Główne menu

Detoks po rozstaniu. Jak wrócić do równowagi po długoletnim związku?

Mówią, że każde rozstanie trzeba poczuć. Do szpiku kości. Wypłakać wszystkie łzy, wyszarpać pierze z ulubionej poduszki, podrzeć ukochane zdjęcia, zbić kilka talerzy, wyrzucić wręczony wisiorek i rozdać sprezentowane sukienki. Wyrazić prawdziwą wściekłość, nie bać się krzyczeć i wyć. W czterech ścianach pozwolić sobie na rozpacz, strach i żal, że się nie udało.

Nie ma innej możliwości, trzeba przejść detoks, przetrwać bolesny okres, w trakcie którego gubi się własne ja, depcze poczucie wartości i buduje się je od nowa. Bez tego nie da się ruszyć dalej. To trudne, dlatego tak kusząca jest droga do skróty. Wiele osób wybiera opcję „oszukiwania”, poudawania, że przeszłość nie istnieje, że to, co było, jest mało istotne, że mnie nie obchodzi. Myślenie z kategorii – to trzeba wyciąć, nie pozwolę się dalej krzywdzić, zacznę nowe życie tu i teraz, nie poświęcę mu ani jednej dodatkowej chwili kryje niebezpieczną pułapkę.

Nie da się przeskoczyć z jednego związku w drugi bez złamania chwiejących się nóg…i przy okazji wymazania pustki z serca. Ta koszmarna próżnia i beznadzieja, która istnieje gdzieś pomiędzy dwoma rozdziałami w życiu, jest tak przygnębiająca, że wydaje się bez sensu, ale istnieje po coś. I trzeba mieć odwagę spojrzeć jej w oczy, stoczyć z nią bitwę, a potem przegrać, dać jej prawo głosu, a na koniec podziękować za siniaki i skaleczenia, których się nabawiłyśmy.

detoks po rozstaniu

Po co nam kwarantanna po rozstaniu?

Pocieszanie się w ramionach innego po rozstaniu jest ludzkie. Czerpanie radości z życia, balowanie, wydawanie więcej niż spływa na konto również, dowartościowanie się drogimi perfumami i ekskluzywnymi gadżetami- także. Wpadanie w wir pracy, by nie myśleć, odrzucenie dotychczasowych wartości także nie zadziwiają. Jakoś przecież trzeba przetrwać trudny czas.

Problem w tym, że nie da się tak długo i w końcu trzeba zmierzyć się z tym, co staramy się wyprzeć. Nie da się uciec od kwarantanny, tej, którą w wielkim uproszczeniu przedstawiała krążąca po internecie grafika: „jeśli twój związek trwał rok, zrób miesiąc kwarantanny, jeśli miesiąc, dzień, a jeśli dzień, godzinę”.

Oczywiście nie tylko czas jest wyznacznikiem. Liczy się przede wszystkim jakość związku. Gdy kończy się prawdziwa relacja, potrzeba czasu i morza emocji, by wrócić do równowagi.

Czas na pogodzenie się z rozstaniem

Gdy kończy się związek, doświadczamy poczucia straty. Psychologowie mówią nawet o żałobie. Nasze emocje, odbiór rzeczywistości są podobne do tych, których doświadczamy, gdy umiera ktoś nam niezmiernie bliski.

Kobiety, które najczęściej w związek angażują się w 100%, bez pamięci i za powodzenie relacji w mniemaniu stereotypowego podejścia odpowiadają, poświęcają swój czas i emocje, a po rozstaniu zauważają zgliszcza. Nie ma co zbierać. Wydaje się, że wszystko się kończy. Ich świat dosłownie i w przenośni się rozpada na kawałki. Nie sposób ten fakt zignorować. To cena zaangażowania emocjonalnego, które obserwuje się za każdym razem, gdy para tworzy prawdziwy, zdrowy związek.

Nie jesteś gotowa

Po rozstaniu można zatracać się w znajomościach, zapominać w seksie z nowo poznanymi mężczyznami, w ten sposób szukając potwierdzenia własnej atrakcyjności.

Jednak nie jest to droga do zbudowania prawdziwej relacji. Oczywiście, jak to w życiu, wszystko jest możliwe i żaden scenariusz nie jest wykluczony, jednak szanse na stworzenie czegoś na trwałe na tym etapie są niewielkie. Przeżycie detoksu, kwarantanny, wyciszenie własnego wnętrza jest potrzebne, by znaleźć w sobie nadzieję i wiarę, że na tym świecie istnieje jeszcze taki ktoś, komu możemy zaufać.

Porównywanie, projektowanie, czyli to nie to

Nieprzeżycie detoksu po związku i wkroczenie w kolejną relację zbyt pospiesznie daje niemal pewność wkroczenia w kolejny związek nie we dwoje, ale…we troje. Jakim cudem? Skąd ten tłum?

W krótkim okresie po rozstaniu tworzymy nowy związek na bazie poprzedniego, poszukując partnera podobnego do poprzednika lub wręcz przeciwnie – całkiem odmiennego. Tak czy inaczej eks cały czas istnieje, buduje naszą motywację i towarzyszy naszym wyborom. A nie powinno go tam być. Podejmowane decyzje nie są dobre, a my same nie jesteśmy wolne.

Detoks po rozstaniu, czyli co musisz przeżyć, by zacząć żyć na nowo?

Z długoletnich związków wychodzimy poobijane, pokiereszowane, zrozpaczone, jednak nie od razu. Gdy ukochany zaczyna się pakować i odchodzi, pierwszą reakcją jest szok. Myślimy, że to niemożliwe, jak to tak, przecież jesteśmy, pfu…byliśmy idealną parą, co zrobiłam źle, dlaczego on wychodzi, nie wróci, jest pustka, zdezorientowanie, dziwny stan umysłu, po którym przychodzi czas na zaprzeczanie.

To etap, kiedy trzymamy się złudnej nadziei, że on wróci, zrozumie swoje błędy, wierzymy, że na pewno cierpi, że wszystko się ułoży. Nie przyjmujemy opcji, że rozstanie jest naprawdę, że to się dzieje i nic się z tym nie da zrobić.

Gdy jednak sobie w końcu uświadamiamy, że nie ma szans na pogodzenie i powrót do przeszłości, przychodzi kolejny etap, do głosu dochodzą silne emocje – gniew, a nawet agresja, zaczynamy szukać winnego i zapowiadamy zemstę, wygrażamy jemu w myślach i planujemy najokropniejsze tortury, by tylko popamiętał.

Wszystko to są mechanizmy obronne, których nie powinnyśmy się bać. Przeciwnie są one jak najbardziej wskazane: każda emocja, choć to trudne, powinna być przez nas przyjęta i przepracowana. W tej fazie warto otoczyć się zaufanymi ludźmi i w ich obecności pozwolić sobie na złość, płacz i negatywne emocje. To ważne, by nie wylewać przeżywanych frustracji na byłego partnera, żeby zachować twarz i odseparować się od pokusy „żebrania o miłość”. Gdy przejdziemy tę fazę, da nam to poczucie satysfakcji i pozwoli zachować godność.

