Główne menu

Czy wspólny urlop to próba dla związku?

Urlop to ma być relaks. Przyjemność, wypoczynek, cudowne przeżycia i bogaty pakiet wspomnień. Na wakacjach chcesz naładować akumulatory i wrócić w doskonałym humorze. A jak jedziesz wypoczywać ze swoją drugą połówką to już w ogóle… w końcu macie tyle czasu wyłącznie dla siebie, bez codziennych obowiązków, zmartwień i problemów. Teraz nadchodzi hedonizm, romantyczne randki, gorący seks do białego rana – słowem, czyste szaleństwo.

Lecz jak przychodzi co do czego, to dla wielu par wspólny wyjazd okazuje się prawdziwym koszmarem. Nic nie jest jak w marzeniach. Nic. A katastrofa często nadciąga już od momentu planowania, bo nie ma zgody w żadnym temacie, od wyboru lokalizacji po finanse. Już na miejscu prawie wszystko idzie nie tak, jak powinno, i po powrocie trzeba się zmierzyć z kolejnym kryzysem. Czasem na tyle poważnym, że dalsza wspólna przyszłość dosłownie wisi na włosku.

Czy wspólny urlop to próba dla związku?

Czy wspólny urlop to próba dla związku?

Nie znaliśmy się jeszcze z tej strony…

Dla świeżo upieczonych par pierwsze wspólnie spędzone wakacje to poważny test. Wiadomo, na takim wyjeździe najczęściej mało wychodzi się z łóżka, ale wciąż jest mnóstwo okazji do tego, by przyjrzeć się sobie nieco krytyczniejszym okiem, chociażby w kwestii higieny, nawyków, upodobań, zachowania w codziennych i niecodziennych sytuacjach. Trudno o lepsze warunki by sprawdzić, czy mamy podobny gust co do rozrywki, jedzenia, sposobu spędzania wolnego czasu. Oraz jak partner reaguje w krytycznych momentach.

Bo nieważne, jak bardzo nie możemy rąk od siebie oderwać, to na wakacjach nie sposób uciec od wszystkich niedogodności – a to złapiemy gumę w wynajętym samochodzie, albo nie zdążymy na ostatni autobus, dopadnie nas zatrucie pokarmowe, smartfon wpadnie do fontanny, buty tak obetrą, że nie da się dojść o własnych siłach do hotelu. I co wtedy robi nasz ukochany? No właśnie. Czasem potrafi bardzo mocno rozczarować swoją postawą, bo albo przesadzi ze złością, albo kompletnie nas zlekceważy, jest panikarzem, marudą, bądź też wyjdzie z niego coś jeszcze gorszego.

Wyzwania stają także przed związkami o dłuższym stażu, które mieszkają razem i nie jest to ich pierwsze rodeo. Teoretycznie już się dotarły, a taka ucieczka od codzienności powinna mieć na nich zbawienny wpływ. A wcale nie zawsze ma, bo właśnie podczas urlopu na zewnątrz wypływają poukrywane potwory – bo już nie można się wykręcić pracą, dzieckiem, cieknącym kranem, zmęczeniem, więc wystarczy byle pretekst, żeby skończyło się awanturą.

Zresztą nie muszą to być żadne poważne problemy. Wystarczy, że nagle podczas wspólnych wakacji para nie ma tak naprawdę o czym ze sobą rozmawiać. Nie wiedzą, co mogliby robić razem. Po prostu przełamanie rutyny obnażyło, że trzyma ich przy sobie już jedynie obowiązek albo przyzwyczajenie.

Do tego często trzeba jeszcze dołożyć zmęczenie. Mając wreszcie parę dni wolnego zwykle chcemy, żeby było idealnie, żeby nic nie przeszkadzało. A tu zonk, bo urlop nie przebiega wcale zgodnie z ustalonym w głowie scenariuszem, i co gorsza, partner nie ułatwia sprawy swoim marudzeniem bądź odwrotnie, nadmiernym pragnieniem aktywności – para nadaje na zupełnie innych falach i nie rozumie, że podczas wakacji też musi pójść na pewne kompromisy, jeśli to ma być przyjemny czas dla dwojga, a nie tylko jednej strony.

Mieliśmy się do siebie zbliżyć…

Pary, które po wakacjach są jeszcze bardziej sfrustrowane i całkiem serio rozważają rozstanie, zazwyczaj dochodzą do tego stanu przez rozbieżne oczekiwania. To główny punkt zapalny – jedno myśli X, drugie Y, a że przed wyjazdem nie było szczerej rozmowy, kończy się jego wkurzeniem, że ona śpi do południa zamiast pobiec z nim na plażę pooglądać zabytkowe wraki, a jej przeszkadza, dlaczego on woli drinki przy basenie zamiast romantycznego spaceru.

