Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Młodzi ludzie coraz rzadziej wchodzą w związki, zwłaszcza te formalne. Dlaczego? Przyczyn jest całe mnóstwo, od wygody po zmianę życiowych priorytetów, a że single nie są już objęci takim ostracyzmem co kiedyś, tym bardziej nie się co pchać w kajdany. Bo związek zabiera wolność, choć nawet ci pragnący niezależności przyznają często, że fajnie mieć kogoś bliskiego obok siebie, lecz problem w tym, że za bliskość ma bardzo wysoką cenę. Jest pewien paradoks w tym, że dziś do związków już nie chcemy podchodzić transakcyjnie, ale zarazem pierwszym pytaniem w głowie nierzadko jest „a co ja będę z tego mieć?”.
Kluczową kwestią się staje, co druga strona wnosi ze sobą, i jeśli wnosi za mało, to nie ma sensu się wiązać. A już szczególnie dotyczy to mężczyzn, bo co niby daje im ślub poza ryzykiem utraty wszystkiego?

Czy współczesne związki nie dają już mężczyznom żadnych korzyści?
Szczęśliwe życie w wolnym stanie?
Czy singlom jest lepiej niż ludziom w związkach? Standardowo: to zależy. Najszczęśliwszą grupą są ludzie w stałych związkach, ale z bardzo istotnym zastrzeżeniem – to musi być związek udany, partnerski, zbudowany tak, by zaspakajać potrzeby obu stron. Bo jeśli udany nie jest, małżonkowie czują się gorzej od singli, są od nich bardziej samotni, częściej doświadczają stresu i rozczarowania. Oczywiście stan wolny również ma swoje ciemne strony, chociażby takie, że statystycznie, znacznie więcej osób samotnych boryka się z trudną sytuacją finansową. Ale czy dotyczy to także mężczyzn?
Jak najbardziej. Brak żony wydaje się opcją idealną, ale rzeczywistość wygląda inaczej – to żonaci mężczyźni, tak ogólnie, są szczęśliwsi, dożywają późniejszego wieku, są zdrowsi, rzadziej wpadają w zgubne nałogi, osiągają także wyższy status materialny i społeczny.
Słowem, małżeństwo mężczyznom raczej służy, i to nawet bardziej niż kobietom, które od swoich partnerów częściej doświadczają przemocy.
Skąd więc to przekonanie, że mężczyzna będąc w związku, tylko traci? Zazwyczaj z mitu, jakoby kobiety były monogamiczne z natury,
podczas gdy dla mężczyzny monogamia to tortura.
Obecnie wiemy, że to nieprawda. Ludzie obojga płci prawdopodobnie nie są monogamiczni z natury, ale że ludzkie dzieci są tak wymagające i tak długo się rozwijają, strategia reprodukcyjna poszła właśnie w stronę monogamii. Jeden partner na całe życie daje określone korzyści, choć w pewnym sensie też ogranicza, lecz znowu – w powszechnym mniemaniu ogranicza głównie mężczyznę, który by wolał być samotnym wilkiem, zdobywać świat, mierzyć się z wielkimi wyzwaniami. Poświęcając to wszystko dla dobra rodziny oczekuje rekompensaty. I dawniej tak właśnie się działo, a dzisiaj? A dzisiaj to nie ma najmniejszego sensu.
Po co mi żona?
Współczesne kobiety niechętnie widzą się w roli służących, a opis „idealnej żony” czasem tak właśnie wygląda: cicha, bez żadnych potrzeb, w pełni oddana mężowi, bez słowa skargi sprząta i gotuje, nie boli ją głowa. Oczywiście niesprawiedliwością byłoby powiedzieć, że każdy mężczyzna chce takiej żony, niemniej ci, dla których nowoczesne związki przestały być opłacalne, zazwyczaj hołdują tej wizji. I twierdzą, że dziś taniej wychodzi wynajem gosposi plus wyjścia do prostytutek.
Tylko czy kiedyś to rzeczywiście wyglądało tak sprawiedliwie? W teorii, mężczyzna zapewniał zasoby, stabilność i bezpieczeństwo, kobieta zaś miała tworzyć dom, opiekować się nim, zapewniać miłe towarzystwo. Wzajemność. No ale jak przyjrzeć się z bliska, to ciężko mówić o wzajemności, gdy jedna płeć ma status tej gorszej, pozbawionej różnych praw, zdanej na łaskę silniejszych mężczyzn. Nie dość, że kobieta często wcale nie dostawała ani zasobów, ani bezpieczeństwa, to jeszcze jej wkład w rodzinę był notorycznie lekceważony.
Mąż prawie zawsze miał przewagę, nie tylko fizyczną – zazwyczaj to on kontrolował finanse, podejmował decyzje, miał prawo ukarać żonę, jego praca była ważniejsza. Choć korzystał z pracy żony, to mówiło się, że on utrzymuje rodzinę. Jak więc widać, sporo tych benefitów, zapomina się jednak, że mężczyzna w starych, dobrych czasach miał też masę obowiązków.
Co więcej, dużo łatwiej było stracić twarz i zyskać łatkę „niemęskiego”, więc robiąc ogólny bilans, to rola tradycyjnego opiekuna wielu współczesnym mężczyznom wcale by nie przypadła do gustu.
Dawne małżeństwa często miały czysto transakcyjny charakter, którego panowie generalnie nie lubią, wszak nie chcą być bankomatami. Ale patrząc na to pod tym względem, to tak, można powiedzieć, że kiedyś jakaś korzyść ze związku była – harowałeś godzinami, płaciłeś, a w domu z obiadem czekała żona. A czy dzisiaj czeka? No właśnie. Wnioski nasuwają się same.
Czy opłaca się żyć we dwójkę?