Inny często powtarzany błąd? Ubliżanie aktualnej partnerce eks. Postępując tak, wysyłamy prosty sygnał, że to ona a nie on jest winna i odpowiedzialna naszemu nieszczęściu. Trzeba jednak pamiętać, że nasz były nie jest pozbawiony woli i to on decyduje o sobie, to również on odpowiada za swoje zachowanie i to do niego możemy mieć słuszne pretensje (powtarzane w myślach, niekoniecznie w słowach kierowanych do niego), że postanowił zrezygnować ze związku. Kobieta, która „niszczy czyjąś miłość” jest tą trzecią, obcą, która niczego nie obiecywała, nie snuła z nami wizji…Obarczanie jej odpowiedzialnością jest kuszące, ale pozbawione sensu.

Co się dzieje dalej? Kolejnym etapem przepracowywania rozstania jest miotanie się między dwoma postawami – z jednej strony drzemy zdjęcia i kasujemy numer telefonu, z drugiej poszukujemy nawet najdrobniejszej informacji na temat eks, czyli trzymamy rękę na pulsie. Stoimy w rozkroku – „chcemy puścić go wolno”, ale nie pozwalamy myślom o utraconym związku opuścić naszej głowy.

Potem przychodzi czas na najboleśniejszy etap – sięgnięcie dna, uwierzenie w to, że do niczego się nie nadajemy, że nasza kobiecość jest nic nie warta, że nigdy nikogo nie pokochamy i nikt nas nie obdarzy prawdziwym uczuciem. Gdy osiągniemy ten poziom rozpaczy…możemy już tylko odbić się od dna (co jest pocieszające), czyli dojść do fazy, w której zaczynamy godzić się z sytuacją i bardziej obiektywnie spoglądać na to, co się stało.

Ten okres jest trudny, ale potrzebny

Podczas kwarantanny, detoksu po rozstaniu tracimy siebie, umieramy razem z kończącym się związkiem, a potem odbudowujemy własne ja, niejako tworząc je na nowo. Zaczynamy znajdywać radość w ćwiczeniach, w dbaniu o swoje ciało, zaczytujemy się w pasjonujących książkach, odnajdujemy przyjemność w urządzaniu mieszkania w taki sposób, o jakim, zawsze marzyłyśmy, planujemy podróże i nowy dzień z wielkim zaangażowaniem, itd. Zaczynamy kochać siebie, znajdujemy te części siebie, które lubimy, a które jeszcze kilkanaście dni wcześniej nie istniały. Wszystko to pozwala nam otworzyć się na nową miłość. Nie po to, by sobie lub innym coś udowodnić, ale by cieszyć się nowym związkiem w dojrzały sposób i odczuwać wdzięczność do byłego partnera, że pozwolił nam zmienić własne życie i przeżywać je na nowo, w lepszym wydaniu.

    71 komentarzy

  • Królowa Karo

    Czasami po prostu trzeba dać czasowi czas, żeby zdziałał. Myślę, że po długich związkach potrzeba nawet roku, żeby stanąć na nogi – ale trzeba sobie na to pozwolić.

    • dorota

      Masz rację. Jednak chyba właśnie to jest najtrudniejsze, by dać sobie czas. Zwłaszcza dla osób niecierpliwych.

    • Joanna

      A ja po 12 latach od rozstania , prawie mąż i 4 dzieci później , wciąż nie mogę zapomnieć. Przeszłam „kwarantanne” ,żałobę ,dziką obsesje zemsty,ale on wciąż wraca do mojego życia. Dosłownie. Zaburza mój spokój , odświeża wszystko a potem znika. I wciąż to przeżywam . A najgorsze ,że coraz trudniej to znieść.

      • dorota

        Joanno, a wraca ze względu na dzieci?

      • Anna

        Rozstaliśmy się 1,5 roku temu. Nadal bardzo cierpię. Nie potrafię sobie z tym bólem i złością poradzić. Czasem się odzywa i wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Zbieram w sobie siły, aby kolejnym razem powiedzieć, aby przestał się odzywać. Skoro wybrał inną drogę niech zamilknie na wieki. To bardzo trudne, gdyż nadal mam nadzieję, że będziemy razem.

      • Mene

        Ja po18 latach zycia z jedna kobietą no i 2 dzieci no nadal rozpaczam no minrlo 8 miesięcy a ja dalej nie moge dojść do siebie no ex po 3 miesiącach znalazla innego ja dalej w tym samym miejscu romans zdrada no ciezko to przeżyć

        • Rafal

          Ja Po 16 latach rozstałem się z żona dwójka dzieci i nie wiem tak naprawdę co Się dzieje ze mną i moja głowa płacze strasznie boli mnie wszystko i nie wiem jak dalej żyć proszę pomóżcie Proszę Boga o sile wyglądam jak wrak człowieka i nie wiem jak długo pociągnę dziekuje pozdrawiamRafa

    • Tomasz13

      Witam.A u mnie to wyglądało tak. Z żoną jestem 5 lat po ślubie ja 31 ona 26. Mamy synka 5 lat.od dłuższego czasu była oziembła i ciągle chciała się wyprowadzać.w końcu ja sam wyprowadziłem bo jak twierdziła chce skupić się na sobie i dziecku i może ta rozłąka jej coś da. I dała. Tydzień w tydzień spotkanie ze znajomymi. Po 3 tygodniach napisalem list jak bardzo mi zależy na niej i naszej rodzinie, za co ją kocham i jak bardzo mi jej brakuje. Po przeczytaniu listu spotkaliśmy się choć najpierw poprosiła żebym został z małym a ona pojechała na kawę do koleżanki po powrocie oznajmiła mi że to koniec że ona nie czuje tego co powinna i że jestem dobrym mężem i ojcem i nie chce oszukiwać ani mnie ani siebie. Przez okres gdzie mieszkałem osobno zawsze powtarzała że nikogo nie ma i nie chce mieć. Powiedziała że się wyprowadza że ma już mieszkanie. Został tydzień do jej wyprowadzki miałem nadzieję że może jej przejdzie ale nie. Wiedząc że mam być rano w domu żeby opiekować się małym otworzyła mi z Gościem 22 latkiem który skacze z kwiatka na kwiatek. Załamalem się nogi mi odcieło i nawet nie potraktowałem gościa tak jak powinienem. Po 3 dniach się wyprowadziła a teraz mieszka już 20 dni na ,,swoim” każdy czas w którym ja jestem z synem ona spędza z nim wstawiając fotki itp jak to jej nie jest dobrze. Nigdy jej nie zdradzilem i była tego pewna że nigdy tego nie zrobię. Na swoje usprawiedliwienie powiedziała że to nie wina tego gościa tylko że od jakiś 3 lat nie układało się bo jak twierdzi jest inna niż wszystkie i nikt nie będzie jej życia układał a teraz baluje z dziećmi średnia wieku 21 lat nie mający pojęcia o życiu tylko picie i zabawa. Nie potrafię o tym nie myśleć tym bardziej że nasz syn jest i zawsze był z nami bardzo związany.tym bardziej nie potrafię zrozumieć tego co zrobiła i co robi.

