Główne menu

Dlaczego często jesteśmy milsi dla obcych, a nie bliskich?

Syn koleżanki twojej starej to postać mityczna. Mem, który żyje już własnym życiem. Ale choć brzmi absurdalnie, to nie wziął się z powietrza – o genialnym dziecku znajomych słyszał chyba każdy. Jego duch pojawiał się zawsze, gdy rodzic chciał wyrazić głębokie niezadowolenie, rozczarowanie, frustrację, bo gdybyś tylko był jak ten Mariuszek, co śpiewa w chórze, wygrał olimpiadę fizyczną, robi chorej sąsiadce zakupy!

Ale cisną tak nie tylko rodzice. Mężczyzna często słyszy od żony, że ten Robert z biura to taki zaradny, sam panele położył, szafki w kuchni zrobił, auto sam naprawia zamiast płacić warsztatom jak za zboże, a sąsiad znowu na budowę do Holandii pojechał i za rok się przeprowadzą do dużego domu. Kobieta się dowie, że sekretarka z biura męża taka szczupła, a dopiero dwa miesiące po ciąży, a jakie ciasto dobre upiekła, jej chłop życie na loterii wygrał. No nie brzmi to sympatycznie, więc czemu notorycznie wbijamy sobie takie szpileczki?

 

Obcy zawsze lepszy

Ludzie jako ogół mają skłonność do idealizowania obcych i dewaluowania swoich. Chętnie stawiają cudze dzieci za wzór, a swoje potomstwo traktują jak największe rozczarowanie.

Kolega z pracy bije na głowę partnera w domu. Żona sąsiada wydaje się atrakcyjniejsza od własnej. Przyjaciółka ma fajniejszą mamę, kumpel ma ojca do rany przyłóż, nie to co ja. I bardzo często dają upust goryczy, wbijając nóż prosto w serce, uderzając dokładnie w najczulsze tony. W miejsca, które najmocniej bolą. Które podważają samoocenę, niszczą
tożsamość, prowokują do smutnej myśli „czy on/ona w ogóle mnie jeszcze kocha?”.

Czemu tak się dzieje? To dość prosty mechanizm. Obcych zwykle widujemy tylko w ich najlepszych momentach, podczas gdy bliskich mamy w pełnym pakiecie, razem z wadami, lenistwem, gorszymi dniami, fochami. Syn koleżanki ma pięknie posprzątany pokój i szóstki z matematyki, i już wydaje się idealny, bo obserwujesz go raptem przez godzinę, gdy wpadasz do owej koleżanki na kawę – nie widzisz więc tego, jak grymasi przy każdym posiłku, jak pyskuje, jak miga się od domowych obowiązków. Wybiórcza ekspozycja robi po prostu swoje
– przy własnym dziecku tego nie ma, bo ono jest ciągle, w tych dobrych, i w tych złych momentach.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia emocjonalnego przywiązania. Porażki obcych dzieci nie bolą, wręcz mogą dawać wstydliwą satysfakcję. Własne dziecko to całkiem inna historia – jego osiągnięcia, jego zachowanie do dowód na to, że dobrze nam idzie jako rodzicom. Więc kiedy dziecko nie spełnia oczekiwań, rodzic może odebrać to jako osobistą porażkę, i w bezsilnej złości porówna się do kolegów i koleżanek, których potomstwo jest jak z obrazka – czyste, grzeczne, pilne w nauce, ambitne, sympatyczne, pomocne.

Im bliżej, tym mniej doceniasz

To zjawisko znane z badań nad międzyludzkimi relacjami – im częściej coś widzisz, tym mniej to zauważasz. Dla mózgu rzeczy oswojone są po prostu mniej ważne, można je bezpiecznie ignorować, bo przyzwyczajeni do czyjejś obecności nie mamy już efektu wow! Nasz zachwyt spada, a jego miejsce zajmuje codzienna rutyna. Stąd klasyk: trawa jest bardziej zielona u sąsiada. Bo łatwiej fantazjować o cudzym życiu niż zmierzyć się z własnym – jeszcze by wyszło, że ten rozczarowujący dzieciak to nasza wina, a nie tylko jego.

Swoją cegiełkę dokłada też wychowanie. W wielu kulturach obowiązuje model wychowywania przez krytykę – pochwalić można obcego, ale własne dziecko, jak będzie często chwalone, to mu w głowie się przewróci. Nie ma co rozpuszczać młodego, to dla jego dobra, dyscyplina ważniejsza, a nie jakieś „będzie mu przykro”. Dorośnie – zrozumie, i jeszcze podziękuje.

Rodzice do obcych dzieci podchodzą po prostu inaczej. Za swoje odpowiadają, wiążą z nimi określone nadzieje, one są też na swój sposób wizytówką dorosłego, dlatego do głosu dochodzą przede wszystkim lęk, zawód, rozżalenie, niezadowolenie, rezygnacja. A syn koleżanki? Na niego można projektować swoje ambicje, fantazje, niespełnione marzenia, i to bezkarnie. Więc nic dziwnego, że w bezpośrednim starciu wygrywa.