Kobiety często liczą na to, że zbliżą się ponownie ze swoim partnerem, który zresztą może pragnąć tego samego, tyle że ich wizje dosyć mocno się rozjeżdżają. Nierzadko jest tak, że ona chce każdą chwilę spędzić z nim, i jeśli on ma inny pomysł, na przykład popływanie łódką z kolegami, odbiera to jak zdradę, co oczywiście psuje nastrój, prowadzi do pretensji, wymownego milczenia, demonstracyjnego odwrócenia się w łóżku plecami. Oboje nieco inaczej rozumieją „bliskość”, co prowadzi do przykrych nieporozumień. Lub kończy się tym, że jedna ze stron niechętnie dostosowuje się do żądań drugiej, odpoczywając pod dyktando partnera – byle mieć święty spokój i jakoś dociągnąć do końca urlopu.

I na dokładkę może wjechać zazdrość, zwłaszcza u par, które przed wakacjami miały tak średnio udane pożycie seksualne. Bo wakacje w tym aspekcie nie ułatwiają sprawy, skoro dookoła pełno roznegliżowanych ludzi, a wielu z nich niezwykle urodziwych; i widok, jak mężowi mimowolnie ucieka wzrok za 18-letnią hotówą w skąpym bikini, raczej nie sprawi przyjemności. Więc nawet jak się to przemilczy, to ciężko będzie poczynioną obserwację od
razu wyrzucić z głowy – prędzej skończy się tym, że resztę dnia wypełni rozważanie, z kim on by tak naprawdę wolał spędzić ten wakacje.

Wielkie nadzieje

Wizja nadchodzącego urlopu rozbudza apetyt, i to nie powinno dziwić. Kłopot polega na tym, że często dużo sobie wyobrażamy i jeszcze więcej oczekujemy, natomiast niespecjalnie podejmujemy realne kroki. Kobiety często liczą na to, że on się domyśli, albo że po prostu samo się jakoś ułoży, dzięki pięknym okolicznościom przyrody, jak gdyby egzotyczna plaża posiadała magiczne właściwości. Bo podczas wakacji, w całkiem innej scenerii, rzeczywiście zyskujemy dodatkowe możliwości, tyle że one są raczej dopełnieniem tego, co para robi na co dzień, a nie całkiem nowym otwarciem.

Jeśli bowiem w związku dzieje się źle, to spontaniczny seks po miesiącach oddalenia może pomóc, ale nie rozwiąże każdego problemu. Nie zrobi tego też spacer po Rzymie, safari po pustyni, nurkowanie w rafie koralowej – nawet jeśli na chwilę się zapomni o wcześniejszych trudnościach, one prędzej czy później wrócą, kiedy już pryśnie urok wakacyjnych wrażeń.

Jadąc na wspólne wakacje, wiele par w kryzysie sądzi, że to im pomoże bardziej niż rozmowa czy wizyta u terapeuty, a tymczasem kończy się odwrotnie – wbrew nadziejom, nic dobrego się nie przydarzyło. Albo przydarzyło, jednak po powrocie stare wraca, i nie ma już żadnego punktu zaczepienia, bo ostatnia szansa przepadła w ciepłych piaskach Tunezji.

Urlop bezlitośnie może odsłonić, ile dzieli dwójkę teoretycznie najbliższych sobie osób, i jak mało łączy. Na wakacjach zwykle trudniej jest udawać, że wszystko ok, i jednocześnie łatwiej wyolbrzymić bzdurę do gigantycznych rozmiarów – para przebywa ze sobą non stop, w
jednym pokoju, jednym środku transportu, w tej samej restauracji i na tej samej plaży. Można pokłócić się o pieniądze, porę wstawania i kładzenia do łóżka, że teraz na lody, a właśnie że nie, teraz do muzeum, i tak dalej – cokolwiek dało się schować w porze nie-wakacyjnej, w trakcie urlopu wybucha ze zdwojoną siłą.

To może lepiej osobno?

I tak, i nie. Oddzielne wakacje to popularny sposób na radzenie sobie z wyzwaniami wspólnego spędzania wolnego czasu – każde robi to, co autentycznie lubi, i można za sobą naprawdę zatęsknić. To jednak się sprawdza głównie w tych związkach, które nie mają ze sobą na pieńku, i na co dzień dbają o to, żeby spędzać czas tylko we dwoje, na rzeczach bardziej romantycznych niż rozmowa o racie kredytu.

Dla par, które i tak prawie żyją osobno, chęć spędzenia urlopu z dala od drugiej połówki jest zazwyczaj sygnałem o nadciągającym końcu – dziwne jest po prostu, że mimo ciągłego mijania się w progu dwójka ludzi nie zamierza sobie tych niedostatków zrekompensować wspólnym leniuchowaniem w jakimś ładnym miejscu. Wizja urlopu z partnerem nie powinna przecież wywoływać zgrzytu zębów – jeśli tak jest, to warto się chyba zastanowić, czy główne wyzwanie to rzeczywiście spór między all inclusive a campingiem w dzikim lesie, czy może problem leży wyłącznie w tym, kto ma nam podczas wyjazdu towarzyszyć.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>