      • Michalina

        Proszę sobie uświadomic ze jest Pan wartościowym człowiekiem , a żona – no cóż chciała innego życia , do którego Pan nie pasuje . Tylko cieszyc się ze jest Pan ciepłym i dobrym człowiekiem . Czas leczy rany , jeszcze będzie pięknie

    • Kasia

      Od tygodnia po 2 letnim związku, nowy dom, i plany założenia rodziny, dzieci to moje marzenie. Od pierwszych chwil wiedział ze chcę związek aby stworzyć rodzinę. On też, mówił planował, mieliśmy zacząć starać się o dziecko. Tydzień temu oznajmił że nie chce dzieci i nie kocha mnie… rozmawia przez tel z inną przy mnie… Jestem skazana na niego, razem pracujemy, dojeżdżamy i mieszkamy… to jest chore jak żyć?!

  • aga

    6 lat kwarantanny za mną, jestem tyle dumna co słaba

  • Joanna

    To chyba jedno z najbolesniejszych doswiadczen z jakimi mozna sie mierzyc

  • Kacha

    Ja tam rozdalam wszystkie prezenty od niego…byly tez wsrod nich dwie sukienki 😛

    • Feelsodeep

      Pół roku po rozstaniu, kiedy już myślałam, że wszystko sobie poukładałam, kiedy wstałam i żyłam, uśmiechałam się, planowałam, czerpałam radość z codzienności… Nagle wszystko wróciło. Cały żal, poczucie krzywdy, ból duszy…
      Jezu kochany, kiedy to się skończy?

    • Pati

      A ja od 25 stycznia próbuje się poskładać na nowo. Nie umiem nie daje rady zbyt wiele się wydarzyło

  • Karina

    Mysle, ze nie mozna definitywnie okreslic czasu trwania detokstu. Wszystko zalezy od wielu czynnikow. Mnie osobiscie detoks zajal prawie 5 dlugich lat. Nie dosyc, ze stracilam ukochana osobe to w dodatku uswiadomilam sobie, ze zostalam sama z wieloma problemami do rozwiazania, Mieszkajac za granica poczulam sie nagle osamotniona. W dodatku, otworzylam wlasna dzialalnosc na kilka miesiecy na ktora wzielam dofinansowanie z UE. Konsekwencje podjetych decyzji ponosze do dnia dzisiejszego. Wiem doskonale co znaczy utracenie poczucia wartosci i wlasnej tozsamosci. Pomimo uplywu tylu lat mam ciagle poczucie bladzenia…i czuje sie tak jakbym nie mogla znalesc wlasnej drogi. Samo zycie.

  • Noel

    Dobrze, że taka sytuacja mnie nie dotyczy:)

    • Karina

      Noel, ciesze sie :-), Nie zycze nikomu takiej sytuacji…zwlaszcza poczucia straty czasu. Nagle budzisz sie z koszmaru i zdajesz sobie sprawe, ze inne osoby ulozyly sobie zycie…a jeszcze jak pomysle, ze moj ex poznal swoja przyszla zone po 4 miesiacach od rozstania sie i ulozyl sobie zycie pod kazdym wzgledem…niewiem jak ja to wszystko przezylam…

      • dorota

        Karino, znam mnóstwo takich przypadków, kiedy mężczyzna czy kobieta, po długim związku, spotyka kolejną osobę i niemal od razu się z nią „wiąże” na stałe, ślub, dzieci, itd, idzie migiem. Ciekawe to bardzo…

        • Elisabeth

          myślisz że to dobrze czy źle?

          • Elisabeth

            właściwie tak sobie myślę jeśli się spotka kogoś odpowiedniego i chciałoby się jeszcze mieć z nim dzieci no to nie ma co zwlekać. bo jak tak się będzie odkładać w nieskończoność to potem może zrobić się za późno…
            faceci czasem nie zdają sobie sprawy że u kobiet szanse na ciążę z wiekiem spadają…

          • Lilka

            Kochane jestem takze w rozsypce. 12 lat razem dwojka dzieci rozwod i kolejna proba wspolnego zycia rok po rozwodzie. Dramat wszystko wrocilo caly schemat i bledne kolotylko tym razem gorzej z tego wyjsc co na to dzieci…straszne jak moglam ludzic sie ze cos moze sie zmienic. Przezylam nasz rozwod drasrtcznie na psychotropach i w depresji odcielam sie sama od calego swiata. Pohawily sie problemy w wykonywanym zawodzie. Calymi dniami moglam tylko spac. Gdy zaczelam stawac na nogi uleglam bylemu mezowi i podjelismy kolejna probe….. czuje sie strasznie samotba w tym zwiazku a historie mamy niesamowicie bogata naszego rozpadu. Zdrady proba samobojcza meza ze tak kocha i chce zmienic a teraz znow jestem w sidlach. Czuje sie jakbym byla uzalezniona od niego to jest straszne zaden psycholog nie pomoze mi przez to przejsc. Boje sie strasznie czuje sie nikim bie mam rodziny w ciagu 3lat zmarly trzy bliskie osoby i jeszcze rozwod z takimi przezyciami.

      • Seba

        Hej, choć jestem mężczyzną doskonale cię rozumiem ! Ja na sprawie rozwodowej dowiedziałem się , że urodziła czyli musiała zejść w ciążę też około 5 miesięcy od rozstania i ciągle dalszy problemów o zaprzeczenie itd. Przeżyłem wiele w życiu ale dlaczego spotkało mnie to wszystko nie rozumiem dla niej mogę być kim chce i niech opowiada co chce lecz nie życzę jej tego co ona opowiadała o mnie święty nie jestem ale nie ma pojęcia jaką krzywdę zrobiła mi i dziecia opowiadając o mnie kłamstwa. Nie zrobiłem się nie miałem nigdy fb . Powiem wam tylko jedno nie rozumiem jak ktoś mając nową rodzinę krzywdzi dalej macie się na kims przecież to ona tak zdecydowała a Ja 4 lata sam walczący o przetrwanie nie w życiu bo wszyscy myślą jak mam dobrze lecz w środku o czym tylko Ja wiem . Teraz rozumiem ludzi , którzy rezygnują z walki o widzenia dzieci Ja jeżdżę co 2 tygodnie 120km a jestem traktowany jak najgorsze zło. Przez młodsza córkę Kochany i ona jedyna mnie rozumie ale skutecznie mnie niszczą zestawiając Ją. Jeżeli kiedyś się poddam i nie przyjadę po córki proszę mnie zrozumieć też jako facet mam uczucia . Kocham Was i słoneczko Tata obiecał Ty wiesz co …Prawda jest taka jaką nam powiadają tylko w oczach ludzi , którzy są zimno więc Kochajmy tak jak sami chcemy być Kochani