A mój kolega z pracy…

Z partnerem działa identycznie jak z dziećmi. Kolega z roboty jest ogarnięty, bo widzisz tylko wycinek rzeczywistości. Wydaje się miły, ponieważ nie dzielisz z nim codziennych, nudnych obowiązków. Imponuje ci jego zaradność, ale nic nie wiesz o prywatnych porażkach.

Porównanie go z partnerem w domu jest zwyczajnie nieuczciwe – partnera widzimy w wersji raw footage, obcych jako rolkę po edycji i montażu.

Brutalna prawda jest i taka, że przy bliskich często czujemy się już na tyle bezpiecznie, że możemy ich prawie bezkarnie krytykować, bo oni i tak wybaczą, i tak zostaną, i tak będą kochać dalej. Przy obcych bardziej się hamujemy, żeby nie urazić, choć na logikę, ich opinie oraz uczucia powinny nas interesować mniej – ale sfera emocjonalna rządzi się swoimi prawami.

I podobnie jak przy wychowywaniu dzieci, związki romantyczne również często budowane są przez niedosyt – nie chwal za dużo, bo rozpuścisz, wymagaj, żeby partner nie osiadł na laurach, dawaj do zrozumienia, że nie jest jedyną dostępną opcją. Za dużo cukru psuje nie tylko zęby. Wprawdzie praktyka często pokazuje, że takie myślenie wielokrotnie doprowadziło do zaskakującego rozstania „bez powodu”, ale mit, żeby nie rozpieszczać zanadto drugiej osoby, bo wejdzie na głowę, trzyma się mocno.

Syn koleżanki twojej starej czy kolega z pracy to po prostu wygodne narzędzie szantażu emocjonalnego. Pomaga utrzymać bliską osobę w ryzach, wjeżdża na ambicję, daje do zrozumienia że „żaden z ciebie cud, inni są lepsi, popraw się jeśli chcesz zasłużyć na moją miłość”. I niestety, to często działa, zwłaszcza u dzieci, które są przecież od rodziców
całkowicie zależne, nie mogą wejść w kontrę, że ok, to ja sobie też znajdę kogoś fajniejszego.

Mechanizm do dyscypliny

Chwalenie innych, okazywanie im szacunku i docenianie tego, co robią, jak wyglądają, do czego doszli, bywa często traktowane jako środek wychowawczy – również dla dorosłych.

Nie jest to pocisk po dziecku albo partnerze, nie ma bezpośredniej krytyki. Jest pasywno- agresywna wymówka, niby bez związku, lecz jasno wiadomo, do czego się zachwyt na obcym człowiekiem odnosi.

Bo kiedy dziecko słyszy, że „Tomaszek to duma rodziców”, przeważnie samo dopowiada sobie resztę, czyli że z niego rodzice dumni nie są. „Zaradny kolega z pracy” oznacza ni mniej, ni więcej, tylko: jesteś trochę pierdołą, gdzie ja miałam oczy. I czasem mówi się to celowo, właśnie żeby zabolało, bo jest szansa, że szpileczka w ego zadziała dyscyplinująco – córka weźmie się do nauki, synek w końcu znajdzie odkurzacz i mopa, narzeczona schudnie, mąż poszuka dobrze płatnej roboty.

To niesprawiedliwe o tyle, że zestawiamy fantazję z rzeczywistością – ten wzór do naśladowania to „the best of” w kontrolowanych warunkach, bez weryfikacji w trudnych sytuacjach, w każdym nastroju, w dołkach. I z walutą w postaci uczucia – obcy przeważnie ma w pompie nasze zdanie i nie zabiega o naszą akceptację, a dziecko czy partner już tak.

Więc oczywiście, że Marzenka z recepcji, która mówi z uśmiechem „dzień dobry” i przynosi gorącą kawę, jawi się niczym anioł, w przeciwieństwie do partnerki, która zmęczona po sprzątaniu mówi chłodno „śmieci wyrzuć” i nie ma nastroju na żarty.

Nie powiem wprost

Kiedy sytuacja wygląda, jak gdyby rodzic wolał cudze dzieci, a partner chętnie wszedłby w związek z lepszą partią, to często sygnał, że ktoś jest niezadowolony z obecnej relacji, ale nie potrafi tego sensownie wyartykułować. Rodzic nie komunikuje się z dzieckiem, bo nie wie jak lub sądzi, że dziecko ma po prostu wykonywać polecenia bez dyskusji – jest projektem, a projekt nie powinien mieć własnego zdania.

Rozmowa z partnerem jest równie trudna, bo człowiek napędzany frustracją jest kiepski w konstruktywną krytykę, która wymaga rozsądku i spokoju.

„Beatka już schudła”, „Marta mężowi robi kanapki do pracy codziennie”, „Darkowi nie trzeba powtarzać dziesięć razy, żeby zrozumiał”, „Krzysiek przed świętami zawsze myje okna”… Porównywanie do innych i podważanie wartości partnera to sygnał, że w związku szwankuje, tyle że brak pomysłu jak to naprawić. Jest skryte ultimatum: jak chcesz mnie zatrzymać, musisz się bardziej postarać. Pytanie tylko, czy warto.

Zostaw komentarz

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>