to zawsze idealne miejsce do żerowania. Trendy randkowe często powstają samoistnie, lecz jest w tym także trochę marketingu – i to po części tłumaczy, dlaczego randkowe zjawiska niemal od razu otrzymują ładne nazwy. Coś chwyta i można na tym robić content przyciągający widzów, a im większa publiczność, tym poważniejsze szanse na zdobycie hojnych sponsorów.
Nie jest to z gruntu złe, bo w sumie to gdzie mamy się uczyć zawiłości randkowego świata? Internet może być równie dobrym źródłem wiedzy co rozmowy ze znajomymi. Zwłaszcza że nie brak contentu naprawdę wartościowego, który ułatwia pracę nad sobą i rozjaśnia niezrozumiałe do tej pory przeszkody. Lecz gdzieś tam są również treści mocno kłopotliwe, zachęcające do wyrachowania, manipulacji czy wprost podłości by wyjść na swoje. W tych trendach nie chodzi o znalezienie szczęścia w miłości – to raczej mówienie rzeczy, które sfrustrowane swoją samotnością osoby pragną usłyszeć. Nie wyszło ci z babami? Bo baby głupie są, mówię ci, prawdziwy facet to rozumie, a teraz powiem ci, jak wygrać grę i sprawić, żeby to teraz one pocierpiały.
W dodatku są to treści podawane w atrakcyjnej formie przykuwającej wzrok. Tak, że u odbiorców automatycznie pojawia się myśl „no coś w tym jest”. Może się nawet wydać czymś przełomowym, otwierającym oczy, przez co zasięgi dynamicznie rosną i tworzy się kolejny trend. Niebezpieczeństwo takich zjawisk polega na tym, że więcej osób decyduje się na kiepskie zachowania, ponieważ widzą „dowody” jak to działa. I to jest prawda – działa, tyle że w bardzo specyficzny sposób, co dodatkowo nakręca przeciwko płci przeciwnej i jeszcze bardziej utrudnia ułożenie sobie życia.
Czy zatem nie ma sensu zawracanie sobie głowy trendami randkowymi? To już zależy, czego konkretnie się w nich szuka. Jak inspiracji, to w sumie warto, bo można sprawdzić, jak inni sobie poradzili z danymi problemami. Gorzej, gdy się podchodzi do nich bez grama krytycyzmu, planując kolejne randki nie w zgodzie ze sobą, a według modnego aktualnie scenariusza. Ale na pewno można w trendach – również tych negatywnych – rozpoznać ukryte marzenia drugiej strony, a to już zawsze jakaś sensowna wskazówka, jak radzić sobie podczas spotkań z potencjalnymi partnerami.


Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Kim jest almond mom?
Zostaw komentarz