    • dorota

      Aż chciałoby się napisać – nigdy nic nie wiadomo 😉 No ale…nie napiszę tego 😉

  • Anna

    Czas, smutek, czasem łzy nawet po wielu latach, jeśli to było coś ważnego. I smutne czasem bywa to, że jednak czas leczy rany. Tyle, że czasem bardzo to długo trwa…

  • Marta

    Chyba każdy z nas przeżył w swoim życiu jeden związek, po którym rozstanie było bolesne jak chodzenie boso po szkle.
    Co ciekawe – zaobserwowałam, ze czym bardziej toksyczny związek, tym trudniejsze i bardziej bolesne rozstanie.
    Zanim przyjdzie ta upragniona świadomość, że dobrze się stało jest tysiące myśli, że własnie na tym etapie nasze życie się skończyło.
    Pocieszające jest to, że zawsze przychodzi otrzeźwienie i przysłowiowy czas zawsze leczy rany, ale tak jak piszesz swoje odchorować trzeba.

    Każda z nas jest inna, każda rozstanie będzie przezywała inaczej – trzeba wziąć poprawkę na odchyły, które wówczas będą robiły z nami różne dziwne rzeczy 🙂 ja np nabrałam pewności siebie i wiatru w żagle – jeździłam po imprezach, korzystałam z życia i generalnie dobrze się bawiłam 🙂

    pozdrawiam !

  • magda

    Chcialabym zauwazyc, ze tekst ukazuje w duzej mierze perspektywe kobiety, ktora zostala porzucona. Pamietajmy jednak, ze rozstanie nie zawsze jest wtedy, kiedy odchodzi mezczyzna. Czasami jest to nasz, w pelni swiadomy wybor, a wowczas niektore z powyzszych punktow sie dezaktualizuja. Kazde rozstanie jest bolesne, ale nie zawsze przechodzimy wszystkie wymienione etapy, nie zawsze odkopujemy z gruzow wlasna tozsamosc i poczucie wlasnej wartosci.

    Pozdrawiam!

    • dorota

      Magdo, słuszna uwaga. Trzeba to podkreślić, że rozstanie i sposób, w jaki do niego dochodzi to kwestia bardzo indywidualna. Często rozstajemy się, już będąc w związku, czyli de facto samo oficjalne zerwanie więzi jest tylko konsekwencją wcześniejszego oddzielenia.

  • Marika

    Witam
    Świetny artykuł, widzę w tym wszystkie swoje etapy. Prawdą jest to że im związek jest bardziej zawiły tym bardziej boli. Ja również liże swoje rany 🙁 po kimś kto mnie zdradził, upokorzył i chciał wrócić.

  • Iza

    Pieknie tu, jeszcze nie byalm w Hiszpanii, ale chetnie bym sie wybrala…wiecie jak to z pogoda? bo chyba pewnosci w sezonie nie ma?

  • Marta

    Niestety znam smak gruzu w ustach, upadlam na samo dno po 10 latach zwiazku mial byc slub, dzieci, piekne zycie, gdy teraz o tym mysle jest mi slabo…nie wiem jak to wszystko przetrwalam

  • Ala

    11 lat w związku. Mam 35 lat i wizję bezsensowności- nie mamy dzieci . Mój facet jest bez inicjatywy, co i mi zarzuca. Od 4 lat nie uprawiamy sexu i żyjemy ze sobą jak przyjaciele. Zależy mi na nim ale nasz związek to równia pochyła….Moim pocieszycielem jest czekolada…, on dużo pracuje więc jest zmęczony. Nigdzie nie chce mu się wyjść. Nie mamy wspólnych znajomych ani hobby. On jest domatorem a mnie ciągnie aby razem gdzieś wychodzić. Najczęściej wychodzę gdzieś sama ze znajomymi. Jest między nami 11 lat różnicy. Jestem z nim bo się przyzwyczaiłam i jest mi wygodnie. Nie wiem co dalej…

    • Anika

      Znam taki przypadek. Koleżanką była w takim zwiazku. Jeśli nie jesteś szczęśliwa i związek Cię nie rozwija musisz gruntownie.przemyslec to czy ma sens. To Twoja decyzja czy masz odwagę budować życie na nowo.

    • wiem

      Idź do dietetyka, idź do psychologa, Idź do kosmetyczki, idź do fryzjera, następnie idź na siłownię, następnie idź do salonu samochodowego pooglądać kolory samochodów, tylko nie kupuj auta,
      Znam kobietę, co w wieku 56 lat, po kilkunastu palantach co ją wciągnęli w lata, tak, po kilkunastu palantach, trafiła na 60-letniego kawalera, który zajmował się całe życie ciułaniem pieniędzy pod bacznym okiem mamusi, no i mamusia w końcu odeszła. Facet spod pantofla mamusi, ze świeżo odciętą pępowiną, doskonale wytresowany przez mamusię, obrzydliwie bogaty, okazał się być gościem dającym po pierwsze poczucie bezpieczeństwa… Ona teraz baba 56 lat wygląda jak ponętna trzydziecha i robi prawo jazdy. Na moje pytanie, kobieto, przecież już jesteś emerytka, w odpowiedzi słyszę: nie żałuję, że trafiłam na niego po 40 latach ulegania facetom…

  • DARIUSZ

    Ja z partnerką rozstalem sie tydzień temu po 17latach bycia razem.Jest mi z tym bardzo zle i nie daję rady juz.Zaczęło byc zle miedzy nami juz jakis czas temu.Mamy razem wspaniala córkę którą bardzo kocham ale ona jak na razie nie chce mnie znac.Mam strasznego doła a oprócz tego jestem po kilku próbach samobójczych co mam robic.Niby nie daje tego poznac po sobie ale wiem że teraz te mysli powrócą .

  • Katarzyna

    Zakończyłam związek po 26 latach i 4 miesiącach.W zasadzie to mąż zakończył.Powodem był brak pracy męza i brak jakigokolwiek wsparcia finansowego. Bardzo go prosiłam, zeby chociaż „coś” dorzucił do domowego budżetu. Nie miał ochoty.Doszlam do ściany, gdzie nie miałam wyboru.Moj maz wyjechal do pracy za granicę. Po drodze okazało sie, ze ma potężne długi. Mimo wszystko bardzo to boli. Znalazl sobie szybko nowa partnerkę.
    Sponsoriwalam go przez lata.
    Wiem, ze kepiej dla mnie być bez niego, ale to jest bardzi trudne

  • Kasia

    Ja niestety jestem w bardzo złej sytuacji,najprawdopodobniej zostanę samotną mamą z 4 dzieci.Mamy 3 wspólnych dzieci a 4 w drodze a on?nic się nie zmienił.Moja naiwnosc mnie zgubiła,przeszłam w zyciu bardzo dużo chociaż mam 34 lata.Jego nadużywanie alkoholu zniszczylo moje zdrowie.

