Czy zarabianie pieniędzy zwalnia z obowiązków domowych?
Można powiedzieć, że posiadanie rodziny wymusza harówki na dwa etaty. Pierwszy to praca zarobkowa. Drugi to zajmowanie się domem. Ale… Jak sprawiedliwie podzielić obowiązki? I czym się kierować przy ustalaniu grafiku? Obrazki ze słodkich lat 50-tych w USA rozwiązują dylemat – mąż utrzymuje rodzinę, a żona się nią opiekuje.
Tyle że większość rodzin żyje w całkiem innej rzeczywistości. Kobiety pracują zawodowo i dom jest ich dodatkowym, a nie jedynym obowiązkiem. Zresztą, nawet gdy mają na głowie „tylko” dom, to czy naprawdę powinny w nim robić absolutnie wszystko? Czemu to właśnie zarabianie pieniędzy tak często uważa się za jedyny wartościowy wkład w funkcjonowanie rodziny?

Czy zarabianie pieniędzy zwalnia z obowiązków domowych?
Kto zarabia na dom?
Pieniądze to punkt zapalny dla wielu związków. Spory są o to, jak zarządzać wspólnym majątkiem, o długi, potajemne wydatki, podział kosztów, wreszcie o kontrolę nad domowym budżetem – przemoc ekonomiczna jak najbardziej istnieje. Uzależnić finansowo partnera od siebie to naprawdę prosty i skuteczny sposób na sprawowanie władzy, bo jak ktoś pozostaje „na łasce” współmałżonka, to nie w głowie mu bunty i stawianie warunków.
I właśnie ten lęk przez całkowitą utratą niezależności skłania wiele kobiet do podjęcia pracy zarobkowej. To, a nie mityczna kariera. Oraz oczywiście potrzeba podratowania domowego budżetu, ponieważ jedna pensja rzadko kiedy wystarcza na pokrycie wszystkich wydatków, a co dopiero mówić o nadprogramowych luksusach. Dlatego dominujący model rodziny to ten, w którym obydwoje małżonków pracuje. I to również kiedy dzieci są małe – ok. dwie trzecie matek maluchów w wieku 1-3 lat jest aktywna zawodowo, a jedna trzecia albo rezygnuje z pracy, albo jest na macierzyńskim. Dodać też warto, że przytłaczająca większość tych będących na urlopie planuje wrócić do zarabiania pieniędzy.
Lecz mimo tak wysokiego odsetka pracujących mam sprawy finansów i obowiązków domowych wciąż pozostają skomplikowane. Dlaczego? Mężczyzna zazwyczaj pracuje dłużej i rzadko kiedy to on jest rodzicem, który bierze zwolnienie lekarskie na dziecko, wychodzi wcześniej żeby odebrać z przedszkola, rezygnuje z nadgodzin. To zaś przekłada się na lepsze zarobki – statystycznie to mężowska pensja jest wyższa. I z tego właśnie wynika podstawowy argument: skoro kobieta pracuje krócej i zarabia mniej, powinna te niedobory zrekompensować większą dbałością o dom.