Nieopłacalność związku dla mężczyzny często wynika z tego, że kobiety dzisiaj są bardziej niezależne. Nie muszą wychodzić za mąż, więc kiedy się na to decydują, to oczekują określonych standardów. To nowość w stosunkach damsko-męskich, że obydwoje mają dokładnie te same prawa i obowiązki, a skoro tak, to nie ma żadnego powodu by godzić się na podległą rolę. Rzecz jasna pary mogą sobie ustalić dowolne zasady wzajemnych relacji, ale
chodzi o to, że przymusu jako takiego nie ma – nie musisz się słuchać męża we wszystkim, jeśli tego nie chcesz.
Ten wybór powoduje, że część kobiet rezygnuje ze ślubu, a część chce założyć rodzinę na nieco innych zasadach niż ich matki czy babki. Ma to swoje konsekwencje dla mężczyzn – muszą się bardziej dostosować i bardziej liczyć ze swoimi partnerkami, i nic dziwnego, że mogą to odbierać jako zamach na ich spodziewane zyski. Zresztą, tak po prawdzie, czasami mają rację mówiąc, że feministki walczą z patriarchatem tylko tam, gdzie im pasuje, a kiedy indziej bez żenady sięgają po argument „co z ciebie za mężczyzna”.
Tak czy owak, role małżonków dosyć mocno się rozmyły, a przede wszystkim kobiety zaczęły mieć swoje pieniądze, co wpłynęło na układ sił w domu. Więc mężczyzna, pozbawiony finansowej przewagi, może czuć, że jego pozycja nieco się osłabiła, a to na pewno nie jest przyjemne. Tak samo jak zrozumieć można złość na to, że kiedy chłop wraca do domu po całym dniu walki, to trafia na żonę, z którą też musi toczyć boje zamiast odpocząć. Rzecz w tym, że dla kobiety miniony dzień tak samo nie był łatwy, i nie chce ona mieć wszystkich domowych obowiązków wyłącznie na własnej głowie.
Służysz tylko do jednego
Czy dla mężczyzny żona to wyłącznie kłopot i wydatek? Gdyby tak było, małżeństwa pewnie nawet by nie powstały, a obecne trudności wynikają raczej z wyrównania szans niż z systemowej dyskryminacji mężczyzn. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że wielu mężczyzn wyszło ze związku z kobietą mocno na minusie, finansowo i emocjonalnie, ale kobietom od mężów też przecież się obrywa.
Niechęć do więzów małżeńskich nie jest zupełnie bezpodstawna – zawsze istnieje ryzyko, że nie wyjdzie, a rozstania przy dzieciach i wspólnym kredycie są wyjątkowo paskudne. To ryzyko ponoszą jednak obie strony, a mówienie, że „kobiety zabierają wszystko” pokazuje jak
na dłoni prawdziwe podejście do wkładu kobiety w budowanie rodziny – przy rozwodzie cały majątek nagle staje się jego, a ona tylko siedziała w domu. Całe to gadanie o uzupełnianiu się, kobiecości i przymiotach dobrej żony znika, co potwierdza, że kobiety w oczach takich mężczyzn nie są inne – są gorsze.
Jest bardzo wymowne, że na brak korzyści z małżeństwa narzekają mężczyźni, którzy w najlepszym razie niespecjalnie lubią kobiety, a często otwarcie nimi gardzą. Żona jest złem koniecznym, i w sumie nie jest jasne czemu tak bardzo chcą się żenić, skoro od samego początku kobieta jest głupia, marudzi i trzeba ją naprostować. Gdyby nie seks, żona w ogóle nie byłaby potrzebna – to jedyna jej wartość, poza usługami domowymi. Nie interesują ich zainteresowania kobiet (przecież i tak ich nie mają), zawodowe osiągnięcia (nie żartujmy nawet, ona ma rodzić, a nie robić magistra), marzenia na przyszłość (pewnie założenie onlyfansa), ale zarazem mają pretensje, że ich jedynym wkładem jest d*pa.
Kończy się tym, że jeśli kogoś poznają, to rzadko kiedy będzie dziewczyna ich marzeń, te bowiem nie chcą marnować życia na faceta, który nimi pomiata. Nie korzystają na byciu razem, bo sami niewiele z siebie dają, a pracę nad związkiem uważają za czyste frajerstwo. Chcą kobiecej, uległej partnerki, ale też takiej, która jest niezależna i niepotrzebnie nie zawraca głowy. Liczą na korzyść, co jednak z korzyścią dla żony? Może gdyby dało zmieć się podejście, nikt nie mówiłby już o potężnej stracie?


Dlaczego wiążemy się z ludźmi, którzy wcale nie chcą stałego związku?
Randki po 30 mogą Cię zaskoczyć. Wyglądają inaczej niż wcześniej
Skąd bierze się popularność swatek?
Czy warto starać się o osobę, która jest już w związku?
Czy po ślubie naprawdę zawsze zmienia się na gorzej?
Czy brak urody przeszkadza w znalezieniu miłości?
Czy kobiety nie lubią, jak się im mówi przykrą prawdę?
Czy wspólny urlop to próba dla związku?
Czy naszyjnik z diamentem pasuje do każdego typu kolorystycznego?
Jak istotne dla związku jest robienie wspólnych planów?
Czy współczesne randkowanie wygląda inaczej niż kiedyś?
Czy mężczyźni naprawdę wolą głupsze kobiety?
Dlaczego niektórzy podrywają zajęte osoby?
Dlaczego mężczyzna nie chce ślubu, ale po rozstaniu bardzo szybko się żeni?
Kim jest almond mom?
Komentarz ( 1 )
Zaczynało się ciekawie, a skończyło jak zwykle stronniczo i błędnie w dodatku.