    • Kiki

      Witam ja zaczynam swoją drogę mamy razem 3 dzieci on nieodpowiedzialny, ignorant ja z problemem depresji chce zakończyć ten chory związek zapisałam się do psychologa psychiatry. Mam leki zaraz wizyta u psychologa jestem pełna nadziei że mi pomoże bo się poprostu boję. Boję samotności że będę sama już do końca… Między nim a mną przepaść on ma swoje tajemnice nigdy lub Zadko mówi co robi gdzie idzie zdrada SMS była nwm czy w Realu czasem też brał jakieś używki. Chcę to skończyć muszę bo sama popadne wskrajn8dc razem 15 lat

  • Marek Antoniusz

    Ostateczny detoks po krótkim, ale bardzo intensywnym związku z osobą mocno rozchwianą i manipulującą, zajął mi aż 8 lat. Po 3 latach przeszło mi na tyle, że nie chciałem powrotu, później tempo opadania negatywnych emocji było dużo słabsze i ciągle one we mnie siedziały. Później szczęśliwy związek z przyszłą Żoną usunął przeważającą część toksyn. Ostatecznie pomógł… zakup mieszkania i idąca za tym wyprowadzka z domu rodzinnego. Dodatkowe obowiązki i pełnia odpowiedzialności za te 49 m kw. bardzo skutecznie usunęły dawne trucizny, choć odrobina zostanie pewnie już ze mną na zawsze.
    Wszystkim przeżywającym rozstania życzę dużo wytrwałości w walce o siebie i własną godność. Wiem, że w chwili rozstania zaraz zapomina się o wpieniających cechach partnera, a zaczyna przypominać najlepsze, ale coś jednak do tego rozstania doprowadziło i zrozumiemy to za jakiś czas, gdy spojrzymy na sprawy z dystansem. Pewne rany niestety uleczy dopiero czas, oddani przyjaciele, pasje, aktywność – są wskazane, ale czasu nie zastąpią. Trochę jak z katarem – leczony trwa tydzień, nieleczony 7 dni 🙂

  • Agniecha

    Ja (42 l) rozstalam się z mężem po 24 latach,bylam w niego bardzo wpatrzona, mamy 2 dzieci,(19 l i 10 l) praktycznie to ja podjęłam decyzję o tym. Przez lata próbowałam walczyć z jego uzależnieniem od internetu .Prośby, groźby nic nie dawały, ze wszystkimi problemami byłam praktycznie sama,on się nie starał bo wiedział że jak mu nie wyjdzie to zawsze ma otwarte drzwi do mamusi.Oprucz pracy istniał tylko komputer robił przy nim wszystko, spał, jadł,sprawy seksu też,nie raz go przylapalam że pisał na portalach randkowych, przez ostatnie 2 lata nie wiązało mnie z nim nic tylko tyle że był. Podjęłam ta decyzję świadomie i z przekonaniem że dam sobie radę i tak było do tej pory lecz niedawno dowiedziałam się przypadkowo że po miesiącu od wyprowadzki pisze i spotyka się z Panią. (tyle razy prosiłam żeby gdzieś razem wyjść, wiecznie słyszałam że nie ma kasy, że mu się nie chce itp..) Tak mnie to zabolało i coś pękło we mnie ze nie mogę sobie poradzić z tym, myśli gdzieś mi cały czas krążą po głowie staram się tłumaczyć że to i tak by nie było sensu być ze sobą,. Ja jestem wychowana w czasach gdzie matka zawsze mi wpajala że jak się już jest z jednym to do końca życia,myślę że w dzisiaj szych czasach większość Panów myśli tylko o jednym, chciałabym spotkać taka osobę z którą bym mogła przeżyć jeszcze wspaniałe dni wiedząc że jestem dla niego ważna. Pozdrawiam Aga

  • Ranna

    Rozstałam się kilka dni temu, była to tylko kwestia czasu. Decyzję powinnam była podjąć już dawno, jakieś 1,5 roku temu. Sama zakończyłam ten trzyletni związek. Dla większości życie w takim układzie nie miałoby najmniejszego sensu, ale przyjaźń przegrała z głębszym uczuciem. Miłością obdarzyłam mężczyznę , z którym rozumiałam się bez słów. Całe prawie życie przeżyłam jako singielka, a tu nagle taki strzał Amora. Wspólne urlopy, zainteresowania, wieczory, noce, wypady weekendowe wtedy mi w zupełności wystarczały. Przyszedł jednak moment, kiedy chciałam poznać jego dzieci z poprzedniego „toksycznego” związku. Raz jedne na przestrzeni tych lat spędziliśmy nimi prawie cały dzień. Obudziły się we mnie macierzyńskie instynkty macierzyńskie. Nagle zaciągnęłam ręczny hamulec. Ale zaraz, zaraz,przecież nigdy nie przedstawił mnie swoim rodzicom. Milczał, zmieniał temat, stosował skomplikowane zabiegi odejścia od tematu rodziny, wspólnego zamieszkania. Miał nade mną umysłową władzę, inteligentnie przebierając w słowach. Czekałam aż uporządkuje swoje sprawy, i jedyna próba jaką podjął skończyła się niepowodzeniem. Obawa przed rzekomą utratą kontaktu z dziećmi,spowodowana chorą relacją ze swoją „byłą” wygrała. Strach udzielił się również jego rodzicom, którzy chyba skutecznie się przyczynili do porzucenia przez niego pomysłu związania się z inną kobietą. Taki inteligentny, wygadany, a poddał się wówczas bez żadnej walki. Minął rok, potem dwa, trzy lata, a ja ciągle żywiłam nadzieję, że stworzymy coś trwałego. Zebrałam się na odwagę i opowiedziałam o swoich skrywanych dotąd potrzebach, pragnieniu poznania jego rodziny, wspólnego spędzania świąt z jego dziećmi, siostrami, a może też z czasem zdecydowania się na własne maleństwo. Chciałam jedynie normalności i miłości pod wspólnym dachem. Zakończyłam ten chory „związek”, lecz boleśnie próbuję nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego. On wykazał jedynie zrozumienie i przeprosił,że nie mógł sprostać moim wymaganiom. Do tej pory żywię nadzieję, że stanie w moich drzwiach i powie,że chce walczyć o mnie, dla mnie i ze mną, że przejdziemy przez to razem,że sprzeciwi się swojej byłej i wszystkim tym, którzy zabraniają mu kochać i żyć tak jak chce. Tak się nie stało, tak się nigdy zapewne nie stanie,, bo zwyczajnie strach go obleciał. Po co sobie komplikować idealny dla niego układ. Ból, rozpacz, bezustanna myśl, jak mogłam do tego dopuścić i pozwolić, by tak zranił moje serce. Za trzy wiosny wybije -dzieści, a ja mam zacząć od początku, z kimś innym, poznawać się od nowa? Nie wiem czy kiedykolwiek będę na to gotowa.