To nic takiego
Pieniądze to jedno. Drugie to „ciężkość” pracy. Zdaniem wielu mężczyzn, to oni pracują ciężej, więc tym bardziej żona powinna ich odciążyć w domowych zadaniach. Zwłaszcza że w domu się przecież „siedzi”. Pranie pierze pralka – szmaty wystarczy tylko włożyć, potem wyjąć i do szafy, no faktycznie, gorsze od szychty w Bogdance. Zmywa zmywarka. Jest robot kuchenny, wypasiony odkurzacz, i tak dalej. No ja też bym tak chciał, tylko ze szmatką pochodzić pół godziny, wstawić zupę i potulić słodkiego niemowlaczka.
Ale gdy przychodzi co do czego, to jednak nie chce zamienić się rolami. I wtedy opieka na dzieckiem, prace domowe już nie są „łatwe” – z jakiegoś powodu te obowiązki w ogóle kobiety nie obciążają i nie potrzebuje ona odpoczynku, jednak wykonywane przez mężczyznę stają się wysiłkiem, który mu kradnie czas wolny i nie pozwala się zrelaksować po pracy.
Nawet kiedy mąż zdaje się pomagać, to zamiast odciążenia pojawia się frustracja, bo każde zadanie żona musi wskazać palcem, jak gdyby mąż nie widział sam z siebie, że kosz pełny, że pranie wyschło i można je zdjąć, kuweta kota śmierdzi, kończy się mleko i masło. Ale „zarabiam więcej” ucina dyskusję – w końcu mógłby nie pomagać wcale, a jednak coś robi.
Problem z obowiązkami domowymi jest właśnie taki, że nie przynoszą one finansowego zysku, dlatego „to nic takiego”. Bo co, może jeszcze mąż ma płacić żonie za zrobienie kolacji i pomoc córce podczas odrabiania lekcji? Więc ostatecznie, w ramach tej rekompensaty, kobieta często pracuje dłużej i ciężej od swojego męża – nie ma ani chwili wolnego, jest ciągle w biegu, za wszystkich sprząta, wszystkich karmi, pamięta o ważnych wydarzeniach.
Praca w domu trwa całą dobę, 365 dni w roku, bez urlopu, a jednak wciąż się ją lekceważy jako mało istotną i mało obciążającą – nie ma porównania do układania glazury, jazdy TIR-em, lania betonu. Nie ma też porównania do pracy umysłowej, bo może i programista nie męczy się fizycznie tak jak budowlaniec, ale jego wysoka pensja to wystarczające usprawiedliwienie do odmowy, kiedy żona prosi o umycie podłogi.
Płacę, więc wymagam
Wielu parom trudno jest dojść do porozumienia, bo często w kłótni wjeżdża szantaż emocjonalny, że jak możesz wyceniać ogarnianie własnego domu? Zajmowanie się własnymi dziećmi? Co z ciebie żona? Co za matka? Skąd w tobie tak wiele materializmu i transakcyjnego podejścia do miłości? Ja zasuwam, żeby wam niczego nie brakowało, a ty jeszcze się domagasz żebym umył gary. Słowem, próbuje się kobietę zawstydzić i zmusić do
tego, żeby w przyszłości nie chciała się wyręczać mężem – bo on swoją rolę spełnił.
Można oczywiście stworzyć bardzo szczegółową listę obowiązków, z zaznaczeniem, które wykonuje się codziennie, co miesiąc lub tylko sporadycznie, i wtedy widać jak na dłoni, że podział zadań trudno nazwać sprawiedliwym. Sęk w tym, że nie do wszystkich to dotrze, bo znowu – skoro jako mąż przynoszę więcej pieniędzy, to tak, jak gdybym zapłacił za określone usługi. Trzeba umyć okna? No ja zasiliłem budżet, a żona swój wkład odpracowuje fizycznie.
Gdzie tu wyzysk? Wyzyskiem byłoby przerzucenie na męża kobiecego obowiązku. I tak się dzieje nawet, gdy żona również zarabia, bo jak wycenić, ile konkretnie powinna odpracować w domu, żeby wyrównać różnice w zarobkach? A kiedy nie zarabia, to już w ogóle ciężko dojść do zgody – jasne, gdy żona zostaje w domu, to raczej oczywiste, że będzie mieć więcej domowych obowiązków. Lecz przecież nie jest tak, że kiedy mąż w pracy, to żona godzinami ogląda seriale, co jest kolejnym przyczynkiem do kłótni – że nic wielkiego nie robisz, o nic nie musisz się martwić, i gdybyś naprawdę musiała się wziąć do roboty, to szybko byś zatęskniła za „domowym kieratem”.
Czy dom to obowiązek wyłącznie kobiety?
Kto ma w tym sporze rację? Kodeks rodzinny i opiekuńczy, art. 23, mówi: Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.
I dodatkowo Art. 27: Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym.
Inaczej mówiąc, zarabianie pieniędzy nie jest jednym prawdziwym i wartościowym sposobem na zaspokajanie potrzeb rodziny. Kwestie materialne są bardzo ważne, jednak dokładnie tyle samo waży praca w domu oraz opieka nad dziećmi. Oczywiście każda para ustala te sprawy we własnym zakresie i w wielu rodzinach udało się tak rozdysponować obowiązki, że nikt nie ma poczucia krzywdy. Nie powinno się jednak oczekiwać, że pensja co miesiąc załatwia wszystko – strona gorzej zarabiająca to nadal partner, a nie służąca.
Według prawa zarabianie pieniędzy nie zwalnia z obowiązków domowych, a w szczególności dotyczy to opieki nad dzieckiem. Jeszcze dobitniej pokazują to sprawy rozwodowe – żonie należy się połowa majątku, ponieważ nawet gdy nie pracowała zawodowo, dla sądu praca w domu liczy się tak samo. A brak wkładu w obowiązki domowe mogą zostać potraktowane jako przejaw zaniedbywania rodziny, co prowadzi do rozkładu pożycia małżeńskiego i w konsekwencji rozwodu z winy męża.
To oczywiście nie są proste sprawy, ale chodzi o kontekst – nie można wartościować pracy wyłącznie pod kątem finansów. Pieniądze to tylko jeden z zasobów, jakie wnosi się do związku, a obciążenie małżonków najlepiej mierzyć całościowo, uwzględniając cały czas oraz wysiłek poświęcony rodzinie. Zresztą, wystarczy sobie wyobrazić dom, w którym są jedynie pieniądze – to raczej nie wygląda na miejsce, do którego chciałoby się wracać.


Czy rodzice powinni się interesować życiem dorosłego dziecka?
Czy z rodziną trzeba się dogadywać za wszelką cenę?
Kim jest almond mom?
Zazdrosna siostra – tak nie da się żyć
Zadbaj o bezpieczeństwo dziecka. Naucz je mówić NIE
Czy ambicje rodziców są zawsze złe dla dzieci?
Wakacje bez dzieci? Tak, to coraz częstszy scenariusz
Czy rodzic może być ważniejszy od małżonka?
5 niezawodnych sposobów, żeby żywa choinka dłużej stała
„Magiczne drzewo. Zaginiona para” – pewnik pod choinkę na ostatnią chwilę
Na wigilii u rodziców czy teściów?
Co pod choinkę dla kobiety po 30?
Dlaczego tak wiele osób chce uciec gdzieś na święta?
Dlaczego dzieci kochają parki rozrywki?
Zwierzak na wakacjach. Hotel dla zwierząt, petsitterka, a może zabrać zwierzaka ze sobą?
Komentarz ( 1 )
Czytałam gdzieś, że praca domowa wyceniana jest na ok. 5000 zł, więc jeśli kobieta pracuje i dodatkowo zajmuje się domem, to pytanie, kto faktycznie daje większy wkład w dom.