    • N

      Twoja sytuacja przypomina mi trochę moja .. jestem teraz w takim położeniu jesli chcesz porozmawiać daj znak

      • Alina

        Ja jestem na tym ostatnim etapie.Po prawie 40 latach malzenstwa mój mąż związał się przez półtora roku z kobietą która była jego szkolną miłością.Przez 10 miesięcy nic nie wiedziałam dobrze się ukrywał.Dopiro przypadkiem przeczytałam jego wiadomości.Bylam w szoku i jestem do dzisiaj.Potrafil do niej dzwonić nawet dwadzieścia razy w miesiącu A że mną nie miał o czym rozmawiać. Twierdzi że widział się z nią parę razy A mnie to wystarczy.Bardzo mnie to boli .Próbowałam wybaczyc ale nie mogę..Z jednej strony tęsknię za nim ale tak naprawdę nie potrafie zapomnieć tego co mi zrobił.Czuje się oszukana, Oklamywana, i zdradzona.Jak żyć dalej ?

    • Monika

      Mnie facet zostawił na sylwestra właściwie do tej pory nie wiem czy to była jego decyzja czy jego rodziców którzy od samego początku mnie nie akceptowali. Byliśmy razem 7 lat jest młodszy ode mnie o 3 lata mam 32 lata minęły 4 miesiące inie mogę się pozbierać.. Tym bardziej że nie daje rady się odciąć od tej przykrej sytuacji. Nadal mamy kontakt czasami się spotykamy mówi że kocha i nie może beze mnie żyć po czym wraca do rodziców i pisze ze nie wie co zrobić nie potrafi podjąć żadnej decyzji i że jego rodzice mnie nigdy nie zaakceptuja straszna sytuacja i niby chce zakończyć ale nie potrafi tego jasno określić nie wiem co mam robić wierzyć że dojrzeje czekac czy sama to zakończyć

    • izabelam

      Kochana, stało się bardzo dobrze, ja żyłam w takim związku 18 lat, do niczego mnie nie doprowadził, związek był ukrywany, bo to duchowny ewangelicki, który miał żonę i jak tłumaczył, nie mógł się rozwieść. Nie poznałam jego żony ani syna, dziś wiem, że był ze mną i z nią. Zerwał ze mną w marcu, zrzucając na mnie winę, a w maju dowiedziałam się, że się żeni – oczywiście nie od niego – mimo że przy rozstaniu jasno powiedział, że nikogo nie ma. Poszłam do jego narzeczonej i powiedziałam, że niedawno się rozstaliśmy, zbladła – była z nim już od dwóch lat. Duchowny potrafi pięknie mówić, a o miłości to już w ogóle, więc łatwo dałam się złapać, poza tym nigdy nie podejrzewałam go o kłamstwo – bo duchowny. Spotkał się ze mną, stwierdził, że skrzywdziłam jego ukochaną – kocha ją całym swym jestestwem i wszystkimi porami, jak się wyraził, bo powiedziałam jej prawdę, na dodatek poprosił, abym ratowała jego związek i gdy ona spyta, czy to co mówiłam jest prawdę – mam zaprzeczyć. Ona mu uwierzyła, ale to już ich życie. Ostatecznie stwierdził, że zrobi ze mnie idiotkę i powie jej, że czuję się oszukana, bo coś sobie wyobraziłam, jakiś związek z nim. Stwierdził, że nigdy nie powie jej prawdy. Byłam z nim tyle lat, nie mieszkaliśmy razem, tylko gdzieś tam wyjeżdżaliśmy, więc łatwo o mnie mówić tylko jako o swojej przyjacióce. Dodam, że z nową dziewczyną jeździ w te same miejsca co ze mną, mówi jej to wszystko i tak samo postępuje jak ze mną, ale ona będzie żoną. A ja zaczynam nowe życie. Nie poddam się taka kanalia niczego nie jest warta. I to duchowny, u nas szaleje pedofilia, a czy postępowianie tego duchownego – innego wyznania jest inne? Dobrze, że nie czekałaś tyle lat, ja powoli dochodzę do siebie, dzielę się swoimi przezyciami, bo to pomaga.

      • MArta

        Izabelo, tak bardzo Ci współczuję. Za mną kilka lat rozstań i powrotów. On buduje nowy związek nadal wyznając mi miłość. Tęskniąc podobno i twierdząc że łączy nas coś ponadczasowego i nadal chce sexu. Przypominam sobie różne sytuacje i dręczą mnie ciężkie myśli, że nieraz wypytując mnie o szczegóły czegoś, pytał bo chciał przed nią zabłysnąć. Spotykaliśmy się rzadko, ale to ja jestem tą, która się zorientowała i to ja z całych sił próbuje nie dopuszczać go do siebie. Jak to możliwe że tamta nie wie!!! Przypominam sobie różne chwile, które już dawno mogły mi dać znać, ale też przecież nie musiały. Nie powiem, podjęłam tę nierówną walkę o niego nie wiedząc, że nie mam szans wygrać. Oszukiwał mnie. Z jednej strony czuję jak bardzo jestem dla niego atrakcyjną kobietą, a z drugiej zupełnie się nią nie czuję, skoro nie wybrał mnie. I mam to samo okropne uczucie, że w każdym jego wytłumaczeniu figurowałabym jako „przyjaciółka”, „wariatka”. Ale jakoś nie mam w sobie tyle siły co Ty.

  • Bonifacy

    Mnie dziewczyna zostawila po 13 latach powiedziala ze ja zdradzilem i spakowala sie i uciekla ze planowala to 4 miesiace ucieczke ale przez te 4 miesiace bawila sie w szczesliwa rodzinke mowila ze kocha sex i wszystko swieta wszystko pieknie ladnie a tu nagle w piatek wieczorem sex w sobote z pracy przychodze oznajmia ze zdradzilem i koniec z nami po 13 latach ani dowodow ani nic. Od poczatku naszej znajomosci miala problemy z zazdroscia o wszystkich byla zazdrosnatez mialem wady bo ja oklamywalem w blachych sprawach przez co stracilem zaufanie do niej .dziwie sie teraz ze wytrzymalismy tyle razem nie raz zylismy jak pies z kotem klutnie wyzwiska masakra najgorzej o kobiety nie moglem rozmawiac patrzec bo tylko jak przychodzilismy do domurobila mi klutnie ze juz chcialem ruchac te wszystkie dziewczyny ja sobie z tego nic nie robilem po prostu milczalem teraz to byl blad bo pozniej to odreagowywalem na zachowaniu traktowalwm ja hamsko robilem specialnie klutnie siedzialo to ciagle we mnie o dzieci mnie oskarzala kak sie bawilem czy droczylem z 13 latka naszych znajomych ona do mnie ze juz bralem sie za nia nie raz rece mi opadaly naprawde odciela mnie od wszystkich znajomych zostali mi tylko 2 kolegow gdy spotykalismy sie ze znajomymi ladnie pieknie a w domu ze juz chcialem zdradzac.kocham mimo to ponad zycie i teraz nie moge sie pozbieraz minelo 3 miesiace a ja zyje bo zyje ale ciagle mysle boli strasznie jest tragicznie idealizuje ja ale co zrobie na sile mam ja przywolac jak jest szczesliwa bezemnie to niech bedzie wiem ze oboje cierpimy bo po rozstaniu zdecydowalem sie na psyhologa nie daje rady psyhicznie fizycznie jest ok chodze dalej z nia bylem raz powiedziala ze jej raz wystarczy mowila mi ze mnie kocha ze bylem czyms najwspaniejszym jej w zyciu ale teraz nie moze przeszkoczyc ?? Tylko pytam sie czego?? To boli mnie najbardziej ja bym jej wszystko wybaczyl.. ksiazke by pisac o nas

    • Monika

      Rozstałam się z mężczyzną ponad dwa lata temu. Byliśmy razem 7 lat. Wcześniej również były rozstania i powroty. Przemyślałam sprawę. Zrozumiałam, że jednak bardzo go kocham i chcę z nim być. Jednak było już za późno. Znalazł sobie inną kobietę. Próbowałam go odzyskać. Walczyłam o miłość. Starałam się wytłumaczyć wszystko. Nie chciał powrotu. Czasem się spotykaliśmy. Wtedy mnie przytulał, całował. Pisał do mnie. Też twierdził, że mnie kocha, że tęskni. To wszystko okazało się kłamstwem z jego strony. 2 miesiące temu napisał ze wspomnieniami z naszego życia, wysyłał mi wpólne zdjęcia. Miesiąc temu spotkaliśmy się. Znów były przytulasy i pocałunki. A teraz dowiedziałam się, że wziął ślub. Nic nie wspomniał o swoich planach. Wykorzystywał moją słabość do niego. Cały ten czas wierzyłam, że wrócimy do siebie. Okłamał mnie, zranił. Jest bardzo ciężko. Płacz nie schodzi z moich oczu. Muszę się nauczyć żyć bez niego. Nie mogę już napisać. Nie mogę już liczyć na wspólny wypad na rower. Muszę uszanować jego decyzję. Stworzył rodzinę. Monia, nie pozwól manipulować swoimi uczuciami. Ja popełniłam ten błąd. Nie potrafiłam się odciąć, zapomnieć. Czekałam cały czas, podczas gdy on układał sobie życie z inną, bawiąc się moim kosztem. Gdyby kochał tak jak mówi, wróciłby… Mężczyźni to tchórze. Teraz nie potrafię poradzić sobie z tym bólem. Jeszcze długo będzie gościł w moim sercu.

      • MArta

        Moniko, tak bardzo mi przykro, z powody tego co Cię spotkało. Dużo z tego co piszesz, mam wrażenie że jest o mnie. Z tym, że mój „były” – nie chce BYĆ BYŁY tylko chce bym była jego najwspanialszą na świecie kochanką, ponieważ kobieta z którą od dwóch lat buduje nowy związek to tylko uwikłanie – tak mi tłumaczy. Od jego siostry dowiedziałam się o rozmowach o ich ślubie. A on wciąż wyznaje mi miłość, jednocześnie mówiąc że nigdy nie mieliśmy być razem. Nie wiem jak można być kimś takim. Najgorsze, ze w te jego wyznania miłości ja wciąż wierzę. Te etapy opisane w artykule, zamiast przechodzić po kolei, to mieszają się mi każdego dnia. Prosiłam go, że pozwolił mi dojść do siebie, żeby dał mi spokój. Ale on twierdzi że nie wyobraża sobie dnia bez najmniejszego kontaktu ze mną. Gdy się odcinam, odczekuje tylko jakiś czas i znów się zjawia. Znajduje jakieś wiadomości o mnie w mediach i się zjawia z wyznaniami tęsknoty, wielkiej bliskości. Jak ja mam przestać wierzyć w jego miłość? Nie wiem.

      • Greh

        Miałem identyczną sytuację jak Ty
        Identyczną

  • Monika

    Marto, współczuję Ci. To trudne zacząć nowe życie, gdy cień poprzedniego życia jes z nami. Mój były od czasu zaślubin nie odzywa się – na szczęście. Nadal za nim tęsknię i głęboko w sercu czekam na chwilę aż się odezwie. Mam do niego żal, że zmarnował mi dużo czasu. Wiele niestety straciłam. Zwodził mnie, podobnie jak jest to w Twojej historii. Mężczyźni powiedzą nam wszystko, aby nas wykorzystać, zabawić się. Sądzę, że gdyby Twój były mówił szczerze, byłby z Tobą. Nie wierz w żadne uwikłanie. Po prostu chce mieć rozrywkę i wykorzystuje Twoją słabość. Wydaje mi się, że powinnaś z nim porozmawiać i postawić ultimatum – albo jest z Tobą, albo z nią. Ale pamiętaj, jeśli zdradzał tamtą, to czy potrafi się zmienić? Ja teraz tak na to patrzę. Nie chciałabym być na miejscu tamtych kobiet, które były oszukiwane już przed ślubem. Co będzie później? Nie powiem Ci, że będzie łatwo. Ale trzeba sobie ułożyć życie. Nie wiem czy jeszcze pokocham, ale chcę mieć bliskiego sobie człowieka, który się mną zaopiekuje a ja nim. Jeśli pokocham, będzie cudownie. Życzę Ci dużo szczęścia.

    • Naamah

      Miesiąc temu, po 18 latach związku mój mąż oznajmił, że już mnie nie kocha z lekkością z jaką mówiłby „kupiłem chleb”. Mój świat zawalił się w ułamku sekundy. Rozpaczałam i czułam się jakby nie odszedł tylko umarł. Zdziwiła go moja reakcja, bo uważał, że te słowa przyniosą mi ulgę. Przyznał, że ta myśl męczyła go od ostatnich dwóch lat. Ta informacja rozbiła mnie jeszcze bardziej, bo nie mogłam (nadal nie mogę) zrozumieć jak można być tak wyrachowanym i przez cały ten czas korzystać z benefitów, które niosła mu moja miłość do niego? Mieszkamy za granicą od 15 lat. Nie dorobiliśmy się zbytnio, bo mąż ma lekką rękę do wydawania pieniędzy. W chwili obecnej nie pracuje ze względu na pandemię. Dwa dni po tym gdy usłyszałam, że przestał mnie kochać oznajmiłam mu, że po zlikwidowaniu obostrzeń ma się wyprowadzić i poinformować naszego 13 letniego syna o sytuacji. I tu ponownie zwalił mnie z nóg uznając, że ja mam rozmawiać z dzieckiem, bo to ja go wyrzucam z domu… Chyba wyobrażał sobie, że układ się nie zmieni, a wypowiedziane wcześniej słowa dadzą mu bilet do robienia tego co chce. Nie wiem – nie pojmuję sytuacji. Jest zdumiony, że „tak szybko się ogarnęłam”, nie rozpaczam i zajęłam się własnym życiem. Rozpaczam. Serce mam rozdarte na tysiące drobnych kawałków, ale na rozpacz pozwalam sobie kiedy on jej nie widzi. Powody wyczerpania się zapasów miłości też mnie zabiły. Były trzy; stałam się wredna, przestaliśmy się wzajemnie szanować oraz to, że owszem zgadzałam się na sex za każdym razem kiedy sobie życzył, ale sama do niego nie dążyłam. To wszystko prawda. Stałam się wredna, nie chwaliłam, bo i nie było za co. Kiedy podpierałam się nosem gotując dla niego obiady w trakcie zdalnej pracy, a potem sprzątałam i ogarniałam lekcje dziecka, on grał na konsoli. Moje prośby, a z czasem awantury o zaangażowanie się w związek i życie rodzinne skutkowały jedynie coraz większym oddalaniem się ode mnie. W weekendy grał ze zdwojoną siłą i dodatkowo pił. A ja byłam tu zamknięta jak w klatce – bez drogi ucieczki, bez żadnego azylu. Ciężko było być miłą i chwalić osiągnięcia w grze, bo innych nie miał. Znosiłam to wszystko z nadzieją, że się ocknie, obudzi i znów będziemy rodziną. Tak się nie stało. Obecnie staram się pozbierać, nie myśleć, zająć się uniezależnianiem się od niego. Kupiłam auto i uczę się jeździć. Wróciłam do porzuconego na rzecz związku i rodziny hobby. Uczę się żyć bez niego mimo, że ciągle jeszcze tu jest. W głębi duszy marzę, żeby to wszystko okazało się złym snem, żeby klepsydra się obróciła i moje życie wróciło do normy obok nieidealnego może partnera, ale jednak miłości mego życia. Wiem jednak, że i to nigdy się już nie stanie. Boję się. Boję się jak cholera! Wizji przyszłości i samotności, bo nikogo tu praktycznie nie znam. Mam wsparcie rodziny, ale także na odległość. Czasem przychodzi myśl, że powinnam się całkowicie zatracić, zrezygnować ze swojego ja, uszczęśliwiać go po kres własnej wytrzymałości, żeby przy mnie trwał. Z drugiej strony wiem, że to na nic, bo to typ człowieka, którego nie da się uszczęśliwić. Permanentnie nieszczęśliwy. Stawiam zatem na znoszenie sytuacji z godnością i czekam na to co przyniesie los… Jestem fajna i mam jeszcze dużo do zaoferowania, więc może jeszcze, za jakiś czas pojawi się na mej drodze ktoś kto przyjmie co mam i sam też przyniesie mi szczęście? Może…

  • Monika

    W czerwcu powinniśmy obchodzić 14 rocznicę ślubu. Powinniśmy, a będziemy „świętować” rozwód. Dokładniej on będzie świętował. Ja Jestem w rozsypce… Poczucie własnej wartości spadło głęboko poniżej zera… Tylko dzieci mi żal 🙁

  • Ona

    Polecam wszystkim którzy tu zaglądają książkę Stefanie Stahl „kochaj najlepiej jak potrafisz”. Będąc 10 lat w toksycznym związku pozwolilami zrozumieć gdzie jestem i co sie dzieje i przejsc przez rozstanie z uzależnionym, niedojrzałym facetem. Zostalam sama z 3letnim dzieckiem, ale poczułam ulgę.

  • Kasia

    Ja rozstałam się z facetem po 4 latach .
    Oboje po przejściach , miałam nadzieję na związek najcudowniejszy z najukochańszą osobą . Niestety
    Od samego początku przewijały się stare niezamknięte jego poprzednie związki .
    Wieczne pisanie z byłymi i koleżankami
    Straciłam zaufanie zmęczyło mnie to
    Wyniszczało Zabijało
    Życie dołożyło jeszcze jego uzależnienie od narkotyków
    Wiedziałam ze nic już z tego nie będzie ale dalej w to brnęłam
    Rozstałam się
    Myślałam ze to szybko minie
    Bardzo cierpię te cholerne myśli

    • Kama

      Hej, kochana nie martw się, ja przeżywam właśnie to samo. Huśtawki nastrojów u mojego byłego narzeczonego to norma. Raz poroniłam, tyle nas łączyło. Dużo pił, nie radził sobie ze swoją firmą… wciągło go, poszedł na detoks, wrócił i nagle jest ogarnięty i po tym co dla niego robiłam, ogarniałam wszystko, byłam wszędzie.. on wolałby żebyśmy się rozstali.. no tak, pomóc w najgorszym czasie życia a jak jest dobrze, to nowa przyjdzie na gotowe i on będzie obok niej skakać.. ja też póki co jestem skazana, mimo że wypowiedziałam umowę wynajmu mieszkania i go właściciele wyprosili. Pojechał 200 km do rodzinnego miasta i nagle nigdy nie wróci do mnie bo nie podoba mu się życie w moim mieście.. Ja mam dobrą pracę tutaj, Jego miasto jest drogie, pędzi… sam to kiedyś mówił, że pojedzie za mną wszędzie. Teraz – tłumaczy że nie potrafi egzystować tu, a musi mieszkać w większym mieście, że jest więcej opcji.

      Postanowił dać miesiąc czasu na odległość, by sprawdzić czy damy radę , ewentualnie wrócić do miasta w którym pracuje, bo tu gdzie mieszkam nie ma zamiaru… nie wiem co robić..

      Do tego jutro idę na wesele przyjaciółki … z kolegą. Bo w tym czasie miał przebywać na terapii od alkoholu. Zrezygnował z niej i pracuje. Ja idę na wesele z kimś, kto po tygodniu od poproszenia towarzyszenia na weselu przynosi mi kwiaty, kupuje czekoladki i wyznaje że „koledze zależy na mnie”.

      Sam narzeczony robi mi sieczkę z głowy, bo nie wiem jak to będzie wyglądało za miesiąc. Mieliśmy mieć ślub w maju.. ale teraz widzę że to niemożliwe, jest skreślony u mojej rodziny przez alkohol.. póki co.. mam to samo co Ty, brnę w to wiedząc o alkoholu i czasem narkotykach
      nie wiem co robić…

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>